Co najpierw rozbudować?

Wątek w temacie: Dla początkujących

Wyniki od 21 do 38. Przejdź do strony: 1 2
Post #21, autor: Luty
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 18:19
awatar
Pablo dotyka istoty zagadnienia :) - ja powiem tak, jak się trafi sąsiad "co się nie może oprzeć naszemu atakowi" to normalnie trzeba go natychmiast zrównać z ziemią - nie chcę tu przedwczesnymi sądami i radami psuć rozgrywki młodym krwiożerczym władcom :) - najlepiej wszystkiego doświadczyć na własnej skórze === a potem napisać pamiętnik i na jego podstawie poradnik :)

Post #22, autor: Valanthir
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 18:19
awatar
Pytanie jest po prostu zbyt ogolne, jest zbyt wiele czynnikow ktore moga sprawic ze albo sie bedzie oplacac, albo nie. A i tak na pocieszenie mozna to podsumwoac, ze nawet jak sie wydaje ze sie oplaca, to moze sie okazac ze jednak ten bezbronny nie byl taki bezbronny... ;>

Post #23, autor: Friforol
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 18:26
awatar
szczerze mówiąc to nie liczyłem na inną odpowiedź - dzięki :]

Post #24, autor: Czarny
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 19:07
awatar
A ja odpowiem inaczej niż moi koledzy. Jeśli masz słabego sąsiada - wal bez litości. Ponieważ:
-skoro jest słaby, to marny z niego ewentualny sojusznik
-skoro jest słaby, to inny sąsiad może cię wyprzedzić i podbić go.

Trzeba oczywiście Koniecznie zabezpieczyć się dyplomatycznie na tyle, na ile to możliwe; ale błędem jest czekanie na cokolwiek, choćby na cud. Jeśli jesteś aktywnym księciem, to co prawda nie możesz liczyć na 100% że wygrasz, ale możesz liczyć na ciekawą rozgrywkę. Co do tego możesz mieć pewność i na tej pewności warto się oprzeć :)

Post #25, autor: Piwosz
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 19:32
awatar
wiele osob krazy oddzialem bazowym wiec dokladajac paru chlopa mozna na starcie wyeliminowac cala armie takiego startujacego i doposarzyc swoja i sprobowac szczescia. Kiedys tak najechalem Chiny. Zeby miec jakokolwiek armie musial kogos powolac i jego wzrost byl tragicznie wolny (male stado bazowe).

Post #26, autor: greghor
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 19:45
awatar
Ja powiem jeszcze inaczej. Z zasady nie opłaci się atakować jak masz miejsce do rozwoju bez walki. Miejsce do rozwoju na źródłach rzecz jasna. Oczywiście - jak stwierdzisz ponad wszelką wątpliwość, że Księstwo jest zaniedbane, to można atakować. Jak napisał Czarny lepiej samemu skorzystać, niż dać innemu. Tylko stwierdzić, że Księstwo jest opuszczone to nie jest takie szast pras. Sam czasem nie odpowiadam (niektórym sąsiadom, nie wszystkim) tygodniami, a potem cieszę się jak ten którego olewam przychodzi po moje miasta w sile 100 żołnierzy+50 przyszłych osadników. Idealna sytuacja - doświadczenie dla wojaków, niewolnicy, a potem konterka na ziemie raptusa,;)

Post #27, autor: Valanthir
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 20:23
awatar
greghor - takie zachowanie miedzy innymi mialem na mysli, mowiac o tym ze czasem mozna sie zdziwic ze niekoniecznie wladca olewa ksiestwo.. lepiej doceniac przeciwnika ;>

Post #28, autor: Friforol
napisany: 31. sierpnia 2010, wtorek, 20:41
awatar
ooo, widzę, że udało mi się poruszyć znakomite umysły do dyskusji - mój pierwszy sukces w tej grze, hehehehe =)

trzeba przyznać, że takie debaty weteranów są dla nowicjuszy takich jak ja prawdziwą ucztą intelektualną ;D

Post #29, autor: pawlo77
napisany: 1. września 2010, środa, 08:01
awatar
ja podzielam zdanie Czarnego warto walić cieniasów po co się angażować w walk iż równym sobie skoro na początku to nie ma sensu lepiej się z takim dogadać. W półfinałach zdąży się powalczyć z silniejszymi:)
Ale z natury nie ruszam się jak nie zasiedlę wolnych poletek i nie mama w miarę dobrej armii oraz bezpiecznych granic tz wiem że sąsiad prawdopodobnie walczy lub mamy jakiś układ i widzę że go nie łamie od miesięcy to jest szansa że jeszcze ze 2-3 tyg. go nie złamie. Z cieniasem dłużej się nie walczy :P

Post #30, autor: Piwosz
napisany: 1. września 2010, środa, 08:35
awatar
Cytat:
Z zasady nie opłaci się atakować jak masz miejsce do rozwoju bez walki

To bardzo wazna sprawa. Trzeba pilnowac by stado bazowe nigdy nie spadlo ponizej 170 chlopa wlasnej narodowosci przy morale nie mniejszym niz 6. Ja sie trzymam tej reguly. Jak sie do tego dopusci to wzrost jest zbyt wolny by skutecznie zasiedlac inne zrodla, tworzyc armie itp. No i trzeba roscic sobie prawa do wszystkiego co sie znajdzie, bo sporo graczy boi sie konfrontacji -nawet jak im nie grozi- i potem mysla co robic majac zaledwie dwie osady.

Post #31, autor: Aguirre
napisany: 1. września 2010, środa, 08:59
awatar
Przez pierwsze 2 miesiące NIE WOLNO zacząć wojny, a jak sąsiad zacznie to na kolanach go błagać aby odpuścił. To czas na rozbudowę księstwa, armii, wszystkiego. W tym czasie można zaatakować - mało szkolonym, nielicznym (w stosunku do ekipy osadników jaka przeciwnik ma w osadach), nieuzbrojonym wojskiem, to gwarantowane straty a zyski (terytorialne i niewolnicy) odbierze byle kto
Uważam że jest możliwe żeby pójść na wojnę w 3 miesiącu, jednak dużo zależy od posiadanego terenu i sąsiadów

Post #32, autor: Czarny
napisany: 1. września 2010, środa, 09:17
awatar
A powiedz Aguirre, od kiedy Volheria zaczęła się mieszać? Czy to nie był już trzeci miesiąc, czy nawet wcześniej?

Post #33, autor: Pablo Larmo
napisany: 1. września 2010, środa, 09:21
awatar
Aquirre specjalnie to mówi, a w następnym świecie nagle pojawi się jakieś księstwo atakujące znienacka w pierwszym miesiącu

Post #34, autor: Czarny
napisany: 1. września 2010, środa, 09:23
awatar
Heh, jak debiutowałem w Rufusie, to pod koniec pierwszego miesiąca uczestniczyłem w wojnie (którą sam wywołałem), w której brało udział w sumie 6 księstw. To była niezła szkoła jazdy...

Post #35, autor: pawlo77
napisany: 1. września 2010, środa, 09:51
awatar
W 2 miesiacu gry to posłałem w mroki sąsiada:P

Post #36, autor: Aguirre
napisany: 1. września 2010, środa, 10:29
awatar
[32] Volheria zaczęła mieszać wcześniej, ale to był zupełny przypadek, ściąłem się (a właściwie mój namiestnik) ze zwiadem Czarnej Skały. Natomiast faktem jest że zaplanowałem tam wojnę (wybrałem na cel Tiste Edur) gdzieś w 3 miesiącu. Było to spowodowane tym że po prostu było ciasno, już trzecie źródło - to na przesmyku - było sporna, roszczenia zgłosiły Czarne Pola, nie było po prostu miejsca na spokojny rozwój.
Wojen wcale nie wygrywa się bitwami (to już formalność), jeśli idziesz na początku to idziesz licząc na szczęście, na swoje doświadczenie i błędy przeciwnika, oczywiście jest to uzasadnione ale co szkodzi dołożyć do tego również przewagę gospodarczą i militarną wypracowaną przez te kilka miesięcy przygotowań

Post #37, autor: Czarny
napisany: 1. września 2010, środa, 13:39
awatar
Przewaga gospodarcza raczej nie zaszkodzi. :) Ale w ID, w którym zakładaliśmy takie właśnie - gospodarcze podejście to tematu, czyli zasiedlenie pięciu wytargowanych źródeł, okazało się, że interweniować trzeba wcześniej, bo Volheria się wmieszała i zaczęła bić naszego spokojnego sąsiada.
No to się wmieszaliśmy, żeby całego nie połknęła... i się potoczyło :)

Post #38, autor: Aguirre
napisany: 1. września 2010, środa, 15:17
awatar
Pięć oczek to wyzwanie nawet dla rolnika, rzecz w tym że wtedy za długo się siedzi i bardzo łatwo wpada w sidła "przyrost dla przyrostu" kosztem armii (liczebności, wyszkolenia, uzbrojenia, nawet żywności), wielu graczy wie o czym mówię, to jest jak narkotyk:) Wydaje się niby całkiem słusznie że jak teraz zrobię dużego popa to potem szybciej zrobię armię. Tylko czy będzie jakieś potem - Bati nazywa to jazda po bandzie, tzn. ryzyk-fizyk, nie interesuje mnie miejsce w peletonie, idę albo na mistrza albo do piachu. Moje widełki na pierwszą wojnę - między 3 a max. 6 m-cem:)

Wyniki od 21 do 38. Przejdź do strony: 1 2
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.
Wyszukiwarka: