Najświeższe wątki:
Zasady gry
Osady będą płonąć...
Komentowana aktualność: Osady będą płonąć...
Wątek w temacie: Komentarze do aktualności
Albo rybki, albo pipki mój słodki :P
Dziękuję.
Tyberion , ciebie zwyczajnie nie stać na tą nową osadę. Nie po to Boro wprowadza legalne podatki aby kombinować z szarą strefą.
Skoro cie nie stać, to może zacznij od tego, że namnożysz sobie ludzi i dopiero wtedy zasiedlisz to miasto. Materiały z rozbiórki pozostaną tam na miejscu więc odbudowa potrwa zaledwie chwilkę.
jak się zbuntują to się nic nie dzieje , stoją i czekają na koniec świata, albo przyjdą niezależni i ich usynowią.
Skoro cie nie stać, to może zacznij od tego, że namnożysz sobie ludzi i dopiero wtedy zasiedlisz to miasto. Materiały z rozbiórki pozostaną tam na miejscu więc odbudowa potrwa zaledwie chwilkę.
jak się zbuntują to się nic nie dzieje , stoją i czekają na koniec świata, albo przyjdą niezależni i ich usynowią.
Post #264, autor:
Tyberion
napisany: 11. września 2010, sobota, 00:25
zmieniany przez autora, 11. września 2010, 00:26
napisany: 11. września 2010, sobota, 00:25
zmieniany przez autora, 11. września 2010, 00:26
Sęk w tym że gdy zdobywasz z marszu wiochy to co z nimi robisz? Ludność jest pod bronią więc szkoda osiedlać wojaków, zdobywasz wiochę nawet nie jedną w której sa drogie budynki.
A talarki idą na żołd więc słusznie mówi mularz coś za coś.
tylko troszku szkoda tracić wojów na osadę która zostanie później ogołocona z budynków.
A talarki idą na żołd więc słusznie mówi mularz coś za coś.
tylko troszku szkoda tracić wojów na osadę która zostanie później ogołocona z budynków.
Tyberion, to dylematy świata odkrywców. Talary nie idą na marne , wojsko zdobywając osady nabiera doświadczenia. Jak trafisz trochę niewolników bliskich wynarodowienia to zatrzymujesz się w takiej osadzie, wojsko trenuje a ty czekasz te dwa tygodnie, potem ich zostawiasz i idziesz dalej i tak aż do momentu aż zdobędziesz wszystkie osady na świecie, albo wcześniej zgaszą światło....
Z doświadczonym wojskiem dobrze jest zawsze prowadzić trochę osadników: raz że w bitwie wychwytują strzały, dwa że po bitwie ci co przeżyją mają z reguły doświadczenie a zdobyta broń pozwala ich uzbroić i uzupełnić straty, a trzy że po zdobyciu osady można ich od razu osadzić. 50 osadników daje w nowej osadzie od 75 do 100 talarów z podatków, co powinno wystarczyć na utrzymanie zdobytych budynków, szczególnie gdy się doliczy że osadnikom nie płacisz żołdu.
I przy okazji takie golasy moga dzwigac zarcie. Jak idzie armia cala oblozona bronia, to moze troche brakowac udzwigu na zywnosc.. :) No chyba ze sie ma wozy. ;]
Post #268, autor:
greghor
napisany: 11. września 2010, sobota, 14:06
zmieniany przez autora, 11. września 2010, 14:08
napisany: 11. września 2010, sobota, 14:06
zmieniany przez autora, 11. września 2010, 14:08
Poza tym 50, czy trochę więcej osadników osadzonych w pełni rozbudowanej osadzie (irygacje+chatki, ewentualnie przystanie), dają 100 i więcej żywności tygodniowo.
Często gęsto zdażał mi się w FR nastepujący schemat.
1. Kampania na jedno lub kilka miast, przy czym prowadziłem sobą kilkadziesiąt, do kilkuset przyszłych osadników oraz sławnych i "średniego wojska".
2. Szturm w którym osadnicy nie walczą, zostawiając to wojsku
3. W zdobytej osadzie zaraz osadzam osadników, ewentualnie nie osadzam, a służą oni do pilnowania niewolników. Osada taka jest na tyle nieliczna, że daje potężną dawkę żywności
4. Żeby było taniej co dwa dni burzę kolejne budowle "zbrojeniowe", bo zbrojeniówka jest droga, a uzbrojenia i tak z poległych jest aż za dużo. Na koniec w takim mieście zostają tylko budowle żywnościowe, do maksymalizowania morale (talarów) i obronne.
5. Jeśli w osadzie jest akademia wojskowa, a "średnie wojsko" nabrało już doświadczenia - zaczynają trening. Jeśli nie ma akdemii, a by się przydała - buduje ją, bo przecież z burzonej "zbrojeniówki" są surowce.
6. Wojsko idzie na kolejną osadę i ją zdobywa, osadzam kolejnych osadników, lub niewolników itd
Ważne:
A. Trzeba wiedzieć, kiedy zatrzymać taki blitzkrieg - aby różne rodzaje naszej armii zbytnio się nie rozproszyły.
B. Decydując się na taką akcję trzeba mieć właściwe proporcje rodzajów wojsk, no i przede wszystkim im więcej tym lepiej.
C. Żywność - wiadomo im więcej tym lepiej. Myślę, że dwa tygodnie to jest minimalny czas na jaki trzeba mieć żywność przy założeniu, że całe wojsko stoi na jednym polu. Tej zasadzie nie przeczy przykład mojego wroga w FR - Rodryga Ponurego. Miał dużo żywności, ale nie tyle aby żywić całą swoją ponad tysięczną armię, żeby zagłodzić połowę mojej armii za murami Sevastopola. Myślę, że gdyby wtedy podjął ryzyko i zaatakował z marszu, z palcem w d. wygrałby ten świat;)
Często gęsto zdażał mi się w FR nastepujący schemat.
1. Kampania na jedno lub kilka miast, przy czym prowadziłem sobą kilkadziesiąt, do kilkuset przyszłych osadników oraz sławnych i "średniego wojska".
2. Szturm w którym osadnicy nie walczą, zostawiając to wojsku
3. W zdobytej osadzie zaraz osadzam osadników, ewentualnie nie osadzam, a służą oni do pilnowania niewolników. Osada taka jest na tyle nieliczna, że daje potężną dawkę żywności
4. Żeby było taniej co dwa dni burzę kolejne budowle "zbrojeniowe", bo zbrojeniówka jest droga, a uzbrojenia i tak z poległych jest aż za dużo. Na koniec w takim mieście zostają tylko budowle żywnościowe, do maksymalizowania morale (talarów) i obronne.
5. Jeśli w osadzie jest akademia wojskowa, a "średnie wojsko" nabrało już doświadczenia - zaczynają trening. Jeśli nie ma akdemii, a by się przydała - buduje ją, bo przecież z burzonej "zbrojeniówki" są surowce.
6. Wojsko idzie na kolejną osadę i ją zdobywa, osadzam kolejnych osadników, lub niewolników itd
Ważne:
A. Trzeba wiedzieć, kiedy zatrzymać taki blitzkrieg - aby różne rodzaje naszej armii zbytnio się nie rozproszyły.
B. Decydując się na taką akcję trzeba mieć właściwe proporcje rodzajów wojsk, no i przede wszystkim im więcej tym lepiej.
C. Żywność - wiadomo im więcej tym lepiej. Myślę, że dwa tygodnie to jest minimalny czas na jaki trzeba mieć żywność przy założeniu, że całe wojsko stoi na jednym polu. Tej zasadzie nie przeczy przykład mojego wroga w FR - Rodryga Ponurego. Miał dużo żywności, ale nie tyle aby żywić całą swoją ponad tysięczną armię, żeby zagłodzić połowę mojej armii za murami Sevastopola. Myślę, że gdyby wtedy podjął ryzyko i zaatakował z marszu, z palcem w d. wygrałby ten świat;)
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.
