Poprawność :)
Wątek w temacie: Inne
Post #1, autor:
Hejtar
napisany: 20. lutego 2010, sobota, 13:33
zmieniany przez autora, 20. lutego 2010, 13:34
napisany: 20. lutego 2010, sobota, 13:33
zmieniany przez autora, 20. lutego 2010, 13:34
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcj(...),53971,1
Lewicowa partia holenderska wystąpiła z propozycja, by dziewczęta w minispódniczkach, całujące zwycięzców etapowych słynnego wyścigu kolarskiego Giro d'Italia, w Amsterdamie zastąpiła para gejów.
Lewicowa partia holenderska wystąpiła z propozycja, by dziewczęta w minispódniczkach, całujące zwycięzców etapowych słynnego wyścigu kolarskiego Giro d'Italia, w Amsterdamie zastąpiła para gejów.
żygać się chce.
słodkie usta postępu nie przepuszczą nikomu, taka para powinna też dawać całusa Hegemonowi w Lav :)
U nas ścigają teletubisia za torebkę, tam widać mają podobne poczucie humoru :)
no to teraz się cieszę, że nie zostałem drugim Szurkowskim
Mam też nadzieję, że Małysz szybko zakończy karierę. lol
Tak swoją drogą to właśnie wpadłem na doskonałe rozwiązanie kompromisowe - zwycięzców mogłaby całować para lesbijek. Wilk syty i owca cała.
Tylko, że hmm nasze naśladowniczki Safony, niekoniecznie kunsztem poetyckim, mogłyby się poczuć urażone i zaskarżyć ten projekt ponieważ gdyż łamie on ich preferencje seksualne, zmuszając do całowania osobników rodzaju męskiego.
Wortigern - jeśliby się to umotywowało koniecznością wprowadzenia parytetu byłyby jeszcze z siebie dumne ....
Post #10, autor:
Andrazar
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 11:35
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 11:37
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 11:35
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 11:37
A co na to feministki ? ;) Gdzie równouprawnienie? Wyobrażacie sobie ten krzyk?
Swoją drogą, ostatnio wymyśliłem coś takiego:
- Wiecie kto to jest feministka?
- Kobieta rozczarowana tym, ze sama musi zaspokajać własne potrzeby (i mam na myśli potrzeby materialne, a rozczarowana jest tym, ze sama musi je zaspokajać, bo nie dopadła tego osła, który by jej to wszystko zapewnił).
;) A tak w ogóle to w każdej konkurencji powinna być dwójka zwycięzców - kobieta i mężczyzna. I na metę powinni wjeżdżać równocześnie;) (czyżby marzenie romantyczki?)
Swoją drogą, ostatnio wymyśliłem coś takiego:
- Wiecie kto to jest feministka?
- Kobieta rozczarowana tym, ze sama musi zaspokajać własne potrzeby (i mam na myśli potrzeby materialne, a rozczarowana jest tym, ze sama musi je zaspokajać, bo nie dopadła tego osła, który by jej to wszystko zapewnił).
;) A tak w ogóle to w każdej konkurencji powinna być dwójka zwycięzców - kobieta i mężczyzna. I na metę powinni wjeżdżać równocześnie;) (czyżby marzenie romantyczki?)
Myślę, że Marlena Dietrich bardzo dobrze ujęła problem feministek:
"Nienawidzę feministek, nie cierpię tego, co one robią, nie chcę mieć z nimi
nic wspólnego! Zamiast cieszyć się tym, że są kobietami, gryzą się tym, że nie są
mężczyznami. To jest zazdrość o penisa. One go nie mają i to jest całe ich nieszczęście,
stąd się bierze ta cała frustracja w ich łebkach i nie tylko w łebkach. To straszne,
one nie myślą jasno…"
"Nienawidzę feministek, nie cierpię tego, co one robią, nie chcę mieć z nimi
nic wspólnego! Zamiast cieszyć się tym, że są kobietami, gryzą się tym, że nie są
mężczyznami. To jest zazdrość o penisa. One go nie mają i to jest całe ich nieszczęście,
stąd się bierze ta cała frustracja w ich łebkach i nie tylko w łebkach. To straszne,
one nie myślą jasno…"
W czasach Marleny Dietrich postulaty feministek obejmowały przede wszystkim nadanie kobietom praw wyborczych, których wtedy nie miały. Z pozycji sukcesu, jaki niewątpliwie odniosła nietrudno jest mówić że się tego nie rozumie i nie chce się mieć nic wspólnego z polityką. Nie zmienia to jednak faktu, że postulaty feministek, zarówno wtedy jak i teraz, sprowadzić można wyłącznie do tego, by nie traktować kobiet jak ludzi drugiej kategorii. Jak wszędzie indziej, tak i tam istnieją grupy mniej lub bardziej radykalne, ale ich podstawowemu postulatowi trudno jest odmówić słuszności.
Post #13, autor:
jedidia
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 17:56
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 18:01
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 17:56
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 18:01
Podstawowe postulaty zrealizowano juz 50 lat wczesniej. A są skutki uboczne "pracy" feministek- np. takie ze kobiety wsiadły na traktory i wreszcie pozwolono im, nawet w ciazy-walic młotem pneumatycznym o bryły węgla. Wg mnie feministki maja w tym udział ze chciwi kapitalisci dzisiaj legalnie zaprzegaja do kieratu i męża i zonę kiedy wczesniej wystarczyło ze pracował facet i cała rodzina miała co jeść.
Polecam filmik Cejrowskiego WC Kwadrans-"Kobieta Normalna"-miodzio. Szukam i szukam i słowo honoru- jak znajdę taką kobiete normalna jak ta z programu -od razu klękam i sie oświadczam.
Polecam filmik Cejrowskiego WC Kwadrans-"Kobieta Normalna"-miodzio. Szukam i szukam i słowo honoru- jak znajdę taką kobiete normalna jak ta z programu -od razu klękam i sie oświadczam.
Jedidia... Nie Ty jeden taką byś chciał ;)
Post #16, autor:
Andrazar
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 18:29
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 19:24
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 18:29
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 19:24
Lomion - widzisz generalnie się z tobą zgadzam, ale są rzeczy, które mnie śmieszą w feministkach.
Np. gdy pierwszy raz usłyszałem słowo "psycholożka" było to dla mnie strasznie dziwne słowo. Skąd się wzięło? Przecież jest nazwa zawodu "psycholog" i co za różnica, czy jest nim kobieta, czy mężczyzna?
Rozumiem też, że środowisko lekarskie bardzo zna "swoją wartość" i dlatego tutaj szybko stworzono odmianę zawodów ze względu na płeć. Mnie nie razi, że zawody z reguły posiadają męskie formy. Mieliśmy taką a nie inną historię i język się ukształtował, tak a nie inaczej i po co teraz, na gruncie feminizacji tworzyć żeńskie odpowiedniki. Dlaczego nie uszanować historii języka?
Na tej zasadzie idzie też stworzyć żeński odpowiednik "kierowcy", czy to czasem nie będzie brzmiałao "kierowczyni"? Dlaczego i tutaj na siłę nie stworzyć odpowiednika? ( I z tego słowa właśnie się śmieję)
A teraz na poważnie.
Zauważ, że jeśli wszystkich ludzi traktować równo, to normalną rzeczą jest, że rynek zdyskontuje zarobki kobiet o to, że są kobietami. A czemu?
Otóż kobiety rodzą dzieci. I teraz tak, co się może należeć kobiecie:
- od chwili poczęcia może przebywać na chorobowym (prawie 9 miesięcy)
- potem urlop macierzyński
(czyli kobiety może nie być w pracy około roku) + urlop po macierzyńskim (nie pamiętam w jakim wymiarze)
- teraz jeszcze dochodzi bodaj 2 tygodnie opieki na dziecko w roku (chyba)
Załóżmy, że kobieta rodzi 3 dzieci (tak zapewne chciałby rząd), czyli wypadają 3 lata pracy + opieki na nie
I teraz zastanówmy się, czy taki pracownik jest równie efektywny dla firmy jak mężczyzna? A trzeba jeszcze dodać, że większość kobiet po pracy ciągnie jeszcze na 2 etacie zwanym rodziną. Tak więc czy nie jest ona bardziej zmęczona od mężczyzny?
teraz to wszystko firma powinna wziąć pod uwagę. Każdy urlop zdrowotny, czy macierzyński to dla firmy realne straty, trzeba zapewnić pracownika na miejsce pracownika z absencją, przyuczyć go, ponieść związane z tym koszty, a i tak trzeba założyć, że nie opanuje on od razu wszystkiego i będzie mniej efektywny.
Więc, czy to dziwne, że kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia mniej? Powiem, że dyskryminacją mężczyzn byłoby płacenie im po równo. A nawet jeżeli kobieta jest idealnym pracownikiem i nie rodzi dzieci, to i tak pracodawcy należy się jakaś "bonifikata", ze ją zatrudnia, bo przecież zawsze jest ryzyko, że urodzi i w związku z tym pracodawcy należy się jakaś "premia" za ponoszone ryzyko.
Wiem, ze to co napisałem, może źle brzmieć, ale zastanówcie się nad tym sami, czy wypada pracownikowi z którym wiąże się ryzyko "absencji" płacić tyle samo, co takim, przy którym to ryzyko jest znacznie mniejsze? A przecież "niewidzialna ręka rynku dyskontuje wszystko".
Aha i powiem, jeszcze tylko, że 75% moich przełożonych stanowiły kobiety. I tak prywatnie mówiąc oceniam, że na ich decyzje w pracy zbytnio wpływały uczucia nie tylko te z pracy, ale też te przyniesione z domu.
Dodatkowo komentując - mężczyźni nieraz są lubieżnikami w firmie (naganne zachowanie), kobiety mogą przelewać swoje niepowodzenia rodzinne na podległych współpracowników.
Np. gdy pierwszy raz usłyszałem słowo "psycholożka" było to dla mnie strasznie dziwne słowo. Skąd się wzięło? Przecież jest nazwa zawodu "psycholog" i co za różnica, czy jest nim kobieta, czy mężczyzna?
Rozumiem też, że środowisko lekarskie bardzo zna "swoją wartość" i dlatego tutaj szybko stworzono odmianę zawodów ze względu na płeć. Mnie nie razi, że zawody z reguły posiadają męskie formy. Mieliśmy taką a nie inną historię i język się ukształtował, tak a nie inaczej i po co teraz, na gruncie feminizacji tworzyć żeńskie odpowiedniki. Dlaczego nie uszanować historii języka?
Na tej zasadzie idzie też stworzyć żeński odpowiednik "kierowcy", czy to czasem nie będzie brzmiałao "kierowczyni"? Dlaczego i tutaj na siłę nie stworzyć odpowiednika? ( I z tego słowa właśnie się śmieję)
A teraz na poważnie.
Zauważ, że jeśli wszystkich ludzi traktować równo, to normalną rzeczą jest, że rynek zdyskontuje zarobki kobiet o to, że są kobietami. A czemu?
Otóż kobiety rodzą dzieci. I teraz tak, co się może należeć kobiecie:
- od chwili poczęcia może przebywać na chorobowym (prawie 9 miesięcy)
- potem urlop macierzyński
(czyli kobiety może nie być w pracy około roku) + urlop po macierzyńskim (nie pamiętam w jakim wymiarze)
- teraz jeszcze dochodzi bodaj 2 tygodnie opieki na dziecko w roku (chyba)
Załóżmy, że kobieta rodzi 3 dzieci (tak zapewne chciałby rząd), czyli wypadają 3 lata pracy + opieki na nie
I teraz zastanówmy się, czy taki pracownik jest równie efektywny dla firmy jak mężczyzna? A trzeba jeszcze dodać, że większość kobiet po pracy ciągnie jeszcze na 2 etacie zwanym rodziną. Tak więc czy nie jest ona bardziej zmęczona od mężczyzny?
teraz to wszystko firma powinna wziąć pod uwagę. Każdy urlop zdrowotny, czy macierzyński to dla firmy realne straty, trzeba zapewnić pracownika na miejsce pracownika z absencją, przyuczyć go, ponieść związane z tym koszty, a i tak trzeba założyć, że nie opanuje on od razu wszystkiego i będzie mniej efektywny.
Więc, czy to dziwne, że kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia mniej? Powiem, że dyskryminacją mężczyzn byłoby płacenie im po równo. A nawet jeżeli kobieta jest idealnym pracownikiem i nie rodzi dzieci, to i tak pracodawcy należy się jakaś "bonifikata", ze ją zatrudnia, bo przecież zawsze jest ryzyko, że urodzi i w związku z tym pracodawcy należy się jakaś "premia" za ponoszone ryzyko.
Wiem, ze to co napisałem, może źle brzmieć, ale zastanówcie się nad tym sami, czy wypada pracownikowi z którym wiąże się ryzyko "absencji" płacić tyle samo, co takim, przy którym to ryzyko jest znacznie mniejsze? A przecież "niewidzialna ręka rynku dyskontuje wszystko".
Aha i powiem, jeszcze tylko, że 75% moich przełożonych stanowiły kobiety. I tak prywatnie mówiąc oceniam, że na ich decyzje w pracy zbytnio wpływały uczucia nie tylko te z pracy, ale też te przyniesione z domu.
Dodatkowo komentując - mężczyźni nieraz są lubieżnikami w firmie (naganne zachowanie), kobiety mogą przelewać swoje niepowodzenia rodzinne na podległych współpracowników.
Post #17, autor:
Andrazar
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 18:45
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 18:58
napisany: 21. lutego 2010, niedziela, 18:45
zmieniany przez autora, 21. lutego 2010, 18:58
Np. jeden z moich zszokowanych współpracowników powiedział tak:
"Ona nigdy wcześniej tak się nie zachowała, a mieliśmy tu już różne sytuacje" i dodał, że to zapewne kwestia rozwodu - komentując zachowanie dyrektorki:
Miałem mieć egzamin na urzędnika służby cywilnej, przygotowywałem się z 2 miesiące, nie znałem terminu egzaminu, złożyłem stosowne prace pisemne.
Moja dyrektorka dzień wcześniej gdzieś wyjechała. Następnego dnia wezwała mnie do gabinetu ze słowami "Wczoraj był egzamin, nie mogłeś wziąć w nim udziału, bo wówczas musielibyśmy zatrudnić Cię na czas nieokreślony".
W tym samym czasie rozwodziła się z mężem i często siadała z koleżankami z pracy w jednym pokoju i naradzały sie co do tej sytuacji.
A czemu nie mogłem zostać zatrudniony na cały etat, bo:
Pierwszy tydzień mojej pracy, impreza firmowa 55 letnia kobieta chciała ze mną tańczyć. Powiedziałem, że bardzo przepraszam, ale ja nie umiem tańczyć.
Gdy się upiła wygarnęła mi "nie lubię cię, bo ty to taki dyplomatyczny jesteś" No i od tamtej pory dostawałem w kość. Bezprzerwy zrządziła, że źle prowadzę, że nie wiem gdzie skręcić (jestem w zupełnie nowym mieście i nie znam znaków), ze nieprzygotowany jestem. No i w końcu zorientowałem się czemu dawała mi tak popalić, bo miała świeżego zięcia w moim wieku w domu. Nie mogła mu podskoczyć i wyżywała się na mnie. Gdy miesiąc przed moim odejściem zatrudniano syna jednej z moich współpracownic okazało się, że potrafi się zupełnie inaczej zachowywać. temu prawie w pośladki właziła. w końcu w tym samym pokoju pracowała matka, syn, ona oraz ja, oczywiście syn został już zatrudniony z myślą o moim stanowisku.
"Ona nigdy wcześniej tak się nie zachowała, a mieliśmy tu już różne sytuacje" i dodał, że to zapewne kwestia rozwodu - komentując zachowanie dyrektorki:
Miałem mieć egzamin na urzędnika służby cywilnej, przygotowywałem się z 2 miesiące, nie znałem terminu egzaminu, złożyłem stosowne prace pisemne.
Moja dyrektorka dzień wcześniej gdzieś wyjechała. Następnego dnia wezwała mnie do gabinetu ze słowami "Wczoraj był egzamin, nie mogłeś wziąć w nim udziału, bo wówczas musielibyśmy zatrudnić Cię na czas nieokreślony".
W tym samym czasie rozwodziła się z mężem i często siadała z koleżankami z pracy w jednym pokoju i naradzały sie co do tej sytuacji.
A czemu nie mogłem zostać zatrudniony na cały etat, bo:
Pierwszy tydzień mojej pracy, impreza firmowa 55 letnia kobieta chciała ze mną tańczyć. Powiedziałem, że bardzo przepraszam, ale ja nie umiem tańczyć.
Gdy się upiła wygarnęła mi "nie lubię cię, bo ty to taki dyplomatyczny jesteś" No i od tamtej pory dostawałem w kość. Bezprzerwy zrządziła, że źle prowadzę, że nie wiem gdzie skręcić (jestem w zupełnie nowym mieście i nie znam znaków), ze nieprzygotowany jestem. No i w końcu zorientowałem się czemu dawała mi tak popalić, bo miała świeżego zięcia w moim wieku w domu. Nie mogła mu podskoczyć i wyżywała się na mnie. Gdy miesiąc przed moim odejściem zatrudniano syna jednej z moich współpracownic okazało się, że potrafi się zupełnie inaczej zachowywać. temu prawie w pośladki właziła. w końcu w tym samym pokoju pracowała matka, syn, ona oraz ja, oczywiście syn został już zatrudniony z myślą o moim stanowisku.
To o czym piszesz to nepotyzm, na który można znaleźć masę przykładów w instytucjach publicznych, i to rozkładających się niezależnie od płci. Co do reszty, to właśnie o to chodzi, żeby kobiety nie musiały zakładać rodziny jeśli nie chcą i nie musiały się nią zajmować na 'drugim etacie', skoro mają męża który też ma ręce i nogi i może w domu zrobić co trzeba.
Tego sie nie ruszy.... bo za silna konotacja kulturowa- kobieta-> dom :-) zawsze można zaproponowac, coby w związku posiadajacym /lub w "drodze" z 1 sztuka potomstwa rozliczajacym się razem, tylko jedne z partnerów pracował na cały etat a drugi ( w domysle jesliby chciala skorzystac zona) mial dom na glowie;)... a za to plus dodatek jakies (np. 1/4 bazowej pensji na zajmowanym stanowisku, ale nie wiecej niz swiadczenie rentowe (bodaj 500zl)....
Nie dotkneloby to samotnych kobiet- natomiast odcia. te w zwiazkach, szczeg. wielodzietnych ...ale... na 100% to wlasnie by one najbardziej protestowaly, ze goni sie je do roli praczki-kucharki, ze nie daje sie kariery... a przecierz to by byla tylko MOZLIWOSC.
Jakie by to mialo skutki? Zapewne by czesc kobiet skorzystala-> wolne czesci/cale etaty-> spadek bezrobocia-> wieksze cenienie pracownika-> wieksze place-> wieksze wplywy do kasy panstwa (mi. na te premie).
Oczywiscie to tylko moje gdybanie w bezsenny wieczor;)
Nie dotkneloby to samotnych kobiet- natomiast odcia. te w zwiazkach, szczeg. wielodzietnych ...ale... na 100% to wlasnie by one najbardziej protestowaly, ze goni sie je do roli praczki-kucharki, ze nie daje sie kariery... a przecierz to by byla tylko MOZLIWOSC.
Jakie by to mialo skutki? Zapewne by czesc kobiet skorzystala-> wolne czesci/cale etaty-> spadek bezrobocia-> wieksze cenienie pracownika-> wieksze place-> wieksze wplywy do kasy panstwa (mi. na te premie).
Oczywiscie to tylko moje gdybanie w bezsenny wieczor;)
Cytat: "o to chodzi, żeby kobiety nie musiały zakładać rodziny jeśli nie chcą i nie musiały
się nią zajmować na 'drugim etacie', skoro mają męża który też ma ręce i nogi i może
w domu zrobić co trzeba."
Tutaj Lomion ma rację, właśnie o to feministkom chodzi, ale ja akurat z tym się kompletnie nie zgadzam, tzn. z takim stawianiem sprawy przez te hmm osoby rodzaju żeńskiego, jak niektóre chcą być nazywane.
Nie stety, jest wiele rzeczy, których facet nie jest w stanie zrobić, a nawet jeśli to robi, to nawet w połowie nie tak dobrze, jak kobieta.
Co do dzieci, prawdą jest, że przez pierwsze 5, czy sześć lat dziecko potrzebuje matki, nie ojca. Zwalenie wychowania dzieci na facetów w tym okresie może się negatywnie odbić na dziecku, ale kogo to interesuje. Ważniejsza przecież jest równość płci, która de facto jest iluzją, ponieważ Poprawność polityczna wymusza niejako faworyzowanie kobiet i ich praw, a jeśli ktoś jest faworyzowany, to o równości raczej mowy być nie może.
się nią zajmować na 'drugim etacie', skoro mają męża który też ma ręce i nogi i może
w domu zrobić co trzeba."
Tutaj Lomion ma rację, właśnie o to feministkom chodzi, ale ja akurat z tym się kompletnie nie zgadzam, tzn. z takim stawianiem sprawy przez te hmm osoby rodzaju żeńskiego, jak niektóre chcą być nazywane.
Nie stety, jest wiele rzeczy, których facet nie jest w stanie zrobić, a nawet jeśli to robi, to nawet w połowie nie tak dobrze, jak kobieta.
Co do dzieci, prawdą jest, że przez pierwsze 5, czy sześć lat dziecko potrzebuje matki, nie ojca. Zwalenie wychowania dzieci na facetów w tym okresie może się negatywnie odbić na dziecku, ale kogo to interesuje. Ważniejsza przecież jest równość płci, która de facto jest iluzją, ponieważ Poprawność polityczna wymusza niejako faworyzowanie kobiet i ich praw, a jeśli ktoś jest faworyzowany, to o równości raczej mowy być nie może.
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.