Najświeższe wątki:
Zasady gry
Szopka Noworoczna
Wątek w temacie: Dla początkujących
Wyniki od 1 do 11. Przejdź do strony: 1
Jako, że czas świąteczny a Nowy Rok za pasem, czyli jakieś podsumowania i plany na przyszłość, postanowiłem napisać coś z przymrużeniem oka. Z góry przepraszam, że nie zdołałem w tych gwałtownych zajściach umieścić wszystkich weteranów sceny , więc umówmy się, że pozostali mieli tam zastępstwo.
Wszelkie podobieństwa do realnych postaci i zdarzeń są jak najbardziej zamierzone. Zatem krzyczę WIETRZE WIEJ i puszczam wodze >>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>
v
v
v
Szopka Noworoczna albo Świat Weteranów
Opracowanie mapy na rzecz tej rozgrywki nie było łatwe. Po wielu chybionych próbach i przemyśleniach Najwyższy postanowił oddzielić wodę od lądu w sposób zupełnie zaskakujący, na podobieństwo szachownicy do gry w szachy. Zatem ląd przeplatał się z wodą kratka po kratce i bez końca. W sercu kontynentu były góry, na północy lasy, na południu bagna, na wschodzie łąki a na zachodzie stepy.
Potem w niezmierzonej swej potędze jednym zdecydowanym ruchem palca wskazującego Najwyższy rozsiał księstwa po tym lądzie, niczym ziarna zboża na świeżo zaoranej roli. Najwyższy spojrzał na swoje dzieło z wysokości ruchomego fotela "president" i stwierdził z zadowoleniem , że wszystko jest dobre, a nawet bardzo dobre.
Na wszelki wypadek postanowił jednak wyjechać, gdzieś daleko i na długo. Jako swego namiestnika nad tym światem ustanowił Kozaka. Jako, że ten przeważnie jest nie obecny, więc niewiele zdoła tutaj spieszyć.
Jakiż plon ten siew wyda, jakiż owoc?
Ziarna zaczęły puchnąć , kiełkować, rozrastać się w potężne księstwa, a trwało to i trwało, bo przebiegłość i doświadczenie w tym temacie było u władców księstw przeogromne.
W trzechsetnem dniu nie było już czym oddychać i nie można było ani wejść ani wyjść z tego ogromnego miasta. Nastała godzina śmiertelnej próby, wojna totalna i bezwzględna. Oto Powała z Tczewa zwany nie wiedzieć czemu Żeglarzem ruszył pieszo w sile 598 zbrojnych ludzi do centrum. Co prawda zapomniał zabrać żarcia ale przecież to bez znaczenia, bo każdy se tam coś wydłubie z zębów. Idąc tak dotarł pod samotną górę na której szczycie stał szałas a w tym szałasie siedział smagły Katalończyk z bródką przyciętą w szpic i dla jeszcze większej swej ostrości wysmarowaną żelową pomadą. Katalończyk zawsze mieszkał w górach więc Powała z Tczewa nie zdziwił sie zbytnio. Spisałeś testament? Zagaił Powała z Tczewa, przybywam cię zabić więc nie kombinuj nadmiernie tylko złaź z tego pagórka i nadstaw piersi. Katalończyk mruknął cos pod nosem, lecz powstał, a z nim 600 pancernych zbójów. "Jakiś problem?" wycedził oszczędnie Katalończyk. No widzisz, już zaczynasz bredzić, a ja się spieszę niesłychanie bo muszę jeszcze dziś po 19oo wbić nóż w plecy twego sąsiada z północy, ale nie powiem ci którego bo to tajemnica.
Kiepsko trafiłeś , jestem przygotowany bo Ryszard z Klanu wnet tu przybędzie. Pisał mi, że "aczkolwiek jest bardzo zajęty, to jednak między rajdem wschodnim a zachodnim udzieli mi srogiej lekcji pokory i abym porzucił wszelką nadzieję bo on mnie wpierw otoczy a potem zgniecie" , odparł ze spokojem Katalończyk.
A! Ryszard z Klanu powiadasz - znam gagatka, wykrzyknął Powała z Tczewa. Niby to ziomal , w cywilu był drużbą na mym weselu ale sklepać takiego incognito to hoho, nie to co taką pokrakę jak ty. Katalończyku, upiekło ci się tym razem, tylko nie puszczaj pary z gęby, a ja się cofnę za ten oto lasek na wschodzie i poczekam.
Niech tak będzie lecz wiedz, że rozpoznałem cię Żeglarzu i nie spocznę aż cię poślę w mroki, odgrażał się Katalończyk.
Ja też znam ciebie, wszędzie ciebie pełno, ale tym razem nie pociągniesz zbyt długo, załatwię cię zaraz po Ryszardzie z Klanu - odchodząc rzucił przez ramię Powała z Tczewa.
Katalończyk dźwigał na swych barkach przepastny kufer doświadczeń. Poprzysiągł sobie w duchu, że tym razem nie zrobi ani kroku ze swej górskiej kryjówki, bowiem wzdragał się na samą myśl, że prędzej czy później trafi się jakaś łajza i zagłodzi mu doskonałe wojsko na śmierć.
Powała z Tczewa też dźwigał niezły kuferek doświadczeń na swych plecach, może nawet okazalszy niż Katalończyk. Tym razem zerwał z błędnymi założeniami poprzednich rozgrywek i wdrażał w życie najnowszą niezawodną koncepcję militarną.
Tym czasem Ryszard z Klanu mimo, że dysponował wypasioną na stepach konnicą spóźniał się. Był 1 maja a potem 2 maja i do tego jeszcze 3 maja, ale przecie żarna Ślepego Losu już męłły nie zważając na lokalne trudności i opóźnienia. Zawierucha dziejowa rozkręcała się coraz bardziej, zgodnie ze schematem, na początek trzęsienie ziemi a potem dalszy wzrost napięcia. Oto Katalończyk ujrzał daleko na zachodzie wojska CzerwonoCzarnych. Dał bym 100 przeciw jednemu, że to syjamscy bracia! Mruknął. Natychmiast napisał o tym do Powały z Tczewa i do Ryszarda z Klanu, a takoż niezobowiązująco zasięgną języka u innych. Wszyscy potwierdzili domysły Katalończyka. Zatem wróg rozpoznany, jak by już zniszczony, nie ma co panikować. Aleć przecie CzerwoCzarni szli ruchem konia szachowego, do tego wojska nazywały się łucznicy a nieśli kusze i jak by tego było mało co chwila zatrzymywali się, stawiali wioskę i palili w niej żarcie!
Toż to nie podobna aby bracia syjamscy! To Zygmund ze Szwajcarii zakrzyknął Ryszard z Klanu, który właśnie nadciągał razem ze swoją wypasioną na stepach konnicą. Znam go, odebrał już 200 moich listów, a najpewniej jego zastępca, ale Zygmund nie odpisuje bo nie ma czasu, a jego zastępca poza tym ma prawo samodzielnie tylko oddychać. Aczkolwiek udajmy przed Powałą, że nas ten widok nie zaskakuje.
Wystawiliście mnie bracia! Zdrada! Zakrzyknął jednocześnie do Katalończyka i Ryszarda z Klanu Powała z Tczewa. Zielony stolik zaczyna już działać, cały mechanizm obnażę na forum, zaraz po zakończeniu świata. Napisałem już do Kozaka aby tą zmowę i bez wątpienia przekręt zapamiętał i potem się nie wypierał, że nie widział!
Ale jak wy tak gracie to wiedzcie, że ze wschodu nadciąga Krystyna z Kotłowni i ona mnie pomści!
Krystyna... skądś znam babsztyla mruknął Katalończyk, a do Powały z Tczewa odpisał "nie łudź się, Krystyna jest greghorem i lubi porządek oraz równo rozmieszczone źródła, więc zacznie sprzątać od ciebie, bo ma niesprawiedliwą wyrwę w swych rodowych ziemiach". Na taki vist Katalończyka, wręcz zdradę stanu i tajemnic światowych Kozak zareagował niezwłocznie. Już w tydzień po wycieku tajnych danych osobowych spuścił zarazę na ludność pagórka , zburzył świątynię i wyrzucił kamienie do wody. Porządek musi być. Katalończyk został z garstką rycerstwa ale nie miał pretensji do Kozaka, bo przewinił srodze i rozumiał, że Kozak musiał. Zresztą, nie miał zamiaru się poddawać, bo przecież jest jeszcze szansa aby coś tu zamieszać.
W tym czasie na południowych bagnach, niby cisza, ale przerażająca i złowroga. Usadowił się tam Aquarius z Niderlandów. Postanowił tym razem nie dawać znaku życia aż do dnia 500. Miał w bród niezależnych na bagnach i darmowy trening , więc pakował WS i milczał. Powstrzymywał się nawet od udzielania dobrych rad przypadkowym znajomym. Jednak jego plan został odkryty przedwcześnie. Okazało się, że na rozległych bagnach zakamuflowała się też Święta Hellena dwojga imion Danuta Małgorzata. Niby spokój i sielanka ale Aquarius na wszelki wypadek wysłał zamaskowany zwiad do Świętej Helleny i nim zwiadowcy polegli zdołali zobaczyć 200 wiosek i miasto o liczbie 1000 mieszkańców. Jasny gwint mruknął Aquarius, przerwał gimnastykę i zaczął na maxsa mnożyć populację. Jednak było już za późno. Danuta i Małgorzata napisały, że z bólem serca, ale przecież gdzieś mieszkać muszą i wogóle, niech się nie gniewa, bo właściwie to pomysł Małgorzaty, bo Danuta nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Jednym słowem do Niderlandów przyjechało 500 wozów z żarciem, a za żarciem przyszło 4000 wojska. Aquarius zrozumiał, że pora grać vabank, wzdragał się ale cóż... , chodziło o los poddanych a nie jego osobiste gusta. Manewr miał ograniczony ale jednak jakiś wybór był. Użył najlepszej wody po goleniu, przyklęknął na jedno kolano, pozdrowił obie damy i poprosił Małgorzatę o rękę. Można by zapytać czemu nie Danutę? Owóż Danuta zdawała mu się być szpetną jak czarna noc , a do tego już nie pierwszej młodości i często zapominała o co tak naprawdę z mężczyznami chodzi. Jednak z Małgorzatą też nie wróżono Aquariusowi sukcesu bowiem Małgorzata nawet majtki miała z żelaza i ponoć nie zmieniała ich zbyt często. Aquarius przeżył ożenek, jednak zamknął się w sobie tak dokładnie jak jeż na widok lisa. Po ceremonii ślubnej, w jedynym mieście jakie mu pozostało zburzył kościół i pobudował dodatkową siłownię. Tak czy siak WS można było jeszcze przypakować.
Lecz nie koniec to zmagań i zawieruchy. W przepastnych lasach północy lęgła się nieprzeliczona chmara Polanusów rządzonych przez Krwawego Madeja. Mąż ów miał siwą starą brodę i był przeciwny przemocy. Owszem, w młodości bijał i zbójował, ale pewnej nocy coś jak by pękło mu w środku i postanowił na starość zostać pacyfistą. Jego skryty plan przewidywał błyskawiczne i niespodziewane zasiedlanie pustych źródeł pozostałych po światowej pożodze. Tak po prawdzie nie miał jakichś większych planów niż to zasiedlanie, bo przeczuwał, że i tym razem śmietanę z mleka spije ktoś inny.
Za sąsiada na wschodzie Madej miał Krainę Lomingów. Zarządzał nimi Maxsimus Maxsimus. Maxsimus Maxsimus ponoć jako pierwszy na świecie założył na nos okulary, to spowodowało, że w jednej chwili stał się mądry wprost nie do wytrzymania. Madej utworzył z Lomingami tajny sojusz. Zrobił to nie z obawy o los swego ludu ale dla zmylenia przeciwnika, po prostu nikt na świecie nie uwierzył by, że Madej z kimś ma sojusz. Albo to nie Madej albo to nie sojusz, pomyślała reszta świata. Natomiast Maxsimus Maxsimus wstąpił do sojuszu z wyrachowania, bowiem Lomingowie wszystko mieli wyrachowane i policzone. Posługiwali się tajnym wzorem do obliczania wszystkiego. Z obliczeń wychodziło im, że dopiero po 547 dniu opłaca się wykonać jakiś ruch na tej szachownicy, więc nie było takiej siły która zmusiła by ich do wykonania ruchu przed 547 dniem.
Właśnie rozpoczynał się 999 dzień śmiertelnych zmagań gigantów. Istny Ragnarok a nawet Sąd Ostateczny. Nikt się nie poddawał, a nadzwyczajne umiejętności i doświadczenie władców nie pozwalały któremukolwiek przegrać. W centrum trwał kocioł. Wokół pagórka Katalończyka zażarcie ścigały się trzy armie. W ten wir co jakiś czas wskakiwał Zygmund ze Szwajcarii oddając się swej ulubionej taktyce - doskoczyć, przywalić , odskoczyć. Oczywiście doskakiwanie i odskakiwanie prowadzone było ruchem konia szachowego, co przy specyficznej aranżacji świata nie głupio nawet wyglądało. Święta Hellena powolnie acz nieubłaganie posuwała się w kierunku nieuchronnego. Aquarius z Niderlandów czekał wytrwale na okazję aby zdradzić Małgorzatę, pakował WS, a wieczorami pisał gorzką i przepiękną kronikę "Bagno miłości". Lomingowie przy pomocy wzoru do obliczania wszystkiego opracowali jeszcze lepszy wzór do obliczania wszystkiego. Dzięki temu uściślili swe wcześniejsze obliczenia. Nowy poprawny wynik wskazywał, że koniec świata nastąpi we środę o godz 14oo, więc nie ma się co szarpać, jest dopiero poniedziałek 9.oo. Krwawy Madej walczył natomiast sam ze sobą, bowiem co jakiś czas , szczególnie w czas nowiu, odzywały się w nim krwiożercze atawizmy z młodości i strach pomyśleć co by to było, gdyby nie jego równie stara żona Rzepicha, która widząc co się święci podawała mu kubek zimnej wody niegazowanej "Zamiast" na uspokojenie nerwów. Kozak w między czasie zaczął pisać pamiętnik ale gdzieś go zgubił i aby się łatwiej zorientować w bieżącej sytuacji co jakiś czas przygotowywał kilka pytań i przeprowadzał ankietę wśród zawodników. Najczęściej pytał "kto twoim zdaniem wygra i dla czego". Cóż, było to jak polewanie otwartej rany 100% spirytusem. Z ankiety Kozaka wynikało jasno , że wszyscy nienawidzą się już do tego stopnia, że każdy poparł by Świętą Hellenę, aby tylko zadać niewypowiedziany ból całej reszcie.
Widział na własne oczy i zanotował Koszałek Opałek. Szczęść Boże Na Ten Nowy Rok .
Wszelkie podobieństwa do realnych postaci i zdarzeń są jak najbardziej zamierzone. Zatem krzyczę WIETRZE WIEJ i puszczam wodze >>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>
v
v
v
Szopka Noworoczna albo Świat Weteranów
Opracowanie mapy na rzecz tej rozgrywki nie było łatwe. Po wielu chybionych próbach i przemyśleniach Najwyższy postanowił oddzielić wodę od lądu w sposób zupełnie zaskakujący, na podobieństwo szachownicy do gry w szachy. Zatem ląd przeplatał się z wodą kratka po kratce i bez końca. W sercu kontynentu były góry, na północy lasy, na południu bagna, na wschodzie łąki a na zachodzie stepy.
Potem w niezmierzonej swej potędze jednym zdecydowanym ruchem palca wskazującego Najwyższy rozsiał księstwa po tym lądzie, niczym ziarna zboża na świeżo zaoranej roli. Najwyższy spojrzał na swoje dzieło z wysokości ruchomego fotela "president" i stwierdził z zadowoleniem , że wszystko jest dobre, a nawet bardzo dobre.
Na wszelki wypadek postanowił jednak wyjechać, gdzieś daleko i na długo. Jako swego namiestnika nad tym światem ustanowił Kozaka. Jako, że ten przeważnie jest nie obecny, więc niewiele zdoła tutaj spieszyć.
Jakiż plon ten siew wyda, jakiż owoc?
Ziarna zaczęły puchnąć , kiełkować, rozrastać się w potężne księstwa, a trwało to i trwało, bo przebiegłość i doświadczenie w tym temacie było u władców księstw przeogromne.
W trzechsetnem dniu nie było już czym oddychać i nie można było ani wejść ani wyjść z tego ogromnego miasta. Nastała godzina śmiertelnej próby, wojna totalna i bezwzględna. Oto Powała z Tczewa zwany nie wiedzieć czemu Żeglarzem ruszył pieszo w sile 598 zbrojnych ludzi do centrum. Co prawda zapomniał zabrać żarcia ale przecież to bez znaczenia, bo każdy se tam coś wydłubie z zębów. Idąc tak dotarł pod samotną górę na której szczycie stał szałas a w tym szałasie siedział smagły Katalończyk z bródką przyciętą w szpic i dla jeszcze większej swej ostrości wysmarowaną żelową pomadą. Katalończyk zawsze mieszkał w górach więc Powała z Tczewa nie zdziwił sie zbytnio. Spisałeś testament? Zagaił Powała z Tczewa, przybywam cię zabić więc nie kombinuj nadmiernie tylko złaź z tego pagórka i nadstaw piersi. Katalończyk mruknął cos pod nosem, lecz powstał, a z nim 600 pancernych zbójów. "Jakiś problem?" wycedził oszczędnie Katalończyk. No widzisz, już zaczynasz bredzić, a ja się spieszę niesłychanie bo muszę jeszcze dziś po 19oo wbić nóż w plecy twego sąsiada z północy, ale nie powiem ci którego bo to tajemnica.
Kiepsko trafiłeś , jestem przygotowany bo Ryszard z Klanu wnet tu przybędzie. Pisał mi, że "aczkolwiek jest bardzo zajęty, to jednak między rajdem wschodnim a zachodnim udzieli mi srogiej lekcji pokory i abym porzucił wszelką nadzieję bo on mnie wpierw otoczy a potem zgniecie" , odparł ze spokojem Katalończyk.
A! Ryszard z Klanu powiadasz - znam gagatka, wykrzyknął Powała z Tczewa. Niby to ziomal , w cywilu był drużbą na mym weselu ale sklepać takiego incognito to hoho, nie to co taką pokrakę jak ty. Katalończyku, upiekło ci się tym razem, tylko nie puszczaj pary z gęby, a ja się cofnę za ten oto lasek na wschodzie i poczekam.
Niech tak będzie lecz wiedz, że rozpoznałem cię Żeglarzu i nie spocznę aż cię poślę w mroki, odgrażał się Katalończyk.
Ja też znam ciebie, wszędzie ciebie pełno, ale tym razem nie pociągniesz zbyt długo, załatwię cię zaraz po Ryszardzie z Klanu - odchodząc rzucił przez ramię Powała z Tczewa.
Katalończyk dźwigał na swych barkach przepastny kufer doświadczeń. Poprzysiągł sobie w duchu, że tym razem nie zrobi ani kroku ze swej górskiej kryjówki, bowiem wzdragał się na samą myśl, że prędzej czy później trafi się jakaś łajza i zagłodzi mu doskonałe wojsko na śmierć.
Powała z Tczewa też dźwigał niezły kuferek doświadczeń na swych plecach, może nawet okazalszy niż Katalończyk. Tym razem zerwał z błędnymi założeniami poprzednich rozgrywek i wdrażał w życie najnowszą niezawodną koncepcję militarną.
Tym czasem Ryszard z Klanu mimo, że dysponował wypasioną na stepach konnicą spóźniał się. Był 1 maja a potem 2 maja i do tego jeszcze 3 maja, ale przecie żarna Ślepego Losu już męłły nie zważając na lokalne trudności i opóźnienia. Zawierucha dziejowa rozkręcała się coraz bardziej, zgodnie ze schematem, na początek trzęsienie ziemi a potem dalszy wzrost napięcia. Oto Katalończyk ujrzał daleko na zachodzie wojska CzerwonoCzarnych. Dał bym 100 przeciw jednemu, że to syjamscy bracia! Mruknął. Natychmiast napisał o tym do Powały z Tczewa i do Ryszarda z Klanu, a takoż niezobowiązująco zasięgną języka u innych. Wszyscy potwierdzili domysły Katalończyka. Zatem wróg rozpoznany, jak by już zniszczony, nie ma co panikować. Aleć przecie CzerwoCzarni szli ruchem konia szachowego, do tego wojska nazywały się łucznicy a nieśli kusze i jak by tego było mało co chwila zatrzymywali się, stawiali wioskę i palili w niej żarcie!
Toż to nie podobna aby bracia syjamscy! To Zygmund ze Szwajcarii zakrzyknął Ryszard z Klanu, który właśnie nadciągał razem ze swoją wypasioną na stepach konnicą. Znam go, odebrał już 200 moich listów, a najpewniej jego zastępca, ale Zygmund nie odpisuje bo nie ma czasu, a jego zastępca poza tym ma prawo samodzielnie tylko oddychać. Aczkolwiek udajmy przed Powałą, że nas ten widok nie zaskakuje.
Wystawiliście mnie bracia! Zdrada! Zakrzyknął jednocześnie do Katalończyka i Ryszarda z Klanu Powała z Tczewa. Zielony stolik zaczyna już działać, cały mechanizm obnażę na forum, zaraz po zakończeniu świata. Napisałem już do Kozaka aby tą zmowę i bez wątpienia przekręt zapamiętał i potem się nie wypierał, że nie widział!
Ale jak wy tak gracie to wiedzcie, że ze wschodu nadciąga Krystyna z Kotłowni i ona mnie pomści!
Krystyna... skądś znam babsztyla mruknął Katalończyk, a do Powały z Tczewa odpisał "nie łudź się, Krystyna jest greghorem i lubi porządek oraz równo rozmieszczone źródła, więc zacznie sprzątać od ciebie, bo ma niesprawiedliwą wyrwę w swych rodowych ziemiach". Na taki vist Katalończyka, wręcz zdradę stanu i tajemnic światowych Kozak zareagował niezwłocznie. Już w tydzień po wycieku tajnych danych osobowych spuścił zarazę na ludność pagórka , zburzył świątynię i wyrzucił kamienie do wody. Porządek musi być. Katalończyk został z garstką rycerstwa ale nie miał pretensji do Kozaka, bo przewinił srodze i rozumiał, że Kozak musiał. Zresztą, nie miał zamiaru się poddawać, bo przecież jest jeszcze szansa aby coś tu zamieszać.
W tym czasie na południowych bagnach, niby cisza, ale przerażająca i złowroga. Usadowił się tam Aquarius z Niderlandów. Postanowił tym razem nie dawać znaku życia aż do dnia 500. Miał w bród niezależnych na bagnach i darmowy trening , więc pakował WS i milczał. Powstrzymywał się nawet od udzielania dobrych rad przypadkowym znajomym. Jednak jego plan został odkryty przedwcześnie. Okazało się, że na rozległych bagnach zakamuflowała się też Święta Hellena dwojga imion Danuta Małgorzata. Niby spokój i sielanka ale Aquarius na wszelki wypadek wysłał zamaskowany zwiad do Świętej Helleny i nim zwiadowcy polegli zdołali zobaczyć 200 wiosek i miasto o liczbie 1000 mieszkańców. Jasny gwint mruknął Aquarius, przerwał gimnastykę i zaczął na maxsa mnożyć populację. Jednak było już za późno. Danuta i Małgorzata napisały, że z bólem serca, ale przecież gdzieś mieszkać muszą i wogóle, niech się nie gniewa, bo właściwie to pomysł Małgorzaty, bo Danuta nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Jednym słowem do Niderlandów przyjechało 500 wozów z żarciem, a za żarciem przyszło 4000 wojska. Aquarius zrozumiał, że pora grać vabank, wzdragał się ale cóż... , chodziło o los poddanych a nie jego osobiste gusta. Manewr miał ograniczony ale jednak jakiś wybór był. Użył najlepszej wody po goleniu, przyklęknął na jedno kolano, pozdrowił obie damy i poprosił Małgorzatę o rękę. Można by zapytać czemu nie Danutę? Owóż Danuta zdawała mu się być szpetną jak czarna noc , a do tego już nie pierwszej młodości i często zapominała o co tak naprawdę z mężczyznami chodzi. Jednak z Małgorzatą też nie wróżono Aquariusowi sukcesu bowiem Małgorzata nawet majtki miała z żelaza i ponoć nie zmieniała ich zbyt często. Aquarius przeżył ożenek, jednak zamknął się w sobie tak dokładnie jak jeż na widok lisa. Po ceremonii ślubnej, w jedynym mieście jakie mu pozostało zburzył kościół i pobudował dodatkową siłownię. Tak czy siak WS można było jeszcze przypakować.
Lecz nie koniec to zmagań i zawieruchy. W przepastnych lasach północy lęgła się nieprzeliczona chmara Polanusów rządzonych przez Krwawego Madeja. Mąż ów miał siwą starą brodę i był przeciwny przemocy. Owszem, w młodości bijał i zbójował, ale pewnej nocy coś jak by pękło mu w środku i postanowił na starość zostać pacyfistą. Jego skryty plan przewidywał błyskawiczne i niespodziewane zasiedlanie pustych źródeł pozostałych po światowej pożodze. Tak po prawdzie nie miał jakichś większych planów niż to zasiedlanie, bo przeczuwał, że i tym razem śmietanę z mleka spije ktoś inny.
Za sąsiada na wschodzie Madej miał Krainę Lomingów. Zarządzał nimi Maxsimus Maxsimus. Maxsimus Maxsimus ponoć jako pierwszy na świecie założył na nos okulary, to spowodowało, że w jednej chwili stał się mądry wprost nie do wytrzymania. Madej utworzył z Lomingami tajny sojusz. Zrobił to nie z obawy o los swego ludu ale dla zmylenia przeciwnika, po prostu nikt na świecie nie uwierzył by, że Madej z kimś ma sojusz. Albo to nie Madej albo to nie sojusz, pomyślała reszta świata. Natomiast Maxsimus Maxsimus wstąpił do sojuszu z wyrachowania, bowiem Lomingowie wszystko mieli wyrachowane i policzone. Posługiwali się tajnym wzorem do obliczania wszystkiego. Z obliczeń wychodziło im, że dopiero po 547 dniu opłaca się wykonać jakiś ruch na tej szachownicy, więc nie było takiej siły która zmusiła by ich do wykonania ruchu przed 547 dniem.
Właśnie rozpoczynał się 999 dzień śmiertelnych zmagań gigantów. Istny Ragnarok a nawet Sąd Ostateczny. Nikt się nie poddawał, a nadzwyczajne umiejętności i doświadczenie władców nie pozwalały któremukolwiek przegrać. W centrum trwał kocioł. Wokół pagórka Katalończyka zażarcie ścigały się trzy armie. W ten wir co jakiś czas wskakiwał Zygmund ze Szwajcarii oddając się swej ulubionej taktyce - doskoczyć, przywalić , odskoczyć. Oczywiście doskakiwanie i odskakiwanie prowadzone było ruchem konia szachowego, co przy specyficznej aranżacji świata nie głupio nawet wyglądało. Święta Hellena powolnie acz nieubłaganie posuwała się w kierunku nieuchronnego. Aquarius z Niderlandów czekał wytrwale na okazję aby zdradzić Małgorzatę, pakował WS, a wieczorami pisał gorzką i przepiękną kronikę "Bagno miłości". Lomingowie przy pomocy wzoru do obliczania wszystkiego opracowali jeszcze lepszy wzór do obliczania wszystkiego. Dzięki temu uściślili swe wcześniejsze obliczenia. Nowy poprawny wynik wskazywał, że koniec świata nastąpi we środę o godz 14oo, więc nie ma się co szarpać, jest dopiero poniedziałek 9.oo. Krwawy Madej walczył natomiast sam ze sobą, bowiem co jakiś czas , szczególnie w czas nowiu, odzywały się w nim krwiożercze atawizmy z młodości i strach pomyśleć co by to było, gdyby nie jego równie stara żona Rzepicha, która widząc co się święci podawała mu kubek zimnej wody niegazowanej "Zamiast" na uspokojenie nerwów. Kozak w między czasie zaczął pisać pamiętnik ale gdzieś go zgubił i aby się łatwiej zorientować w bieżącej sytuacji co jakiś czas przygotowywał kilka pytań i przeprowadzał ankietę wśród zawodników. Najczęściej pytał "kto twoim zdaniem wygra i dla czego". Cóż, było to jak polewanie otwartej rany 100% spirytusem. Z ankiety Kozaka wynikało jasno , że wszyscy nienawidzą się już do tego stopnia, że każdy poparł by Świętą Hellenę, aby tylko zadać niewypowiedziany ból całej reszcie.
Widział na własne oczy i zanotował Koszałek Opałek. Szczęść Boże Na Ten Nowy Rok .
Hehehehehehhehehehehehehehehehehehheh :D
Niemal się posikałem ze śmiechu - genialne!! Kiedy druga część?
Niemal się posikałem ze śmiechu - genialne!! Kiedy druga część?
:)
Genialne :D
Lomion dobrze pyta - kiedy 2 ??
Genialne :D
Lomion dobrze pyta - kiedy 2 ??
:)))
z dalszą częścią jest pewien kłopot - w którymś momencie zrozumiałem, że zmuszony będę pozabijać moich ulubionych bohaterów a to jest ponad moje siły, no i zaczęło wzrastać ryzyko, że mularz znowu wygra - więc wolałem nie kończyć :)
ALE, nie widzę problemu aby ktoś inny dalej poprowadził ten świat, bo doskonałych bajkopisarzy między nami nie brakuje :)
tym czasem można rozpoznać szanse napisania "Mitologii Laventhara" oraz "Leksykonu nazw i pojęć Laventhara"
z dalszą częścią jest pewien kłopot - w którymś momencie zrozumiałem, że zmuszony będę pozabijać moich ulubionych bohaterów a to jest ponad moje siły, no i zaczęło wzrastać ryzyko, że mularz znowu wygra - więc wolałem nie kończyć :)
ALE, nie widzę problemu aby ktoś inny dalej poprowadził ten świat, bo doskonałych bajkopisarzy między nami nie brakuje :)
tym czasem można rozpoznać szanse napisania "Mitologii Laventhara" oraz "Leksykonu nazw i pojęć Laventhara"
Co prawda nie wychwyciłem od razu kto chowa się pod jakim pseudonimem, ale czytało mi się z przyjemnością. Naprawdę świetna kronika :)
Bomba!
Post #7, autor:
Eryk
napisany: 26. grudnia 2010, niedziela, 21:48
zmieniany przez autora, 26. grudnia 2010, 21:55
napisany: 26. grudnia 2010, niedziela, 21:48
zmieniany przez autora, 26. grudnia 2010, 21:55
A gdzie Czołgista?
[Chyba, że czegoż nie zrozumiałem, o co nietrudno...]
[Chyba, że czegoż nie zrozumiałem, o co nietrudno...]
Post #8, autor:
pawlo77
napisany: 27. grudnia 2010, poniedziałek, 09:19
zmieniany przez autora, 27. grudnia 2010, 09:20
napisany: 27. grudnia 2010, poniedziałek, 09:19
zmieniany przez autora, 27. grudnia 2010, 09:20
Dobre tylko mało kumaty jestem i nie wiem kto jest kim poza kilkoma pewniakami:), mógłbym prosić o wyjaśnienie?
Luty, rewelacja :)
Ukryte talenty w Tobie siedzą.
Ukryte talenty w Tobie siedzą.
[7] Eryk, nie mam pewności o którego czołgistę ci chodzi , bo jak o tego z psem, to wyjaśniam, że nie o tą wojnę chodzi.
[8] pawlo , nie wiem czy powinienem pokazywać palcem kto jest kto = ten opis świata to żart, takie delikatne śmianie się z samych siebie , co bywa bardzo zdrowe
[9] hehe, Avathar z tymi ukrytymi talentami to dziwna sprawa bo kiedyś dawno dawno temu jedna panna powiedziała mi, że przejrzała mnie na wylot i że mam tylko jedno w głowie - więc bez zwłoki zaprzyjaźniłem się z inną panną która nie widziała może tak dokładnie i na wylot ale miała też o wiele mniej zarzutów wobec mnie :)
[8] pawlo , nie wiem czy powinienem pokazywać palcem kto jest kto = ten opis świata to żart, takie delikatne śmianie się z samych siebie , co bywa bardzo zdrowe
[9] hehe, Avathar z tymi ukrytymi talentami to dziwna sprawa bo kiedyś dawno dawno temu jedna panna powiedziała mi, że przejrzała mnie na wylot i że mam tylko jedno w głowie - więc bez zwłoki zaprzyjaźniłem się z inną panną która nie widziała może tak dokładnie i na wylot ale miała też o wiele mniej zarzutów wobec mnie :)
Buchchahhhahhaaaa - Teraz już wiem po co wymyślili Wi-fi i dlaczego moja żonka, wybrała akurat te apartamenty gdzie spędzam Święta,;)
Luty - miszcz,;))
Luty - miszcz,;))
Wyniki od 1 do 11. Przejdź do strony: 1
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.
