Najświeższe wątki:
Zasady gry
Teneo Arcis zakończony!
Komentowana aktualność: Teneo Arcis zakończony!
Wątek w temacie: Komentarze do aktualności
Post #1, autor:
Larkana
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 13:20
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 14:15
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 13:20
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 14:15
Kłaniam się wszystkim bardzo nisko. Świetny świat. Hektolitry krwi przelanej na każdej z możliwych ziem, pełno zwrotów akcji i emocje od początku do końca :)
TO CO CHAZAROWIE LUBIĄ NAJBARDZIEJ!!!!!
Na wstępie chcę podziękować Lutemu - który po wojnie z Rusią zasiadł w stolicy Chazarskiej Atil jako szara eminencja, lejąc po kuble zimniej wody na mój łeb przy każdym idiotycznym pomyśle :)
Zarazem chciał bym podziękować wszystkim Władcom Teneo Arcis za niesamowicie emocjonującą rozgrywkę - zwłaszcza Lestkowi i Ślązakowi którzy jak rozumiem zbudowali ostatnią anty Chazarską koalicję.
TO CO CHAZAROWIE LUBIĄ NAJBARDZIEJ!!!!!
Na wstępie chcę podziękować Lutemu - który po wojnie z Rusią zasiadł w stolicy Chazarskiej Atil jako szara eminencja, lejąc po kuble zimniej wody na mój łeb przy każdym idiotycznym pomyśle :)
Zarazem chciał bym podziękować wszystkim Władcom Teneo Arcis za niesamowicie emocjonującą rozgrywkę - zwłaszcza Lestkowi i Ślązakowi którzy jak rozumiem zbudowali ostatnią anty Chazarską koalicję.
co tu tak cicho!
w mordę... ale skład . GRATULACJE dla HEGA !
z łezką w oku spoglądam, bo nie chwaląc się to ja wyciągnąłem Larkanę z odkrywców :) - MOC ma nowego mistrza !
w mordę... ale skład . GRATULACJE dla HEGA !
z łezką w oku spoglądam, bo nie chwaląc się to ja wyciągnąłem Larkanę z odkrywców :) - MOC ma nowego mistrza !
Gratuluję!
Widzę, że grała niezła paczka. I w końcu ktoś przerwał serię zwycięstw mularzx'a ;] Brawo!
Widzę, że grała niezła paczka. I w końcu ktoś przerwał serię zwycięstw mularzx'a ;] Brawo!
Że co? Że jak? Czemu tak nagle, bez żadnej zapowiedzi? Tak czy inaczej, gratulacje dla zwycięzcy.
Post #5, autor:
Lirasz
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 14:12
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 14:16
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 14:12
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 14:16
Wita i pozdrawia was Jan Žižka, władca Husytów.
Po szybkim laniu w Arche Ateńskiej był to w zasadzie mój pierwszy, w pełni samodzielny świat. I powiem, że bardzo fajny świat, prawie półtora roku zaciętej rozgrywki. Wprawdzie ostatnie miesiące to dla mnie głównie oglądanie, co inni wyprawiają - ale swoje też przeżyłem i swoją krew przelałem.
Z mojej strony podziękowania przede wszystkim dla Lestka, który boleśnie uczył mnie zarówno wojowania jak i dyplomacji. :)
No i gratulacje dla nowego hegemona. Po jakimś czasie zacząłem się domyślać, że na tronie Chazarskim zasiada miłośnik zbiorów borelowskich. :)
Po szybkim laniu w Arche Ateńskiej był to w zasadzie mój pierwszy, w pełni samodzielny świat. I powiem, że bardzo fajny świat, prawie półtora roku zaciętej rozgrywki. Wprawdzie ostatnie miesiące to dla mnie głównie oglądanie, co inni wyprawiają - ale swoje też przeżyłem i swoją krew przelałem.
Z mojej strony podziękowania przede wszystkim dla Lestka, który boleśnie uczył mnie zarówno wojowania jak i dyplomacji. :)
No i gratulacje dla nowego hegemona. Po jakimś czasie zacząłem się domyślać, że na tronie Chazarskim zasiada miłośnik zbiorów borelowskich. :)
Post #6, autor:
Larkana
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 16:03
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 16:34
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 16:03
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 16:34
Gdy obejmowałem tron Kaganatu Chazarskiego, Grandaevus Bellator był już na ukończeniu. Teneo Arcis wystartował 10 września tego samego dnia objąłem tron Miogarroru w Lacteus Thesaurus.
Chazarowie byli górnikami - miałem wielką nadzieję, że w okolicach stolicy znajdę pokłady węgla.
Na starcie okazało się, że mą drugą osadą (Semender) będzie step leżący na północny zachód od stolicy Atil. Na południowym zachodzie widziałem oczko w lesie(Serkel), na wschód wody.
Pierwszego dnia we wszystkich kierunkach rozesłałem zwiadowców, spaliłem kopalnie w Atil i rozpocząłem budowę świątyni.
Do 28 września poznałem wszystkich swoich sąsiadów.
Ruś Kijowską na północy, Złotą Ordę na południu, Wołynian idąc szlakiem wzdłuż brzegu jeziora północno zachodniego i Gormian na wschód od Rusi Kijowskiej.
Odkryłem nadmorski step na zachód od Atil (Tamatarkha) oraz oczko na łące na północny wschód od Atil (Saksin).
Po naukach jakie pobrałem jako Sil Der' Anam postanowiłem na pierwszą wojnę pójść jak najpóźniej ;) Chciałem zając 5 źródeł, strugać włócznie wypalać węgiel (już wiedziałem, że nie mam złóż węgla w granicach) i strugać kusze. Wszystko było by dobrze gdyby nie przeklęte (jak wtedy sądziłem) Saksin...
Było ono mniej więcej w równej odległości od Włodzimierza (Ruś), Korisa (Gorm) i mnie. Na domiar złego sprawa z Saksin wyszła gdy wiele ciekawych rzeczy działo się na tronie Miogarroru- Chazarowie dostali niższy priorytet.
Nie mając czasu i chęci pisałem krótkie listy do Korisa i Włodzimierza, że ta łąka będzie mą 3 osadą, że z przyjemnością w zamian za zrzeczenie się praw do oczka pójdę z jednym (i drugim) na tego drugiego bądź pierwszego. To było tak grubą nicią szyte, że nie mogło podziałać.
W końcu Włodzimierz wykonał pierwszy ruch - swymi 16 konnymi weteranami prawdopodobnie podszedł pod Thaddar Korisa. Co władcę Gormu musiało rozwścieczyć. Mnie zaś poganiał bym czym prędzej zajął chłopami oczko na łące bo Koris może mnie uprzedzić. To też grube nici - jasne dla mnie było, że Włodzimierz chciał by szybki rajd na przyszłe Saksin wykonać. Zarazem założyłem osadę Serkel w lesie.
Chwila spokoju, budowania budynków i mnożenia populacji aż tu PACH jazda Włodzimierza ląduje pod Serkel! Jaki ze mnie idiota! Jak się dałem podejść!
Rusek wiedział już, że mam co najmniej 3 osady, nie dwie, może widział też oczko nadmorskie na stepie, musiał widzieć złoże rudy(zamiast złoża węgla miałem w górach bez oczka rudę) lecz najbardziej się obawiałem, że pójdzie dalej na południe i zyska kontakt z Batu Chanem (Złota Orda).
Lecz jak się to mawia nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka. Włodzimierz nie zdecydował się na dalszy marsz na południe - ruszył swymi weteranami na północ i pewnego dnia stanął w górach na południowy zachód od Semender - tam też stanęło paru moich chłopów którzy go związali. Z Atil ruszył oddział startowy i nim doszedł, do 16 Rusina dotarło 34 ludzi wsparcia - uzbrojonych w łuki. Był moment, że popełniłem błąd i łapacze nie dotarli na pole ale nie wiedzieć czemu Kijowianie nie zarządzili odwrotu. Doszło do pierwszej bitwy Kaganatu Chazarskiego. 50 moich startowych wojów plus parudziesięciu szkolonych acz relatywnie świeżych rekrutów wspieranych chłopami z Semender. Bitwę wygrałem zdobyłem trochę uzbrojenia i wszystkie konie tracąc przy tym chyba 60 ludzi.
Ruszyłem na północ w kierunku Kijowa, ten oczywiście Włodzimierz ewakuował.
Po zajęciu Kijowa nastał pat - ja mając 140 ludzi nie wiele mogłem zdziałać z ponad 400 Rusinów znajdujących się w okolicy Nowogrodu. Włodzimierz też nie miał za bardzo jak mnie ugryźć - w Kijowie zostawił fosę, moi ludzie byli lepiej wyszkoleni i uzbrojeni.
Wysunąłem propozycję zaniechania walk i wycofania się z Kijowa za 60 ludzi (tylu ilu straciłem w pierwszej bitwie). Włodzimierz propozycję odrzucił odgrażając się, ze me granice zapłoną. Prawdopodobnie liczył na pomoc Korisa. Zarazem sam wysunął propozycję pokoju - Kaganat się cofa iiii nic.
Koris rzeczywiście ruszył ale na Ruś Kijowską. Czemu? Włodzimierz w zamian za atak na mnie proponował ziemie Chazarów - nic ponadto. Ja proponowałem ziemie Ruskie - pozbawione przecie wojów oraz połowę stada zdobytego na Włodzimierzu. Idąc na mnie Koris musiał by iść przez lasy i góry zaś na Ruska jedynie stepy. Ponadto - ja miałem armię - Włodzimierz nie.
Gorm ruszył - ale czymś co trudno było nazwać armią. Ze 100 może 120 ludzi.
Jak ugryźć Ruska gdy oboje mamy za małe siły na walną bitwę?
Koris ruszył aż pod samo morze i zajął Stary Krym - nadmorski las. Włodzimierz opuścił Nowogród Wielki (ruszył na zachód w kierunku armii Gormu) ja poczułem szansę zajęcia Nowogrodu - osady o większej wartości niż Kijów. Miałem nadzieję, że w końcu talarów i jadła Rusinowi na walkę nie starczy, ja zachowałem jakiś niewielki przyrost a do tego w Nowogrodzie były 2 warsztaty, garbarnia i tartak.
Pewnego dnia będąc wojskiem między Kijowem a Nowogrodem, będąc na wykładzie na uczelni z laptopem na kolanach wydawałem rozkazy, pech chciał, że zamiast w marszu na pole wpisać 49;1 wpisałem 1;45 - minutę później zamiast znaleźć się bliżej Nowogrodu - móc wieczorem go zaatakować znalazłem się na polu z ludźmi Rusina okrążony ponad 400 jego poddanymi z masami łuków.
Miałem cień nadziei - Koris ze swymi 50 włócznikami stał na polu z 50 najlepszymi łucznikami Włodzimierza. Ci na pole bitwy dotarli dopiero rano przed bitwą, Koris mógł ich bezpiecznie zaatakować. Nie uczynił tego, zapewne mając nadzieję na klęskę Chazarów, dobicie Rusi Kijowskiej i swoje panowanie na północy.
Los chciał inaczej - Włodzimierz zdecydował się strzelać. Co z tego, że miał miażdżącą przewagę w łukach gdy dzierżyli je w większości nie opłaceni chłopi? Większość moich od dawna była szkolona, miała pancerze skórzane. Do bitwy stanęło ponad 400 Rusinów i około 140 moich Chazarów. Jak mnie pamięć nie myli 90 moich wyszło z tej bitwy zwycięsko zdobywając masę łuków i doświadczenia.
Niestety większość Rusków uciekło z pola walki i ochoczo zmierzało do Nowogrodu oddanego Gormowi.
4/5 roboty wykonałem ja a Koris spijał śmietankę, krew się we mnie gotowała lecz kolejna wojna skończyła by się pewną klęską - nawet jeśli nie w starciu to w dłuższym wymiarze czasu. Po wojnie z Rusią Kijowską Chazarowie stanowili około 5% świata.
W międzyczasie sprzedałem konie Wołynianom i Złotej Ordzie. Nie uczynił bym tego lecz każdy talar był na wagę złota, hehe.
Po wojnie wyszło w listach iż Batu Chan ma dostęp do węgla, ja ujawniłem, że w górach posiadam złoża rudy, zaczęliśmy więc handel.
Po wojnie Luty zgodził się zostać moim zastępcą, pomógł mi ogarnąć gospodarkę leżącą na łopatkach po długiej i piekielnie drogiej wojnie. Ludzie się mnożyli, czas leciał aż wybuchła wojna między Śląskiem a Gormem. Sporo udziału w tych przepychankach miał Lestek - przynajmniej dyplomatycznie. Chazarowie powoli szykowali się do wojny z Korisem. Starałem się wciągnąć również Ljubomira. Dlaczego? Miasta które zajął by Wołyń nie przypadły by Śląsku.
Gdy wojska Chazarskie stały na pozycjach startowych na południu pojawił się oddział 100 wojów ze średnim morale Batu Chana. Na listy nie odpowiadał, ludźmi nie ruszał, musiałem odwlec wojnę na północy - całe siły skierowałem na południe. Po paru dniach okazało się, że na tronie Złotej Ordy doszło do zmiany, że Batu Chan ustąpił, jego miejsce zajął Ksartah Han. Wszystko zostało wyjaśnione, ruszyłem z powrotem na północ.
Gdy ruszyłem ruszył też Ljubomir tylko do jasnej ciasnej czym! Jakimiś nieznacznymi mało licznymi ochłapami. Szybko się okazało, że Gerard nie pozwoli nic Ljubomirowi zająć. Ja zająłem Nowogród i szykowałem się na Thaddar - gdy podszedłem popełniłem wielki błąd. Był moment, że mogłem masy Korisa związać i wybić poświęcając parudziesięciu chłopów. Zaniechałem i Koris bez jadła, bez talarów ruszył na wschód prosto w łapy Gerarda bądź Ljubomira - prezent trafił w ręce Gerarda. Śląsk zajął Jhoddar i Sippar. Wołyń odszedł z pustymi rękami. Miałem wtedy wielka nadzieję na zbudowanie trwałego sojuszu ze Ślązakiem. W listach i kronikach odgrażał się jaki ten Lestek jest be. W tym czasie traktowałem Lestkowice jako swego największego konkurenta.
W tym czasie na Złotą Ordę ruszyły Węgry - z masą kusz, włóczni i z wysokim morale. Złota Orda była po przegranej wojnie z Rostowsko Suzdalskim w moim mniemaniu nie miała szans z Węgrami.
Co robić? Pędzić na południe czy dorżnąć Korisa i posiedzieć trochę na tyłku? Korisowi został tylko Stary Krym. Razem z nim zdobył bym 3 osady i miał bym w brud miejsca na nowych chłopów. Z pomocą przyszedł Luty - IDŹ!!
Zdobyłem Starty Krym słabszą częścią armii, jak pamiętam niemal bez strat bo Koris błędne rozkazy wojsku wydał.
No i idę z lękiem w sercu. Wedle mojej oceny armia Węgierska mogłaby moją w walnej bitwie pobić. Ale jeśli zaniecham na południu może wyrosnąć mnie wielka potęga a tego zdecydowanie bym nie chciał. Idąc teraz - sądziłem - że będę mógł liczyć na pomoc Ksartaha 'Wystarczy, że poświęci część chłopów by podzielić Węgra'.
Złota Orda straciła na rzecz Węgier Kaffę i podobno zaczęły się długie manewry.
Gdy dotarłem nie rozpisując się zbytnio WSZYSTKO poszło po mojej myśli. Armię Węgierską której się rzeczywiście obawiałem rozbiłem w 5 czy 6 kolejnych bitwach. Straty były minimalne a zyski nie licząc nie zdobytego LD dla bohaterów maksymalne.
W tym czasie zdobyliśmy kontakt z Janem Žižką. Naszym sojusznikiem jeszcze sprzed poznania.
Dziwne? Husyci Jana Žižki byli ówcześnie jedną z największych potęg świata. Graniczyli między innymi z Lestkowicami. Już po pierwszych listach wymienionych z Lestkiem wiedziałem, że to będzie główny albo choć jeden z głównych pretendentów do tronu. Mistrzowsko manipulował Korisem. Wokół palca bajkami wyssanymi z nie wiadomo skąd owinął spory kawał świata. Niesamowity wężowy język przeze mnie spotkany tylko u Hejtara. Jan Žižka chciał zetrzeć się z Lestkiem na jedynym możliwym gruncie do wygrania - swoim. Z przyklaskiem mu w tym pomogłem - puściłem w świat masę listów opisujących zmagania z Husytami o panowanie nad Węgrami. Lestek wpadł w sidła i tak jak wcześniej, zaatakował jak sądził osłabione zajęte księstwo - gotowego do walki Jana.
Pod sam koniec wojny z Węgrami na 3 tygodnie musiałem opuścić tron - cały Kaganat Chazarski wziął na siebie Luty. Ja tylko na parę minut dziennie byłem wstanie zaglądać z komórki ale i to nie zawsze. Luty zdobył Heviz (wcześniej zdobyliśmy Kaffę, Bude i Gyor) iii cały świat zawrzał. Rostowskie ruszyło na Chanat Nogajski, Wołyń na Husytę, Ślązak na Wołyń. Po wojnie z Węgrami Złota Orda przekazała Chazarom złoże węgla lezące na południe od Kaffy(Tora Bora)
Luty przemieścił część lepszego wojska z południa na północ i gdy wróciłem miałem gotowe 800 ludzi do ataku na Ślązaka który dorzynał Wołyń. Tylko co to byli za ludzie? 50 sławy z południa, 50 weteranów z południa (oczywiście i ci i ci nie przeszkoleni) parę przeszkolonych garnizonów z północy i masy chłopskie.
Nie doceniłem Gerarda i przeceniłem własne siły - uderzyłem na ziemie niegdysiejszego Gormu ale tak nie składnie i nie poradnie! Wszyscy mieszkańcy Sippar i Jhoddar uciekli za przesmyk północny, dobyć Owrucza nie zdążyłem nim Gerard wyrwał się z sideł zastawionych przez Ljubomira. Nastał pat, Ślązak miał z 350 świetnych doświadczonych i wzorowo uzbrojonych ludzi ja 800 ale głównie zieloną masę. Miałem początkowo nadzieję, iż Śląsk padnie finansowo ale po czasie wyszedłem z tego błędu. To mnie jadło szybko ubywało a wpływy z posiadanych miast nie równoważyły kosztów.
W tym czasie pracowałem nad zbudowaniem sojuszu przeciw Mezopotamii z Ksartahem i Edygejem. Zawarliśmy 'pakt/umowę', że jeśli Saladyn ruszy na kogoś z nas trzech pozostała dwójka ruszy mu z pomocą.
Doszliśmy z Gerardem do porozumienia - wojnę kończymy, zwracam mu Jhoddar ale oficjalnie wstanie wojny nadal jesteśmy. Gerard pisał iż ma 'zobowiązania' ale sądzę, że nam obu było na rękę by świat postrzegał nas jako słabszych.
Ja szykowałem się do drugiej wojny z Gerardem.
W międzyczasie Husyci zwyciężyli Lestkowice - wyparli siły Lestków z Czech oraz Lestkowice wespół z Mezopotamią podzieliły się Polonią.
To był najdłuższy i najistotniejszy dla Chazarów okres pokoju - po tym czasie mieli walczyć aż do końca świata.
26.08.2011 - 10 dni po zwrocie Jhoddar w ręce Śląskie populacja świata liczyła 17000 ludzi z czego 4052 (23,8%) należało do Chazarów.
Po 16 dniach - 11.09 populacja świata wzrosła o 2000 z czego 610 przypadło na Chazarów.
24.09 świat znowu we wieściach urósł a 08.10 pierwszy raz Chazarowie stanowili ćwierć świata zaś cały liczył około 23000 ludzi.
Starałem się przekonać Ksartaha do ataku na Nogaja. Sądziłem, że wcześniej czy później przyjdzie mnie walczyć z Mezopotamią. Ksartah wydawał się być wiernym sojusznikiem - wdzięcznym za uratowanie tyłka za czasu wojny z Węgrami. W końcu zgodził się iść na Chanat Nogajski - pod warunkiem udziału w wojnie Chazarów. Miałem inne plany lecz nie chciałem go z błędu wyprowadzać.
Pielęgnowałem stosunki z Czechami Husyckimi - tylko z Ljubomirem wymieniłem więcej listów.
Pokój nie mógł trwać wiecznie - w końcu Lestkowice ruszyły na Husytów. Jak się później dowiedziałem Saladyn zawarł umowę z Janem - Jan miał sprowokować Lestka do ataku zaś Saladyn wbić się od południowego wschodu w Lestkowice. Tylko... Władca Husytów uległ wypadkowi. Parę dni nie dowodził armią. Przed inwazją Lestkowic pisał iż wszystko pod kontrolą, da radę... A po, że wszystko stracone ;)
Lestek z wielkim rozmachem zagarniał Husyckie ziemie i bił kolejne oddziały.
Wtedy Gerard Śląski podniósł wielki krzyk. Rozpisywał się o potędze Lestkowic, nakłaniał Chazarów do wkroczenia na ziemie Czeskie by Lestka powstrzymać. Byłem niemal skłonny mu uwierzyć. Aż tu... Husyta napisał iż armia Śląska zbiera się pod jego granicą w okolicy Pest(Osady niegdyś Węgierskiej zajętej przez Czechów po upadku Budy). Gerard słał masy zwiadowców na Czeskie ziemie. Do tego stopnia ''popłynął'' ze swoją bajką, że odgrażał się iż ''Husyci nie mogą być tacy słabi, że wojna między nimi a Lestkowicami się chyba nie toczy bo ten wybija moich zwiadowców'' Niemal tymi słowami. Nić grubości kabla telekomunikacji używanego do łączenia central przed erą światłowodów ;)
Jasne było dla mnie, że współpraca z Lestkiem wre.
Przed wyprawą Saladyna na Lestkowice Złota Orda ruszyła na Mezopotamię. Szybko jednak się zatrzymała zapewne po masie listów jakie Ksartah otrzymał. Rzecz polegała na tym, że przed Lestkiem całe Czechy leżały otworem a tylko Saladyn mógł temu zaradzić.
Po wielu listach wymienionych z Husytą. Jak sądziłem za ''przyzwoleniem i poklaskiem'' całego świata ruszyłem na Śląsk wywołując drugą wojnę z Gerardem. Na północy 1000 na południu 1000 dopiero się zbierał w okolicy Budy. Nim wojna była faktem Gerard podszedł pod Pest Husyckie. Nie mogłem pozwolić by je zajął. Zaczęły się manewry dwóch ''sojuszniczych'' księstw. Gdy uderzyłem na północy byłem niemal pewien, że Gerard cofnie swą świetną armię z południa. Chyba jednak zimnej krwi zabrakło i zdecydował się spróbować ze mną na południu. W świat oczywiście szła masa listów, że na południu jestem na niego za słaby, że jeśli ruszy będę się cofał nawet aż do Kaffy. Fakty były takie, że miałem masę kusz i włóczni schowanych w magazynie Budy.
Pewnego dnia Husyta związał siły Śląskie na polu z Kaffą - dwa dni później doszło do dwóch wielkich bitew. Zdobyłem szturmem Jhoddar przy niewielkich stratach i tracąc około 240 ludzi pobiłem kwiat Śląskiego rycerstwa.
Oddałem w tym czasie Heviz Ksartahowi. Księstwo które zaczyna się dusić może być niebezpieczne a sztych w plecy był ostatnią rzeczą na którą wtedy miałem ochotę.
Tuż po upadku Armii Śląskiej doszło do starcia między Mezopotamią z Lestkowicami. Jak na ironię było to dla mnie wielce nie na rękę. Wedle szacunków Husyty w starciu brała udział garstka wojów po jednej i drugiej stronie. Szacuję, że coś koło 250 vs 500 ludzi. Strata weteranów boli lecz automatycznie wyrosłem na największego czarnego luda. Od teraz nie ma że boli. NIKT nie jest Twym sojusznikiem.
Później szybki marsz po Włodzimierz i oblężenie Owrucza. Na sam koniec padł po dłuższym oblężeniu Wołyń - stolica ziemi Wołyńskiej.
Anegdota przy tym taka, że po zajęciu Jhoddar wziąłem 200 konnych i 100 chłopów i ruszyłem za przesmyk. Zobaczyłem tam mrowie ludzkie. Popełniłem błąd i Gerard mnie związał. Szacowałem, że gdyby chciał bitwy parę dni później posłać mógłby 800 ludzi. Z czego około 300 ''wojów''. Z łap łapaczy udało się uciec i nie chciałem po raz kolejny kusić losu. Szacowałem, ze bitwę z jego 800 bym wygrał lecz na tamtym etapie sądziłem, że Ślązak już nie będzie zagrożeniem. Nie chciałem tracić 2 setek ludzi nawet gdybym w zamian mógł wyciąć mu 800. Jazdę wycofałem.
Co dalej? Widziałem Grzybowo Lestka. Kusiło spuszczenie mu krwi. Lecz co z południem? Miałem je bezpieczne? Na południu Ksartah coraz rzadziej się odzywał. Sądziłem, ze zaczyna być pod wpływem Lestka bądź Saladyna. Myślałem, ze Orda dysponuje masą kusz. Nie mogłem odkryć pleców uderzając na kogokolwiek innego. Zatem konno przemieszzcałem co lepsze oddziały z armii biorących udział w wojnie ze Ślązakiem wzdłuż zachodniego brzegu jeziora północno-zachodniego. Nie chciałem by mój kolejny cel został odkryty przed ukazaniem mych wojsk na granicach.
Miałem w tym okresie produkcję kusz przekraczającą 100 na tydzień. Docelowo ta liczba w najlepszym okresie przebiła chyba 160 tygodniowo. Prawie 700 rumaków i zdobyłem 30% populacji.
Przed wojną we wieściach pokazały się wielkie oddziały na które zwrócił uwagę Jan. Ksartah napisał, że ruszył na Edygeja - Edygej nic o tym nie wiedział. 2 dni później już wiedział ;) lecz oddziały zaczęły maleć. Oczywiście Ksartah utrzymywał, że walka wre - ja wiedziałem, ze to tylko teatrzyk.
Wojna z Ksartahem okazała się najprostszą jaką w całej swej historii prowadziłem. W niespełna 2 tygodnie wyciąłem bądź wziąłem do niewoli prawie 1000 jego poddanych. Zająłem Saraj, Taszkent , Suzdal i ostatnie odbiłem Heviz. W sumie straciłem 21 ludzi.
Wydawać by się mogło, że to tygryski lubią najbardziej bynajmniej - byłem zdruzgotany! Tak przestało mnie się chcieć grać.
Postanowiłem wykonać krok który w mojej ocenie mógł odebrać mnie Supremację. Nie mniej dzięki niemu byłem pewien, że będę miał multum świetniej zabawy. Co jest lepsze? Wielgachny tort bez wisienki? Czy wisienka na hmyyy (nie będę się wyrażał) - tak napisałem Janowi.
Postanowiłem napisać odezwę do świata prosząc o zakończenie Teneo Arcis przez poparcie mnie. Rozpisałem się na temat tego, że nie przegrałem, żadnej wojny, żadnej bitwy, mam wielką armię, mnóstwo kusz, koni i tak dalej. Wiedziałem, że świat broni nie złoży - tamten list miał jedynie podnieść adrenalinę czytających go Książąt i pomóc im w zjednoczeniu się.
Jak se piwa uwarzyłeś to je wypij.
Przed zapaleniem się wszystkich mych granic wykonałem mały rajd jazdą Armii Południowej na ziemie Chanatu Nogajskiego. Zobaczyłem mrowie ludzkie. Rozbić to wszystko bym mógł TYLKO. Nogaj już raz zagłodził armię poświęcając ogromną część swej populacji. Jazda była mnie potrzebna. Wiedziałem, że zaraz przyjdzie Saladyn i muszę być mobilny. Zaniechałem.
Przeszedł mą granicę Gerard, ruszył Lestek dowiedziałem się, że idzie Saladyn.
Ruszyłem Armią Południową Mezopotamii na przywitanie - a był to kawał drogi przez spore połacie gór. Obok miałem twierdzę Rostów Ksartaha z 500 kuszników. Za plecami ponad 1000 Nogajów. Musiałem być ostrożny.
Wołyń ewakuowałem przed 500 ludzi Lestka na Gorm. Na Gormie cofałem się przed Gerardem. Najpierw chciałem rozbić właśnie niego. Talary mnie się kończyły. Musiałem budować ''Obozy Pracy'' by budżetu nie zawalić - początkowo osadzałem w nich niewolników obciążając podatkiem 2,5. Później wiele wioch z mymi poddanymi pracowało w pocie czoła w takich wiochach o normalnych osadach bez garnizonów takim podatkiem obciążonym nie wspominam.
Musiałem ewakuować Suzdal - mieszkańcy ruszyli z Armią na wschód. Musiałem ewakuować Budę, Gyor i Heviz. Całą ziemię Wołyńską a przy tym wypłacać żołd 3000 wojów.
Ślązak jak na początku podszedł blisko Jhoddar i Sippar tak zauważyłem, że się zaczął cofać. Nie stać mnie było na ciągnięcie walki na tylu frontach.
Napisałem mu list zaczynający się od: ''kończ waść wstydu oszczędź'', zaproponowałem walną bitwę, Gerard wybrał pole w lesie. Manewr był przy tym taki, że większości mego uzbrojenia Gerard nie widział. Sądził, że mam 400 wojów z włóczniami, trochę pancerzy skórzanych i drobne ilości kusz z łukami. Większość uzbrojenia nie założona leżała w magazynach- najpierw osad później wioch które zawsze budowałem przy armii. Gerard dowiedział się, że polegnie dopiero rano przed bitwą. Do bitwy stanęło 1212 Ślązaków i 1143 moich. Po bitwie zostało mnie 548, zdobyłem też wielu niewolników.
Tego samego dnia doszło do pierwszej bitwy z Saladynem. Saladyn zapewne sądząc iż to on jest w natarciu nie spostrzegł momentu kiedy wojska Chazarskie z powrotem mogły powrócić do Budy, gdy rano wróciły - tego samego wieczora jazda związała niecałych 200 wojów Mezopotamskich - w tym 2 bohaterów sporo weteranów i doświadczonych. Bitwa odbyła się w górach - wszyscy padli od bełtów przy pierwszym strzale.
Tego dnia odzyskałem trochę nadziei na zwycięstwo. Wcześniej gdy widziałem kurczący się skarbiec i z 5000 ludzi wokół bądź wewnątrz mych granic przyznam, że na chwilę zwątpiłem - ale nadal na froncie dawałem z siebie wszystko.
Stała się po bitwie rzecz przeze mnie nie oczekiwana - Saladyn zaproponował walna bitwę.
Pisał, że nie widzi większych szans w walce ze mną...
Tak poważnie? Czy po prostu chciał zminimalizować mą przewagę mobilności wynikającą z koni? Nie chciał ze mną bawić się w manewrówkę czy chciał dać parę dni więcej Nogajowi?
Musiałem ewakuować Saraj i Taszkent. Gdyby wtedy Saladyn się cofnął zamiast pozwolić by bitwa się odbyła świat mógłby się inaczej skończyć. Był bym w rozkroku - gonić parę dni Saladyna dając 2 razy więcej czasu Nogajowi czy rzucać Węgry i pędzić na Nogaja?
Miałem mieszane uczucia lecz Saladyn za sobą nie miał swych ziem tylko włości Husyckie - przeszedł po granicy jeziora południowego w mą stronę nie jak wcześniej zakładałem od strony Heviz. Saladyn musiał być zmęczony i zmarnowany - na północy jego sojusznik łatwo stracił 1200 ludzi jeszcze gładziej utracił swoich niezgorszych 200.
Zaryzykowałem i zgodziłem się na walną. Początkowo zaproponowałem piątek wieczór - Saladyn wolał w sobotę wieczór kiedy to całych 1700 jego by zdążyło. Zaproponowałem, że do bitwy dam tylu ludzi co i on. Miałem wielka nadzieję, że do niej dojdzie i w żadnym razie nie chciałem się ograniczać. Sam mu pisałem, że nie sądzę, że łatwo wygram, że większość moich jest nie przeszkolona, Saladyn miał więcej rohatyn sporo pancerzy łuskowych. Sądzę, że miał nadzieję iż wygra.
Na pole bitwy doszedłem w czwartek wieczór - związałem 1500 Mezopotamskich wojów. Rano zdążyła reszta moich w sumie odbyła się bitwa 1963 moich vs 1544 Saladyna. 354 padło przy szarży z kusz w pierwszej salwie. W 3 rundzie w starciu mnie poległo 377 ludzi jemu zaś 469. To był właściwie już koniec - tylko w 3 rundzie woje Saladyna mieli szansę coś zdziałać później walcząc z coraz bardziej stosunkowo przeważającymi siłami jego męczyli się bardziej i trafiali rzadziej. Summarum zostało mnie 1321 ludzi. Zdobyłem masę doświadczenia, koni i sprzętu dla sławy i weteranów co wyskoczyła jak grzyby o deszczu.
Myślę, że sporo w tej bitwie miały do powiedzenia setki tarcz skórzanych dzierżonych przez zielone masy Saladyna - więcej ich przetrwało ostrzał lecz ich skuteczność w zwarciu zmalała.
Teraz w planie miałem tylko ruszyć tą niepokonaną armią na Armię Chanatu Nogajskiego, zabezpieczyć południe i naciskać resztę aż nie złoży hołdu.
Na szczęście, świat uznał iż nie ma już szans na zmianę wyniku i jeszcze w piątek Husyci, Złota Orda, Mezopotamia i Chanat Nogajski złożyły Hołd.
Lestek początkowo z powodu ''obietnicy'' hołdu nie chciał złożyć, lecz zapewne dowiedziawszy się iż Gerard tego nie uczyni i nie chcąc przeciągać świata postąpił inaczej.
To taka skrócona wersja dziejów. Nadto rozpisywać się nie chciałem.
Chazarowie byli górnikami - miałem wielką nadzieję, że w okolicach stolicy znajdę pokłady węgla.
Na starcie okazało się, że mą drugą osadą (Semender) będzie step leżący na północny zachód od stolicy Atil. Na południowym zachodzie widziałem oczko w lesie(Serkel), na wschód wody.
Pierwszego dnia we wszystkich kierunkach rozesłałem zwiadowców, spaliłem kopalnie w Atil i rozpocząłem budowę świątyni.
Do 28 września poznałem wszystkich swoich sąsiadów.
Ruś Kijowską na północy, Złotą Ordę na południu, Wołynian idąc szlakiem wzdłuż brzegu jeziora północno zachodniego i Gormian na wschód od Rusi Kijowskiej.
Odkryłem nadmorski step na zachód od Atil (Tamatarkha) oraz oczko na łące na północny wschód od Atil (Saksin).
Po naukach jakie pobrałem jako Sil Der' Anam postanowiłem na pierwszą wojnę pójść jak najpóźniej ;) Chciałem zając 5 źródeł, strugać włócznie wypalać węgiel (już wiedziałem, że nie mam złóż węgla w granicach) i strugać kusze. Wszystko było by dobrze gdyby nie przeklęte (jak wtedy sądziłem) Saksin...
Było ono mniej więcej w równej odległości od Włodzimierza (Ruś), Korisa (Gorm) i mnie. Na domiar złego sprawa z Saksin wyszła gdy wiele ciekawych rzeczy działo się na tronie Miogarroru- Chazarowie dostali niższy priorytet.
Nie mając czasu i chęci pisałem krótkie listy do Korisa i Włodzimierza, że ta łąka będzie mą 3 osadą, że z przyjemnością w zamian za zrzeczenie się praw do oczka pójdę z jednym (i drugim) na tego drugiego bądź pierwszego. To było tak grubą nicią szyte, że nie mogło podziałać.
W końcu Włodzimierz wykonał pierwszy ruch - swymi 16 konnymi weteranami prawdopodobnie podszedł pod Thaddar Korisa. Co władcę Gormu musiało rozwścieczyć. Mnie zaś poganiał bym czym prędzej zajął chłopami oczko na łące bo Koris może mnie uprzedzić. To też grube nici - jasne dla mnie było, że Włodzimierz chciał by szybki rajd na przyszłe Saksin wykonać. Zarazem założyłem osadę Serkel w lesie.
Chwila spokoju, budowania budynków i mnożenia populacji aż tu PACH jazda Włodzimierza ląduje pod Serkel! Jaki ze mnie idiota! Jak się dałem podejść!
Rusek wiedział już, że mam co najmniej 3 osady, nie dwie, może widział też oczko nadmorskie na stepie, musiał widzieć złoże rudy(zamiast złoża węgla miałem w górach bez oczka rudę) lecz najbardziej się obawiałem, że pójdzie dalej na południe i zyska kontakt z Batu Chanem (Złota Orda).
Lecz jak się to mawia nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka. Włodzimierz nie zdecydował się na dalszy marsz na południe - ruszył swymi weteranami na północ i pewnego dnia stanął w górach na południowy zachód od Semender - tam też stanęło paru moich chłopów którzy go związali. Z Atil ruszył oddział startowy i nim doszedł, do 16 Rusina dotarło 34 ludzi wsparcia - uzbrojonych w łuki. Był moment, że popełniłem błąd i łapacze nie dotarli na pole ale nie wiedzieć czemu Kijowianie nie zarządzili odwrotu. Doszło do pierwszej bitwy Kaganatu Chazarskiego. 50 moich startowych wojów plus parudziesięciu szkolonych acz relatywnie świeżych rekrutów wspieranych chłopami z Semender. Bitwę wygrałem zdobyłem trochę uzbrojenia i wszystkie konie tracąc przy tym chyba 60 ludzi.
Ruszyłem na północ w kierunku Kijowa, ten oczywiście Włodzimierz ewakuował.
Po zajęciu Kijowa nastał pat - ja mając 140 ludzi nie wiele mogłem zdziałać z ponad 400 Rusinów znajdujących się w okolicy Nowogrodu. Włodzimierz też nie miał za bardzo jak mnie ugryźć - w Kijowie zostawił fosę, moi ludzie byli lepiej wyszkoleni i uzbrojeni.
Wysunąłem propozycję zaniechania walk i wycofania się z Kijowa za 60 ludzi (tylu ilu straciłem w pierwszej bitwie). Włodzimierz propozycję odrzucił odgrażając się, ze me granice zapłoną. Prawdopodobnie liczył na pomoc Korisa. Zarazem sam wysunął propozycję pokoju - Kaganat się cofa iiii nic.
Koris rzeczywiście ruszył ale na Ruś Kijowską. Czemu? Włodzimierz w zamian za atak na mnie proponował ziemie Chazarów - nic ponadto. Ja proponowałem ziemie Ruskie - pozbawione przecie wojów oraz połowę stada zdobytego na Włodzimierzu. Idąc na mnie Koris musiał by iść przez lasy i góry zaś na Ruska jedynie stepy. Ponadto - ja miałem armię - Włodzimierz nie.
Gorm ruszył - ale czymś co trudno było nazwać armią. Ze 100 może 120 ludzi.
Jak ugryźć Ruska gdy oboje mamy za małe siły na walną bitwę?
Koris ruszył aż pod samo morze i zajął Stary Krym - nadmorski las. Włodzimierz opuścił Nowogród Wielki (ruszył na zachód w kierunku armii Gormu) ja poczułem szansę zajęcia Nowogrodu - osady o większej wartości niż Kijów. Miałem nadzieję, że w końcu talarów i jadła Rusinowi na walkę nie starczy, ja zachowałem jakiś niewielki przyrost a do tego w Nowogrodzie były 2 warsztaty, garbarnia i tartak.
Pewnego dnia będąc wojskiem między Kijowem a Nowogrodem, będąc na wykładzie na uczelni z laptopem na kolanach wydawałem rozkazy, pech chciał, że zamiast w marszu na pole wpisać 49;1 wpisałem 1;45 - minutę później zamiast znaleźć się bliżej Nowogrodu - móc wieczorem go zaatakować znalazłem się na polu z ludźmi Rusina okrążony ponad 400 jego poddanymi z masami łuków.
Miałem cień nadziei - Koris ze swymi 50 włócznikami stał na polu z 50 najlepszymi łucznikami Włodzimierza. Ci na pole bitwy dotarli dopiero rano przed bitwą, Koris mógł ich bezpiecznie zaatakować. Nie uczynił tego, zapewne mając nadzieję na klęskę Chazarów, dobicie Rusi Kijowskiej i swoje panowanie na północy.
Los chciał inaczej - Włodzimierz zdecydował się strzelać. Co z tego, że miał miażdżącą przewagę w łukach gdy dzierżyli je w większości nie opłaceni chłopi? Większość moich od dawna była szkolona, miała pancerze skórzane. Do bitwy stanęło ponad 400 Rusinów i około 140 moich Chazarów. Jak mnie pamięć nie myli 90 moich wyszło z tej bitwy zwycięsko zdobywając masę łuków i doświadczenia.
Niestety większość Rusków uciekło z pola walki i ochoczo zmierzało do Nowogrodu oddanego Gormowi.
4/5 roboty wykonałem ja a Koris spijał śmietankę, krew się we mnie gotowała lecz kolejna wojna skończyła by się pewną klęską - nawet jeśli nie w starciu to w dłuższym wymiarze czasu. Po wojnie z Rusią Kijowską Chazarowie stanowili około 5% świata.
W międzyczasie sprzedałem konie Wołynianom i Złotej Ordzie. Nie uczynił bym tego lecz każdy talar był na wagę złota, hehe.
Po wojnie wyszło w listach iż Batu Chan ma dostęp do węgla, ja ujawniłem, że w górach posiadam złoża rudy, zaczęliśmy więc handel.
Po wojnie Luty zgodził się zostać moim zastępcą, pomógł mi ogarnąć gospodarkę leżącą na łopatkach po długiej i piekielnie drogiej wojnie. Ludzie się mnożyli, czas leciał aż wybuchła wojna między Śląskiem a Gormem. Sporo udziału w tych przepychankach miał Lestek - przynajmniej dyplomatycznie. Chazarowie powoli szykowali się do wojny z Korisem. Starałem się wciągnąć również Ljubomira. Dlaczego? Miasta które zajął by Wołyń nie przypadły by Śląsku.
Gdy wojska Chazarskie stały na pozycjach startowych na południu pojawił się oddział 100 wojów ze średnim morale Batu Chana. Na listy nie odpowiadał, ludźmi nie ruszał, musiałem odwlec wojnę na północy - całe siły skierowałem na południe. Po paru dniach okazało się, że na tronie Złotej Ordy doszło do zmiany, że Batu Chan ustąpił, jego miejsce zajął Ksartah Han. Wszystko zostało wyjaśnione, ruszyłem z powrotem na północ.
Gdy ruszyłem ruszył też Ljubomir tylko do jasnej ciasnej czym! Jakimiś nieznacznymi mało licznymi ochłapami. Szybko się okazało, że Gerard nie pozwoli nic Ljubomirowi zająć. Ja zająłem Nowogród i szykowałem się na Thaddar - gdy podszedłem popełniłem wielki błąd. Był moment, że mogłem masy Korisa związać i wybić poświęcając parudziesięciu chłopów. Zaniechałem i Koris bez jadła, bez talarów ruszył na wschód prosto w łapy Gerarda bądź Ljubomira - prezent trafił w ręce Gerarda. Śląsk zajął Jhoddar i Sippar. Wołyń odszedł z pustymi rękami. Miałem wtedy wielka nadzieję na zbudowanie trwałego sojuszu ze Ślązakiem. W listach i kronikach odgrażał się jaki ten Lestek jest be. W tym czasie traktowałem Lestkowice jako swego największego konkurenta.
W tym czasie na Złotą Ordę ruszyły Węgry - z masą kusz, włóczni i z wysokim morale. Złota Orda była po przegranej wojnie z Rostowsko Suzdalskim w moim mniemaniu nie miała szans z Węgrami.
Co robić? Pędzić na południe czy dorżnąć Korisa i posiedzieć trochę na tyłku? Korisowi został tylko Stary Krym. Razem z nim zdobył bym 3 osady i miał bym w brud miejsca na nowych chłopów. Z pomocą przyszedł Luty - IDŹ!!
Zdobyłem Starty Krym słabszą częścią armii, jak pamiętam niemal bez strat bo Koris błędne rozkazy wojsku wydał.
No i idę z lękiem w sercu. Wedle mojej oceny armia Węgierska mogłaby moją w walnej bitwie pobić. Ale jeśli zaniecham na południu może wyrosnąć mnie wielka potęga a tego zdecydowanie bym nie chciał. Idąc teraz - sądziłem - że będę mógł liczyć na pomoc Ksartaha 'Wystarczy, że poświęci część chłopów by podzielić Węgra'.
Złota Orda straciła na rzecz Węgier Kaffę i podobno zaczęły się długie manewry.
Gdy dotarłem nie rozpisując się zbytnio WSZYSTKO poszło po mojej myśli. Armię Węgierską której się rzeczywiście obawiałem rozbiłem w 5 czy 6 kolejnych bitwach. Straty były minimalne a zyski nie licząc nie zdobytego LD dla bohaterów maksymalne.
W tym czasie zdobyliśmy kontakt z Janem Žižką. Naszym sojusznikiem jeszcze sprzed poznania.
Dziwne? Husyci Jana Žižki byli ówcześnie jedną z największych potęg świata. Graniczyli między innymi z Lestkowicami. Już po pierwszych listach wymienionych z Lestkiem wiedziałem, że to będzie główny albo choć jeden z głównych pretendentów do tronu. Mistrzowsko manipulował Korisem. Wokół palca bajkami wyssanymi z nie wiadomo skąd owinął spory kawał świata. Niesamowity wężowy język przeze mnie spotkany tylko u Hejtara. Jan Žižka chciał zetrzeć się z Lestkiem na jedynym możliwym gruncie do wygrania - swoim. Z przyklaskiem mu w tym pomogłem - puściłem w świat masę listów opisujących zmagania z Husytami o panowanie nad Węgrami. Lestek wpadł w sidła i tak jak wcześniej, zaatakował jak sądził osłabione zajęte księstwo - gotowego do walki Jana.
Pod sam koniec wojny z Węgrami na 3 tygodnie musiałem opuścić tron - cały Kaganat Chazarski wziął na siebie Luty. Ja tylko na parę minut dziennie byłem wstanie zaglądać z komórki ale i to nie zawsze. Luty zdobył Heviz (wcześniej zdobyliśmy Kaffę, Bude i Gyor) iii cały świat zawrzał. Rostowskie ruszyło na Chanat Nogajski, Wołyń na Husytę, Ślązak na Wołyń. Po wojnie z Węgrami Złota Orda przekazała Chazarom złoże węgla lezące na południe od Kaffy(Tora Bora)
Luty przemieścił część lepszego wojska z południa na północ i gdy wróciłem miałem gotowe 800 ludzi do ataku na Ślązaka który dorzynał Wołyń. Tylko co to byli za ludzie? 50 sławy z południa, 50 weteranów z południa (oczywiście i ci i ci nie przeszkoleni) parę przeszkolonych garnizonów z północy i masy chłopskie.
Nie doceniłem Gerarda i przeceniłem własne siły - uderzyłem na ziemie niegdysiejszego Gormu ale tak nie składnie i nie poradnie! Wszyscy mieszkańcy Sippar i Jhoddar uciekli za przesmyk północny, dobyć Owrucza nie zdążyłem nim Gerard wyrwał się z sideł zastawionych przez Ljubomira. Nastał pat, Ślązak miał z 350 świetnych doświadczonych i wzorowo uzbrojonych ludzi ja 800 ale głównie zieloną masę. Miałem początkowo nadzieję, iż Śląsk padnie finansowo ale po czasie wyszedłem z tego błędu. To mnie jadło szybko ubywało a wpływy z posiadanych miast nie równoważyły kosztów.
W tym czasie pracowałem nad zbudowaniem sojuszu przeciw Mezopotamii z Ksartahem i Edygejem. Zawarliśmy 'pakt/umowę', że jeśli Saladyn ruszy na kogoś z nas trzech pozostała dwójka ruszy mu z pomocą.
Doszliśmy z Gerardem do porozumienia - wojnę kończymy, zwracam mu Jhoddar ale oficjalnie wstanie wojny nadal jesteśmy. Gerard pisał iż ma 'zobowiązania' ale sądzę, że nam obu było na rękę by świat postrzegał nas jako słabszych.
Ja szykowałem się do drugiej wojny z Gerardem.
W międzyczasie Husyci zwyciężyli Lestkowice - wyparli siły Lestków z Czech oraz Lestkowice wespół z Mezopotamią podzieliły się Polonią.
To był najdłuższy i najistotniejszy dla Chazarów okres pokoju - po tym czasie mieli walczyć aż do końca świata.
26.08.2011 - 10 dni po zwrocie Jhoddar w ręce Śląskie populacja świata liczyła 17000 ludzi z czego 4052 (23,8%) należało do Chazarów.
Po 16 dniach - 11.09 populacja świata wzrosła o 2000 z czego 610 przypadło na Chazarów.
24.09 świat znowu we wieściach urósł a 08.10 pierwszy raz Chazarowie stanowili ćwierć świata zaś cały liczył około 23000 ludzi.
Starałem się przekonać Ksartaha do ataku na Nogaja. Sądziłem, że wcześniej czy później przyjdzie mnie walczyć z Mezopotamią. Ksartah wydawał się być wiernym sojusznikiem - wdzięcznym za uratowanie tyłka za czasu wojny z Węgrami. W końcu zgodził się iść na Chanat Nogajski - pod warunkiem udziału w wojnie Chazarów. Miałem inne plany lecz nie chciałem go z błędu wyprowadzać.
Pielęgnowałem stosunki z Czechami Husyckimi - tylko z Ljubomirem wymieniłem więcej listów.
Pokój nie mógł trwać wiecznie - w końcu Lestkowice ruszyły na Husytów. Jak się później dowiedziałem Saladyn zawarł umowę z Janem - Jan miał sprowokować Lestka do ataku zaś Saladyn wbić się od południowego wschodu w Lestkowice. Tylko... Władca Husytów uległ wypadkowi. Parę dni nie dowodził armią. Przed inwazją Lestkowic pisał iż wszystko pod kontrolą, da radę... A po, że wszystko stracone ;)
Lestek z wielkim rozmachem zagarniał Husyckie ziemie i bił kolejne oddziały.
Wtedy Gerard Śląski podniósł wielki krzyk. Rozpisywał się o potędze Lestkowic, nakłaniał Chazarów do wkroczenia na ziemie Czeskie by Lestka powstrzymać. Byłem niemal skłonny mu uwierzyć. Aż tu... Husyta napisał iż armia Śląska zbiera się pod jego granicą w okolicy Pest(Osady niegdyś Węgierskiej zajętej przez Czechów po upadku Budy). Gerard słał masy zwiadowców na Czeskie ziemie. Do tego stopnia ''popłynął'' ze swoją bajką, że odgrażał się iż ''Husyci nie mogą być tacy słabi, że wojna między nimi a Lestkowicami się chyba nie toczy bo ten wybija moich zwiadowców'' Niemal tymi słowami. Nić grubości kabla telekomunikacji używanego do łączenia central przed erą światłowodów ;)
Jasne było dla mnie, że współpraca z Lestkiem wre.
Przed wyprawą Saladyna na Lestkowice Złota Orda ruszyła na Mezopotamię. Szybko jednak się zatrzymała zapewne po masie listów jakie Ksartah otrzymał. Rzecz polegała na tym, że przed Lestkiem całe Czechy leżały otworem a tylko Saladyn mógł temu zaradzić.
Po wielu listach wymienionych z Husytą. Jak sądziłem za ''przyzwoleniem i poklaskiem'' całego świata ruszyłem na Śląsk wywołując drugą wojnę z Gerardem. Na północy 1000 na południu 1000 dopiero się zbierał w okolicy Budy. Nim wojna była faktem Gerard podszedł pod Pest Husyckie. Nie mogłem pozwolić by je zajął. Zaczęły się manewry dwóch ''sojuszniczych'' księstw. Gdy uderzyłem na północy byłem niemal pewien, że Gerard cofnie swą świetną armię z południa. Chyba jednak zimnej krwi zabrakło i zdecydował się spróbować ze mną na południu. W świat oczywiście szła masa listów, że na południu jestem na niego za słaby, że jeśli ruszy będę się cofał nawet aż do Kaffy. Fakty były takie, że miałem masę kusz i włóczni schowanych w magazynie Budy.
Pewnego dnia Husyta związał siły Śląskie na polu z Kaffą - dwa dni później doszło do dwóch wielkich bitew. Zdobyłem szturmem Jhoddar przy niewielkich stratach i tracąc około 240 ludzi pobiłem kwiat Śląskiego rycerstwa.
Oddałem w tym czasie Heviz Ksartahowi. Księstwo które zaczyna się dusić może być niebezpieczne a sztych w plecy był ostatnią rzeczą na którą wtedy miałem ochotę.
Tuż po upadku Armii Śląskiej doszło do starcia między Mezopotamią z Lestkowicami. Jak na ironię było to dla mnie wielce nie na rękę. Wedle szacunków Husyty w starciu brała udział garstka wojów po jednej i drugiej stronie. Szacuję, że coś koło 250 vs 500 ludzi. Strata weteranów boli lecz automatycznie wyrosłem na największego czarnego luda. Od teraz nie ma że boli. NIKT nie jest Twym sojusznikiem.
Później szybki marsz po Włodzimierz i oblężenie Owrucza. Na sam koniec padł po dłuższym oblężeniu Wołyń - stolica ziemi Wołyńskiej.
Anegdota przy tym taka, że po zajęciu Jhoddar wziąłem 200 konnych i 100 chłopów i ruszyłem za przesmyk. Zobaczyłem tam mrowie ludzkie. Popełniłem błąd i Gerard mnie związał. Szacowałem, że gdyby chciał bitwy parę dni później posłać mógłby 800 ludzi. Z czego około 300 ''wojów''. Z łap łapaczy udało się uciec i nie chciałem po raz kolejny kusić losu. Szacowałem, ze bitwę z jego 800 bym wygrał lecz na tamtym etapie sądziłem, że Ślązak już nie będzie zagrożeniem. Nie chciałem tracić 2 setek ludzi nawet gdybym w zamian mógł wyciąć mu 800. Jazdę wycofałem.
Co dalej? Widziałem Grzybowo Lestka. Kusiło spuszczenie mu krwi. Lecz co z południem? Miałem je bezpieczne? Na południu Ksartah coraz rzadziej się odzywał. Sądziłem, ze zaczyna być pod wpływem Lestka bądź Saladyna. Myślałem, ze Orda dysponuje masą kusz. Nie mogłem odkryć pleców uderzając na kogokolwiek innego. Zatem konno przemieszzcałem co lepsze oddziały z armii biorących udział w wojnie ze Ślązakiem wzdłuż zachodniego brzegu jeziora północno-zachodniego. Nie chciałem by mój kolejny cel został odkryty przed ukazaniem mych wojsk na granicach.
Miałem w tym okresie produkcję kusz przekraczającą 100 na tydzień. Docelowo ta liczba w najlepszym okresie przebiła chyba 160 tygodniowo. Prawie 700 rumaków i zdobyłem 30% populacji.
Przed wojną we wieściach pokazały się wielkie oddziały na które zwrócił uwagę Jan. Ksartah napisał, że ruszył na Edygeja - Edygej nic o tym nie wiedział. 2 dni później już wiedział ;) lecz oddziały zaczęły maleć. Oczywiście Ksartah utrzymywał, że walka wre - ja wiedziałem, ze to tylko teatrzyk.
Wojna z Ksartahem okazała się najprostszą jaką w całej swej historii prowadziłem. W niespełna 2 tygodnie wyciąłem bądź wziąłem do niewoli prawie 1000 jego poddanych. Zająłem Saraj, Taszkent , Suzdal i ostatnie odbiłem Heviz. W sumie straciłem 21 ludzi.
Wydawać by się mogło, że to tygryski lubią najbardziej bynajmniej - byłem zdruzgotany! Tak przestało mnie się chcieć grać.
Postanowiłem wykonać krok który w mojej ocenie mógł odebrać mnie Supremację. Nie mniej dzięki niemu byłem pewien, że będę miał multum świetniej zabawy. Co jest lepsze? Wielgachny tort bez wisienki? Czy wisienka na hmyyy (nie będę się wyrażał) - tak napisałem Janowi.
Postanowiłem napisać odezwę do świata prosząc o zakończenie Teneo Arcis przez poparcie mnie. Rozpisałem się na temat tego, że nie przegrałem, żadnej wojny, żadnej bitwy, mam wielką armię, mnóstwo kusz, koni i tak dalej. Wiedziałem, że świat broni nie złoży - tamten list miał jedynie podnieść adrenalinę czytających go Książąt i pomóc im w zjednoczeniu się.
Jak se piwa uwarzyłeś to je wypij.
Przed zapaleniem się wszystkich mych granic wykonałem mały rajd jazdą Armii Południowej na ziemie Chanatu Nogajskiego. Zobaczyłem mrowie ludzkie. Rozbić to wszystko bym mógł TYLKO. Nogaj już raz zagłodził armię poświęcając ogromną część swej populacji. Jazda była mnie potrzebna. Wiedziałem, że zaraz przyjdzie Saladyn i muszę być mobilny. Zaniechałem.
Przeszedł mą granicę Gerard, ruszył Lestek dowiedziałem się, że idzie Saladyn.
Ruszyłem Armią Południową Mezopotamii na przywitanie - a był to kawał drogi przez spore połacie gór. Obok miałem twierdzę Rostów Ksartaha z 500 kuszników. Za plecami ponad 1000 Nogajów. Musiałem być ostrożny.
Wołyń ewakuowałem przed 500 ludzi Lestka na Gorm. Na Gormie cofałem się przed Gerardem. Najpierw chciałem rozbić właśnie niego. Talary mnie się kończyły. Musiałem budować ''Obozy Pracy'' by budżetu nie zawalić - początkowo osadzałem w nich niewolników obciążając podatkiem 2,5. Później wiele wioch z mymi poddanymi pracowało w pocie czoła w takich wiochach o normalnych osadach bez garnizonów takim podatkiem obciążonym nie wspominam.
Musiałem ewakuować Suzdal - mieszkańcy ruszyli z Armią na wschód. Musiałem ewakuować Budę, Gyor i Heviz. Całą ziemię Wołyńską a przy tym wypłacać żołd 3000 wojów.
Ślązak jak na początku podszedł blisko Jhoddar i Sippar tak zauważyłem, że się zaczął cofać. Nie stać mnie było na ciągnięcie walki na tylu frontach.
Napisałem mu list zaczynający się od: ''kończ waść wstydu oszczędź'', zaproponowałem walną bitwę, Gerard wybrał pole w lesie. Manewr był przy tym taki, że większości mego uzbrojenia Gerard nie widział. Sądził, że mam 400 wojów z włóczniami, trochę pancerzy skórzanych i drobne ilości kusz z łukami. Większość uzbrojenia nie założona leżała w magazynach- najpierw osad później wioch które zawsze budowałem przy armii. Gerard dowiedział się, że polegnie dopiero rano przed bitwą. Do bitwy stanęło 1212 Ślązaków i 1143 moich. Po bitwie zostało mnie 548, zdobyłem też wielu niewolników.
Tego samego dnia doszło do pierwszej bitwy z Saladynem. Saladyn zapewne sądząc iż to on jest w natarciu nie spostrzegł momentu kiedy wojska Chazarskie z powrotem mogły powrócić do Budy, gdy rano wróciły - tego samego wieczora jazda związała niecałych 200 wojów Mezopotamskich - w tym 2 bohaterów sporo weteranów i doświadczonych. Bitwa odbyła się w górach - wszyscy padli od bełtów przy pierwszym strzale.
Tego dnia odzyskałem trochę nadziei na zwycięstwo. Wcześniej gdy widziałem kurczący się skarbiec i z 5000 ludzi wokół bądź wewnątrz mych granic przyznam, że na chwilę zwątpiłem - ale nadal na froncie dawałem z siebie wszystko.
Stała się po bitwie rzecz przeze mnie nie oczekiwana - Saladyn zaproponował walna bitwę.
Pisał, że nie widzi większych szans w walce ze mną...
Tak poważnie? Czy po prostu chciał zminimalizować mą przewagę mobilności wynikającą z koni? Nie chciał ze mną bawić się w manewrówkę czy chciał dać parę dni więcej Nogajowi?
Musiałem ewakuować Saraj i Taszkent. Gdyby wtedy Saladyn się cofnął zamiast pozwolić by bitwa się odbyła świat mógłby się inaczej skończyć. Był bym w rozkroku - gonić parę dni Saladyna dając 2 razy więcej czasu Nogajowi czy rzucać Węgry i pędzić na Nogaja?
Miałem mieszane uczucia lecz Saladyn za sobą nie miał swych ziem tylko włości Husyckie - przeszedł po granicy jeziora południowego w mą stronę nie jak wcześniej zakładałem od strony Heviz. Saladyn musiał być zmęczony i zmarnowany - na północy jego sojusznik łatwo stracił 1200 ludzi jeszcze gładziej utracił swoich niezgorszych 200.
Zaryzykowałem i zgodziłem się na walną. Początkowo zaproponowałem piątek wieczór - Saladyn wolał w sobotę wieczór kiedy to całych 1700 jego by zdążyło. Zaproponowałem, że do bitwy dam tylu ludzi co i on. Miałem wielka nadzieję, że do niej dojdzie i w żadnym razie nie chciałem się ograniczać. Sam mu pisałem, że nie sądzę, że łatwo wygram, że większość moich jest nie przeszkolona, Saladyn miał więcej rohatyn sporo pancerzy łuskowych. Sądzę, że miał nadzieję iż wygra.
Na pole bitwy doszedłem w czwartek wieczór - związałem 1500 Mezopotamskich wojów. Rano zdążyła reszta moich w sumie odbyła się bitwa 1963 moich vs 1544 Saladyna. 354 padło przy szarży z kusz w pierwszej salwie. W 3 rundzie w starciu mnie poległo 377 ludzi jemu zaś 469. To był właściwie już koniec - tylko w 3 rundzie woje Saladyna mieli szansę coś zdziałać później walcząc z coraz bardziej stosunkowo przeważającymi siłami jego męczyli się bardziej i trafiali rzadziej. Summarum zostało mnie 1321 ludzi. Zdobyłem masę doświadczenia, koni i sprzętu dla sławy i weteranów co wyskoczyła jak grzyby o deszczu.
Myślę, że sporo w tej bitwie miały do powiedzenia setki tarcz skórzanych dzierżonych przez zielone masy Saladyna - więcej ich przetrwało ostrzał lecz ich skuteczność w zwarciu zmalała.
Teraz w planie miałem tylko ruszyć tą niepokonaną armią na Armię Chanatu Nogajskiego, zabezpieczyć południe i naciskać resztę aż nie złoży hołdu.
Na szczęście, świat uznał iż nie ma już szans na zmianę wyniku i jeszcze w piątek Husyci, Złota Orda, Mezopotamia i Chanat Nogajski złożyły Hołd.
Lestek początkowo z powodu ''obietnicy'' hołdu nie chciał złożyć, lecz zapewne dowiedziawszy się iż Gerard tego nie uczyni i nie chcąc przeciągać świata postąpił inaczej.
To taka skrócona wersja dziejów. Nadto rozpisywać się nie chciałem.
Grałem jako Saladyn z Mezopotamii.
Gratulacje dla Larkany. To najbardziej bezdyskusyjny hegemon z możliwych.
Słowa uznania też dla Lirasza. Jeżeli to był debiut, to w następnym świecie wolałbym być w bezpiecznej odległości od niego.
Dziękuję za grę wszystkim przeciwnikom, z którymi zdarzyło mi się krzyżować miecze:
- Witoldowi z Litwy,
- Mieszkowi Prawemu z Polonii,
- Lestkowi z Lestkowic, którego odbierałem jako najbardziej niebezpiecznego przeciwnika,
- Janowi Žižka, z którego ziem ledwie uszedłem po wycieczce bez zapasów jadła.
Gratulacje dla Larkany. To najbardziej bezdyskusyjny hegemon z możliwych.
Słowa uznania też dla Lirasza. Jeżeli to był debiut, to w następnym świecie wolałbym być w bezpiecznej odległości od niego.
Dziękuję za grę wszystkim przeciwnikom, z którymi zdarzyło mi się krzyżować miecze:
- Witoldowi z Litwy,
- Mieszkowi Prawemu z Polonii,
- Lestkowi z Lestkowic, którego odbierałem jako najbardziej niebezpiecznego przeciwnika,
- Janowi Žižka, z którego ziem ledwie uszedłem po wycieczce bez zapasów jadła.
Gratuluje Larkanowi zwycięstwa. Grałem w tym świecie tylko kilka miesięcy jako namiestnik Ksartah Hana. Była to naprawdę pasjonująca zabawa :]
Cytat:
Była to naprawdę pasjonująca zabawa :]
Nie kpij Waść:)
Nie kpię :]
Popisałem sporo listów. Mogłem także podpatrzyć bardzo fajne księstwo. Na 4 źródełkach zbudowałeś Aguirre całkiem nieźle na oliwioną maszynkę :]
Popisałem sporo listów. Mogłem także podpatrzyć bardzo fajne księstwo. Na 4 źródełkach zbudowałeś Aguirre całkiem nieźle na oliwioną maszynkę :]
Chyba nie mam wyjścia i muszę się przedstawić:
Ilia Monomach - wódz nomadycznych górali :)
Ilia Monomach - wódz nomadycznych górali :)
Gratulacje dla Hegemona!
Pozdrawiam wszystkich władców i zastępców Teneo Arcis :)
Lestek
Książę Lestkowic, syn Siemowita, ojciec Siemomysła ;)
Pozdrawiam wszystkich władców i zastępców Teneo Arcis :)
Lestek
Książę Lestkowic, syn Siemowita, ojciec Siemomysła ;)
Post #13, autor:
mularzx
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 20:37
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 20:48
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 20:37
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 20:48
He he nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka...
Kłania się Gerard drugi władca Śląski tego imienia :) Mój poprzednik nie dość, że niewiele robił to jeszcze jednym listem podłożył taką minę pod swoje księstwo, że to iż nie poleciałem w mroki to cud. Pierwszy Gerard mianowicie przyznał sie Lestkowi, który okrutnym draniem jest i do tego wojskowym :), że księstwo leży na półwyspie i ma tylko 2 sąsiadów :/ To numer porównywalny chyba tylko z przyłożeniem czoła do lufy armaty tam gdzie kula wylata. I tak zaczęły się śląskie cuda. Księstwo jak je wziąłem nie miało właściwie nic oprócz jako takiej liczebności. Robiłem co mogłem, ale mimo wszystko kiedy nadeszli Lestek z Korisem zastali mnie z opuszczonymi gaciami, z nie przygotowanym i źle ustawionym wojskiem, a co najgorsze bez żywności. Zabrakło mi miesiąca. Wtopa była pewna, ale nastąpił pierwszy cud. Okazało się, że Koris tak jak na Rusi nie chciał walczyć, a jedynie spijać śmietankę. Zabrał trochę za mało wojska, był niezdecydowany w tym co robił, no i dokonał aktu zdrady zamiast zostawić mnie i Lestka żebyśmy się wzajemnie wycięli. Summa sumarum za cenę wielkich strat i utraty Cieszyna udało się zawrzeć pakt z Lestkiem i rozbić część wojsk Korisa i uratować życie. Śląsk stał się najdziwniejszym księstwem jakie kiedykolwiek widziałem. Mianowicie była to zakręcona dżdżownica o szerokości 2-3 pól ciągnąca sie brzegiem oceanu wschodniego i północnego. Udało się jednak chwilowo ukryć przed Lestkiem istnienie jednej mikrej wtedy osady. Za to Lestek z Cieszyna zaglądał mi do stolicy, a do każdego z miast miał 3 dni marszu. To wymusiło kolaborację z nim przez całą grę, choć momentami kopałem pod nim dołki :) i de facto szanse Śląska od tego momentu były już mikre. W każdym razie pakt z Lestkiem pozwolił mi się skupić na Korisie. Wojna trwała razem jakieś 3 miesiące, a jej końcówka była szokująca. Nastąpił drugi cud, moich 350 ludzi goniło ok. 1200 ludzi Korisa. Nie wiem dlaczego mnie po prostu nie zadeptał, ale jak uciekał to ja goniłem. Do zabawy przyłączyli sie najpierw Ljubomir, który nie pozwolił mi rozwinąć sukcesu, a potem Kagan i okazało się, że zaatakowałem księstwo sporo większe od mojego. Śląsk miał wtedy co prawda 4 osady, ale jedna była pusta, druga miała 30 ludzi i cudem nie została zdobyta przez niezależnych, a z trzeciej wyciągnąłem połowę ludzi i cała śląska armia trzymała się tylko na żywności tam produkowanej. Ale udało się. Nie dość, że mnie nie zatłukli to jeszcze udało się wyrwać dwa miasta, choć jedno straciłem. Lestek paktu dotrzymał i co więcej okazał się nawet dobrym wujkiem finansując końcówkę wojny kiedy miałem już puste kufry. Niemniej jednak dzięki moim heroicznym zmaganiom Kagan postawił pierwszy krok na drodze do hegemonii, bo jego kampania była krótka i bardzo zyskowna.
Śląsk zaś ledwo zipał i graniczył teraz z dwoma zawodnikami nie w swojej kategorii wagowej czyli z Lestkiem i Kaganem i jednym jak sie potem okazało niesłychanie dziwnym tworem, a mianowicie LJubomirem. Nie miałem szans, ani z Kaganem, ani z Lestkiem, poszedłem więc na Ljubomira wiedząc, że jest na wyjeździe. Owrucz zdobyłem łatwo, ale Ljubomir wrócił ze swoją partacko uzbrojoną armią i razem z miastami miał sporo więcej ludzi ode mnie. Kiedy się tak tłoczyłem na przesmyku owruckim Ljubomir nieźle mnie zaskoczył. Armia która chodziła partacko uzbrojona na o ile sie nie mylę 3 czy 4 wojny zrobiła myk... i wyciągnęła z przepastnych magazynów Wołynia 300 koni, 500 kusz, 150 kolczug, 150 rohatyn i skleiła moją piechotę w górach. Sam napadłem to i sam miałem w dupę wziąć. I wtedy stał się trzeci i niestety ostatni cud. Ljubomir posiadając przerażającą przewagę ogniową podczas bitwy ruszył do szarży, w górach i na koniach... Moje wiarusy rozniosły go na strzępy tracąc 70 ludzi, a wynik tej bitwy powinien być odwrotny. Tego dnia okazało się, że w grze biorą udział nie tylko jaszczembie i tulipaniarze, odkryłem nowy typ gracza - magazyniera. Po wojnie z Królem Magazynierów Śląsk miał co prawda 9 miast,ale za to zupełnie idiotyczny kształt bo teraz dżdżownica w najszerszych miejscach miała co prawda 4 pola, ale za to ciągnęła się przez pół świata :) No i znalazłem się między młotem a kowadłem, czyli między Lestkiem a Kaganem. Granica była zupełnie niemożliwa do obrony co dość szybko wykazał Kagan w pierwszym ataku na Gorm. Nawet nie próbowałem się bronić, wcześniej i tak całe wojsko przerzuciłem na Wołyń. Z reszta nie obroniłbym się nawet jakbym wszystko miał w Gormie, przewaga Kagana była już zbyt duża. Kagan jednak stanął i nawet oddał jedno miasto. Nie było co grymasić i tak nie ja już rozdawałem karty. Zrobiłem co mogłem by zwrócić uwagę reszty na Kagana, ale nikt mi zwyczajnie nie wierzył, a Kagan nie graniczył z nikim w swojej wadze. Saladyn prał się w najlepsze z Lestkiem i nie chciał słuchać. Za jakiś czas Kagan zaatakował znowu, sam bym tak zrobił bo była to jedyna logiczna konsekwencja istniejącej sytuacji. Lalibyście ze śmiechu jakie listy pisałem do Kagana tłumacząc, że robi błąd. Czarny powiedział "chyba nie oczekujesz, że w to uwierzy", a ja na to "a co mam mu napisać, że dobrze robi?" W tym momencie moje szanse spadły do zera, może gdybym bronił Wołynia całym wojskiem to zadałbym większe straty i coś by to zmieniło, ale nie miałem już szans i stać mnie było na maksymalne ryzyko i zaryzykowałem rajd samą konnicą na Węgry 270 ludzi przeciw 1000 razem z miastem. Była mikroskopijna szansa by przechwycić 100 najlepszych w jednej bitwie, a potem w drugiej z tym co dojdzie i tak pewnie bym wtopił, spróbowałem jednak bo ja i tak szans nie miałem. Tu jednak wtrącił się Janek, którego przyznam się szczerze nie brałem pod uwagę, choć przechodziłem przez jego miasto. Sądziłem, że będzie się przyglądał i kibicował, ja bym tak zrobił licząc na jak największe straty po obu stronach. Janek jednak miał inną koncepcję i przeciął mnie w skoku, no i umożliwił Kaganowi wycięcie mojej elity bez większych strat. Potem nie było już sensu stawiać oporu na Wołyniu, zwyczajnie uciekłem wyprosiwszy możliwość przejścia przez kraj Lestka. Kagan wziął na mnie 5 miast, podniosłem larum, ale zdaje się było wtedy po bitwie Lestka i Saladyna albo zaraz przed i Saladyn nie chciał zrezygnować z dokopania Lestkowi. Ostatnią koalicję udało sie zorganizować dzięki zaangażowaniu mojemu i Lesktka, ale przewaga Kagana w uzbrojeniu i wyszkoleniu była za duża. Larkana źle mówi, że nie mógł wytrzymać walki na tak wielu frontach. Z tego co się stało w odbytych bitwach wnioskuję, że mimo przewagi liczebnej moglibyśmy zwyciężyć tylko bijąc się na jednym froncie, a to było niewykonalne. Jaki będzie efekt wiedzieliśmy z Lestkiem już wcześniej szacując możliwości i proponując zakończenie, to pozwoliło chyba na powstanie koalicji, choć Saladyn bronił się długo. Na koniec Kagan kiwnął mnie w piękny sposób chowając broń po kieszeniach, ale tak naprawdę nie miało to znaczenia. Miałem żarcia na dwa dni, musiałem się bić albo sie cofać, tylko cofać się nie było sensu. Bitwa byłaby nawet wtedy gdyby Kagan nie chował broni, gardłując za koalicją przyrzekłem, że poświęcę swoja armię w pierwszym rzucie. Obiecałem 700 ludzi, wydrapałem 1200 z 4 miast. Zrobiłem co mogłem i tak naprawdę nie czuję się przegrany, bo to zapewnił mi Lestek ponad rok wcześniej w pierwszym starciu :(
Larkana gratuluję, numer z bronią bardzo mi się podobał do tego trafiłeś idealnie w czasie w kluczowym momencie 14.01 miałem 40 urodziny :) Nawet jak bym nie miał to też bym się nie domyślił, choć ta jedna wioseczka na moment mnie zdziwiła, ale za to klęskę było mi o wiele łatwiej przyjąć bo byłem napruty jak szpadel :P
Kłania się Gerard drugi władca Śląski tego imienia :) Mój poprzednik nie dość, że niewiele robił to jeszcze jednym listem podłożył taką minę pod swoje księstwo, że to iż nie poleciałem w mroki to cud. Pierwszy Gerard mianowicie przyznał sie Lestkowi, który okrutnym draniem jest i do tego wojskowym :), że księstwo leży na półwyspie i ma tylko 2 sąsiadów :/ To numer porównywalny chyba tylko z przyłożeniem czoła do lufy armaty tam gdzie kula wylata. I tak zaczęły się śląskie cuda. Księstwo jak je wziąłem nie miało właściwie nic oprócz jako takiej liczebności. Robiłem co mogłem, ale mimo wszystko kiedy nadeszli Lestek z Korisem zastali mnie z opuszczonymi gaciami, z nie przygotowanym i źle ustawionym wojskiem, a co najgorsze bez żywności. Zabrakło mi miesiąca. Wtopa była pewna, ale nastąpił pierwszy cud. Okazało się, że Koris tak jak na Rusi nie chciał walczyć, a jedynie spijać śmietankę. Zabrał trochę za mało wojska, był niezdecydowany w tym co robił, no i dokonał aktu zdrady zamiast zostawić mnie i Lestka żebyśmy się wzajemnie wycięli. Summa sumarum za cenę wielkich strat i utraty Cieszyna udało się zawrzeć pakt z Lestkiem i rozbić część wojsk Korisa i uratować życie. Śląsk stał się najdziwniejszym księstwem jakie kiedykolwiek widziałem. Mianowicie była to zakręcona dżdżownica o szerokości 2-3 pól ciągnąca sie brzegiem oceanu wschodniego i północnego. Udało się jednak chwilowo ukryć przed Lestkiem istnienie jednej mikrej wtedy osady. Za to Lestek z Cieszyna zaglądał mi do stolicy, a do każdego z miast miał 3 dni marszu. To wymusiło kolaborację z nim przez całą grę, choć momentami kopałem pod nim dołki :) i de facto szanse Śląska od tego momentu były już mikre. W każdym razie pakt z Lestkiem pozwolił mi się skupić na Korisie. Wojna trwała razem jakieś 3 miesiące, a jej końcówka była szokująca. Nastąpił drugi cud, moich 350 ludzi goniło ok. 1200 ludzi Korisa. Nie wiem dlaczego mnie po prostu nie zadeptał, ale jak uciekał to ja goniłem. Do zabawy przyłączyli sie najpierw Ljubomir, który nie pozwolił mi rozwinąć sukcesu, a potem Kagan i okazało się, że zaatakowałem księstwo sporo większe od mojego. Śląsk miał wtedy co prawda 4 osady, ale jedna była pusta, druga miała 30 ludzi i cudem nie została zdobyta przez niezależnych, a z trzeciej wyciągnąłem połowę ludzi i cała śląska armia trzymała się tylko na żywności tam produkowanej. Ale udało się. Nie dość, że mnie nie zatłukli to jeszcze udało się wyrwać dwa miasta, choć jedno straciłem. Lestek paktu dotrzymał i co więcej okazał się nawet dobrym wujkiem finansując końcówkę wojny kiedy miałem już puste kufry. Niemniej jednak dzięki moim heroicznym zmaganiom Kagan postawił pierwszy krok na drodze do hegemonii, bo jego kampania była krótka i bardzo zyskowna.
Śląsk zaś ledwo zipał i graniczył teraz z dwoma zawodnikami nie w swojej kategorii wagowej czyli z Lestkiem i Kaganem i jednym jak sie potem okazało niesłychanie dziwnym tworem, a mianowicie LJubomirem. Nie miałem szans, ani z Kaganem, ani z Lestkiem, poszedłem więc na Ljubomira wiedząc, że jest na wyjeździe. Owrucz zdobyłem łatwo, ale Ljubomir wrócił ze swoją partacko uzbrojoną armią i razem z miastami miał sporo więcej ludzi ode mnie. Kiedy się tak tłoczyłem na przesmyku owruckim Ljubomir nieźle mnie zaskoczył. Armia która chodziła partacko uzbrojona na o ile sie nie mylę 3 czy 4 wojny zrobiła myk... i wyciągnęła z przepastnych magazynów Wołynia 300 koni, 500 kusz, 150 kolczug, 150 rohatyn i skleiła moją piechotę w górach. Sam napadłem to i sam miałem w dupę wziąć. I wtedy stał się trzeci i niestety ostatni cud. Ljubomir posiadając przerażającą przewagę ogniową podczas bitwy ruszył do szarży, w górach i na koniach... Moje wiarusy rozniosły go na strzępy tracąc 70 ludzi, a wynik tej bitwy powinien być odwrotny. Tego dnia okazało się, że w grze biorą udział nie tylko jaszczembie i tulipaniarze, odkryłem nowy typ gracza - magazyniera. Po wojnie z Królem Magazynierów Śląsk miał co prawda 9 miast,ale za to zupełnie idiotyczny kształt bo teraz dżdżownica w najszerszych miejscach miała co prawda 4 pola, ale za to ciągnęła się przez pół świata :) No i znalazłem się między młotem a kowadłem, czyli między Lestkiem a Kaganem. Granica była zupełnie niemożliwa do obrony co dość szybko wykazał Kagan w pierwszym ataku na Gorm. Nawet nie próbowałem się bronić, wcześniej i tak całe wojsko przerzuciłem na Wołyń. Z reszta nie obroniłbym się nawet jakbym wszystko miał w Gormie, przewaga Kagana była już zbyt duża. Kagan jednak stanął i nawet oddał jedno miasto. Nie było co grymasić i tak nie ja już rozdawałem karty. Zrobiłem co mogłem by zwrócić uwagę reszty na Kagana, ale nikt mi zwyczajnie nie wierzył, a Kagan nie graniczył z nikim w swojej wadze. Saladyn prał się w najlepsze z Lestkiem i nie chciał słuchać. Za jakiś czas Kagan zaatakował znowu, sam bym tak zrobił bo była to jedyna logiczna konsekwencja istniejącej sytuacji. Lalibyście ze śmiechu jakie listy pisałem do Kagana tłumacząc, że robi błąd. Czarny powiedział "chyba nie oczekujesz, że w to uwierzy", a ja na to "a co mam mu napisać, że dobrze robi?" W tym momencie moje szanse spadły do zera, może gdybym bronił Wołynia całym wojskiem to zadałbym większe straty i coś by to zmieniło, ale nie miałem już szans i stać mnie było na maksymalne ryzyko i zaryzykowałem rajd samą konnicą na Węgry 270 ludzi przeciw 1000 razem z miastem. Była mikroskopijna szansa by przechwycić 100 najlepszych w jednej bitwie, a potem w drugiej z tym co dojdzie i tak pewnie bym wtopił, spróbowałem jednak bo ja i tak szans nie miałem. Tu jednak wtrącił się Janek, którego przyznam się szczerze nie brałem pod uwagę, choć przechodziłem przez jego miasto. Sądziłem, że będzie się przyglądał i kibicował, ja bym tak zrobił licząc na jak największe straty po obu stronach. Janek jednak miał inną koncepcję i przeciął mnie w skoku, no i umożliwił Kaganowi wycięcie mojej elity bez większych strat. Potem nie było już sensu stawiać oporu na Wołyniu, zwyczajnie uciekłem wyprosiwszy możliwość przejścia przez kraj Lestka. Kagan wziął na mnie 5 miast, podniosłem larum, ale zdaje się było wtedy po bitwie Lestka i Saladyna albo zaraz przed i Saladyn nie chciał zrezygnować z dokopania Lestkowi. Ostatnią koalicję udało sie zorganizować dzięki zaangażowaniu mojemu i Lesktka, ale przewaga Kagana w uzbrojeniu i wyszkoleniu była za duża. Larkana źle mówi, że nie mógł wytrzymać walki na tak wielu frontach. Z tego co się stało w odbytych bitwach wnioskuję, że mimo przewagi liczebnej moglibyśmy zwyciężyć tylko bijąc się na jednym froncie, a to było niewykonalne. Jaki będzie efekt wiedzieliśmy z Lestkiem już wcześniej szacując możliwości i proponując zakończenie, to pozwoliło chyba na powstanie koalicji, choć Saladyn bronił się długo. Na koniec Kagan kiwnął mnie w piękny sposób chowając broń po kieszeniach, ale tak naprawdę nie miało to znaczenia. Miałem żarcia na dwa dni, musiałem się bić albo sie cofać, tylko cofać się nie było sensu. Bitwa byłaby nawet wtedy gdyby Kagan nie chował broni, gardłując za koalicją przyrzekłem, że poświęcę swoja armię w pierwszym rzucie. Obiecałem 700 ludzi, wydrapałem 1200 z 4 miast. Zrobiłem co mogłem i tak naprawdę nie czuję się przegrany, bo to zapewnił mi Lestek ponad rok wcześniej w pierwszym starciu :(
Larkana gratuluję, numer z bronią bardzo mi się podobał do tego trafiłeś idealnie w czasie w kluczowym momencie 14.01 miałem 40 urodziny :) Nawet jak bym nie miał to też bym się nie domyślił, choć ta jedna wioseczka na moment mnie zdziwiła, ale za to klęskę było mi o wiele łatwiej przyjąć bo byłem napruty jak szpadel :P
Post #14, autor:
Eryk
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:11
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:19
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:11
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:19
Co tu tak cicho?
Pyza Śląska
Dziękuję Mularzowi za umożliwienie obserwacji arcyciekawego świata. Gratuluję zwycięzcy - poznałem Larkanę po stylu listów i napisałem to Mularzowi, po czym przekonałem się, że z wiedzą, kto kim jest, niewiele da się zrobić:) Nie to decyduje.
Pyza Śląska
Dziękuję Mularzowi za umożliwienie obserwacji arcyciekawego świata. Gratuluję zwycięzcy - poznałem Larkanę po stylu listów i napisałem to Mularzowi, po czym przekonałem się, że z wiedzą, kto kim jest, niewiele da się zrobić:) Nie to decyduje.
Na razie napiszę tylko, że miałem zastępstwo w Chanacie Nogajskim (tylko obserwacyjne).
WIELKIE GRATULACJE DLA ZWYCIĘZCY!
Larkana! Twój list gdzie wymieniasz miasta, wojska, przyrost, czyli cały potencjał to była naprawdę super rzecz! Mam nadzieję, że wkleisz go na forum, bo taki pokaz siły nie może zaginąć gdzieś w archiwum! To była mocna rzecz i żądamy go na forum :)
WIELKIE GRATULACJE DLA ZWYCIĘZCY!
Larkana! Twój list gdzie wymieniasz miasta, wojska, przyrost, czyli cały potencjał to była naprawdę super rzecz! Mam nadzieję, że wkleisz go na forum, bo taki pokaz siły nie może zaginąć gdzieś w archiwum! To była mocna rzecz i żądamy go na forum :)
Post #16, autor:
Lirasz
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:45
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:51
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:45
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:51
Ja to w sumie nie mam co opisywać, bo praktycznie wszystko w kronikach jest. :) Mnie los rzucił w sam środek świata. Jak po trzech dniach poznałem 5 książąt, to byłem załamany. :)
W sumie to robiłem błąd za błędem. Najpierw po pokonaniu Litwy dałem się wciągnąć hrabinie z Siedmiogrodu w jakąś daleką wojnę, z czego skwapliwie skorzystał Saladyn, ale na szczęście zdążyłem wrócić i udało nam się dogadać. Bałem się bitwy z Tobą wtedy po tym, jak dałeś mi przegląd wojsk zajmując Kowno.
Później znowu byłem dobrym wujkiem, idąc na Kaganat w pomoc nieporadnemu Arpadowi. I wtedy mnie najechał Lestek, do czego byłem połowicznie przygotowany.
W sumie ciężko mówić, bym był wtedy jakąś potęgą - 5 osad miałem. Ale czarny lestkowy pijar spowodował, że nawet nowopoznani książęta odnosili się do mnie z szacunkiem. Jak widać, również Ealander uległ temu urokowi Lestka. :)
Ilja Monomach, o którego istnieniu dowiedziałem się kilka godzin wcześniej, napisał do mnie list - dlaczego go chcę napadać i dlatego jestem mu tak wrogi. :D
Lestek był moim bogiem, naprawdę. Miałem niezły ubaw, gdy przekonywał mnie w swoich esejach, dlaczego powinienem mu oddać za darmo Pragę, bym mógł wtedy spokojnie walczyć z Kaganatem. :D
To było tak absurdalne, że aż ciężko mi to porównać z czymkolwiek. :D
Wojny z Lestkiem to było coś. Gdy sprowokowałem go do drugiego rajdu, to w najmniej odpowiednim momencie miałem wypadek drogowy i ostatnią rzeczą, jaką się chciałem zajmować, był Laventhar. No i szło mi to dość ślamazarnie, niestety. Wielka szkoda, bo ostrzyłem sobie zęby na ten konflikt, ale wyszło jak wyszło.
Później zrobiłem jeden błąd, dałem złapać sobie resztki armii - i przestałem się liczyć w jakikolwiek sposób. Pozostało mi oglądać, co inni robią.
Ja nie taki całkowity debiutant. Zająłem się Emiratem Damaszku w Semel Centrum, na zastępstwie u Greghora, później krótki epizod w Arche Ateńskiej, oraz przejęcie Zakonu Krzyżackiego w końcówce jednego ze światów. Niemniej, Husyci to było tak naprawdę moje pierwsze od początku samodzielne państwo.
Wiele sztuki bitewnej się nauczyłem - no i trochę serce mi stwardniało, bo teraz bym drugi raz nie wyprawiał się ani na dalekie wyprawy w obronie marnych sojuszników. ;)
Aha - i chętnie bym się dowiedział, kto to Stefan Węgierski. Stworzyliśmy wspaniały sojusz, wspólnie wydobywaliśmy węgiel i rudę na naszej granicy. Niestety później zniknął, jego miejsce zajął Arpad, który już radził sobie gorzej jak Stefan.
W sumie to robiłem błąd za błędem. Najpierw po pokonaniu Litwy dałem się wciągnąć hrabinie z Siedmiogrodu w jakąś daleką wojnę, z czego skwapliwie skorzystał Saladyn, ale na szczęście zdążyłem wrócić i udało nam się dogadać. Bałem się bitwy z Tobą wtedy po tym, jak dałeś mi przegląd wojsk zajmując Kowno.
Później znowu byłem dobrym wujkiem, idąc na Kaganat w pomoc nieporadnemu Arpadowi. I wtedy mnie najechał Lestek, do czego byłem połowicznie przygotowany.
W sumie ciężko mówić, bym był wtedy jakąś potęgą - 5 osad miałem. Ale czarny lestkowy pijar spowodował, że nawet nowopoznani książęta odnosili się do mnie z szacunkiem. Jak widać, również Ealander uległ temu urokowi Lestka. :)
Ilja Monomach, o którego istnieniu dowiedziałem się kilka godzin wcześniej, napisał do mnie list - dlaczego go chcę napadać i dlatego jestem mu tak wrogi. :D
Lestek był moim bogiem, naprawdę. Miałem niezły ubaw, gdy przekonywał mnie w swoich esejach, dlaczego powinienem mu oddać za darmo Pragę, bym mógł wtedy spokojnie walczyć z Kaganatem. :D
To było tak absurdalne, że aż ciężko mi to porównać z czymkolwiek. :D
Wojny z Lestkiem to było coś. Gdy sprowokowałem go do drugiego rajdu, to w najmniej odpowiednim momencie miałem wypadek drogowy i ostatnią rzeczą, jaką się chciałem zajmować, był Laventhar. No i szło mi to dość ślamazarnie, niestety. Wielka szkoda, bo ostrzyłem sobie zęby na ten konflikt, ale wyszło jak wyszło.
Później zrobiłem jeden błąd, dałem złapać sobie resztki armii - i przestałem się liczyć w jakikolwiek sposób. Pozostało mi oglądać, co inni robią.
Ja nie taki całkowity debiutant. Zająłem się Emiratem Damaszku w Semel Centrum, na zastępstwie u Greghora, później krótki epizod w Arche Ateńskiej, oraz przejęcie Zakonu Krzyżackiego w końcówce jednego ze światów. Niemniej, Husyci to było tak naprawdę moje pierwsze od początku samodzielne państwo.
Wiele sztuki bitewnej się nauczyłem - no i trochę serce mi stwardniało, bo teraz bym drugi raz nie wyprawiał się ani na dalekie wyprawy w obronie marnych sojuszników. ;)
Aha - i chętnie bym się dowiedział, kto to Stefan Węgierski. Stworzyliśmy wspaniały sojusz, wspólnie wydobywaliśmy węgiel i rudę na naszej granicy. Niestety później zniknął, jego miejsce zajął Arpad, który już radził sobie gorzej jak Stefan.
Sebeks, on tylko uszczegółowił to o czym wszyscy wiedzieli od dłuższego czasu. Jedynie najmocniejszy z nas Saladyn chciał po prostu spróbować. Spróbowaliśmy ale wynik był taki sam jak od czasów DQ potwora nikt nie rozpoznaje dopóki nie będzie za późno. Mówiłem to wielokrotnie ale zbyt wielu władców bierze konflikty zbyt osobiście, a równowaga polityczno-wojskowa jest bardzo krucha...
Post #18, autor:
Czarny
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:55
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:57
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 21:55
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 21:57
Byłem zastępcą u pierwszego władcy Śląska. Potem trafiło mi się zastępstwo u Hengista, który to władał też Śląskiem, ale na innej wyspie. Myliły mi się Cieszyny i Opola :)
Pierwszy władca zrezygnował dość szybko, pewnie dlatego że trafił mu się piękny kawałek świata z sześcioma źródłami startowymi... Grę wykupił Mularz, a ja powoli oddalałem się od Śląska Gerarda do Śląska Bolesława. Jednak, byłem jeszcze, gdy napadł Mularza Hejtar, co było wyjątkowo przykre i niesprawiedliwe :) W odwecie napisałem parę kronik "Raport z oblężonego miasta", które miały za zadanie gryźć po nogawce tego, który nas załatwił. Stało się zaś zupełnie inaczej, ponieważ Mularz i Hejtar zostali w końcu najlepszymi przyjaciółmi, drwiąc radośnie ze wszystkich sąsiadów i popełniając błędy, wynikające ze zbyt dużej energii władowanej w owe drwiny, zamiast w dobrą dyplomatyczną robotę.
c.d.n.
Gratuluję Larkanie!!!
Pierwszy władca zrezygnował dość szybko, pewnie dlatego że trafił mu się piękny kawałek świata z sześcioma źródłami startowymi... Grę wykupił Mularz, a ja powoli oddalałem się od Śląska Gerarda do Śląska Bolesława. Jednak, byłem jeszcze, gdy napadł Mularza Hejtar, co było wyjątkowo przykre i niesprawiedliwe :) W odwecie napisałem parę kronik "Raport z oblężonego miasta", które miały za zadanie gryźć po nogawce tego, który nas załatwił. Stało się zaś zupełnie inaczej, ponieważ Mularz i Hejtar zostali w końcu najlepszymi przyjaciółmi, drwiąc radośnie ze wszystkich sąsiadów i popełniając błędy, wynikające ze zbyt dużej energii władowanej w owe drwiny, zamiast w dobrą dyplomatyczną robotę.
c.d.n.
Gratuluję Larkanie!!!
Post #19, autor:
Wienzu
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 22:06
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 22:16
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 22:06
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 22:16
Kłania się Sarolta Rakoczy, widz ostatnich kilku miesięcy. Dziękuję Janowi za wieś i Lestkowi za finanse.
To, że Hejtar to Lestek wiedziałem prawie od początku, plan był nawet taki, żeby zbudować koalicję Husytów i Nieznanych Terytoriów aby Cię najechać. :P Niestety zdrada to zdrada i plan się zmienił.
A Talon Karrde to lepiej niech się nie wychyla bo rzucę bryłką rudy!
Pozdrowienia dla Mieszka Prawego. ;)
To była moja pierwsza gra w ogóle lecz uważam, że nie dało się przygotować na takiego Talona Karrde. :/
Dziękuję za grę i...
GRATULUJE!
EDIT:
W sumie Janie, gdybyś wtedy pokonał Mieszka to ja nie miałbym wyboru jak od razu złożyć Ci hołd i dostarczać broń żelazną. Szkoda, że się nie udało z powodu pojawienia się Saladyna.
To, że Hejtar to Lestek wiedziałem prawie od początku, plan był nawet taki, żeby zbudować koalicję Husytów i Nieznanych Terytoriów aby Cię najechać. :P Niestety zdrada to zdrada i plan się zmienił.
A Talon Karrde to lepiej niech się nie wychyla bo rzucę bryłką rudy!
Pozdrowienia dla Mieszka Prawego. ;)
To była moja pierwsza gra w ogóle lecz uważam, że nie dało się przygotować na takiego Talona Karrde. :/
Dziękuję za grę i...
GRATULUJE!
EDIT:
W sumie Janie, gdybyś wtedy pokonał Mieszka to ja nie miałbym wyboru jak od razu złożyć Ci hołd i dostarczać broń żelazną. Szkoda, że się nie udało z powodu pojawienia się Saladyna.
Post #20, autor:
Adam
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 22:38
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 22:43
napisany: 22. stycznia 2012, niedziela, 22:38
zmieniany przez autora, 22. stycznia 2012, 22:43
Gratuluje zwycięscy:)
To ja byłem nieudolnym Arpadem:).
Węgry miały pecha do władców, w szczytowym okresie 4 osoby miały dostęp do księstwa. Nie będę ich ujawniał, to od nich zależy.
Początek był dobry, mimo braku czasu (dlatego było nas czterech, aby gdy jeden nie może reszta wkraczała) wszystko szło fajnie ustalanie wspólnej linii dyplomacji itp.
Później przyszedł kryzys czasowy, Stefan w końcu znikł, jak sumienie ruszyło to ktoś tam zawsze poprawiał gospodarkę:).
Ustalanie straciło sens, zarządzałem jak umiałem, moim szczytowym osiągnięciem jest nie ustawienie wojska przed bitwą, wróciłem z pracy po 19:).
Przydało by się powiadamianie o listach dla zastępców, pewnie trochę szybciej bym odpisywał:).
Dziękuję Husytom za Hradczany. W czasie wojny z Kaganem nie miałem żywności dla wojska i połowa była już na południu, liczyłem tylko na pomoc Husytów i chciałem dać im czasu jak najwięcej żeby przetrwać.
Panie Lestek zawaliłeś, gdyby Husyci pobili się o Węgry z Kaganem, to świat mógłby wyglądać inaczej, a tak Husyci się wycofali, a Kagan dostał niezłego kopa po zajęciu Węgier. Nie mogłeś trochę poczekać, aż więcej wojsk husyckich wejdzie na Węgry? Dopiero wtedy zaatakować? Mogło by być inaczej mogli się pobić koło Budy albo chociaż husyci przeszli by przez góry całym wojskiem i nie zdążyli by już wrócić aby się bronić przez Tobą, a tak to 50 ludzi tylko doszło do Pestu.
To ja byłem nieudolnym Arpadem:).
Węgry miały pecha do władców, w szczytowym okresie 4 osoby miały dostęp do księstwa. Nie będę ich ujawniał, to od nich zależy.
Początek był dobry, mimo braku czasu (dlatego było nas czterech, aby gdy jeden nie może reszta wkraczała) wszystko szło fajnie ustalanie wspólnej linii dyplomacji itp.
Później przyszedł kryzys czasowy, Stefan w końcu znikł, jak sumienie ruszyło to ktoś tam zawsze poprawiał gospodarkę:).
Ustalanie straciło sens, zarządzałem jak umiałem, moim szczytowym osiągnięciem jest nie ustawienie wojska przed bitwą, wróciłem z pracy po 19:).
Przydało by się powiadamianie o listach dla zastępców, pewnie trochę szybciej bym odpisywał:).
Dziękuję Husytom za Hradczany. W czasie wojny z Kaganem nie miałem żywności dla wojska i połowa była już na południu, liczyłem tylko na pomoc Husytów i chciałem dać im czasu jak najwięcej żeby przetrwać.
Panie Lestek zawaliłeś, gdyby Husyci pobili się o Węgry z Kaganem, to świat mógłby wyglądać inaczej, a tak Husyci się wycofali, a Kagan dostał niezłego kopa po zajęciu Węgier. Nie mogłeś trochę poczekać, aż więcej wojsk husyckich wejdzie na Węgry? Dopiero wtedy zaatakować? Mogło by być inaczej mogli się pobić koło Budy albo chociaż husyci przeszli by przez góry całym wojskiem i nie zdążyli by już wrócić aby się bronić przez Tobą, a tak to 50 ludzi tylko doszło do Pestu.
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.
