Najświeższe wątki:
Zasady gry
Ucieczka z pola bitwy.
Wątek w temacie: Dla początkujących
Wyniki od 1 do 20. Przejdź do strony: 1
Witam,
Najpierw kontrolnie zadam pytanie, bo może jednak nie zauważyłem takiej opcji... czy na pewno nie można odwołać wydanej bitwy, lub uciec po wydaniu jej przez przeciwnika? Jeśli można, to proszę o podpowiedź jak to zrobić ;-)
A jeśli nie, to mam pytanie... które pewnie już pojawiało się wcześniej, bo jakoś nie sądzę by nikt nie zauważył tak w miarę oczywistego faktu.... czemu nie można uciec z pola bitwy? Dla mnie dość oczywistym wydaje się fakt, że w przypadku zdecydowanej przewagi liczebnej wroga mało byłoby sytuacji w której rycerze bili by się do samego końca. Rozsądniejszym w ich wypadku była by próba wycofania się, ucieczki nawet kosztem morale czy ewentualnych niższych strat osobowych czy w transportowanych towarach... czekanie na śmierć (z tego co zauważyłem około jednego dnia - 2/3 przeliczenia ruchów) w przypadku znacznej przewagi trochę mało realne jest...
Taka moja ewentualne propozycja, czy w przypadku gdy oddział posiada przewagę prędkości (posiada konie, albo oddział wrogi ma redukcję prędkości przez nadmiar towarów) nie można się z bitwy wycofać?
Pamiętajmy również, iż jeden obszar (kwadrat terenu) na mapie nie odpowiada obszarowi 1x1m, a zapewne mowa tu o paru-parunastu km2 (średnia prędkość człowieka to ok. 5km/h, skoro "na piechotę" można pokonać jeden bok kwadratu w ciągu dnia to bok kwadratu musi mieć minimum 5-10km - poprawcie mnie jak się mylę) to ucieczka, po natknięciu się na silniejszego wroga wydaje się dość realna. Tym bardziej, że mniejsze oddziały (poniżej widoczności na jeden obszar "od siebie" są tak na prawdę ślepe i wejście na teren z obcym oddziałem przeważnie kończy się masakrą... Raczej rozsądny dowódca takiego oddziału będzie próbował ujść z jawnej zasadzki niż stawać do bitwy "na śmierć" - takowa ma sens jeśli ucieczka jest niemożliwa (przeciwnik np. posiada konie, albo dorównuje nam prędkością).
Trochę popłynąłem w rozważaniach... ale może mam trochę racji? ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
Najpierw kontrolnie zadam pytanie, bo może jednak nie zauważyłem takiej opcji... czy na pewno nie można odwołać wydanej bitwy, lub uciec po wydaniu jej przez przeciwnika? Jeśli można, to proszę o podpowiedź jak to zrobić ;-)
A jeśli nie, to mam pytanie... które pewnie już pojawiało się wcześniej, bo jakoś nie sądzę by nikt nie zauważył tak w miarę oczywistego faktu.... czemu nie można uciec z pola bitwy? Dla mnie dość oczywistym wydaje się fakt, że w przypadku zdecydowanej przewagi liczebnej wroga mało byłoby sytuacji w której rycerze bili by się do samego końca. Rozsądniejszym w ich wypadku była by próba wycofania się, ucieczki nawet kosztem morale czy ewentualnych niższych strat osobowych czy w transportowanych towarach... czekanie na śmierć (z tego co zauważyłem około jednego dnia - 2/3 przeliczenia ruchów) w przypadku znacznej przewagi trochę mało realne jest...
Taka moja ewentualne propozycja, czy w przypadku gdy oddział posiada przewagę prędkości (posiada konie, albo oddział wrogi ma redukcję prędkości przez nadmiar towarów) nie można się z bitwy wycofać?
Pamiętajmy również, iż jeden obszar (kwadrat terenu) na mapie nie odpowiada obszarowi 1x1m, a zapewne mowa tu o paru-parunastu km2 (średnia prędkość człowieka to ok. 5km/h, skoro "na piechotę" można pokonać jeden bok kwadratu w ciągu dnia to bok kwadratu musi mieć minimum 5-10km - poprawcie mnie jak się mylę) to ucieczka, po natknięciu się na silniejszego wroga wydaje się dość realna. Tym bardziej, że mniejsze oddziały (poniżej widoczności na jeden obszar "od siebie" są tak na prawdę ślepe i wejście na teren z obcym oddziałem przeważnie kończy się masakrą... Raczej rozsądny dowódca takiego oddziału będzie próbował ujść z jawnej zasadzki niż stawać do bitwy "na śmierć" - takowa ma sens jeśli ucieczka jest niemożliwa (przeciwnik np. posiada konie, albo dorównuje nam prędkością).
Trochę popłynąłem w rozważaniach... ale może mam trochę racji? ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
1. wydanej bitwy - nie można odwołać - jeśli obie strony wydadzą rozkazy "czekaj na wroga" do walki nie dojdzie i cały konflikt zakończy się wesołym oberkiem.
2. z placu boju mogą uciekać niedobitki- kiedy walka jest nie rozstrzygnięta- przeciwnik nie może być wzięty do niewoli.
3. czemu to bardzo liczny przeciwnik nie może wybić do nogi swego wroga???? jak najbardziej może - co w realu często miało miejsce. bywało tez, że mniej liczne i z góry skazane na śmierć wojska podejmowały walkę i szły na śmierć tylko po to aby bronić swego honoru - co dla dzisiejszych ludzi jest dziwactwem i głupotą - kiedyś uważano inaczej.
4. możliwość ucieczki przed bitwą , albo "odwołania" wydanej bitwy to w konsekwencji zabawa w łapanego przez 2 lata... trochę nudne chyba :)
2. z placu boju mogą uciekać niedobitki- kiedy walka jest nie rozstrzygnięta- przeciwnik nie może być wzięty do niewoli.
3. czemu to bardzo liczny przeciwnik nie może wybić do nogi swego wroga???? jak najbardziej może - co w realu często miało miejsce. bywało tez, że mniej liczne i z góry skazane na śmierć wojska podejmowały walkę i szły na śmierć tylko po to aby bronić swego honoru - co dla dzisiejszych ludzi jest dziwactwem i głupotą - kiedyś uważano inaczej.
4. możliwość ucieczki przed bitwą , albo "odwołania" wydanej bitwy to w konsekwencji zabawa w łapanego przez 2 lata... trochę nudne chyba :)
Post #3, autor:
Lachfaer
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 15:14
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 15:15
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 15:14
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 15:15
1. No tak, ale czy strona przeciwna ma zamiar "czekać na wroga" dowiem się po rozegranej bitwie dopiero... więc trzeba czekać i ewentualnie wdać się w walkę.
2. No tak, ale to w przypadku wyrównanych oddziałów... a ja mówiłem o przewadze znacznej jednego z przeciwników.
3. Jak się wda w bitwę, to pewnie, że może wybić oddział... ma duże na to szanse... ale ja patrzę na to z innej strony. Tak jak wspominałem, mam obszar minimum 5km x 5km (25km2) i jak ktoś mi powie, że w lesie, albo w górach paru wojów albo jeden człowiek nie jest w stanie się ukryć lub uciec przed nawet stukrotną przewagą liczebną... będzie to bardzo naiwna wersja wydarzeń jak dla mnie.
I oczywiście, zgodzę się z Tobą, że takie sytuacje gdzie oddziały nie mające szans stawały do walki miały miejsce (chyba najbardziej znane Termopile), ale wszystkie te przypadki miały logiczne uzasadnienie. A oddawanie życia w momencie gdy tuż za rogiem np. stoi warowne miasto dające szanse skutecznej obrony jest pomyłką. Nawet wspomniany przeze mnie wcześniej Leonidas król Spartan nie został na polu bitwy z całym wojskiem, a cześć z nich odesłał pozostawiając tylko pewną cześć sił.
4. Nie, jeśli ucieczka ma swoje warunki np. nie uciekną wolniejsze oddziały. Zresztą o ile mi wiadomo, gra nie polega na wybiciu do nogi wszystkich przeciwników, a na zdobyciu pewnej przewagi. Niedobitki w postaci kilku-kilkunastoosobowych oddziałów i tak nie miałyby znaczącego wpływu na późniejszą grę.
Pozdrawiam,
Lachfaer
2. No tak, ale to w przypadku wyrównanych oddziałów... a ja mówiłem o przewadze znacznej jednego z przeciwników.
3. Jak się wda w bitwę, to pewnie, że może wybić oddział... ma duże na to szanse... ale ja patrzę na to z innej strony. Tak jak wspominałem, mam obszar minimum 5km x 5km (25km2) i jak ktoś mi powie, że w lesie, albo w górach paru wojów albo jeden człowiek nie jest w stanie się ukryć lub uciec przed nawet stukrotną przewagą liczebną... będzie to bardzo naiwna wersja wydarzeń jak dla mnie.
I oczywiście, zgodzę się z Tobą, że takie sytuacje gdzie oddziały nie mające szans stawały do walki miały miejsce (chyba najbardziej znane Termopile), ale wszystkie te przypadki miały logiczne uzasadnienie. A oddawanie życia w momencie gdy tuż za rogiem np. stoi warowne miasto dające szanse skutecznej obrony jest pomyłką. Nawet wspomniany przeze mnie wcześniej Leonidas król Spartan nie został na polu bitwy z całym wojskiem, a cześć z nich odesłał pozostawiając tylko pewną cześć sił.
4. Nie, jeśli ucieczka ma swoje warunki np. nie uciekną wolniejsze oddziały. Zresztą o ile mi wiadomo, gra nie polega na wybiciu do nogi wszystkich przeciwników, a na zdobyciu pewnej przewagi. Niedobitki w postaci kilku-kilkunastoosobowych oddziałów i tak nie miałyby znaczącego wpływu na późniejszą grę.
Pozdrawiam,
Lachfaer
Post #4, autor:
kozak
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 15:40
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 15:41
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 15:40
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 15:41
A ja częściowo się godzę z tym co napisał Lachfaer. Już kiedyś ktoś proponował, by armia piesza nie mogła wydać bitwy konnicy.
Ponadto moim zdaniem przydałaby się jakaś możliwość ucieczki z pola bitwy przynajmniej częścią armii. Oczywiście bez przegięć! Aby częsć armii uciekła część musi dążyć do walki wręcz i nie powinno być ucieczki, gdy wróg jest 2xbardziej liczebny.
Ponadto moim zdaniem przydałaby się jakaś możliwość ucieczki z pola bitwy przynajmniej częścią armii. Oczywiście bez przegięć! Aby częsć armii uciekła część musi dążyć do walki wręcz i nie powinno być ucieczki, gdy wróg jest 2xbardziej liczebny.
1.Czemu armia piesza nie mogła by wydać bitwy konnicy ??? - czy "bo konnica szybciej ucieka" ???! - wybacz kozak , ale troche to śmieszne :)
2. to jest "temat" - czyli cała zawiłość z łączeniem i dzieleniem oddziałów do bitwy - możliwość wydawania bitew "wszystkiemu co się rusza" na danym polu. jestem jak najbardziej za przedyskutowaniem zagadnienia - wydaje się, że oddział który już prowadzi jedną bitwę nie powinien jednocześnie atakować innego oddziału = czyli np. dzielimy wojsko na danej kratce na 2x25 i przeciwnik może zaatakować tylko jeden z tych oddziałów, drugi może maszerować - no ale przed konnica daleko nie ucieknie - ale może dołączyć do posiłków - no temat rzeka... .
2. to jest "temat" - czyli cała zawiłość z łączeniem i dzieleniem oddziałów do bitwy - możliwość wydawania bitew "wszystkiemu co się rusza" na danym polu. jestem jak najbardziej za przedyskutowaniem zagadnienia - wydaje się, że oddział który już prowadzi jedną bitwę nie powinien jednocześnie atakować innego oddziału = czyli np. dzielimy wojsko na danej kratce na 2x25 i przeciwnik może zaatakować tylko jeden z tych oddziałów, drugi może maszerować - no ale przed konnica daleko nie ucieknie - ale może dołączyć do posiłków - no temat rzeka... .
1. co w tym śmiesznego, że konnica jest szybsza od piechoty?
2. trzebaby tylko uważać, by nie zrobić wyścigu kto pierwszy kliknie, ja akurat ucieczkę z pola bitwy widziałbym jako jeden z rozkazów ustawiania regimentów do bitwy, ale można to też rozwiązać innymi sposobami.
2. trzebaby tylko uważać, by nie zrobić wyścigu kto pierwszy kliknie, ja akurat ucieczkę z pola bitwy widziałbym jako jeden z rozkazów ustawiania regimentów do bitwy, ale można to też rozwiązać innymi sposobami.
Oczywiście, że konny, jak chce, to ucieknie przed pieszym, no chyba, że pieszych jest dwudziestu i wypadną z dwudziestu krzaków na raz.
Ale konnica w Law i tak jest super bonusem i każda zmiana tego typu musiałaby się wiązać z powiększeniem opłat za hodowlę koni, co niesie ze sobą bardzo duże trudności (bo inaczej wyglądają finanse księstwa na początku gry a inaczej później).
Dlatego jakakolwiek zmiana konnych (czyli ich ulepszenie) odpada.
Ale konnica w Law i tak jest super bonusem i każda zmiana tego typu musiałaby się wiązać z powiększeniem opłat za hodowlę koni, co niesie ze sobą bardzo duże trudności (bo inaczej wyglądają finanse księstwa na początku gry a inaczej później).
Dlatego jakakolwiek zmiana konnych (czyli ich ulepszenie) odpada.
[7] aha, w sumie to masz rację... konnica, która mogłaby swobodnie wymijać piechotę, byłaby nazbyt dopakawana...
[10] /1 - to, że konnica jest szybsza od piechoty nie jest śmieszne, tylko oczywiste = natomiast śmieszne jest to, że piechota nie mogła by atakować konnicy, bo ... nadal nie rozumiem czemu ??? już jest tak, że pieszy nie dogoni konnego, natomiast jak staną na przeciw siebie do bitwy to chyba powinni się bić.
Hmmm... moje rozważania początkowe nie dotyczyły tylko konnicy, ale każdego oddziału, który ma większą szybkość od przeciwnika (fakt, w większości wypadków byłaby to konnica), ale zakładając, że ucieczka/odwrót/wycofanie się... jakkolwiek by to nazwać, nie zawsze jest zorganizowanym manewrem i wiąże się z lekkim pośpiechem można dorzucić parametr np. możliwości poniesienia strat w transportowanych towarach czy ludziach (np. 10% porzuconego towaru, lub strat podczas odwrotu), albo zamiast losowych 10% tak jak ktoś zaproponował - pozostawienia na polu bitwy jednego regimentu (lub kilku ludzi) osłaniającego i biorącego udział w bitwie, a reszta wycofuje się bez strat.
W każdym razie brak możliwości decyzyjnych przez średnio 1,5 dnia (2-3 przeliczenia) jest z pewnością mało realistyczne ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
W każdym razie brak możliwości decyzyjnych przez średnio 1,5 dnia (2-3 przeliczenia) jest z pewnością mało realistyczne ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
Post #11, autor:
Andrazar
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 20:20
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 20:58
napisany: 10. sierpnia 2009, poniedziałek, 20:20
zmieniany przez autora, 10. sierpnia 2009, 20:58
Bo ja wiem.... załóżmy, że kwadrat to 900 km2 (30 km *30 km) strasznie to dużo, więc pewnie to mniej, ale nie o tym, w końcu to nie jest, aż takie istotne:
jak dla mnie zasady ruchu są przemyślane i zmuszają do myślenia taktycznego, a w końcu o to m.in. w strategiach chodzi.
Odziały wchodzą na pole o 19, masz 5 godzin na wydanie rozkazu do ataku i co to oznacza:
- oddział większy np. 50 konnych widziało Cię już wcześniej (widoczność na 2 pola) czyli ich zwiadowcy stale Cię obserwowali, to oni decydują więc czy uciekać, czy też wybrać dogodny teren do zasadzki - więc dowodząc piechotą szanse na ucieczkę raczej masz małe, jeżeli dowodzisz konnicą wszystko zależy od tego w jaki teren ja wpakowałeś - czyli myśl strategicznie i byle gdzie oddziałów nie posyłaj.
- masz oddział pieszych w liczbie 50 luda, widzisz o jedno pole dalej, uciekać przed piechotą możesz zawsze, a cała sztuka polega na tym żebyś zawsze wiedział gdzie jesteś i czy zdążysz uciec/zaatakować - na tym polega taktyka w tej grze - przed oddziałem konnych raczej nie uciekniesz i to jego atut(przewaga), a ładowność - widzisz wrogi oddział, jesteś obładowany ponad miarę to wyrzucaj, może przeciwnik się połasi...
- masz mniej (niż np. 20 pieszych to widzisz tylko pole na którym jesteś, czyli skazujesz się na oddanie inicjatywy w ręce przeciwnika
- macie podobne liczebności oddziałów - wpadacie na siebie i jest takie nieświadome spotkanie jak pod Kurskiem ;P na przykład.
W chwili, gdy już jesteście na tym samym polu świadomie decydujecie czy zaatakować, czy też nie, a czasami tylko symulujecie atak i ustawiacie "czekaj na wroga" aby opóźnić przeciwnika o te max cztery ruchy...
ja jeżeli już pieszy wpadł na konnicę i ją zaatakował to znaczy, ze chciała, lub że jej dowódca popełnił kolosalny błąd - więc danie jej możliwości ucieczki mija się z sensem gry....
Skoro już dowódca tak skisił to niech poniesie konsekwencje swojej ułomności zamiast uciekać z pola bitwy
Wiele innych wariantów możemy jeszcze przywołać, ale to już chyba potrzebne nie jest...
Ponadto liczebność oddziałów zastępuje w tej grze pojecie zwiadowców, a zwiad tutaj tani nie jest, policz sobie ile kosztuje utrzymanie 50 konnych (20 pieszych) wojów, a ile 1, wiec dziwne by było gdyby tych 50 (20) zwiadowców nie wykryło tego 1 wcześniej i nie było w stanie zastawić pułapki.
W której grze masz przelicznik, że 50 zwiadowców nie wykryje jednego?
jak dla mnie zasady ruchu są przemyślane i zmuszają do myślenia taktycznego, a w końcu o to m.in. w strategiach chodzi.
Odziały wchodzą na pole o 19, masz 5 godzin na wydanie rozkazu do ataku i co to oznacza:
- oddział większy np. 50 konnych widziało Cię już wcześniej (widoczność na 2 pola) czyli ich zwiadowcy stale Cię obserwowali, to oni decydują więc czy uciekać, czy też wybrać dogodny teren do zasadzki - więc dowodząc piechotą szanse na ucieczkę raczej masz małe, jeżeli dowodzisz konnicą wszystko zależy od tego w jaki teren ja wpakowałeś - czyli myśl strategicznie i byle gdzie oddziałów nie posyłaj.
- masz oddział pieszych w liczbie 50 luda, widzisz o jedno pole dalej, uciekać przed piechotą możesz zawsze, a cała sztuka polega na tym żebyś zawsze wiedział gdzie jesteś i czy zdążysz uciec/zaatakować - na tym polega taktyka w tej grze - przed oddziałem konnych raczej nie uciekniesz i to jego atut(przewaga), a ładowność - widzisz wrogi oddział, jesteś obładowany ponad miarę to wyrzucaj, może przeciwnik się połasi...
- masz mniej (niż np. 20 pieszych to widzisz tylko pole na którym jesteś, czyli skazujesz się na oddanie inicjatywy w ręce przeciwnika
- macie podobne liczebności oddziałów - wpadacie na siebie i jest takie nieświadome spotkanie jak pod Kurskiem ;P na przykład.
W chwili, gdy już jesteście na tym samym polu świadomie decydujecie czy zaatakować, czy też nie, a czasami tylko symulujecie atak i ustawiacie "czekaj na wroga" aby opóźnić przeciwnika o te max cztery ruchy...
ja jeżeli już pieszy wpadł na konnicę i ją zaatakował to znaczy, ze chciała, lub że jej dowódca popełnił kolosalny błąd - więc danie jej możliwości ucieczki mija się z sensem gry....
Skoro już dowódca tak skisił to niech poniesie konsekwencje swojej ułomności zamiast uciekać z pola bitwy
Wiele innych wariantów możemy jeszcze przywołać, ale to już chyba potrzebne nie jest...
Ponadto liczebność oddziałów zastępuje w tej grze pojecie zwiadowców, a zwiad tutaj tani nie jest, policz sobie ile kosztuje utrzymanie 50 konnych (20 pieszych) wojów, a ile 1, wiec dziwne by było gdyby tych 50 (20) zwiadowców nie wykryło tego 1 wcześniej i nie było w stanie zastawić pułapki.
W której grze masz przelicznik, że 50 zwiadowców nie wykryje jednego?
Widoczność oczywiście w pewnym stopniu tę kwestię rozwiązuje... bo faktycznie w przypadku dużych oddziałów da radę przewidzieć i wypatrzeć ruchy przeciwnika. Jednak w tym wypadku jest pewne "ale"...
Co prawda nie gram zbyt długo, ale wydaje się mi, iż utrzymanie oddziałów w wysokości minimum 20 ludzi (bo chyba tyle potrzeba minimum do widoku +1 pole) jest pewnym obciążeniem. I dochodzimy do pewnej kwestii... jak kontrolować swoją "granicę"? Jeśli do odpowiedniego nadzorowania jej potrzebujesz co najmniej kilka takich oddziałów?
Tak wiem, w poradniku ktoś pisał, iż jest to balans pomiędzy ufnością wobec sąsiadów, umiejętnym rozmieszczeniem miast zwiększającym widoczność i właśnie patrolami oddziałami... ale znów, ile to ma wspólnego z rzeczywistością? Tak, ktoś powie, iż w średniowieczu patrolowanie umownej granicy to utopia... ale czy na pewno? Mały "zwiad" mógłby bez problemu patrolować nawet swoje 25km2 (kwadracik), jeśli są piechotą jak trafią na wroga nie uciekną jeśli są za wolni (przewaga w postaci wcześniejszego wykrycia przez przeciwnika i tak jest, jeśli to konnica albo piechota nie obciążona). A jeśli zwiad jest konnicą to ratuje ich tylko wolniejszy oddział wroga (ale straty mogą być, tak jak pisałem wyżej - 10% przykładowe to ta zasadzka).
Mimo wszystko twierdzę, iż przynajmniej w początkowej fazie gry, brak możliwości ucieczki jest w pewnym stopniu grą "na ślepo". A zwiedzanie terenów przygranicznych mniejszymi oddziałami niż 20 ludzi (widoczność ograniczona do własnego kwadratu) powoduje częste wpadki i straty w ludziach, co na początku niestety boli...
No nic, z pewnością moje rozważania są dalekie od ideału, ale podzielić się zdaniem zawsze mogę ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
Co prawda nie gram zbyt długo, ale wydaje się mi, iż utrzymanie oddziałów w wysokości minimum 20 ludzi (bo chyba tyle potrzeba minimum do widoku +1 pole) jest pewnym obciążeniem. I dochodzimy do pewnej kwestii... jak kontrolować swoją "granicę"? Jeśli do odpowiedniego nadzorowania jej potrzebujesz co najmniej kilka takich oddziałów?
Tak wiem, w poradniku ktoś pisał, iż jest to balans pomiędzy ufnością wobec sąsiadów, umiejętnym rozmieszczeniem miast zwiększającym widoczność i właśnie patrolami oddziałami... ale znów, ile to ma wspólnego z rzeczywistością? Tak, ktoś powie, iż w średniowieczu patrolowanie umownej granicy to utopia... ale czy na pewno? Mały "zwiad" mógłby bez problemu patrolować nawet swoje 25km2 (kwadracik), jeśli są piechotą jak trafią na wroga nie uciekną jeśli są za wolni (przewaga w postaci wcześniejszego wykrycia przez przeciwnika i tak jest, jeśli to konnica albo piechota nie obciążona). A jeśli zwiad jest konnicą to ratuje ich tylko wolniejszy oddział wroga (ale straty mogą być, tak jak pisałem wyżej - 10% przykładowe to ta zasadzka).
Mimo wszystko twierdzę, iż przynajmniej w początkowej fazie gry, brak możliwości ucieczki jest w pewnym stopniu grą "na ślepo". A zwiedzanie terenów przygranicznych mniejszymi oddziałami niż 20 ludzi (widoczność ograniczona do własnego kwadratu) powoduje częste wpadki i straty w ludziach, co na początku niestety boli...
No nic, z pewnością moje rozważania są dalekie od ideału, ale podzielić się zdaniem zawsze mogę ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
no panowie - roztrząsanie jaką powierzchnie ma kwadrat w lav- to mniej więcej tak jak obliczenia ile diabłów zmieści się na czubku szpilki. zakładając , że przeciętny ludzik w lav ma 3 mm wzrostu, to kwadrat 1mx1m jest też dość spory.
zaczynam rozumieć jakie nieszczęście spotkało Lachfaera i jasnym jest , że szuka "furtki" aby w razie wtopy brać nogi za pas. najprostsza rada jest taka aby siedzieć w chałupie kiedy nie bardzo ma się czym łazić po świecie.... ( tylko się nie obraź :) - jest to wbrew pozorom bardzo dobra rada, niosąca wiele korzyści w grze ...
zaczynam rozumieć jakie nieszczęście spotkało Lachfaera i jasnym jest , że szuka "furtki" aby w razie wtopy brać nogi za pas. najprostsza rada jest taka aby siedzieć w chałupie kiedy nie bardzo ma się czym łazić po świecie.... ( tylko się nie obraź :) - jest to wbrew pozorom bardzo dobra rada, niosąca wiele korzyści w grze ...
Cytat:
zaczynam rozumieć jakie nieszczęście spotkało Lachfaera i jasnym jest , że szuka "furtki" aby w razie wtopy brać nogi za pas. najprostsza rada jest taka aby siedzieć w chałupie kiedy nie bardzo ma się czym łazić po świecie.... ( tylko się nie obraź :) - jest to wbrew pozorom bardzo dobra rada, niosąca wiele korzyści w grze...
Haha, Luty, nie obrażę się ;-) Gdyż jeszcze mnie nic złego w tych kategoriach nie spotkało (na tyle bym mógł tego żałować) ;-) Są to raczej moje przemyślenia... Ot po prostu po przesiedzeniu kilkunastu dni na bezczynnym czekaniu (jak słusznie stwierdziłeś - bezpieczniej). Zagłębiłem się w taktykę gry i stąd moje przemyślenia. Uważam tylko, iż opcja ucieczki urealniła by rozgrywkę w przypadku gdy nasze możliwości rozwojowe są dość ograniczone, a liczy się kto kogo pierwszy zauważy i gdzie ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
hehe - opcja ucieczki powiadasz, toż to skaza i ujma na honorze rycerskim, jaka ucieczka, zawsze idzie się po głowy wrogów, bezbożnych pogan albo zdrajców i szubrawców, a w razie poważnych kłopotów zawsze można się wylogować hehe.
Gorzka prawda jest taka, że aby trochę pofikać w okolicy trzeba czekać nie kilka dni, ale kilka miesięcy - i takiej wytrwałości Ci życzę, bo kiedy dorobisz się 5000 poddanych i 1000 jazdy - wtedy wszystko dzieje się za szybko, a do gry siadasz jak do wieczornego udoju krowy, ani to finezyjne , ani odkrywcze, ale obowiązkowe :) - na końcu jest najlepsze - świat zostaje zamknięty, hegemon zbiera gratulacje a na forum jest mała burza - roztrząsanie kto kogo jak sprytnie i podle wydudkał -i co to by nie było jak by się akurat 4 miesiące temu nie spóźnił zalogować przed bitwą.
Gorzka prawda jest taka, że aby trochę pofikać w okolicy trzeba czekać nie kilka dni, ale kilka miesięcy - i takiej wytrwałości Ci życzę, bo kiedy dorobisz się 5000 poddanych i 1000 jazdy - wtedy wszystko dzieje się za szybko, a do gry siadasz jak do wieczornego udoju krowy, ani to finezyjne , ani odkrywcze, ale obowiązkowe :) - na końcu jest najlepsze - świat zostaje zamknięty, hegemon zbiera gratulacje a na forum jest mała burza - roztrząsanie kto kogo jak sprytnie i podle wydudkał -i co to by nie było jak by się akurat 4 miesiące temu nie spóźnił zalogować przed bitwą.
Post #16, autor:
Andrazar
napisany: 11. sierpnia 2009, wtorek, 12:08
zmieniany przez autora, 11. sierpnia 2009, 12:11
napisany: 11. sierpnia 2009, wtorek, 12:08
zmieniany przez autora, 11. sierpnia 2009, 12:11
10 ludkami nie masz gdzie wychodzić - przejmowanie pustych miast w mojej ocenie nie bardzo się opłaca ograniczają Ci przyrost ludzi i generują koszty jeżeli przejąłeś miasto z budynkami, a 10 ludzi na nie bronioną przez wojo wioskę powiedzmy licząca 100 mieszkańców nie masz co rzucać, bo zginą. Więc moja rada siedź na tyłku w mieście i czekaj na rozwój wypadków.
A złapanie wrogiego oddziału, jeżeli on ucieka jest i tak dość trudne, jeżeli chcesz spróbować to dla treningu pogoń niezależnych.
Ja tez jestem nowy, gram od lipca, ale po 2 burzliwych wojenkach do takich wniosków doszedłem.
A złapanie wrogiego oddziału, jeżeli on ucieka jest i tak dość trudne, jeżeli chcesz spróbować to dla treningu pogoń niezależnych.
Ja tez jestem nowy, gram od lipca, ale po 2 burzliwych wojenkach do takich wniosków doszedłem.
Cały czas powtarzam, że się z wami zgadzam... siedzę i czekam cierpliwie na rozwój wypadków... i własny ;-) Nic innego w zasadzie robić nie mogę bo obecna forma gry jak sami mówicie narzuca taką, a nie inną strategię.
Ja tylko rzuciłem pomysł na urozmaicenie właśnie pierwszej fazy gry. Zamiast biernie czekać początkowo dałoby radę pewne większe działania robić. A w dalszej rozgrywce - jak sami wiecie oddziały nawet kilkudziesięcioosobowe nie stanowiłyby już takiego problemu - nawet jak uciekną ;-)
Osobną sprawą jest realność jednych i drugich zachowań (biernego czekania w konfrontacji z podróżowaniem po własnym świecie) w porównaniu do rzeczywistości średniowiecznego świata... cóż... jak dla mnie bardziej odpowiednia jest moja wersja wydarzeń ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
ps. Luty, masz rację, logout załatwia wiele problemów ;-)
Ja tylko rzuciłem pomysł na urozmaicenie właśnie pierwszej fazy gry. Zamiast biernie czekać początkowo dałoby radę pewne większe działania robić. A w dalszej rozgrywce - jak sami wiecie oddziały nawet kilkudziesięcioosobowe nie stanowiłyby już takiego problemu - nawet jak uciekną ;-)
Osobną sprawą jest realność jednych i drugich zachowań (biernego czekania w konfrontacji z podróżowaniem po własnym świecie) w porównaniu do rzeczywistości średniowiecznego świata... cóż... jak dla mnie bardziej odpowiednia jest moja wersja wydarzeń ;-)
Pozdrawiam,
Lachfaer
ps. Luty, masz rację, logout załatwia wiele problemów ;-)
Lachfaer, pomyśl sobie, że jak po raz pierwszy wstąpiłem na tron (testowy), to Lav wyglądał trochę inaczej niż teraz.
Startowało się mianowicie z jedną osadą a rzyrost ludzi był wolniejszy ok. 1,2 raza.
Co z tego wynika? Że ogólnie masz rację z tym, że na początku jest dość nudno. A ściślej mówiąc- najpierw jest nudnawo a potem nie masz czasu na odsikanie. I gra, z tego co widzę, idzie w tym kierunku, by te dysproporcje zmniejszyć.
Natomiast oczywiście decyzje muszą być przemyślane w tej materii wielokrotnie, stąd też pomysły młodych są z reguły krytykowane. Po części z zasady, he he, a po części z tego, że nie mają one za sobą (te pomysły) poparcia w praktycznej wiedzy. Uwierz, myślę że każdy z tych, co dłużej tu siedzą, gdy przypomina sobie swoje pomysły, dziś śmieje się strasznym śmiechem, choć wtedy wydawały mu się one naprawde wiele wnoszące.
A propos zaś zwiadu i rozpoznania, gratuluje panu Andrazarowi postu nr 11. Myślę, że trudno byłoby lepiej tę rzecz ująć.
Startowało się mianowicie z jedną osadą a rzyrost ludzi był wolniejszy ok. 1,2 raza.
Co z tego wynika? Że ogólnie masz rację z tym, że na początku jest dość nudno. A ściślej mówiąc- najpierw jest nudnawo a potem nie masz czasu na odsikanie. I gra, z tego co widzę, idzie w tym kierunku, by te dysproporcje zmniejszyć.
Natomiast oczywiście decyzje muszą być przemyślane w tej materii wielokrotnie, stąd też pomysły młodych są z reguły krytykowane. Po części z zasady, he he, a po części z tego, że nie mają one za sobą (te pomysły) poparcia w praktycznej wiedzy. Uwierz, myślę że każdy z tych, co dłużej tu siedzą, gdy przypomina sobie swoje pomysły, dziś śmieje się strasznym śmiechem, choć wtedy wydawały mu się one naprawde wiele wnoszące.
A propos zaś zwiadu i rozpoznania, gratuluje panu Andrazarowi postu nr 11. Myślę, że trudno byłoby lepiej tę rzecz ująć.
Cieszę się, że coś mi się udało, dzięki :)
Cytat z zasad
Może by to jakoś doprecyzować, przy nierozstrzygniętej bitwie zgodnie z zapisem nie bierze się niewolników, ale nie ma też ucieczek.
Cytat:
Ucieczki lub branie w niewolę możliwe jest dopiero od 3 rundy walki. Wzięcie niewolników możliwe jest tylko przy wygranej bitwie, przy nierozstrzygniętej - wszyscy, którzy przeżyli bitwę, pozostają po swoich stronach.
Może by to jakoś doprecyzować, przy nierozstrzygniętej bitwie zgodnie z zapisem nie bierze się niewolników, ale nie ma też ucieczek.
Wyniki od 1 do 20. Przejdź do strony: 1
Dodawać posty mogą tylko zarejestrowani użytkownicy, po zalogowaniu.
