Kronika: 7 stycznia A.D. 2007

Przygotowane pod panowaniem władcy: Headhogg Szalony.

niedziela, 7. stycznia Anno Domini 1007

Księstwo: Nifelheim

Z notatek Pióra Zielonego:

"Łaskawie nam panujący Headhogg Szalony po raz kolejny ataku złości dostał na wieść o zwiadowcy straconym przez barbarzyńskie oddziały, grasujące samopas pośród granic Nifelheimu. Bran Dziki tymczasem drugi miesiąc już ścigał po lasach grupki owe, by ogniem i mieczem wpoić im wierność księstwu Nifelheim oraz miłość do samozwańca Headhogga Szalonego. Wieści zaś o tym do stolicy docierały żadne, co w połączeniu z zatrważającymi wieściami o wojnie wielkiej na południu w ogromną irytację Księcia wprawiało.

I tak oto miesiąc grudzień na wysłuchiwaniu bluźnierstw i złorzeczeń Headhogga, przeplatanymi sporadycznymi chwilami oddechu powodowanymi listami od Trrigika z dobrze prosperującego Harrogath, mówiących o wzroście gospodarczym osady i obiecujących rychłe utworzenie konwojów zaopatrzeniowych dla stolicy. Niemniej jednak listy owe kroplą w morzu potrzeb Nifelheimu były. Wobec braku wieści o armii Brana Dzikiego bowiem granice Nifelheimu za niestrzeżone uznać trzeba, nawet pomimo tuzinów pancerzy skórzanych zalegających w barakach Yggthrrarril, w świecie długim jak szerokim z rzemiosła kuśnierskiego powszechne znana. Cała nadzieja w tworzącej się Unii gospodarczo-militarnej z sąsiednim księstwem leśnym i ich włóczniach. Niepokojące ponadto wieści z nieznanego jeszcze południa, jakoby wojna szacowana na kilka setek mężów rozpętała się tam była, problemy stolicy z zaopatrzeniem ludności w żelazne racje żywieniowe, bilans skarbca utrzymywany w krytycznych granicach, no i ci barbarzyńcy... Zaprawdę, niewiele powodów do radości było w stolic Nifelheimu - nawet stopniowo obniżane podatki ludność stolicy odbierała jako znak późniejszych problemów.

I nagle stała się rzecz długo oczekiwana. Do komnat Headhogga wbiegł umorusany długą drogą konny posłaniec z południa. Ze zmęczenia nie był w stanie słowa składnego z gardła wydobyć, kazano go zatem przyodziać, wymyć, nakarmić i zakwaterować w koszarach pod opieką co zacniejszych młódek, ażeby sił witalnych, jak i mentalnych odzyskać miał szansę. Chwilę po wydaniu rozkazu zajęcia się wrakiem posłańca Headhogg Szalony listy dwa przez niego wiezione w pośpiechu tak wielkim wyjął z juk wierzchowca, a zobaczywszy symbole tak dobrze mu przecież znane zerwał pieczęć i łapczywie zdania pochłaniać począł, słowo po słowie, zdanie po zdaniu, a z każdym wersem lica jego rumieńców nabierały i zdawał się z sekundy na sekundę lata tracić na powrót. Gdy z listem pierwszym skończył, z rękoma trzęsącymi się z podniecenia niczym u dziecka małego oczekującego na powrót ojca z dziczyzną na kolację rozerwał pieczęć z drugiego pergaminu i jął czytać list pisany ręką niepewną i niezgrabną, lecz jakże Headhoggowi przyjemną! Po lekturze owej wstał z tronu, co rzadko mu się ostatnio zdarzało, wystrzelił ręce w górę w geście radości, wyzbywając się w iście kanonierskim stylu listu, i natychmiast rozkazał ucztę na miasto całe wydać. Mieszkańcy Yggthrrarril dawno słów owych nie słyszeli, toteż osadę ogarnął ogólny chaos i powszechne podniecenie.

Ja sam zaś, nawykami kronikarskimi przywykły listem się zająłem byłem. Pierwszy był, jak się domyślał każdy, od Trrigika, namiestnika pieczęć nad Harrogath sprawującego, w którym opisywał zakończenie budowy w osadzie, wzrost produkcji skór i plany rozbudowy najbliższej. Na końcu zaś, w post scriptum słowa mistyfikacyjnie intrygujące obwieściły, iż drugi list na pewno oblicze miłościwie nam panującego Jarla rozpogodzi, albowiem długo oczekiwane wieści niesie. Sam zaś drugi list pismem niezgrabnym i chaotycznym głosił:


>>> Do Headhogga Szalonego, samozwańczego władcy Nifelheimu, pana na dworze Yggthrrarril.

Wróciłem. Po dwóch miesiącach pogoni za barbarzyńcami zasmucić cię muszę wieścią o śmierci Arghtota z pierwszego oddziału łuczników. Załączam wszystko to, co na łożu śmierci dla rodziny swej zostawił.
Tuzin łuczników przyprowadziłem do Harrogath, by odeskortować tu w kajdanach niewyobrażalną ilość sześciu tuzinów niewolników i jadło w ilościach niepoliczalnych dla nikogo z nas. Pozostałe dwa tuziny łuczników południowych granic strzegą pod dowództwem dzielnego Grotha, który w bitwie o Manaras męstwem ogromnym się wykazał, przez co Kolce swym dowódcą go okrzyknęły i imię nowe, bohatera godniejsze, nadały. Zaprawdę, jako weteran wielu bitew widzę w tym młodzieńcu materiał na potężnego dowódcę.
Wszystkie łupy pozostawiam Trrigikowi, sam zaś ruszam na czele Gniewu lasu w dalszą drogę, życie w mieście nam nie odpowiada. Uniżenie proszę o posiłki w ludziach ze stolicy.

Podpisano,
Bran Dziki, dowódca Gniewu Lasu, pierwszej Armii Nifelheim <<<


Czytając słowa te od czasu do czasu zerkałem na krzątaninę na placu biesiadnym, gdzie Headhogg Szalony po raz pierwszy od dawna rozpoczął ucztę radosną.


Podpisano,
Piór Zielony, pierwszy skryba na dworze Yggthrrarril, stolicy Nifelheimu."

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(7 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Nifelheim

Inne kroniki tego księstwa: