Kronika: AKT III SCENA IX Grunwald 19 grudnia 1009
Przygotowane pod panowaniem władcy: Signoria.
niedziela, 7. lutego Anno Domini 1010
Księstwo: Florencja
(Pogorzelisko. Wszędzie snuje się dym, wszędzie leżą martwi woje, w czerwono-białych strojach Wołynia oraz w zielono-szarych Florencji. Wszędzie wala się broń, włócznie, tarcze, połamane łuki. Po lewej siedzi trzech rannych żołnierzy, w środku Romeo Monteki. Opatrunki na głowach, temblaki, bandaże. Po prawej idą Donato, Pułkownik Colleoni, Teodoro Bossi. )
COLLEONI: Gdy przybyliśmy Danielowi ludzie szyć z łuków zaczęli. Niebo poczerniało od strzał! Myślałem ze już po nas!
TEODORO: I cóż, ducha straciliście?
COLLEONI: Morale spadło, wielu się ulękło. Ale nie ja! Dąż do zwarcia nakazałem. Szliśmy na pozycje Wołynia, a strzały orały wyrwy w naszych szeregach! Prawie dwustu naszych od strzał padło. Zwarliśmy się! Szala to na jedna to na drugą stronę się przechylała! Walczyliśmy wieki całe! Resztki wojowników Wołynia z pola walki uciekło.
DONATO: Pecha ma Daniel prawdziwego, gdyż uciekinierzy prosto na pole gdzie wojsko księżnej Amelii stoi, wbiegli. Jutro w pień wycięci zostaną.
COLLEONI: Wskazuje na siedzących rycerzy. Ten tam w środku cudów męstwa dokonywał.
ROMEO: (pije z flaszki i podaje butelkę do żołnierza po lewej) Wybraliśmy z Julią imię dla córeczki. Tak nowocześnie chcemy ją nazwać.
ŻOŁNIERZ PO LEWEJ:( podaje flaszkę żołnierzowi po prawej) Ale jak ?
ROMEO: Jest takie imię. Dobre dla dziewczynki
ŻOŁNIERZ PO PRAWEJ: Ale jakie?
ROMEO: Tradycja
TEODORO: (z goryczą) Trzysta wdów we Florencji zapłacze....
COLLEONI: Ku chwale republiki!
DONATO: Tylko wygrana bitwa jest smutniejsza od przegranej
LORETTO: (Wbiega sapiąc) Tym bardziej że tej wojny to już koniec!
COLLEONI: Jakże? Przecie tam widać już wieże świątyni we Włodzimierzu, Danielowej stolicy. Morale 2.0, tylko wejść i władzę objąć trzeba.
LORETTO: Pod Słonecznym wzgórzem wojska Auir się pokazały: dwustu ludzi prawie, od południa nadchodzi. A z zachodu trzysta wojów Tiste Edur, z bojowym morale blisko 10! Co więcej pięćdziesięciu konnych na przedzie gna by naszych osadników wyciąć.
TEODORO: Porca Miseria! Tiste Edur? Konnica? Przecie to górnik! Skąd u niego konie?
DONATO (sarkastycznie) Tylko domyślać się możem.
TEODORO: Amelia miasto Bernstein wzięła, dziś zajęła osadę z rudą żelaza. Białogród obległa, jutro pojutrze go zdobędzie. Jak się zorientuje że my się na zachód wycofujemy to niechybnie na Włodzimierz ruszy.
TEODORO: Jedni tracą, drudzy zyskują.
COLLEONI: Signori, morale blisko zera, kasa pusta, to buntem grozi, nawet weterani uciekać zaczną!
DONATO: Nic to. Podatki podniesiemy we wszystkich miastach, to i pieniadz się znajdzie. Allora, wydaj rozkazy. Nocnego marszu republika się nie lęka.
KONIEC SCENY DZIEWIĄTEJ