Kronika: AKT III SCENA VI FLORENCJA 2 grudnia 1009
Przygotowane pod panowaniem władcy: Signoria.
wtorek, 12. stycznia Anno Domini 1010
Księstwo: Florencja
Drogi czytelniku, dla lepszego odbioru do lektury polecamy włączyć podkład dźwiękowy poniżej:
http://www.youtube.com/watch?v=ssIEHUgkw0c
ZAPOWIADACZ: (ubrany jak zwykle) Zmierzch we Florencji nie przychodzi szybko. Zachodzące słońce długo rozświetla niebo w coraz to ciemniejszych odcieniach czerwieni. Czerwienią zalśniły kampanille pałaców najbogatszych mieszczan. Czerwienią wybuchła kopuła katedry Santa Maria del Fiore. Ten blask odbija się też w bruku uliczek miasta. Jedną z nich idzie mężczyzna opatulony czarną opończą, w czarnym chaperonie na głowie, pod którym bieliła się maska na twarzy. Znać człek ten nie chce by go rozpoznano. Robią tak często kochankowie i utrzymankowie wdów i żon bogatych kupców. Wieczorową porą wielu z nich przemyka ulicami miasta, toteż maska na twarzy rodzi raczej rozbawienie niźli zdziwienie i podejrzenia *. Mężczyzna w duchu błogosławi ten zwyczaj dzięki niemu może niezauważony dotrzeć tam, gdzie zmierza. Wie, że za jego śmierć książę Xelnaga z Auir dałby skrytobójcy tyle ile ten by zażądał. A skrytobójców w ludnej, ponad 150 domów liczącej Florencji nie braknie. Jest to bowiem Donatello di Betto Bardi, gonfalonier Republiki, która z księstwem Auir ma na pieńku delikatnie mówiąc.
(Donato podchodzi do bramy i nie rozglądając się, nic tak nie budzi podejrzeń jak ukradkowe rozglądanie się, wali w bramę)
STRÓŻ: Prego?
DONATO: (cicho) Salute, przyszedłem zadać pytanie?
STRÓŻ: (Z judasza wysuwa się mała kusza nie zostawiając wątpliwości co się stanie jeśli pytanie-hasło będzie niewłaściwe.) Pytaj więc
DONATO: Co mam dodać do tortelini caneloni w owocach, aby lepiej smakował?**
STRÓŻ: A co byś chciał dodać?
DONATO: Kasztany z placu Pigalle
(Kusza znika. Brama uchyliła się ze zgrzytem. Donato mija bez słowa soldati pilnującego bramy i wchodzi do ciemnego gabinetu. Za biurkiem siedzi podstarzały mężczyzna. Czas nie obszedł się z nim łaskawie, tusza, zmarszczki, opadające powieki, nerwowy tik w lewym oku. Reminiscencje bogatego i awanturniczego życia. Jeśliby ktoś uznał go za stetryczałego dziada powinien spojrzeć w oczy- przerażająco zimne i przeszywające. Taki jest Pater Patris, ojciec i założyciel Republiki. Donato bez słowa klęka przed starcem i całuje go w rękę. Ten drugą ręką gładzi go po głowie.
PATER:Come stai, Donato?
DONATO: Bene Capo, Bene
(Formalności stało się zadość. Tedy Donato siada naprzeciwko Pater'a. Potem dłuższą chwile obaj milczą mierząc się wzrokiem. Kobiety oceniają się wzajem plotkując, wymieniając uwagi, wykonując wiele gestów, obserwując gesty przeciwniczki, swarząc się jak na forum laventhara***. Prawdziwi mężczyźni siedzą bez ruchu jak dwa brytany gotowe w każdej chwili rzucić się sobie do gardeł. I w tej ciszy mogą spokojnie obserwować bezruch drugiego. Wtedy nabierają do siebie szacunku i respektu. W końcu Pater przemówił, bez pospiechu, długo przeciągając wyrazy.)
PATER: Poodjąłeeś... decyyzje.... w spraawie księciaa... wołyynia...
DONATO: Złożyłem mu propozycje nie do odrzucenia
PATER: (przymyka oczy) Bene, Bene....Zrozumiał...?
DONATO: Si Pater. Daniel to ostrożny władca. Nie tak jak XelNaga...
PATER: Ach....XelNaga.....Cane che abbaia non morde.....Jak tam...nasza.... rada.... republiki?
DONATO:Są bardzo pomocni Don Pater
PATER: Taaaaa....A ten nowy....consiglieri.....
DONATO: Heimdall, Pater?
PATER: Si, Si ....on nie jest włochem...( z powątpiewaniem mówi stary lew) Czy on potrafi okazać szacunek?
DONATO: Nie jest italiano, ale się szybko uczy Pater
PATER: Agrk, Agrjk, -(śmieje się kaszląc) Donato, Donato, zawsze...byłeś ...marzycielem...Aaaa..jak...tam...diuszesa....? Czy jest Bella?
DONATO: Bella, Pater? Nie widziałem kontrefektu ksieżny Amelii, ale słyszałem że jest bellisima.
PATER: Bellisima...(Pater przymknął oczy) Spotkałem ja kiedyś....Była piekna...była młoda....była niewinna......Alle donne che non fanno figli non ci andar né per piaceri né per consigli.....(mówi robiąc powolny ruch dłonią )
DONATO: Zapytam czy ma rodzinę, Pater
PATER: Bene, Bene...(chichocze starzec i macha ręką) Idź już, idź do rodziny. Mężczyzna, który nie spędza czasu ze swoja rodziną, nie może być nazywany prawdziwym mężczyzną....
(Donato ukłonił się lekko i ruszył do drzwi. Nie żegnał się, wiedział że Pater nienawidzi pożegnań. )
KONIEC SCENY SZÓSTEJ
Legenda:
*To oczywiście nie jest prawda. To czysty sceniczny wymysł.
**Prawdziwą ohydą dla Włochów jest makaron podany na słodko, w szczególności z owocami i czekoladą. (autentyczne)
***A to jest prawda......niestety.....
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(9 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Florencja
Inne kroniki tego księstwa:
