Kronika: Biały orzeł rusza na wschód!
Przygotowane pod panowaniem władcy: Kniaź Witold.
wtorek, 19. grudnia Anno Domini 1006
Księstwo: Księstwo Litewskie
Sambor pan pomorza rusza w świat!
Długie były czasy pokoju. Ludność nasza szczęśliwa, magazyny pełne, skarbiec bogaty. Cóż więcej władca może zrobić dla ludności swojej? Jął zatem Witold rozglądać się po okolicy aby kulturę litewską i rozwój innym państwom w darze zanieść!
Pech bądź zrządzenie losu. Kniaź Pomorski Sambor w okolicznościach nam bliżej nie poznanych tron swój porzucił i pognał w nieznane. Wiela teorji było na ten temat. Jedni twierdzili, że chorobą śmiertelną natury płciowej zmorzony pragnął końca w ciszy i spokoju doczekać. Inni twierdzili, że jeno hulanki i swawole mu we łbie były i z nudów i głupoty własnej taka decyzje poczynił. Trudno wyrokować co prawdą jest a co fikcją.
Nie mniej jednak tron pomorski opustoszał i jasnym się stało, że ktoś owo księstwo zagarnąć musi! Bowiem łup taki nie zwykł długo na słońcu się wygrzewać. Porozumiał się zatem Witold z księciem rzymskim Janem XVIII co to arcypasterzem pragnął być zwany. Kpił Witold z tego arcypasterstwa, gdyż ono bardziej od wypasu owiec się brało aniżeli od monarszej godności. Nie mniej jednak zaprosił Witold hodowcę owiec na wspólna wyprawę na wschód.
Pląsanie Jana po kowieńskich lasach!
Pierwsze co to rozgoryczenie! Widać Jan jeno w łacinie biegły. Rzekł wojom swoim na wschód maszerujcie ręką północny zachód wskazując! Zdziwił się Witold i rozsierdził. Mówiono potem, iż z komnat książęcych dobiegały różne obelgi pod adresem rzymskiego władyki, co to łacince na pamięć wyuczywszy się zaniedbał własnego księstwa topografie. Nie mniej jednak po dniach kilku, kiedy Jan raczył pojąć, iż słońce wschodzi mu za plecami a przed nochalem spać się kładzie rozumu zaczerpnął i wyprawę zawrócił.
Stracił Witold dzionków kilka ale wreszcie pod stolice Pomorza Gdańsk zawitał! A tu proszę. Nie on sam pomysł taki przedsięwziął. Oto wojsko jakoweś pod Gdańskiem obozem juz stało! Wojów co nie miara. Koni drugież tyle. Pochmurniał tedy Witold i jął głupotę rzymu ponownie wyklinać!
Nie było rady. Trza się było łupem podzielić z tymi co to pierwsi pod Pomorzem stanęli! Uzgodnił tedy Witold podział równy i sprawiedliwy. Każden uczestnik wedle własnego zaangażowania miał dole swoją otrzymać aby nikt potem urazy do nikogo nie chował.
Szturm Gdańska!
Nastał zatem 8 grudnia. Wojsko szyk szturmowy przyjęło i jęło w kierunku Gdańskiej osady się skradać. Obrońców jeno kilku na mury się wspięło a i oni widać zamiaru do walki wielkiego nie mieli, bowiem liczebność naszą obaczywszy prędko do chałup swoich pod materace pognali. Zwycięstwo absolutne! Radość wielka. Ale co to?
Wasyl Okrutnik poległ!
Okazało się, iż wśród nielicznych naszych poległych Wasyl Okrutnik leży. Jakże to. W kolczudze za tarczą i śmiertelnym ciosem raniony?. Wszak to rzecz niesłychana! Nie mniej jendnak pogodził się prędko Witold z onym wydarzeniem, gdyż co tu wiele gadać, wyboru w sumie nie miał ;P Wziął jasyr. Łupy rozdzielił i w kierunku Wilna wojsko pokierował.
Tym razem jednak doświadczeniem dni poprzednich wiedziony przykazał Janowi kierunek przemarszu i osobiście go pilnował. Aż tu dzionków kilka minęło i gdy ciało Wasyla chować nam przyszło ktoś dostrzegł, iż Wasyl nie strzałą raniony jeno włócznią! Krew Witoldowi zawrzała, bowiem nikt z obrońców pomorskich takiej broni nie posiadał.
Kto zatem winien!?! Któż ważył się Wasylowi włócznie w plecy ulokować? Dyskusje i narady trwały dzień cały. Nikt w obozowisku Witoldowym rozwiązania nie pojął ani nie wymyślił. I gdy woje kłaść się już mieli pech chciał, iż wieczorem obok korpus rzymski obozowiskiem stanął. Spojrzał Witold na mordy onych wojów i pojął od razu rzeczy sedno. Skoro władca ich taki logistyk (a wszak wiadomo że każden poddany 44 razy głupszy niźli swój pan) to i woje do bystrych nie należą.
Wysłał tedy Witold kilku co sprytniejszych aby z obozu rzymskiego języka przywiedli. Prędko torturami zmorzony wyznał co nastąpiło. Jeden z wojów rzymskich włócznią rzuciwszy tak niefortunnie to uczynił, iż włócznia tor lotu paraboliczny przyjmując Wasylowi w plecy się werżnęła! I to w miejscu gdzie kolczuga najsłabsze oczka zwykła mieć a tarczy przecz Wasyl za plecami nie stawiał.
Śmierć za śmierć!
Pojął zatem Witold, iż dalsze z Rzymem bratanie się może więcej wypadków śmiertelnych przysporzyć. Dosiadł zatem koni co to na Pomorzu zdobył i runął na kmiotków rzymskich z taka siłą, iż połowę jednym depnięciem rozpirzył, a druga połowa na kolana runąwszy litości wołać poczęła!
Co czynić zatem z takimi co to głupi są i nieszkodliwi! W dyby ich rzekł Witold. Może ciężka praca w wileńskich tartakach przysporzy im rozumu! W dyby ich i w dom bracia krzyknął Witold, gdyż nowe wyzwania nadchodzą!
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(11 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Księstwo Litewskie
Inne kroniki tego księstwa:
