Kronika: Bitwa
Przygotowane pod panowaniem władcy: Tomasz Czarny.
niedziela, 13. maja Anno Domini 1007
Księstwo: Nilfgaard
- Jeszcze nie! Niech podejdą bliżej! - kat Rzezibrzuch, dowodzący obroną Novigradu darł się na całe gardło. Wojska Nowogrodu pod wodzą Grymbalda Purpurowego biegły w kierunku twierdzy. Niecierpliwi łucznicy stojący na murach zamku drżeli z podniecenia. Całą swoją siłę woli wkładali w to by dobrze wycelować, nie strzelić za wcześnie, ale też ze strzałem się nie spóźnić. Wiedzieli, że od ich opanowania zależy bardzo wiele. Rzezibrzuch, który dużo lepiej radził sobie z wybijaniem stawów torturowanym przez siebie więźniom, niż z dowodzeniem armią, pilnie obserwował zachowanie wroga. Pierwsze regimenty Nowogrodzian zbliżały się do grodu. Brzdęknęła cięciwa i jeden z nadbiegających rycerzy złapał się przeszyty strzałą bark i upadł.
- Jeszcze nie, powiedziałem!
Zapach kadzideł bił w nozdrza, usypiał i otumaniał. Książę nie dziwił się dziwnemu zachowaniu większości kapłanów - gdyby on co dzień oddychał dymem kadzideł, też pewnie zacząłby mieć cudowne wizje i umiał przepowiadać przyszłość. W tej chwili jednak miał inne zmartwienia, niż zastanawianie się nad działaniem świątynnych kadzideł.
- Perunie - Największy z Wojowników! - zaczął głośnym szeptem łysy, odziany w białą, lnianą szatę kapłan. Stał z rozłożonymi rękami przed wysokim na sześć sążni posągiem boga wojny. Tuż za nim stało dwóch innych kapłanów. Dalej Zaklinacz, Wołchw, Żerca i Książę. Razem siedem osób.
- Za chwilę rozegra się bitwa - kontynuował główny kapłan - obcy naruszyli nasze ziemie i odważyli się podnieść rękę na twój święty gród. Ukarz ich Perunie. Niech twój gniew ostudzi zapał wrogich armii, a naszym wojownikom zapewni zwycięstwo.
Zdjął, wiszący na szyi, przedstawiający kruka, żelazny amulet i wrzucił go do żarzącego się u stóp posągu ogniska. Płomienie natychmiast strzeliły w górę, a dwaj pozostali kapłani klęknęli przed posągiem rozpościerając ręce.
- Teraz!
Śmiercionośny świst przeszył powietrze. Ogrom wypuszczonych strzał zakrył na krótką chwilę niebo. Pierwsze jęki konających Nowogrodzian, którzy właśnie zabierali się do przeprawy przez fosę, kojąco podziałały na duszę Rzezibrzucha. Krzykiem zachęcał obrońców do walki, raz po raz obiecując najlepszym strzelcom worki złota. Tymczasem fosa zmieniła się w mętne, czerwone bajoro. Pierwsi śmiałkowie dobiegali do ostrokołu. Pojawili się także pierwsi nowogrodzcy strzelcy i po chwili w stronę obrońców leciało tyle strzał, co w agresorów. Jednak chronieni przez zamkowe mury nilfgaardzcy łucznicy padali trafieni znacznie rzadziej, niż stojący bez jakiejkolwiek ochrony strzelcy Nowogrodu. Tymczasem oddział Grymbalda Purpurowego zniszczył drewnianą bramę ostrokołu i wdarł się do osady. Do ataku przystąpili nilfgaardzcy włócznicy. Z rykiem rzucili się w kierunku zniszczonej bramy z impetem uderzając w oddział Nowogrodzian. Długie włócznie podczas szarży były nieocenionym orężem, jednak w zwarciu nie zdały egzaminu wobec uzbrojonego głównie w topory i miecze wroga. Grymbald umazany we krwi osobiście przebił mieczem ostatniego z włóczników przy bramie.
Do posągu podszedł Zaklinacz.
- Perunie! - zaczął szeptem swoją modlitwę - Niech duch walki opuści naszych wrogów, aby stali się bezbronni jako te zajęce. Niech nasi wojownicy okażą się godnymi sługami Peruna i ich serca nie zadrżą przed siłami nieprzyjaciela. Zaklinam cię, Perunie!
Zaklinacz podszedł do ogniska, wyjął zza pasa korzeń mandragory owinięty w gruby materiał i uważając by nie dotknąć korzenia gołą ręką, wrzucił go do ognia. Podobnie jak za pierwszym razem, płomienie buchnęły w górę sięgając niemal połowy posągu.
- Za mną - warknął Grymbald.
Kilkudziesięciu wojowników pomknęło pod gradem strzał ku zamkowym murom. Za pierwszym oddziałem biegli kolejni żołnierze, w tym drabiniarze. Nowogrodzki dowódca starał się nie okazywać strachu przed swoimi żolnierzami, jednak bardzo się bał. Jego bieg stał się ciężki, nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Z trudem dobiegł do murów zamku i głośno oddychając obserwował ustawianie drabin. Pierwsi żołnierze zaczęli wspinać się na mury. Zebrał się w sobie i razem z innym zaczął wchodzić osłaniając się tarczą przed strzałami.
- Perune Hrozy Własteline! - modły rozpoczął Wołchw - Kniaziau naszych imiej w silie swajoj, niedrugam suszcziestwowat' nie razrieszy!
Klęczący przed posagiem kapłani wymienili spojrzenia.
Wołchw do ognia niczego nie wrzucił, ale płomienie po jego modlitwie wystrzeliły jeszcze wyżej niż w przypadku poprzednich modłów.
Pierwsza drabina runęła pod murami, zniszczona wspólnymi siłami obrońców. Jęki zrzuconych natychmiast zostały przytłumione przez ryk wściekłości pozostałych, wspinających się na mury, Nowogrodzian. Wrogów, mimo nieustającego ostrzału obrońców, wciąż było bardzo dużo. Wiadomym było, że nie uda się zniszczyć wszystkich drabin zanim wróg dostanie się na mury. Kat Rzezibrzuch i reszta obrońców czekali na to aż zza murów wychyną głowy nowogrodzian. W ciszy przysłuchiwali się rytmicznym uderzeniom butów o szczeble drabin.
Do posągu boga wojny zbliżył się Żerca, trzymając na ramionach koźlę, które zabił przed wejściem do świątyni.
- Perunie Władco Niebios. Oto dar ci składam o wysłuchanie i pomoc prosząc. Wiem, że wiernych ci wyznawców w chwili trudnej nie opuścisz. Przeto okaż swą moc, wrogów naszych w mrokach dziejów pogrążając.
Skłonił sie do pasa. Podszedł do posągu i przed ogniskiem położył zabite koźlę.
Płomienie zaczęły przybierać dziwne kształty. Wydłużając się i rozszerzając, uformowały się w twarz mężczyzny. Na jego czole widniał heksagon.
Pierwsi żołnierze wdarli się na mury. Zbrojni Nilfgaardu musieli nieco odstąpić pod naporem nowogrodzkiej piechoty, jednak mimo, że obrońcy byli mniej liczni niż agresorzy, byli o wiele mniej zmęczeni. Walczący jak lwy Nilfgaardczycy mocno przetrzebili wojska atakujących, ale szala zwycięstwa znów zaczęła przechylać się na korzyść Nowogrodu. Kolejne oddziały wchodziły na mury i mimo, że żołnierze byli zmęczeni, to widząc walczącego Grymbalda Purpurowego znajdowali w sobie siły do dalszej walki. Rzezibrzuch, który co i rusz swym katowskim toporem roztrzaskiwał zbroje i gruchotał kości nieprzyjaciół, zrozumiał, że im dłużej Grymbald walczy, tym gorsze mogą okazać się tego następstwa. Wypatrzył walczącego Grymbalda i podbiegł do niego. Wódz Nowogrodu odwrócił się w kierunku napastnika. Kat zamachnął się jednak szybki unik nowogrodzianina sprawił, że ciął w próżnię i omal się nie przewrócił. Rzezibrzuch uprzytomnił sobie, że topór znacznie ogranicza możliwość fechtunku i w zwarciu z przeciwnikiem uzbrojonym w miecz, szanse na wygraną może mieć nikłe...
Książę zrozumiał, że teraz jego kolej na wygłoszenie modlitwy. Podszedł do twarzy uformowanej z płomieni. W głowie miał pustkę i jak najszybciej chciał skończyć ceremonię. Wiedział, że Perun jest bogiem dość specyficznym i nieodprawienie odpowiednich obrzędów mogło mieć katastrofalne skutki, ale wiedział też, że walczący żołnierze bardzo potrzebują jego wsparcia. Próbował uporządkować niepoukładane myśli. Zebrał się w sobie i zaczął modlitwę:
- Hmm...ekhm...No...suczym chwostom na pohybel!
Wybiegł ze świątyni i pędem pobiegł w stronę szczęku oręża. W biegu wyciągnął miecz. Wtem usłyszał dziki ryk radości. Od razu poznał, że ten ryk bynajmniej nie pochodził z nilfgaardzkich gardeł. Jak demon wpadł między żołnierzy. Zobaczył leżące ciało kata Rzezibrzucha, a nad nim tryumfującego Grymbalda Purpurowego. W obrońców wstąpiły nowe siły. Widok swojego księcia sprawił, że morale mocno nadszarpnięte śmiercią znanego i lubianego członka novigradzkiej społeczności, z powrotem wróciło do poziomu umożliwiającego czerpanie radości z walki. Książę skoczył na Grymbalda z mieczem. Ten jednak zrobił błyskawiczny unik i ciął z półobrotu w brodę. Książę cudem uniknął rozpłatania żuchwy. Odskoczył na bezpieczną odległość i zaczął krążyć wokół przeciwnika. Grymbald przystąpił do ataku. Skoczył w stronę Księcia chcąc uderzyć z góry. Książę był jednak szybszy. Przeczuwając co Grymbald chce zrobić wziął krótki zamach i pchnął w odsłoniętą pierś przeciwnika, wtedy gdy ten uniósł miecz do góry. Dowódca wojsk Nowogrodu spojrzał na Księcia niemal zdziwionym wzrokiem. Miecz wypadł mu z rąk. Grymbald upadł na ziemię z wbitym książęcym mieczem. Oczy miał otwarte. Ostatki nilfgaardzkiej armii walczące z ostatkami armii Nowogrodu wrzasnęły zwycięsko. Nowogrodzianie, jeden po drugim, wznosili ręce do góry, jednocześnie wypuszczając z nich oręż. Książę podszedł do ciała Rzezibrzucha. Podniósł głowę i spojrzał na usłane trupami przedpola grodu. Odwrócił się. Przed świątynią Peruna stali trzej kapłani oraz Zaklinacz, Wołchw i Żerca. Z daleka słabo widział ich twarze, jednak był przekonany, że się uśmiechali.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(11 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Nilfgaard
Inne kroniki tego księstwa:
