Kronika: Bitwa o Trosso

Przygotowane pod panowaniem władcy: Wilhelm.

niedziela, 17. grudnia Anno Domini 1006

Księstwo: seniorat Skandelionu

Na równinach pod Trosso zebrały się wszystkie sojusznicze wojska. Stawił się mężny Czarny Książę na czele swych konnych zastępów, nadciągnęły jak zwykle licznie kohorty Green Landu, wreszcie Solsser waleczny ustawił nasze wojska w ordynku. Także nadszedł czas, by sprawę z Valindorem zakończyć.

Wojna wydawać się mogła wygraną i strat nie spodziewano się wielkich. Wojska wszak uzbrojonymi były a chęci do walki olbrzymie.

Bezchmurne niebo zapowiadało odpowiedni wieczór do przeprowadzenia szturmu. Przed zmrokiem więc wojska w linię się ustawiły a chorążowie poczęli rozkazy wydawać, by formalności bitewnej dopełnić.

W tym to momencie straszliwe dźwięki jęły od miasta dochodzić. Demoniczne wycia, upiorne świsty i zawodzenia straszliwe ciszę wieczoru wypełniły. Naraz chmury straszliwe zebrały się nad osadą, pioruny straszliwie bić po ziemi poczęły a skały na której ulokowano osadę zaczęły dygotać i osypywać się.

Chorążowie wymienili spojrzenia. Jasnym się bowiem dla nich stało, iż z potężną magią przyjdzie im się dziś wieczór zmierzyć wezwaną przez Nadrila.

Nim chwila upłynęła z za budynków w kierunku naszych wojsk wypadły bandy sponiewieranych ludzi. Odarci z ubrań, skuci łańcuchami lecieli w naszą stone jakby demony ich niosły na swych skrzydłach. W pierwszej chwili okrzyk radości przebiegł przez nasze wojska gdyż co bystrzejsi obserwatorzy dostrzegli wśród tego tłumu przyjaciół swych z armii Bretonii, co niedawno rozbita została. Radość jednak nie trwała długo. Gdy odległość zmniejszyła się łatwo woje dostrzegli blade, krwi pozbawione twarze i czerwone ognie w oczach niedawnych przyjaciół. Znak to był jasny - Nadril magią straszliwa otumanił przyjaciół naszych i pchnął ich do walki przeciw nam. Z osady w tym czasie w naszym kierunku poszybowała chmura strzał spustoszenie siejąc w naszych szeregach. Cóż było czynić ... . Rogi w chorągwiach się ozwały i wojska ruszyły na wroga. Nim do zaklętych wojska nasze dotarły jeszcze jedna chmura strzał nas dotknęła. Potem doszło do zwarcia. Koszmar był to nie bitwa. Ledwie doszło do pierwszej wymiany ciosów i krew się pierwsza polała a nieszczęśnicy owi nagle czar z siebie strząsnęli i przerażeni sytuacją prosić poczęli o zlitowanie, którego żeśmy im nie poskąpili. W tej jednak chwili potęga demonicznego czaru Nadrila uderzyła w nasze wojska po raz drugi. W czasie bowiem gdy wojska nasze nieszczęsnych niewolników ratowały, wojska czarnoksiężnika wycofały się na nowe pozycje by kolejną szanse zyskać na zasypanie wojsk naszych strzałami. Chmura za chmurą pociski mknęły ku naszym wojskom krwawe żniwo zbierając. Gdy resztki wojsk naszych do przeciwnika dopadły zdawać się mogło iż przegraną sprawa nasza. Padł Solsser Waleczny, wśród żywych zabrakło niepokonanego Czarnego Księcia.

Gdy dusze nasze już złamanymi były, nagle jaskrawe światło przez całuny nadrilowych chmur się przebiło zwiastując iż Bóg prawych wojów nie pozostawi na pastwę demonicznej magii.

Takoż, zrządzeniem boskiej woli, wbrew nieludzkim intrygom Trosso zostało zdobyte ...

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: seniorat Skandelionu

Inne kroniki tego księstwa: