Kronika: Blondynki, Brunetki i Rude...
Przygotowane pod panowaniem władcy: Sil Der' Anam.
poniedziałek, 6. września Anno Domini 1010
Księstwo: Osmaniyye
W wielkiej owalnej pałacowej komnacie w samej stolicy Osmaniyye Sil Der' Anam zebrał raz pierwszy w całej historii swego panowania posiedzenie nadzwyczajne.
Przy długiej na 18 metrów potężnej dębowej ławie zasiedli wszyscy Generałowie Ordu, namiestnicy miejscy, doradcy polityczni, doradca do spraw gospodarki nawet skryba książęcy. Sam Sil Der' Anam zasiadł przy jednym jej końcu (tym nieco szerszym) naprzeciwko swego brata Sil Der' Wenara (siedział przy krańcu nieco węższym).
- Panowie! - rozpoczął posiedzenie gospodarz pałacu - ciekaw zapewne jesteście w jakim celu, o jakich sprawach obradować będziemy, są to sprawy najwyższej WAGI! są to sprawy Honoru i Prawdy...
Na sali zapanowało lekkie poruszenie...
- Hrabia Bertrand z Tuluzy splunął wszystkim nam prosto w twarz...
- Ten zdrajca! - Ten obłudnik! - Ten psi syn?!
Gdyby na sali znajdował się jakikolwiek niewolnik, niegdyś poddany Hrabstwa został by w 3 sekundy zasztyletowany, gdyby poseł - jego twarzy własna matka by nie poznała. Sam Hrabia? szczątki jego ciała (wcześniej oczywista prawda tydzień torturowanego) rozrzucono by po całej Osmaniyye.
Nie mniej nikogo takiego nie było... Na klątwach jeno i złorzeczeniach się zakończyło.
- Zamknąć japy gdy przemawiam! - ryknął z całej mocy Władca Osmaniyye. Po chwili gdy rumor ucichł Anam kontynuował - Hrabia kazał spisać swym skrybom kronikę losów swej Tuluzy, pełna jest łgarstw i przeinaczeń, a wszystko to uderza we mnie! We mnie do najwyższego Allacha! i w całą Naszą Osmaniyye!
Gdyby w tym momencie armia Tuluzy oblegała by stolicę Osmaniyye, 40 tylko mężów z samej sali królewskiej rozniosło by w pył siły Hrabstwa i 1000 Landsknechtów nie ocaliło by wrażej armii przed wycięciem w pień.
- Tędy bracie mój cóż ten zdrajca i obłudnik nam zarzuca? - Pierwszy uciszył w sobie złość Wenar.
- Od początku?
- A jakże...
- Hrabia w tym plugawym pisemku zarzuca mnie, cytuję "radzenie Hrabiemu, porzucenia Księstwa Limousin na pastwę Morea".
Przez chwilę na sali zapanowała cisza; Generałowie i namiestnicy o korespondencji swego Władcy niewiele wiedzieli. Doradcy polityczni i skryba książęcy jak szaleni przerzucali masy dokumentów.
- Panie, - Ciszę ową przerwał skryba - Takich słów nigdyś Hrabiemu nie pisał... Widzę zaś iż sugerowałeś Bertrandowi z Limousinu, że pomysł wmieszania Hrabiego do owej wojny nie jest najlep...
- Nie jest najlepszy - Przerwał poddanemu Anam - ponieważ primo: Hrabia zdobył by trzecie złoże rudy (które swoją drogą rzeczywiście zdobył), secundo: Hrabia zdobył by owe złoże, kolejne miasto jednak z zabijakami Rogera nic by nie uczynił, a owi Limousin stwarzali problemy (co też się stało), ponadto Morea realnie w owym czasie nie zagrażała Limousin! wręcz przeciwnie - stanowiła osłonę przed Hrabstwem...
Dwóch doradców politycznych Sil Der' Anama spisywało każde słowo swego Pana, reszta studiowała kopie korespondencji, wiedzieli iż to nie pierwsze łgarstwo Hrabiego które prostować będzie trza...
- Lecz to nie najgorsze Panowie... - W sali zapanowała złowroga cisza, czy coś od oczywistego kłamstwa może być gorsze? Czy Hrabia do reszty swój Honor utracił? - Hrabia zarzuca mnie bycie GR... GRA... GRACZEM!
W pierwszej sekundzie wydawać by się mogło iż czas się zatrzymał, że w całej Osmaniyye ni jedna żywa istota nie oddycha, nie porusza się, nikomu serce nie bije...
A w drugiej? W drugiej Anamowi jedna myśl przez głowę przeszła - TY PSI CHU... TY BEZMÓZGU. Gdyby obrady w pobliżu frontu się odbywały, kamień na kamieniu z żadnej z czterech twierdz Hrabiego by nie ostał. Tych 40 ludzi rozniosła by całe Hrabstwo prędzej niż 3000 konnych sławnych dokonać tego mogło...
W trzeciej zaś wszyscy zebrani zamarli, czekając na słowa Anama...
Anam cały drżał, zimny pot ciekł po jego królewskiej twarzy.
- Panowie... RAZ do ALLACHA rozluźniłem swe pióro... Ale do najwyższej! Człowiek który mnie o ten grzech oskarża - PIJANY do swej kancelarii zasiadł! Szczegółów mówić nie będę... Rozumiecie...
Najwięcej zrozumienia na twarzach doradców politycznych widać było... Dotarli do owej korespondencji...
- Panie, człek cudzą drzazgę widzi zaś swej beli nie. Nie przejmuj się słowami łgarza tego... - Jeden z politycznych odważył się odezwać.
Cisza parę minut panowała, po czym Gospodarz począł kontynuować.
- Bertrand de Saint-Gilles w swej "kronice" wspomina coś o jakimś liczydle... Wie któryś z Panów cóż to za cudo jest?
Po dłuższej chwili jeden z politycznych zebrał w sobie odwagę;
- Panie, byłem niegdyś u Pana Tuluzy z poselstwem... Tam takowe liczydło widziałem... A raczej liczydła... To takie ramki z grubymi drutami i kulkami glinianymi na nich... U Hrabiego pełno tego ustrojstwa było, na niektórych słowa wyrzeźbione w glinie były: Osady, Talary, Przyrost, W Węgla, P Drewna, było ich pełno, wszystkich napisów spamiętać nie zdołałem. Nie wiem Władco ku czemu te dziwy służą...
- Może niegdyś się dowiemy... dalej Bertrand z Tuluzy zarzuca mnie rzekome wspieranie Kabbiru. Same słowa te mego Honoru nie ruszają nie mniej rzecze iż Liraela zdradziłem wycinając ostatki jego sił.
- Bzdura! - Nonsens! W sali znowuż gwar zapanował.
- Żeby zdradzić pierw trza być sojusznikiem - Rzucił jeden z doradców.
- Prawda to, granica z Liraelem spokojna była z powodu jednego jeno, mnie na karku siedział Eliod jemu zaś Hrabstwo - Potwierdził sam Władca.
- Ostatnią sprawą moi Panowie są zarzuty jakoby przypadkiem z Puritanią Osmaniyya sukcesy wojenne odnosiła...
- 3 wojny i ni jednej przegranej bitwy? Przypadek! - Zbulwersował się Wenar - Puritańczycy lani równo przez me Ordu byli! I są nadal, hehe.
- Podobno w jakiejś bitwie namiestnik Elioda Czarnego wojsk połączyć nie zdołał...
-Nonsens! Ni jednej takiej bitwy nie było...- odrzekł Wenar.
- Co więcej Panie, Tuż przed wszystkimi naszymi bitwami z Puritanią prowadziłeś ożywioną korespondencję z Eliodem - Podsumował jeden z doradców politycznych rzucając na dębową ławę kilkanaście zapisanych pergaminów.
- Wtrącić coś mogę Panie? - Zabrał głoś Fabian Zielony, dowódca wojsk wschodnich.
- Ależ oczywiście Fabianie.
- Wspominałeś coś o zdradzie sojusznika... Otóż obecnie jesteśmy w stanie trzeciej wojny z Puritanią. Głowę pod topór położyć mogę iż za namową Hrabiego Eliod naszą granicę przeszedł...
- No i? - Podsumował niezbyt wiedzący co jego Generał ma na myśli Anam.
- To i, że Eliod po 2 przegranych wojnach jest, w obu utracił kwiat swej ówczesnej Armii. Powodzenie jego ataku NIE jest możliwe w obecnych warunkach... W obecnych - jedyną szansą dla Elioda był by równoczesny atak Hrabiego na nasze włości... Owego ataku nie ma, i nawet na niego się nie szykuje - z mojej wiedzy rzecz jasna. Innymi słowy Hrabia napuścił swego sojusznika na nas wiedząc iż ten polegnie. I ten PSI SYN raczy kłapać jadaczką dyrdymały o zdradach?!
- Hehe, to w jego stylu - Raz kolejny głos zabrał Sil Der' Anam - przypomina mnie to sytuację sprzed... hoho kiedy to było? Gdy Pierwsza wojna z Puritanią wybuchła?
- 10 maja Panie - odpowiedz padła wyjątkowo sprawnie.
- To do 10 maja Hrabia słodził i słodził, obiecywał i zapewniał, pisał iż wojny z Puritanią nie wyobraża sobie bez udziału i Osmaniyye i Tuluzy.
Po czym Panowie... Od 10 maja do 17 Hrabia podobno lazł i lazł na wschód w kierunku ziem Puritanii. Ni jednego miasta Elioda nie ujrzał...
Parę tygodni później Spenia Horusa odeszła w mroki...
Na tym skończyła się oficjalna narada. Do sali wniesiono jadło: pięć pieczonych dzików, dziesięć faszerowanych kaczek, misy z smażonymi grzybami, misy z ogórami, kapustą kiszoną... Wtoczono też dwie beczki z winem, trzy z piwem i jedną ze spirytusem.
Ucztę umilały starym zwyczajem dziewczęta - najpiękniejsze w całym Grandaevus Bellator - niesamowita jest mieszanka krwi Osmaniyye i Ordy... Lepszych Kobiet w świecie dla męża nie ma.
- Mości Panowie! - Przerwał biesiadę doradca polityczny, ten co niegdyś w poselstwie u Hrabiego był - Wiecie co u Hrabiego na dworze zdziwiło mnie najbardziej? - Nikt ze zgromadzonych się nie odezwał, Sil Der' Anam wzrokiem wydał przyzwolenie - Nie widziałem, nie spotkałem tam żadnej kobiety...
- Że Bertrand de Saint-Gilles służby nie ma? - Anam wyraził zaciekawienie.
- Służba jest... Tylko jak to powiedzieć... No sami chłopcy...
W tym momencie wszyscy zebrani parsknęli śmiechem.
- Hehe, to jeszcze nic hehe nie znaczy. - Przez śmiech wydusił z siebie Wenar.
- Owszem Wodzu tyle, że po tym jak Hrabia mnie przyjął z poselstwem... Zwyczajem Tuluzy zostałem umieszczony niedaleko sali balowej czy bankietowej, sam nie wiem... Pod wieczór nie małą biesiadę zorganizowali... I wiecie Możni z tymi chłopcami no no kapujecie.
Tego zgromadzeni już nie wytrzymali, kilku Generałów spadło z krzeseł, kilka litrów alkoholu zmarnowano rozlewając po marmurowej podłodze.
Dobry kwadrans później gdy zebrani siły śmiać się już nie mieli;
- Panowie! No toć kto co lubi hehe ale prawda jest, że z kobietami dużo problemów... - Zebrał się na filozofie Anam - Ja codziennie nie wiem czy iść do łoża z rudą, blondynką czy brunetką... A może wszystkimi trzema?
W tym momencie śmiech z wielkiej pałacowej komnaty obudził chyba wszystkich mieszkańców stolicy.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(13 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Osmaniyye
Inne kroniki tego księstwa:
