Kronika: Boska Próba!
Przygotowane pod panowaniem władcy: Cypriange Lictorean.
poniedziałek, 9. sierpnia Anno Domini 1010
Księstwo: Kardoliktoria
Nieznajomy przygotowywał się do bitwy w sposób dziwny. Zamiast modlić się do Boga, zamiast prosić o siłę, szybkość i przede wszystkim o cud - ten rozmawiał z ptakami, które jak już ostatecznie dowiedziono służyły wysyłaniu wiadomości o stanie Księstwa Kardolikrorii. ,,Dziwak żegna się ze swoimi zwierzętami" powiadali ludzie zacierając ręce na wieczorną rozrywkę. Takiej zabawy nie było w Meuliere nigdy od czasów jej lokowania i ludzie chcieli koniecznie uczestniczyć w spektaklu. Oto wyzwany został na Boską Próbę przez elitarnego woja Kardoliktorii wędrowiec, uznany za szpiega. Mieszko Stary, władca Wielkopolski, zaprzeczając temu faktowi nie pozostawił Cypriange I innego wyjścia jak jedynie udowodnić swej prawdomówności w pojedynku, w którym Bóg będzie sędzią. Oczywiście spotkała się ta decyzja z pretensją Mieszka, który stwierdził, że nie ma jego człowiek szans i jest to kpina a nie próba żadna, czy tez sąd. Decyzja jednak zapadła i pojedynek się zbliżał.
W chrześcijańskim państwie miało tedy miejsce dziwne zdarzenie. Kładąc swoje życie na szali wędrowiec nie prosił ulitowania ni pomocy u Boga, ni Chrystusa, ni Panienki Najświętszej. Podobnie o Bogu zapomniał woj Kardoliktorii, który pychą się unosząc wiedział, że ze starcia dzisiejszego szpieg domniemany wyjść cało nie może. W tym całym zamieszaniu jedynym, który trzeźwo wnioskował, a o Bogu nie zapominał był sam książę Cypriange. Myślał on przy tym ,,W Boga nie wierzy Mieszko Stary skoro pewny jest śmierci swego człowieka. Cóż, że sprawniejszy, silniejszy i uzbrojony bogato jest mój wysłannik? Jeżeli Boga będzie miał po swojej stronie szpieg domniemany, choćbym oddział na niego wysłał - zwycięży!". Modlił się on więc gorliwie od godzin porannych, wiedząc że ofiarowuje życie swojego czołowego woja, o zwycięstwo nieznajomego wędrowca. ,,Pokaż swoją potęgę, spraw by Mieszko na powrót się Ciebie uląkł i na łono Świętej Matki Kościoła powrócił". Bał się on wojny i wiedział, że jeżeli próba, mimo iż konieczna, wskaże że podróżnik jest szpiegiem, wpędzi oba księstwa w nieszczęście wzajemnego konfliktu. Tedy najlepiej dla obu narodów byłoby, aby Bóg po stronie domniemanego szpiega stanął. Tymczasem słońce nisko nad widnokręgiem zawisło, a pojedynek było czas zacząć...
Liquidateur - bo tak kazał na siebie wołać drużynnik wskazany do wymierzenia ,,Sprawiedliwości Boskiej". Pewny swojej przewagi stanął twardo na nogach i sprawdził cięciwę swojego łuku. Stanął jednak nie tak twardo jakby chciał, bo trzeba przyznać, że dnia wcześniejszego skorzystał z atmosfery jaka panowała w wiosce i postanowił spróbować piwa jakie na okoliczność dzisiejszego pojedynku sprowadzono. I to nie jednego, ale próbował równo z każdej beczki, co nogi jako już było powiedziane, do godziny 19 dnia następnego czuły wyraźnie.
- ,,Lepiej jednak nie schodzę z konia." - Pomyślał. - ,,Lepiej sobie jednak usiąść. Niech się tylko Bochel nie wierci bo go po wszystkim na kiełbasy przerobię" - Napiął łuk i spróbował złapać jakiś cel.
- ,,Ostrość też coś nie tak." - Pomyślał Wojownik. Sprawdził nóż i maczugę... Maczuga! - ,,Gdzie jest maczuga?" - Zaczął się już poważniej przejmować swoim stanem wojownik, gdyż zauważył, że maczugę zostawił w namiocie!
Tymczasem na łąkę, na której miało dojść do starcia przyszedł rzeczony nieznajomy, który miał polec i to szybko. Widok ten poprawił nastrój Likwidatora. Chudy, nieuzbrojony człowieczek z niewyraźna miną.
- ,,Wie, że umrze." - Pomyślał uśmiechając się żołnierz. Spojrzał na kamienny zegar słoneczny wykuty z inicjatywy wieśniaków w nieczynnej ścianie kamieniołomu, od którego wieś uzyskała swą nazwę. Nadeszła już pora. - ,,Skończmy tą farsę."
- Gotywyś? - Zawołał Likwidator. - Zaczynajmy!
Sięgnął po strzałę, założył i naciągnął. W tym czasie szpieg niespiesznie ruszył w jego stronę. Strzelec zwolnił pocisk, który pomknął w stronę przeciwnika... niecelnie.
- Sacrebleu! - Zaklął zdziwiony.
Szpieg równie zdziwiony spostrzegł w tym momencie swoja szansę i przyspieszył. Cel był blisko, wojownik zwolnił drugą strzałę. W tym momencie jednak ptak wędrowca, wyglądający na kruka, spłoszony przyspieszeniem swego biegnącego już pana, z przeraźliwym skrzekiem zerwał się z ramienia kierując w stronę jeźdźca. Koń wierzgnął płochliwie. Na nieszczęście Likwidatora zachowanie konia zmieniło tor lotu drugiego pocisku, który utkwił w drzewie na lewo od nacierającego przeciwnika. Myśląc o swoim pechu woj wyrzucił łuk i sięgnął po nożyk, spróbował najechać na swojego przeciwnika, ale ten był szybszy, unikał zwierzęcia - nie mógł jednak uniknąć celnego ciosu. Drużynnik zatopił ostrze głęboko w ciele przeciwnika, który padł na ziemie pod wpływem impetu uderzenia. Koń, który wprawdzie pomógł w zadaniu ciosu silniejszego, spowodował jednak, że jeździec nie utrzymał noża w ręce. To jednak nie miało znaczenia - z rany lała się krew tak obficie, że to musiało być serce, albo aorta. Zszedł z konia i przyjrzał się trupowi. Waliło od niego winem straszliwie, był zakrwawiony i taki parszywy. Postanowił się jednak schylić po nóż i sakiewkę której mus użyczył mu Mieszko na trudy podróży.
- Dodałeś widzę sobie odwagi przyjacielu. - Powiedział Likwidator sięgając po swój oręż będący Ostrzem Sprawiedliwości Boskiej. - Popiłeś wińska świnio co?
Wtem zobaczył błyskawiczny ruch reki nieboszczyka, która chwyciła mocno wyciągnięte jego ramię. Trup jednocześnie szybko wyrwał z ciała nóż. Krew na nim była dziwnie przeźroczysta.
- ,,Bo to nie krew ochleju." - Zaskoczony zdążył pomyśleć do siebie niedoszły wykonawca ,,Woli Bożej". - To wino!
W czasie gdy to myślał poczuł uderzenie w pachwinę tuż pod kurtą skórzaną, rozcinające skórę. Czół ciepło wylewające się do nogawki. Czół też, że coraz bardziej słabnie. Odruchowo blokował cięcie, zdołał odbić rękę napastnika i uwolnić się z uchwytu, ale nóż został w ciele - upadł.
- Wino zostawiłem sobie na później. - Powiedział Wielkopolanin sucho. - Dzięki tobie już się go nie napiję. Mimo wszystko jednak cieszę się, że nie otwierałem tego bukłaka. - Powiedział z uśmiechem do trupa, gdyż w między czasie wojownik kardoliktorski wyzionął ducha.
Tak oto modlitwy Cypriange Lictorean'a zostały wysłuchane, a Bóg pokazał swą moc. Pokój między narodami został utrzymany. Został on jednak okupiony krwią czempiona... i bukłakiem wina, jak mawiają wieśniacy z Meuliere.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(16 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Kardoliktoria
Inne kroniki tego księstwa:
