Kronika: Ceremonia Wschodzącego Słońca w Świątyni w Tenochtitlan
Przygotowane pod panowaniem władcy: Montezuma Syn Słońca.
niedziela, 6. maja Anno Domini 1007
Księstwo: Aztekowie
W centrum Tenochtitlan zebrali się mieszkańcy aby podziwiać rytuał nakazany przez bogów.
Promienie wschodzącego Słońca oświetliły najpierw złoty dysk na szczycie piramidy. Pierwsze olśnienie po zmroku uderzyło oczy zebranych gdy wypolerowane jak lustro złoto odbiło światło.
Następnie wznoszące się Słońce oświetliło bogato ozdobioną malowidłami Świątynię Górną, u stóp której stał najwyższy kapłan Azteków i władca w jednej osobie otoczony przez innych kapłanów.
Słońce wznosiło się coraz wyżej oświetlając kolejne stopnie Świątyni a kapłani podążali za jego światłem. Wyglądało to jakby prowadziło ich Słońce, z nieba ku ziemi...
Kiedy promienie Słońca dotknęły ziemii u podstawy Piramidy, dotknął jej również stopą Władca.
W tej chwili cały Aztecki lud upadł na twarz i kolana oddając cześć symbolom życia i władzy.
Kapłani, którzy pozostali na platformie u góry Piramidy, przed Górną Świątynią, wznieśli w góre ręce i odprawiali modlitwy. Ich rytualne stroje były niezwykle kolorowe, mieszane ze złotymi bransoletami i naszyjnikami, a głowy zdobiły olbrzymie korony z piór Upierzonych. Żaden strój nie mógł się jednak równać ze strojem władcy, przy którym wszystkie inne blakły.
Przed Świątynią palono różne rośliny i żywice a z paleniska unosił się gęsty, pomarańczowy dym o niezwykłym zapachu.
Cała, oświetlona słonecznym światłem Piramida Świątynna, pokryta złotymi płytkami, kolorowymi kamieniami i kryształami lśniła niezwykłym blaskiem.
Klejnot Bogów w środku tropikalnego lasu - krążyły myśli w głowach Azteckiego ludu.
Władca obrócił się teraz w kierunku Piramidy. Stał na przeciwko zdobionego wejścia - pylonu do wnętrza Piramidy. Orszak kapłanów ruszył i wkrótce zniknął w ciemnościach. Kapłani zapalili pochodnie.
Władca szedł powoli a kapłani odczytywali modlitwy i inskrypcje spisane na ścianach korytarza. Sklepienie pokryte było diamentami które w blasku pochodni lśniły niczym gwiazdy na niebie.
Co jakiś czas na ścianie widniały malowidła, przedstawiające konstelacje gwiezdne na nieboskłonie.
Orszak dotarł do kolejnego wejścia, jeszcze bardziej zdobionego i strzeżonego przez dwa kamienne ptaki - węże.
Ogród bogów - wyszeptał Montezuma.
Kapłani zgasili pochodnie.
Nastała ciemność a orszak powoli wszedł do komnaty. W milczeniu i mroku kapłani na coś czekali.
Nagle, przez otwór w sklepieniu komnaty, wpadło światło. To słoneczne promienie wędrującego po niebie kręgu dotarły tutaj.
Zebrani kapłani ujrzeli twarz boga.
Quetzalcóatl, pan nauki. Jego kamienną twarz oświetlała teraz jasność. W długiej paszczy olbrzymie kły ze złota a wokół głowy barwne pióra wykute w kamieniu. Rozpostarte w górę ręce oparzone w kamienny, barwny płaszcz z piór zdawały się sprawiać wrażenie że oto Quetzalcóatl spływa z niebios na ziemię.
Słońce kontynuowało swoją wędrówkę, twarz Quetzalcóatla zgasła ale po krótkiej chwili kapłani ujrzeli kolejne bóstwo.
Huitzilopochtli, pan Słońca i wojny. Jego groźna twarz otoczona złotymi promieniami spoglądała czarnymi oczyma na zebranych. Prawa ręka uniesiona w górę a w dłoni sztylet w rękojeścią w kształcie węża. Skierowany w dół zdaje się być gotowy by zesłać karę na boskich wrogów.
Na chwilę zapadł mrok po czym oczom kapłanów ukazała się trzecia twarz, Tezcatlipoca - pana czasu. Jego groźna twarz o wielkich okrągłych oczach przypomina ludzką czaszkę. W ręku trzyma wielkie, barwne koło - zapis Azteckiego kalendarza, symbol cykliczności upływającego czasu.
Słońce ustawiło się teraz na niebie w takiej pozycji że przez setki małych otworków spłynęły do wnętrza komnaty promienie światła. Wszystkie skierowały się na środek pomieszczenia gdzie na kamiennej kolumnie spoczywała kryształowa czaszka. Światło w niej w niezwykły sposób załamywało się i skupiło wysyłając wiązkę światła prosto w górę. Wypływając przez otwór w suficie uderzyło w złoty dysk na szczycie Świątynnej Piramidy powodując Drugie Olśnienie zebranych przed piramidą Azteków.
Był to znak że ceremonia skończona.
Lud Aztecki, pobłogosławiony przez trójkę bogów, wrócił do swoich codzienych zajęć, pewien przychylności niebios.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(5 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Aztekowie
Inne kroniki tego księstwa:
