Kronika: Czarni jeźdźcy

Przygotowane pod panowaniem władcy: Eryk Krwawy Topór.

poniedziałek, 17. marca Anno Domini 1008

Księstwo: Norwegia

"Wielki Mistrz Zakonu Godfryd de Saint-Omer dumał. Niby wszystko szło dobrze, ziemia ofiarowana przez księcia Eryka kwitła, rosły w górę kościoły w dobrach zakonnych, cieszyła oko ilość rumianego i zadowolonego chłopstwa po wsiach. Nawet zamek w Sipar ostoja Zakonu rósł szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Na duszy Gotfryda jednak kładł się jakiś cień, ubogi rycerz Chrystusa przeczuwał, że po cichutku na palcach do jego świata wpełza zło. Gotfryd w swym życiu z niejednego pieca chleb jadał i nie miał złudzeń, tam gdzie w potęgę rosło dobro, należało oczekiwać knowań złego - Ale jak to zło wyśledzić? Jak przeciwdziałać? Gotfryd czuł straszny ciężar ciążącej na nim odpowiedzialności, ale przywykł do niego od dziecka i wiedział, że prawy Rycerz Pana nie może upadać na duchu, ani kalać jasnej czystości wiary wątpliwościami. Należało działać, teraz natychmiast.
- Rosenkrantz!
- Tak Mistrzu?- Rosenkrantz wszedł do komnaty i schylił głowę
- Dzieje się coś złego synu - rzekł Godfryd kładąc dłoń na jego głowie w błogosławiącym geście.
- Gdzie Mistrzu! Kto śmiał! - Rosenkrantz chwycił za rękojeść miecza.
- Spokojnie synu, tego jeszcze nie wiem. Czuje to, ale ty musisz się dowiedzieć kto, gdzie, kiedy i jak.
- Tak Mistrzu - Rosenkrantz uspokoił się natychmiast, wiedział że w takich chwilach należy spokojnie oczekiwać aż Mistrz wyłoży wszystko, a ukochany przez Rosenkrantza czas miecza wkrótce nadejdzie.
- Weźmiesz dwudziestu braci, konie i żadnej broni. Pójdziecie miedzy obcych i dowiecie się gdzie wylęgło się zło. Nie trać czasu, pospieszaj.
- Tak Mistrzu - Rosenkrantz skłonił się i wyszedł.
Niedługo potem kopyta zadudniły na moście, Godfryd patrzył z okna na powiewający płaszcz Rosenkrantza
- Powodzenia synu - szepnął.

Bracia rozproszyli się na wszystkie strony w poszukiwaniu informacji. Szkoda by pisać o tym gdzie byli i kogo pytali. Znużenie zakradało się w ich szeregi. Ale Rosenkrantz nie tracił wiary w przeczucia Godfryda, wiedział że coś czai się za najbliższym zakrętem lub wzgórzem. Wiedział, że on znajdzie to coś. Aż pewna noc zastała go w lesie, a zapach dymu doprowadził do płonącego na polanie ogniska.
- Witajcie dobrzy ludzie, czy mogę zasiąść z wami przy ogniu? - zakrzyknął z daleka Rosenkrantz.
Ruch się uczynił zaraz przy ognisku i kilka postaci pierzchło w cień.
- A ktoś ty, że nachodzisz nas po nocy! - rzucono znad ognia
- Jam jest Rosenkrantz Ubogi Rycerz Chrystusa i Świątyni Salomona, sam jestem i zła nikomu nie uczynię - odkrzyknął Rosenkrantz.
- Podejdź więc i zasiądź z nami - odezwał się głos.
- Jam jest Sędziwuj starszy wioski, choć wioska nasza tylko przy tym ognisku już się znajduje.
- Tatku samojedź on jest - krzyknięto z mroku.
- Wybacz wędrowcze, ostrożność synków moich, ale my uciekinierzy są i cały czas przez ramię oglądamy się by śmierć nas nie dopadła.
- A cóż to stało się i skąd uciekacie? - zapytał siadając Rosenkrantz.
- My są wolne kmiecie z lasu, żyli my spokojnie pod opieką zakonu Joannitów dopóki nie nadeszli niewierni ogniem i mieczem swój zaprowadzając porządek. Więc uszli my do matki naszej lasu ratunku i spokoju tu szukając. - rzekł starzec.
- A kim są owi niewierni? - indagował Rosenkrantz.
- Ja tam nie wiem rycerzu, czarni mówią o sobie i śmierć bez wahania zadają.
- Straszne rzeczy prawicie - rzekł Rosenkrantz i wiedział już, że znalazł to po co wysłał go Mistrz

Była ciemna noc kiedy Godfryda obudziło walenie do drzwi komnaty. Wprawnym ruchem chwycił za miecz z którym zawsze sypiał i krzyknął ku drzwiom
- Co jest!
- Mistrzu brat Rosenkrantz powrócił i o posłuchanie prosi.
- Wołać natychmiast! - krzyknął Godfryd rozglądając się za odzieniem.

- Mistrzu znalazłem zło, które wyciąga macki po dusze nasze - rzekł schylając głowę Rosenkrantz
- Wiedziałem synu, że podołasz, mów - szepnął Gotfryd.
- Na ziemie braci naszych w Bogu Joannitów napierają niewierni. Czarnymi się zwą, mordują bez litości, palą wsie, w wygasłych ogniskach kości ludzkie widziałem, pożerają pomordowanych. Strach przeokrutny na ludność padł, w lasy uchodzą, rzucają wszystko. Musimy ratować Bożą trzodę!
- Wiem synu, wiem - rzekł pobladłymi ze zgrozy usty Wielki Mistrz. Nadchodzi czas burzy i miecza, nie myślałem, że za mojego życia to się stanie, ale poniosę ten krzyż. Zwołaj braci, bijcie w dzwony, ruszamy na Krucjatę.
- Stanie się wedle Twojej woli Mistrzu - rzekł Rosenkrantz obracając się na pięcie.
- Rosenkrantz? - rzekł ukrywając twarz w dłoniach Wielki Mistrz.
- Tak Mistrzu? - Rosenkrantz cofnął się spod drzwi.
- Powiedz bratu Christianowi że proszę go by odbył w celi trzydniowe modły z powodzenie krucjaty.
- Przełożonemu arsenału? Ale po co? - Rosenkrantz był szczerze zdziwiony
- Nie znasz go? - uśmiechnął się Wielki Mistrz - arsenał to jego życie, jeśli mu pozwolisz ukryje połowę broni na czarną godzinę, a czarna godzina jest teraz, właśnie teraz - szepnął Gotfryd patrząc przez okno w mroki nocy, właśnie teraz.
- Tak Mistrzu - rzekł Rosenkrantz z uśmiechem, czuł że Boże Młyny Wojny ruszyły. Rosenkrantz czekał na to i pragnął tego, i oto sam Bóg dawał mu miecz do ręki. Rosenkrantz wyruszał na Krucjatę."

Sporządził Achajski jeniec imieniem Homerus

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(7 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Norwegia

Inne kroniki tego księstwa: