Kronika: Dzieje Aurorskiej Awantury
Przygotowane pod panowaniem władcy: Perykles.
czwartek, 31. stycznia Anno Domini 1008
Księstwo: Hellada
- Panie, panie posłaniec z listami od ksiecia Aurory! - rozległo sie przy drzwiach.
- Prosić! - rzekł łaskawie Perykles, jak na Archonta przystało.
Goniec, widać że zdrożony wszedł, skłonił się, podał pismo, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł. Perykles uniósł brew, ale nie rzekł nic. Przełamał pieczęć i zagłębił się w lekturze. Wieści musiały być dziwne, bo jak opowiadali potem przyboczni nigdy nie widzieli tak bezbrzeżnego zdumienia na twarzy Archonta.
- Goniec! - ryknął tylko Perykles i sięgnąwszy po papier i pióro rozpoczął pisanie rozkazów.
- Memnon znowu spłodził bękatra jakiejś zagranicznej pannie? - zapytał leniwie siedzący na parapecie okna Hippiasz.
- Nie tym razem Memnon nie wtykał w to... - Perykles spojrzał na ubawionego już szczerze Hippiasza - ...swoich paluchów - dokończył.
- Jaśnie wielmożny książę Raistlin Groan zawiadamia nas, że Efez i okoliczne wioski leżą na jego ziemi i że mamy zabierać stamtąd naszych ludzi.
- Z Efezu? - zapytał również już zdziwiony Hippiasz - Czy on wie co mówi?
- Wygląda na to, że nie. Postaram się mu to wytłumaczyć, ale ryzykować nie będę. Dogonisz posiłki idące dla Militiadesa, zawrócisz je i poprowadzisz do Efezu. Masz go bronić jeśli to będzie konieczne, ale zrób wszystko by do konfliktu nie doszło. Zrozumiałeś?
- Tak jest! - rzekł poważny już Hippiasz
- Aha, zabierz też Memnona i jego ludzi, miejscowe panny odetchną trochę.
- Przecież one go lubią... - rzekł znowu zdziwiony Hippiasz.
- Ale ich ojcowie nie - dodał Perykles.
Hippiasz skinął głową i wyszedł. Perykles zapatrzył się w linię horyzontu.
- Jakie jeszcze burzowe chmury tam się zbierają... - rzekł do siebie
- Efez - krzyknął idący na przedzie lochagos.
- Komendanta garnizonu natychmiast do mnie - krzyknął Hippiasz.
- Tu nie ma garnizonu, co najwyżej paru ciołków straży grodowej - rzekł Demostenes.
- No tak, racja - zasępił się Hippiasz
- Jak to nie ma garnizonu, przecież już tu jesteśmy, weż lustro i pogadaj z komendantem - rzekł szczerząc się Memnon.
Hippiasz wzniósł oczy ku niebu. Memnon był niereformowalny i nigdy nie przejmował się sytuacją, ale trudno było o dowcipniejszego i bardziej wiernego kompana niż on. Hippiasz znał Memnona jeszcze z czasów szkolenia w Koryncie, nie mógł wiec mieć mu za złe jego bezceremonialnego zachowania. Bili się razem najpierw po knajpach, a potem w polu, dlatego Hippiasz mógł wybaczyć mu prawie wszystko.
- No to dawać tu grododzierżcę z raportem o stanie zapasów żywności i uzbrojenia.
Zapowiadał sie pracowity dzień.
- Nudy, nudy, na Zeusa niech coś sie wreszcie zacznie dziać, albo niech Perykles pozwoli nam wrócić do cywilizacji - Memnon raczej źle znosił święty spokój.
- Chodzi ci o to, że nie masz już wstępu do tawerny, a wszystkie panny w mieście mają zakaz opuszczania domów? - niewinnie zapytał Hippiasz
- A w życiu! Siedzimy tu już prawie dwa tygodnie, doskwiera mi brak rozrywek kulturalnych, tragedii Sofoklesa, komedii Arystofanesa, toż to prawie pustynia jest! - Memnon był szczerze przybity, choć do rzeczywistych przyczyn kiepskiego nastroju nigdy by sie nie przyznał.
- Zapoluj, albo wybierz sie na ryby - uprzejmie doradził Hippiasz
Memnon zaczął sie rozglądać za przedmiotem, którym mógłby cisnąć w Hippiasza, ale jego uwagę przykuło wejście Demostenesa.
- Nadchodzą! - rzucił Demostenes
- Ojcowie zbałamuconych panien? - zaśmiał się Hippiasz.
- Nie, Aurorczycy - odrzekł Demostenes.
- Ilu? - spoważnial zaraz Hippiasz.
- Zwiadowcy widzieli na razie ze dwustu, idą w dwóch armiach z północy i zachodu.
- To czołówki, inaczej Raistlin nie podzieliłby armii, wyślij wiecej zwiadowców - rzucił Hippiasz do Demostenesa - ogłosić alarm.
- No i wykrakałeś - spojrzał na Memnona.
- Oni maszerowali już dobry tydzień wcześniej zanim zacząłęm krakać - odrzekł z niewinną miną Memnon
Tymczasem Łowcy z Mirkwood podeszli pod Cheroneę.
- Panie, zwiadowcy nie dostrzegli wiecej oddziałów wroga, chłopi z Cheronei stawili opór, ale w obliczu miażdżącej przewagi liczebnej ulegli - meldował dowódca zwiadu.
- O co tu chodzi, przecież oni wiedzą już że jest ich za mało, na co liczą? Daliśmy im czas na wycofanie się, a oni zaatakowali, samobójcy czy co? - zastanawiał się Hippiasz.
- Sami napadli niech się sami bronią, kogo zresztą obchodzi czy w ogóle myślą - wypalił Memnon.
- Masz rację, mieczem uleczymy ich głupotę. Przeciwko Strażnikom wyślij w las Helotów, każdemu który przeżyje osobiście wręczę hoplon.
-Ale...
- Powiedziałem!
Memnon wiedział kiedy nie ma sensu dyskutować z Hippiaszem.
- Całe wojsko uderzy na Łowców. Zgnieciemy ich, a potem Stażników.
W wyniku bitew pod Cheroneą i Magnezją cała prawie armia Aurory poszła do piachu. Straty wojsk Hellady nie warte były wzmianki. No może oprócz Helotów, bo nie było komu wręczyć hoplonu, ale Hippiasz uczcił ich minutą ciszy. Było to zresztą poświecenie na jakie Hellada mogła sobie pozwolić.
- Pomaszerujemy na Mirkwood, a potem się zobaczy - rzekł Hippiasz patrząc na mapę.
- Ale Perykles kazał unikać wojny, poza tym Militiades oczekuje na posiłki - zauważył Demostenes.
- Perykles ma informacje przeterminowane o tygodnie, gdyby tu był postanowiłby to samo - w głosie Hippiasza nie było śladu wahania.
Nad lasem unosił się odgłos równego kroku maszerujących Hellenów.
- Zwiadowcy donoszą, że w Mirkwood za ostrokołem siedzi dość liczny garnizon, a ze wschodu i zachodu maszerują posiłki dla miasta - raportował Demostenes - posiłki jednak wdały sie w utarczki ze zwiadem. Mamy czas.
- Demostenes rozbije posiłki z Ishtar, ja zajmę sie posikami z Solamini, a Memnon oczyści z chłopstwa okolice miasta i zablokuje garnizon. Nie dopuścimy do połączenia, a potem uderzymy na miasto. Wysłać zwiadowców bardziej na zachód. - Hoppiasz nie ukrywał zadowolenia.
Plan Hippiasza realizował się właściwie sam. Posiłki zostały kompletnie rozbite w zasięgu wzroku wieży z Mirkwood. Żołnierze garnizonu mogli się tylko bezsilnie przyglądać. Ta zresztą bezsilność wywołała u nich taką rozpacz, czy też może szaleństwo, że szturm miasta rozegrał się zupełnie pod dyktando Hippiasza, tak jakby wykonywali jego rozkazy, a nie swoich dowódców. Garnizon wybito prawie do nogi, a skonsternowani mieszkańcy Mirkwood, udali że rzecz ta ich nie dotyczy i nie poszli w ślady wojska. Zwycięstwo było pełne, Hippiasz postanowił wiec nie przerywać dobrej passy.
- Mieliśmy bronić Efezu tymczasem jesteśmy dobre dwa tygodnie od niego i to bez zaopatrzenia, a to co niosły posiłki dla Mirwood, nie starczy na długo - Demostenes starał sie być rozsądny.
- Spokojnie, stolica Aurory tuż, powalimy ich na kolana - Hippiasz nie zamierzał zmieniać planów.
- Aurora jest już na kolanach, to przecież lenno - nie poddawał sie Demostenes.
- Nie my pierwsi wkroczyliśmy na cudzą ziemię, nie my pierwsi zaczęliśmy zabijanie, mamy prawo do obrony własnych granic - Hippiasz był nieprzejednany. Rozkazał jednak co prędzej wysłać gońca do Peryklesa by powiadomić go o sytuacji, a zwłąszcza o fakcie, że maszeruje na zachód.
- Panie dymy, miasto płonie - wrzasnął ktoś od czoła kolumny.
Rzeczywiście, po wyjściu na skraj lasu ukazała sie panorama płonącego Lengsel, oraz kolumny uciekinierów uchodzące w różnych kierunkach. Miasta nie trzeba było więc już zdobywać, tylko gasić. Uporano się z tym dość szybko, ale część budynków legła w gruzach. To co najważniejsze poszło z dymem, ale to nie bardzo martwiło Hippiasza, bardziej przeszkadzała mu ucieczka ludności. Z wieży dostrzeżono jednak, że wiekszość uciekinierów kieruje sie do pobliskiego Solanthus, osady posiadającej garnizon i ostrokół, widać też było, że prowadzone są dalsze prace przy obwarowaniu miasta.
- Tam stawią opór - powiedział do siebie Hippiasz - jeszcze jeden skok...
Nie wiedział jednak, że jego można protektorka Fortuna tym razem uśmiechała się do kogoś innego.
- Panie, pancerni na wzgórzach - zakrzyknął zdyszany goniec
Hippiasz z resztą oficerów rzucił sie w kierunku szczytu skąd rozciągał sie prospekt na okoliczne wzgórza. Przez widoczny w oddali grzbiet ciągnęła właśnie obca konnica.
- Wychodzą na nasze skrzydło, niedobrze - Hippiasz miał kwaśną minę.
- Nie ma znaków, ale wojsko Aurory to na pewno nie jest - zauważył Demostenes
- Znaków może i nie ma, ale Leifa Szczęściarza to powinni do worka schować - rzucił niedbale Memnon - To Norwegowie.
Hippiasz popatrzył za siebie, na własne rozciągnięte w marszu oddziały i już wiedział, że nie zdążą na czas się skoncentrować.
- Daj wszystkim rozkaz odwrotu do Lengsel, a potem na Mirkwood. Lengsel spalić - rzekł ciężko Hippiasz do Demostenesa.
- Nie ujdziemy im, rozbiją nas po kolei - mruknął Memnon patrząc w kierunku wroga.
- To się jeszcze zobaczy - Hippiasz wiedział, że Memnon ma rację ale nie zamierzal panikować.
- Zatrzymam ich.
- Co?
- Zatrzymam ich. Wyprowadź resztę ludzi.
- Zginiesz, jest ich zbyt wielu.
Memnon odwrócił się, spojrzał na Hippiasza i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Spartanie nigdy nie pytają ilu ich jest, a gdzie są wiem...
Hippiasz położył rękę na ramieniu Memnona, patrzyli na siebie chwilę, w oczach Memnona płonęła duma, że ma szanse okazać się godnym swoich wielkich przodków. Potem zszedł ze szczytu wzgórza do swoich ludzi.
- Żegnaj przyjacielu - szepnął Hippiasz
Ale Memnon już nie słyszał, w jego uszach brzmiały już zupelnie inne chóry.
Szczęk oręża i rżenie koni długo niosły się po szarzejącym niebie, a kiedy Memnon nawoływał Spartan do zacieśnienia szyku reszta armii przechodziła już koło płonącego Lengsel. Tej nocy nikt nie spał i nie jadł, a jeśli szczał to w marszu. Nad ranem Hippiasz zobaczył wieżę Mirkwood, a na skraju lasu nadchodzące wozy z żywnością. Potem od posłańca dowiedział się, że Perykles też nie zasypiał gruszek w popiele, na południe od Mirkwood las huczał tententem kopyt i rżeniem koni.
Nadchodzili Sumerowie.
- No... - Hippiasz zacisnął dłoń na rękojeści sztyletu, który dostał był kiedyś od Memnona - ... to teraz zobaczymy!
A Memnon zapytacie? No cóż... Memnon stał już wtedy u boku Leonidasa, obaj byli już częścią historii...
Relacja spisana ręką anonimowego oficera sztabu Grupy Operacyjnej Efez
Średnia ocena:
rewelacja, twórca geniuszem!.
(9 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Hellada
Inne kroniki tego księstwa:
