Kronika: Dzieje Osmaniyyi - Wielka wojna z Undamarem cz.2
Przygotowane pod panowaniem władcy: Sil Der' Anam.
sobota, 20. lutego Anno Domini 1010
Księstwo: Osmaniyye
Najbardziej na południe wysunięta Armia Undamaru kroczyła wzdłuż wybrzeża Morza Południowego, nie przy samym brzegu - było to nie możliwe - wysoki klif na to nie pozwalał. Barbarzyńcy poruszali się wzdłuż klifu...
Wenar obserwował ich z daleka - Teraz tak prosto nie pójdzie, nie ma możliwości aby postawić ich w identycznej sytuacji jak barbarzyńców z wczoraj.
Po krótkiej obserwacji Wódz wrócił na rumaku do swych ludzi stacjonujących 4 kilometry dalej.
Wojowie czekali na swego Pana w miejscu szczególnym - wybranym przez niego na miejsce kolejnej bitwy. Klif nie biegł tu prostą linią, dość mocno odbijał na północ, by po 70 metrach znowu prosto na wschód się kierować.
- Poruczniku zbierz wszystkich.
- Tak jest!
Po minucie 200 ludzi stało przed obliczem Sil Der' Wenara.
- Moi drodzy! Dziś nie pójdzie tak gładko jak wczoraj. Dziś aby wroga zwyciężyć będziemy musieli się bardziej napocić, więcej, będziemy śmierdzieć jak świnie! -Na twarzach ludzi zapanował lekki uśmiech, niektórzy nie wytrzymali, na głos się zaśmiali-
Łucznicy! Ukryjcie się w tamtej wysokiej trawie.
Kruzeyde! niech połowa zejdzie z koni i położy się w trawie tak abyście widoczni byli, tam gdzie klif znów na wschód się kieruje.
Druga połowa niech stanie w tamtym zagajniku, niech się nie wychyla.
Na pierwszy sygnał łucznicy szyjecie, później szyjecie bez rozkazu byle byście do swoich nie strzelali.
Jeźdźcy drugi sygnał dotyczy Was, szarżujecie tuż za miejscem styku piechoty z barbarzyńcami.
Jeźdźcy i łucznicy udali się na swoje pozycje.
- A od Was moi drodzy zależy najwięcej. Gdy tamci Was ujrzą macie stanąć na nogi, i nie drgnąć, nie ruszyć się ani o centymetr do tyłu.
Po wydaniu wszystkich rozkazów nie długo Ordu czekać musiało na ujrzenie przeciwnika. Tym razem był czujniejszy - najpewniej doszła ich wiadomość o wycięciu w pień towarzyszy. Był też cichszy...
Jakieś 100 metrów przed pozycją wojsk Osmaniyye Horda się zatrzymała. Jej wódz wyjął lunetę i spojrzał przed siebie - w stronę specjalnie słabo ukrytej części Ordu Kuzeyde.
Wydał rozkazy.
Wojska Undamaru ustawiły się w czworobok, zaczęły kroczyć w kierunku odkrytych ludzi Ossmaniyye. Gdy zbliżyli się na 50 metrów zaczęli biec.
Piechurzy stanęli na równe nogi. Zabrzmiał pierwszy gwizd- na lewą flankę runął grad strzał. Dowódca Undamaru zachował zimną krew - część jego ludzi ruszyła w kierunku łuczników.
Zabrzmiał drugi sygnał Wenara.
Cześć ludzi biegnących w kierunku łuczników do trzonu swej Armii przez jeźdźców została przybita, reszta kolejną salwą została rozbita.
Najeźdźcy uderzyli z wielką siłą piechurów z Kuzeyde - Ci jednak dali radę ich zatrzymać.
Armia Undamaru została okrążona - z przodu twardo stała piechota, przednią część flanki siekała jazda, w tylną część łucznicy szyli strzały. Po prawej barbarzyńcy mieli wysoką przepaść, za sobą Generała każącego pchać.
Każdy rozkazu tego słuchał. Każdy parł jak tylko mógł. Jednak w chaosie bitwy mało kto wiedział w którą stronę przeć. Szyci przez strzały parli resztę do przodu chcąc schować się za towarzyszami. Sieczeni przez konnych parli do tyłu, podobnie jak ci przez pieszych.
Wenar osiągnął swój cel - Armia Undamaru straciła chęć do walki - ludzie chcieli tylko zachować życie nie patrząc na innych. Niektórym się to udało - spierzchli na zachód. Niektórym nie - wylądowali w morzu spadając z 20 metrowego klifu.
Nastroje po bitwie choć niewątpliwie zwycięskiej nie były takie radosne jak po wczorajszej. 25 towarzyszy poległo, drugie tyle było rannych, niezdolnych do walki.
Ranni zostali opatrzeni osadzeni na rumakach i czas było ruszać w dalszą drogę.
Został tysiąc. Ten tysiąc niebawem pod mury stolicy dojdzie...
- Pośpieszcie się ludzie! Nie ma ani chwili do stracenia! Nasi bracia już zapewne barbarzyńców dostrzec mogą!
Niestety i tym razem Wenar się nie mylił. Jedna z Armii Undamaru już na polu pod stolicą obóz rozbiła. Szczęściem druga jeszcze nie dotarła a działania Sił Osmaniyyi nadszarpnęły znacznie morale agresorów. Dowódca barbarzyńskiej Hordy nie chciał pchać na umocnioną i obsadzoną fortecę swoich lekko by rzec podenerwowanych ludzi, istniała by możliwość nie zajęcia miasta - a mit jaki by Ossmaniyya stworzyła zamazał by wszystkie jej wcześniejsze klęski.
Generał wiedział, że poprzednie Armie musiały popełnić jakieś karygodne błędy w sztuce wojennej. Inaczej polec by nie mogły. Jednak pospolity wojak Undamaru tego nie wiedział. On słyszał o klęsce 1000 rodaków - jaka siła jak nie diabelska mogła by tego dokonać? A czy z diabłem walczyć można?
Nie mniej drugie pół tysiąca ludzi dotarło pod wieczór - zmierzchało już. Zadecydowano, że szturm rozpocznie się z rana dnia następnego.
W tym czasie Ordu Odagi i znacznie osłabiona Ordu Kuzeyde przemierzały kolejne kilometry. Początkowo w lekkim półmroku, potem w pełnej ciemności - wspomnieć należy, że noc była bezgwiezdna i próżno było szukać księżyca na niebie.
Jednak Ani jeden Syn Allacha i Ossmaniyye nie myślał o odpoczynku. Wszyscy maszerowali w ciszy. Wszyscy pragnęli krwi, zemsty...
Nikt nie chciał by śmierć towarzyszy poszła na marne - nikt nie chciał dotrzeć pod Alen' Ba Sar za późno.
Nie musieli spać, Allach dał im wielką siłę, w ich żyłach nie płynęła krew tylko czysta adrenalina.
Gdy na horyzoncie niepewnie pojawiło się słońce Ordu Wenara były 2 godziny drogi od miasta.
W tym czasie w wielkim obozie Hordy barbarzyńskiej powoli budziło się życie. Po kolejnej godzinie dowódcy poszczególnych regimentów otrzymywali rozkazy od swych Generałów.
Po kolejnych 30 minutach rozpoczęło się natarcie.
Nikt się nie śpieszył, Generałowie błędów popełnić nie chcieli - myśleli iż Wenar ze swoimi ludźmi najprędzej pod wieczór przybędzie - gdy Alen' Ba Sar już zajęte będzie. Szeregowym nie śpieszno było za Undamar życie oddawać - sunęli pod bramy powoli.
Jednak gdy runął na najeźdźców grad strzał tępo akcji gwałtownie podskoczyło. Tysiąc ludzi biegiem runęło na mury Twierdzy - te lekko zadrżały jednak nie skruszały. Gorzej było z bramą - w tą Barbarzyńcy uderzyli potężnymi taranami. Wrota dalej zamknięte były lecz drzazgi prysnęły ze starych bel. Kolejne uderzenie o mało wyłomu nie uczyniło.
Obroną stolicy kierował stary Władca Osmaniyyi Sil Der' Saraj.
Łucznikom kazał dalej szyć z wysokich murów, włócznicy za wszelką cenę mieli utrzymać bramę. Z pobliskich chat wylatywały krzesła, łoża i stoły - wszystko walono pod bramę aby ta choć jedno uderzenie dłużej wytrzymała. Ta jednak w końcu nie dała rady potężnemu naporowi nieprzebranych zastępów wroga.
- Ludzie! Za żadne skarby nie wpuścić tych obdartusów za mury! Na Allacha nie możemy oddać pola!
Ludzie dawali z siebie wszystko i jeszcze więcej. Jednak Saraj wiedział, że jego topniejąca setka włóczni naporu przeciwnika nie wytrzyma. Mimo wszystko owi synowie Ossmaniyye i Allacha obyci z walką nie byli, wielu pierwszy raz krew na oczy widziała. Dawali z siebie wszystko ale to przeciwnik był bardziej doświadczony i do tego liczebniejszy.
- Jedna szansa - Mówi do siebie stary Władca- Jedna szansa! ANAM DO MNIE!
- Tak Ojcze. - ten szczęśliwie blisko Saraja sie trzymał-
- Mamy jedną szansę, za wszelką cenę musimy wyprzeć ich za bramę, bramę trzeba na powrót zamknąć, zaryglować. Na Tobie od teraz stoi obrona naszych poddanych!
- A teraz Ludzie do mnie!
Wydarzenia znowuż tępa nabrały, Saraj zgromadził wokół siebie wszystkich włóczników, rozkaz został zmieniony - Musimy ich wyprzeć z miasta, za Allacha!!!!!!
Ludzie zrozumieli intencję swego Władcy, choć wielu jeszcze tydzień temu rolnikami jeno była wszyscy gotów oddać swe życie byli.
Parli i parli, na rany i śmierć przestali zwracać uwagę.
W niezwykle krótkiej chwili, która dla wielu wieczność trwała znaleźli się za linią murów.
Odwrotu już nie było, brama została zamknięta. Życie ich rodzin, dzieci i braci zależało już nie od nich. Tylko od paru belek na nowo ryglujących wielką bramę.
Wtem od zachodu przybyły nowe siły, siły te nie czekały na żadne rozkazy. Ordu Kuzeyde z miejsca w szarżę przeszła a strzały słane z łuków dzierżonych przez ludzi z Ordu Odagi podobno dwóch ludzi w kolczugach przeszywały na wylot zatrzymując się dopiero w trzecim.
Dwa dni temu Ordu Wenara pięknie walczyły.
Dzień temu... Poezja to małe słowo.
Dzisiaj.
Dzisiaj sam Allach w nie wstąpił.
Bitwa jak na Ordu przystało - długa nie była. Jak na Ordu przystało - ziemia kolejne miesiące purpurą krwi się mieniła.
Undamar został zatrzymany. Wymagało to wielkiej ofiary krwi. Wielu poległo w tym sam Sil Der' Saraj.
Wenar gdy tylko ujrzał swego 6 minut starszego Brata złożył mu długi i głęboki pokłon.
Wiedział, że jest wielkim Wodzem.
Ale za dużo widział aby być dobrym Władcą.
Nastały miesiące smutku i łatania ran.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Osmaniyye
Inne kroniki tego księstwa:
