Kronika: Dziennik hrabiego Troccero IX

Przygotowane pod panowaniem władcy: Conan Cymmeryjczyk.

piątek, 17. sierpnia Anno Domini 1007

Księstwo: Aquilonia

Zajęliśmy Twierdzę Ventorów. Nie zdążyłem jednak wygodnie usiąść i myśli pozbierać, gdy przyleciał wymęczony gołąb od Conana. Niemalże słyszałem ryk, który pisaniu tego listu towarzyszył. Lew dowiedził się otóż o zdradzie. Nie tylko to jednak tak rozwścieczyło mego władcę. Zdrada bowiem powszechną jest rzeczą i rozsądny książe zawsze jest na nią przygotowany. Nie z każdej jednak strony się jej spodziewa a co ważniejsze, gdy zdrajca naigrywa się z przymiotów umysłu zdradzonego - wtedy piecze jak sól wtarta w ranę.
Pomsta więc. Zebrać wojsko i ruszać do Cintry, w której okolicach coraz ludniej panoszy się książę Enrico, krwią moich żołnierzy zdobywając swoje bezpieczeństwo.
Cześć odwodów, wysłanych z Tarantii zostawiłem, by niewolników venowych pilnowała, resztę zaś połączyłem z siłami głównymi i ruszyliśmy. Schodząc z Gór Centralnych napotkaliśmy lotny oddział Galii, wiozący dla nas część uzbrojenia nam brakującego, które to uzbrojenie teraz nam przekazali. Radość ze spotkania była wielka, w obcych bowiem byliśmy dziedzinach i każdy kontakt z sojuszniczym wojskiem radością napawa. A piękne to było wojsko, konno, zbrojno, z dużym pragnieniem walki, jako lśniący, zwarty czworobok nam się prezentowało. Karol wysłał ich do nas przede wszystkim po to, by uzbrojenie nam przekazali, ale chciał także przeprowadzić rozpoznanie nieznanych, północnych terenów.
Galijska Choragiew Książęca więc, po przekazaniu nam broni, ruszyła dalej na północny wschód - my zaś poszliśmy przez stepy w obranym wcześniej kierunku południowo wschodnim.
Droga dłużyła się bardzo. Monotonia stepów nie poprawiała humoru żołnierzom, tym bardziej że jeszcze wiele dni drogi nas czekało, zanim będzie można zetrzeć się z wojskami Pagonii.
Po paru dniach znów spotkaliśmy Chorągiew Książęcą. Wracali z północy, a na ich pancerzach widać było ślady walki. Okazało sie otóż, że spotkali dość silny konny oddział, który pod opuszczonymi sztandarami północne stepy przemierzał. Galijczycy starli się więc z nimi i to starli tak zaciekle, że ani jeden z zamaskowanych wojów przy życiu nie został. Nie można więc było wydobyć od niego, do jakiego księstwa oddział ów należał. Enigma. Dziwna bitwa, tym bardziej, że z ludzi Karola nie zginął żaden. Po tej potyczce Książęcy poruszali się na południe śledząc przesuwający się również na południe oddział Pagonii. Ci, po rzezi, jakiej dokonali zdobywając bezbronną osadę Vena, prowadzili ze sobą wielu niewolnych, chcąc odtransportować ich na swoje dziedziny, by tam ich osadzić i wykorzystywać do pracy.
Należało więc tak iść, by dopaść ich zanim wejdą w swe dziedziny i połączą z resztą wojsk. W tej chwili niewielu ich było ponad czterdziestu, ale i tak siłę stanowili znaczną ze swoimi kuszami, kolczugami i mieczami, w które uzbrojeni byli.
Szkoda miejsca, by opisać, jak wraz ze swymi kapitanami musiałem się natrudzić, by pagońską Północną Straż dopaść. Wystarczy powiedzieć, że nie udało mi się to, bo stara rana, w dawnych bitwach mi zadana odezwała się ponownie na parę dni przytomności mnie pozbawiając.
Enrico wszedł był wojskami w swe dziedziny... ale dziedziny te, zgodnie ze swym charakterem znów powiększył bez rozmów z Conanem, przesuwając granicę na północ. Straż Północna miała więc stacjonować w nowo powstałej osadzie (a raczej starej, czasy Erenwaldu jeszcze pamiętającej, lecz później wyludnionej), trudniąc się nadzorem nad niewolnymi.
Pojawiła się więc szansa dla nas i ja, teraz już przytomny, musiałem ją wykorzystać.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Aquilonia

Inne kroniki tego księstwa: