Kronika: Dziennik hrabiego Trocero X
Przygotowane pod panowaniem władcy: Conan Cymmeryjczyk.
czwartek, 23. sierpnia Anno Domini 1007
Księstwo: Aquilonia
Conan zwiódł Enrico. A było to tak:
Książę Pagonii, widząc część moich żołnierzy w pobliżu Lazuru (osady, w której niewolnych umieścił) jął się niepokoić i listy z zapytaniami wysyłać. Lew zaś odpowiedział, że od władcy pewnego, którego wymieniać nie mam prawa, dowiedział się od podwójnej grze Enrico i wysłał wojów, by wyjaśnili sprawę, wiadomo bowiem, iż orężne argumenty tudzież zapytania do najmocniejszych należą. Nachodziły jednak mego Pana wątpliwości, czy słusznie postępuje, powiększone dodatkowo o ambitne plany, które miał zamiar wraz z księciem Pagonii zrealizować. Tak się jednak złożyło, że inny władca, niezależnym będąc zupełnie, potwierdził słowa pierwszego z naszych informatorów...
To wystarczyło.
Dysponowaliśmy konnicą, korzystając z koni Karola Wielkiego, dlatego też udało się nam bez problemu dopaść Straż Północną i bitwę jej wydać, resztą wojsk na czas i wyznaczone miejsce w porę przybywając. Enrico, widząc, co się dzieję, od psów i innych osobliwości jął władce mego wyzywać - oszukanym się czując.
Tak. Mówią, iż miarą człowieka jest umiejętność klęsk przyjmowania i wtedy też podobno prawdziwe oblicze z niego wychodzi. Czemu pieklił się tak pan Enrico- zaskoczony będąc naszym działaniem, skoro sam podobne planował? Conan pokrzyżował jego plany, burząc mymi żołnierzami poczucie bezkarności i bezpieczeństwa, jakie władca ów sobie od innych wyłudził. Okazać się zaś miało w przyszłości, że niemal w ostatniej chwili ataku dokonaliśmy - silne bowiem było księstwo Pagonii... ludniejsze znacznie i lepiej uprzemysłowione od naszej ojczyzny. Tylko czekać, aż jego armie, opatrzone należycie i zaopatrzone- na zachód by poszły, ogniem i żelazem znacząc swój szlak.
Tymczasem bitwa nas czekała, ale na moich warunkach wydana - i na tym postanowiłem się skupić.
Brat niedawno poległego Salomonera Wielgachnego, Magoniusz Olbrzymi, idąc w ślady starszego z rodzeństwa, na ochotnika do szturmu z włóczniami się zgłosił. Tym razem wiedziałem, że szturm taki jest nieunikniony, bo czekać aż kusze nieprzyjaciela miażdżyć będą nasze szeregi nie zamierzałem. Wydzieliłem więc znów, dwa tym razem, regimenty gunderskie i wydałem rozkazy.
"Nie masz nad Gundera lepszego pikiniera" brzmi refren popularnej żołnierskiej pieśni. Zaopatrzeni w tarcze skórzane i kolczugi, z włóczniami w dłoniach, czekali więc ci żołnierze na swój czas. Czas, w którym biec im przyjdzie pod gradem śmiercionośnych bełtów wroga na spotkanie ran jeszcze nie otwartych, które oni mieli rozewrzeć...
Doczekali się. I znów niebo poszarzało za sprawą mnogich pocisków. I znów stepowe trawy, zgniecione licznymi, twardo obutymi nogami, poczerwienić się miały. Czyja to będzie krew?
Kusze wroga zebrały obfita żniwo. Nie potrafiliśmy Pagończykom odpłacić podobną salwą, łuki nasze bowiem znacznie mniejszą moc posiadały. Cała nadzieja więc w Gudnerlandii, której synowie, przez Magoniusza prowadzeni, biegli przed siebie w opętanym galopie, włócznie przed sobą trzymając niczym pochodnie, które oślepić wroga miały, niczym wściekłość i wrzask, w smukłe kształty obleczone.
Powiadają, iż wojna to ostatni krok dyplomacji. Jeśli tak jest w istocie - Gunderczycy dyplomatami się okazali najwyższego lotu. Nadszedł w końcu moment, w którym milczenie, ich szturmowi towarzyszące, w zgiełk się przerodziło straszny. Ryki bólu, z przekleństwami pomieszane, wzbogacone o odgłosy darcia skórzanych zbroi, trzaskania tarcz, rozrywania kolczug w niebo się wzniosły wyżej jeszcze, niż lotne strzały. Był to sygnał dla nas, którzy ostrzałem mieliśmy Gudnerów osłaniać, by również do boju wkroczyć...
Stary już jestem. Ostatni do walczącej linii dobiegłem. Zadyszka wzrok mi przyćmiła, nie widziałem więc, jak dokładnie walka wyglądała.
Wiem jednak, że gdy dobiegłem, było już po sprawie. Mimo, iż Pagończycy straszliwe miecze posiadali- przebić się przez linie naszych tarcz nie zdołali. Wiele z nich zniszczono, ale moi ludzie, jako osłony ich używający, ocaleli.
Wygrana bitwa nie przebiegała aż tak krwawo, jak się spodziewałem. Straty nasze nie były takimi, jakich nie można odrobić. Dobrze więc zaczynał się początek tej wojny. Kolejnej wojny o złoża, o prawdę, o pokój.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(5 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Aquilonia
Inne kroniki tego księstwa:
