Kronika: Dziennik hrabiego Trocero XI
Przygotowane pod panowaniem władcy: Conan Cymmeryjczyk.
środa, 5. września Anno Domini 1007
Księstwo: Aquilonia
Kampania Pagońska to ciąg nieustającego pochodu i zwycięstw Armii Wschód, którą dowodziłem.
Bitwa pod Lazurem doszczętnie przybiła chyba władcę Pagonii, i działania jego, od tej pory prowadzone, świadczą, że robił jedynie co mógł, bym jak najmniejsze zyski odniósł z tej wojny. We wszystkich swych osadach na gwałt burzył budynki, w niektórych zaś, tych przeznaczonych do powstrzymywania moich wojsk - budował fosy. Z dymem szły liczne manufaktury, świątynie, tawerny, kopalnie... słowem: apokalipsa. Armia Wschód zaś poruszała się na południe, metodycznie zdobywając kolejne miasta i wioski. Najwięcej wysiłku kosztowało nas zdobycie Carbi, w której Enrico zgrupował resztę swych wojsk. Jeszcze trudniej by nam było, gdyby odwód 60 kuszników pagońskich na czas do niej doszedł i kuszami swymi jej obronę wsparł. Ja jednak śpieszyłem się, poganiałem moich żołnierzy do szybkiego marszu, choć sam trudno go znosiłem. Dzięki temu zdobyliśmy Carbi, a potem, rozpędem bitewnym wiedzeni, włóczniami kuszników przybiliśmy do skał masywu Erenwaldzkiego.
Chwały wielkiej na tej wojnie nie zdobyliśmy, bowiem obrona była słaba, źle zorganizowana, a czasem nawet bezsensowna, o czym świadczy chociażby wzięcie Fresco - stolicy Pagonii.
Przed wejściem do tego miasta przybysz przeczytać może, że jego mieszkańcy "choćby gołymi rękami, a wroga zaduszą...". Zaiste, z gołymi rękami wybiegli na spotkanie mych doborowych oddziałów frescańczycy... i wszyscy w biegu tym polegli, nie zdążywszy do moich linii nawet dobiec. Trzy salwy wystarczyły, by dokonać rzezi na ogłupiałych poddanych Enrico, którzy mozoląc się i brnąc przez fosę, pokotem się kładli niczym zboże dojrzałe, pod naporem gradu się łamiące. Milczenie wielkie wśród moich regimentów po tej rzezi zaległo, i towarzyszyło nam jeszcze, gdy oglądaliśmy spustoszone miasto, ruinami domów straszące.
Niech śmierć poległych tu 140 obywateli Pagonii przestrogą będzie tych spośród książąt, którzy o sobie tylko myślą i za nic mają SŁOWO, przez siebie wyrzeczone.
Kraj zrujnowany. Po stepach i górach bandy włóczęgów i bandytów kroczą. W osadach aż dudni od niewolniczej pracy wolnych niegdyś ludzi. Żołnierze Armii Wschód, wydzieleni do pilnowania niewolnych, siedzą rozrzuceni po garnizonach miast i nadzór sprawują. Tak kończy się historia Enrico, księcia, który drwił niegdyś z mego Pana - Lwa.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(6 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Aquilonia
Inne kroniki tego księstwa:
