Kronika: Historia Facilis Remeo cz. 2
Przygotowane pod panowaniem władcy: Wanda.
niedziela, 1. sierpnia Anno Domini 1010
Księstwo: Kaganat Awarów
Jak długo już to trwa? Sześćset sześćdziesiąt i sześć dni. Pewnie pod wpływem tej diabelskiej cyfry ponownie naszło mnie na wspomnienia. Dzisiaj nawiedziły mnie duchy. Duchy tych, którzy zginęli po drodze...
Było więc tak, że mniej więcej miesiąc po Nocy Kupały roku 1009, na placu boju pozostało sześciu władców: Kanut z Jutlandii na północnym wschodzie, Amawarii z Okinawy na południowym wschodzie, Rodryg Ponury na południowym zachodzie, Wanda na północnym zachodzie oraz Filetos Athonita z Athos i Eddard Wolf Szary z Kraju Wilków na zachodzie środkowym. Był to czas, kiedy w najlepsze trwał mój sojusz z Kanutem. Na jego mocy wymienialiśmy się między innymi informacjami na temat wyszkolenia i doświadczenia naszych najlepszych wojów. Nie były to dla mnie wieści budujące. Moi Słewowie, czyli najbardziej doświadczone w bojach oddziały, których podówczas służyło w Armii Awarów około dwustu, wyszkoleniem znacznie odbiegali od najbardziej doborowych oddziałów Kanuta, mimo że Ci wojowali jedynie przez moment z Normanami i trochę z niezależnymi złoczyńcami. Zdązyli długo szkolić się w akademiach. Hear Dame (tak się zwali) juz na zawsze pozostaną ostatnią zmutowaną armią na polach walki laventhara. Słewowie uczestniczyli w licznych wojnach z Taurydą, Spartą i Wilkami. Niestety okazało się, że na skutek wpływu sił wyższych, Słewowie muszą przerwać szkolenie w akademiach, ewentualnie skupić się na sile i wytrzymałości. Te kompleksy, niemożliwość dogonienia Kanutowych w wyszkoleniu, zaciążyły nam dużo później.
Równocześnie z południa dochodziły wieści, że Rodryg dysponując zasobami trzech Księstw, w tym dwóch rolników, wyhodował sobie bardzo liczną populację. Wiadomości te pochodziły od Wilety Drogowita, a przekazał je on krótko po tym jak go poznaliśmy, a równocześnie tuż przed swoją śmiercią... Ponurak w naszej wzajemnej korespondencji nie krył swej wielkości. Po raz pierwszy spotkałam się z władcą tak butnym, z góry traktującym innych. Oceniłam, że ta pewność siebie, przynajmniej w pewnym stopniu musi wynikać z rzeczywistej siły Gotlandii. Nie zaniedbałam też pociągania za język Filetosa, który znał Ponuraka od początku. Szaczunek i obawa jaką dażył sąsiada, potwierdziła tezę którą sobie roboczo postawiłam - kto będzie chciał sięgnąć po koronę może to zrobić tylko po głowie pyszałkowatego Rodryga.
Słewowie nie mogli poznawać sztuki wojennej tak jak chciałam, Gotom nie można było dać czasu na dalszy rozwój, więc decyzja mogła być tylko jedna - wojna. Problem jaki widziałam to Okinawa i wprawdzie sojusznicza, ale coraz silniejsza Jutlandia. Co mi z tego, że powojuje z Gotlandią, skoro na wschodzie wyrosną mi rywale, którzy siedząc bezczynnie zdążą się tak wzmocnić, że będą nie do ruszenia. Sami nie przejawiali chęci do wojen, szcególnie między sobą. Kanut twierdził wprawdzie, że jest przygotowany od dawna do ataku na rdzenne ziemie Okinawy, ale jednak nie zaatakował, kiedy Amawarii rozszerzał swe ziemie aż do Południowego Oceanu. Nawet tak wydawałoby się zachęcająca sytuacja strategiczna nie popchnęła go do działania. Choć Kanut dysponował niesamowicie wyszkolonymi wojami, wymawiał się lękiem przed podobno jeszcze silniejszymi, w dodatku konnymi oddziałami Amawariego. Wiedziałam, że Kanut jest silny i wierny lecz nieco lękliwy. Słyszałam o bliskich stosunkach Okinawy i Gotlandii. Słyszałam o co najmniej kilku wojnach podjazdowych pomiędzy Athos i Wilkami.
Fortyfikowałam więc stawiając umocnienia i gromadząc żywność Karradon na środkowym wschodzie swych terenów, bo tam spodziewałam się wojsk Okinawy. Fortyfikowałam też i gromadziłam żywność w Sparcie na środku swych terenów, bo tam spodziewałam się wojsk Athos. Umocniłam i zgromadziłam żywność w Sevastopolu na samym zachodzie swych terenów, bo tam spodziewałam się wojsk Gotlandii. Te trzy miasta zasiedlali wyłącznie Awarowie, a niewolnicy spartańscy, taurydzccy, bez narodowości zasiedlali miasta na zapleczu. Nie było tej ludności wiele, bo podówczas Kaganat Awarów liczył około 1100 ludności cywilnej i 600 żołnierzy (wraz z garnizonami). Zapewniłam Kanuta, że dowie się jako pierwszy i jedyny, kiedy wojska Amawariego znajdą się w obrębie miast awarskich. Zapewniłam Wilka, że dowie się jako jedyny i pierwszy kiedy wojska Filetosa znajdą się w obrębie miast awarskich. Widziałam wojska Athos gromadzące się na południe od mych ziem, a na północ od stolicy Wilka. Sprzedałam Wilkowi kilkadziesiąt kusz, za i tak niewiele mi pomagające informacje. W stosunkach z tym Księstwem liczyła się przychylność i dobry klimat. Trzeba było wiele starań, aby tego leniwego i nieobecnego władcę skłonić do jakichkolwiek działań. Zgromadziłam w okolicach Sevastopola swych ,,Sierściuchów", czyli wojsko częściowo już zaprawione w bojach, częściowo też wyszkolone. Wsadziłam swe najlepsze wojska na rumaki i wysłałam na tereny Athos, bo chciałam zdobyć trochę niewolników, ale głównie pragnęłam wywołać wojnę tak aby nikt nie pozostał z boku.
Podeszłam pod stołeczne Meghisti Laura i... okazało się, że miasto to jest zupełnie przez Filetosa nie bronione. Wykrzyczałam mu że idzie na mnie (choć wiedziałam, że jest inaczej), więc musi ponieść karę. Zajęłam osadę i od razu zaczęłam się wycofywać na północ w kierunku Sevastopola, bo wojsko Gotlandii pojawiło się w zasięgu wzroku szybciej niż przypuszczałam. Ledwo zdążyłam rozpoznać położenie licznych złóż położonych pomiędzy terenami tych dwóch plantatorów zboża. Goci gonili konno, Słewowie w zasadzie konno uciekali. W zasadzie, gdyż niestety część Słewów uciekała pieszo spowalniana niewolnikami. Nie chciałam tracić nawet części swych doborowych oddziałów, więc co chwila żołnierze oddawali swe rumaki niewolnikom by i oni dali radę uciec. Była to przedziwna pogoń - poprzez stepy, lasy i bagna. Kiedy Słewowie uciekali, Rzeźnicy, Chędorznicy, Ludzie Blizny w gotlandzkich barwach - gonili. Kiedy Słewowie zatrzymali się, gotowi już do walki - Goci również się zatrzymywali i jednak do walki nie dochodziło. Bałam się walki w stepie, Goci wyraźnie bali się wchodzić w nieznane sobie lasy. Wreszcie znaleźliśmy się na wysokości Sevastopola. Czekały tam w rezerwie oddziały już odpowiednio umotywowanych do walki Sierściuchów. Jadnak konnica Gotlandii nie podchodziła. Ja nie wysyłałam swej konnicy bez wsparcia piechoty, bo bałam się obustronnej rzezi, która dla mnie jako potencjalnie słabszej, mogła być bardziej bolesna. Niewolnicy już byli daleko na północy, kiedy z południa zaczęły wychodzić uzbrojone gockie ,,Kupy chłopskie". Było ich naprawdę wiele - po kilku dniach okazało się, że liczebność Gockiej armii w okolicach Sevastopola znacznie przewyższa magiczną liczbę tysiąc. Ja mogłam tylko pomarzyć o zgromadzeniu i opłaceniu takiej armi. Na tym froncie teatru wojny dysponowałam około dwustu konnymi Słewami, dwustu Sierściuchami. Było też około 250 mieszkańców Sevastopola, mimo wojny wokoło, mnożących się wciąż z całą mocą. Mieli do dyspozycji w sumie powyżej ośmiuset sztuk żywności. W bezpośredniej walce nie miałam szans, ale po północnych i wschodnich grodach było jeszcze trochę garnizonów, wyszkolonego w międzyczasie wojska. Naprodukowałam też tymczasem dużo uzbrojenia. Niestety było one rozrzucone w wielu grodach. Rodryg znalazł się daleko od swych siedzib, ja broniłam swego kraju, więc postanowiłam dać sobie czas... Z bólem serca zabarykadowałam ludność i Sierściuchów w Sevastopolu, uchodząc Słewami na północ. Obroną Sevastopola dowodził Spycigniew, ojciec licznej rzeszy moich przyszłych dowódców polowych... Słewami dowodzili - Światogor i taurydzki wyzwoleniec Berneward ,,Max" Sprytny.
Liczebność Gotlandzkiej armii zbiła mnie nieco z pantałyku, ale mimo wszystko nie żałowałam swej decyzji - Gotlandia pozostawiona samej sobie już za kilka miesięcy byłaby nie do ruszenia. Co więcej strategiczny plan zadziałał! Filetos, kiedy stracił stolicę wyruszył jak się spodziewałam na Spartę. Dziwne było to, że zrobił to straszliwie wolno. Ludność jego stolicy była już 2 tygodnie pieszej drogi na północ kiedy wreszcie zdecydował się pójśc pod mury Sparty. Następnie od razu się wycofał, bo... Wilk zajął mu kolejne po Meghisti miasto! Nic nikomu (nawet mi) nie mówiąc zrobił dokładnie to co było mi bardzo na rękę. Zdobył, złupił niejakie Watopedi, a następnie wycofał się do swej stolicy Twierdza Ostry Kieł. Grzecznie mnie za to przeprosił, stwierdził też, że nie ma zamiaru mieszać się do jakichkolwiek wojen światowych. Bardzo mi przypadła do gustu ta jego polityka neutralności. Filetos spróbował pogonić Wilka, potem podjął nową ofensywę na mnie, ale znów robił to na tyle niespieszno, że wojna weszła już w zupełnie inną fazę.
Podobnie jak Athos pod Spartą, pod murami Karradon pojawiły się naprawdę dobre, konne oddziały Okinawy. Przystąpiły nawet do krótkiego oblężenia, ale szybko się wycofały, bo zgodnie z Umową, na mój sygnał od wschodu na rdzenną Okinawę uderzyła Jutlandia. Tym incydentem sprowokowałem rozpoczęcie dla mnie najdziwniejszego frontu tej wojny. Kanut i Amawari wielokrotnie wzajemnie się szachowali - to jeden, to drugi atakował lub się bronił. Z początku Kanut zdobył kilka miast, w tym stolicę Amawariego, ale potem kiedy wróciła skośnooka konnica - rozpoczęła się długa wojna pozycyjna. Wytrawny czytelniku zwróć uwagę na początek tej wojny - koniec sierpnia 1009, czekaj w kolejnych częściach na informacje o końcu. Zdziwisz się jak długo ta próba sił trwała. Dla mnie była to wprost wymarzoną sytuacją - żadna strona nie mogła osiągnąć zdecydowanej przewagi. Kanut tłumaczył, że bez konnicy nie da rady. Obiecałam mu zdobyczne konie, które miałam uzyskać na Gotlandii. Oczywiście trzymałam fason na temat swojej ,,doskonale idącej kampanii". Kanut z wdzięczności dał mi najpierw 1000, a potem jeszcze 600 sztuk złota. Zaprawdę wielkie jest bogactwo i hojność mego niegdysiejszego sojusznika. Amawari jeszcze wówczas ze mną nie rozmawiał, ale więcej w okolicach Karradon już się nie pojawił.
Na środku i wschodzie wszystko zagrało doskonale. Na zachodzie, czyli moim własnym głównym froncie, nie było tak różowo. Tysiąc gockich kup wspartych naprawdę niezłym wojskiem oblegało Sevastopol. Konnica Rodryga, liczniejsza od mojej, pognała za Słewami na północ. Niedawno przesiedleni athosiacy znów musieli się zbierać do drogi. Ewakuowałam też innych mieszkańców: Bakczysaraj, Perekop, Eupatorii, Theodosii. Tej ostatniej osady tylko na chwilę, bo miasto to leży na środku obszernej puszczy, a zauważyłam już wtedy, że Rodryg panicznie bał się wchodzi swą konnicą w las. Kiedy nie było czego zdobywać Rodryg cofnął się do Sevastopola. Słewowie wzmocnieni i dozbrojeni w broń stalową - kolczugi i topory, również inną drogą wrócili pod Sevastopol. Było ich wówczas już dwustu sześćdziesięciu jeden. Myślałam co zrobić - próbować połączyć siły z tymi obleganymi? Niewykonalne. Może nie pokazując się pognać na gocki interior? Żywność w Sevastopolu się kończyła, bo oblężenie trwało ponad miesiąc. Poszłam na południe, niestety Got mnie zobaczył. Prawie straciłam nadzieję... Wówczas nastąpiła rzecz nieoczekiwana. W tym samym dniu, tym samym momencie skończyła się żywność obleganym i oblegającym. Tysięczna armia Gocka zaszturmowała i wygrała. Ale okrzyk zwycięstwa wydałam ja! Bo mimo przegranej uznałam ten szturm za swoje zwycięstwo. Zginęło bardzo wielu spośród najlepszych wojów Rozdryga. Ci którzy przeżyli nie byli w stanie się wyszkolić, bo nie ulegało wątpliwości, że nie mieli oni ani sztuki żywności. Sami nie mieli, na mnie nie zdobyli. 261 Słewów stało już dzień drogi obok Sevastopola gotowych do oblężenia. Rodryg dał się oblec i kilka dni później naprzeciw Słewów stanęło do bitwy poza murami miasta 355 Włóczników Joanny. Sławni na sławnych. Po bitwie pozostało na placu boju stu dziewięćdziesięciu dwóch ekstremalnie sławnych Słewów.
Ta wiktoria zakończyła pierwszy etap wojny światowej, która trwa do dziś. Więcej niż połowę czasu istnienia Facilis Remeo... Ale aktorzy w tym teatrze wojennym w międzyczasie się wykruszyli. Czasem mam wrażenie, ze zostałam sama, a walczę z jakimiś znudzonymi i robiącymi łaskę swoją obecnością duchami...
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(16 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Kaganat Awarów
Inne kroniki tego księstwa:
