Kronika: ... i kara, czyli historia Wielkiej Wojny Północnej
Przygotowane pod panowaniem władcy: Henryk Brodaty.
niedziela, 4. lutego Anno Domini 1007
Księstwo: Silesia
Bardzo czyny Mardów i słowa ich butne a wykrętne wzburzyły lud Silesii, przeto nakazał książę wyprawę wojenną gotować, aby zbrodniarzy pokarać a na drogę cnoty nawrócić.
Najsampierw zwiadowców posłano, aby drogi, brody, źródła a przejścia wybadać, tudzież wszelkie informacje o wrogu zebrać. Wrócili też po niedługim czasie, włos na głowie jeżące wieści przynosząc. Powiadali tedy, że lud to barbarzyński a okrutny wielce, dziki przeokropnie, o obyczaju obrzydliwym, bowiem jako to pasterze na stepie żyjący, przeciw naturze z końmi i owcami swymi czynią. Zbrzydzenie ogromne ogarnęło księcia i Radę, słów tych słuchających, podjęli więc decyzję, aby wyprawę przyspieszyć a w rokowania się nie wdając (bo to i wiadomo że dzikusy honoru nie znające umów nie dotrzymają) co rychlej ze świata odmieńców onych usunąć.
I przyszedł dzień dobrą wróżbę niosący, gdy wyruszyła na ziemie Mardów I Armia Polowa. Na czele jej wódz sławny, Olaf Wędrowiec, rój zbrojnego luda wiodący. Poszły tedy oddziały słynne, w boju już ćwiczone, wraz z nowymi, które dopiero sławy wojennej zaznać chciały. Ruszyły roty strzelców, łukami zbrojne, wraz z rotami pieszymi w pancerze zakutymi. Łagodny powiew raz po raz rozwiewał proporce i sztandary. Dudnił miarowy krok maszerujących piątkami oddziałów, lekko poskrzypywały załadowane zapasami wozy, a zawiść szczera ogarniała wojaków którym przeznaczono garnizonem w stolicy pozostać.
Dnia 27 stycznia 1007 roku na horyzoncie zamajaczyły szańce pogranicznego fortu mardyjskiego - Pesztu. Gdy tylko Mardowie zwarte szeregi nasze ujrzeli, stracili nie ducha do walki jeno, ale i bieliznę czystą. Próbowali marsz kolumn naszych opóźnić, ale że przyczyną strachu nieskładnie to czynili, to im się nie udało. Próbowali też Mardowie w panice i bałaganie placówkę ewakuować, ale jaka organizacja - taka ewakuacja. Śmiałym manewrem ominął Olaf zasadzki i błyskawicznie pod fort podszedł, próbujących ucieczki o dwa strzelania z łuku od bramy otaczając. Oddział na odsiecz osadzie idący miasto swoim na pomoc skoczyć, w bezpiecznej od pola bitwy odległości zatrzymał się i dziwaczne manewry a hołubce wyczyniać począł, baletowi podobne. I jako balet - ku uciesze jeno naszych wojsk to służyło, bo pożytku żadnego nie dało. Takim to sposobem Mardowie znaleźli się w sytuacji, którą co doświadczeńsi wojacy słusznie pożarem w zamtuzie nazywają...
Pierwszy atak zdziesiątkował kolumnę - ledwo połowa zdążyła o łaskę poprosić i w niewolę się oddać. Niemal równocześnie skoczyła rota piechurów ku bramie, i nim zaskoczeni obrońcy zdążyli ją zamknąć wdarła się do osady. Gdy słońce za horyzont zapadło, nad zdobytym stołpem łopotał już zwycięski sztandar ze śląskim orłem.
Atoli rankiem, pośród zalegających mgieł, dał się słyszeć łomot miarowy i rogów granie. Tam gdzie wczora stały owe tchórzliwe oddziały mardyjskie, swoim bojące się pomóc, teraz widać było olbrzymią armię, ale nie mardyjskie noszącą znaki. Lud to był jasnowłosy, postawny, w szołmach żelaznych i okrągłe noszący tarcze, zasię na sztandarach smoka mający - słowem, na całą potęgę Wikingii patrzyły oczy nasze. Mardyjskie kundle, widno ośmielone sprzymierzeńca potęgą, jęły się ku umocnieniom Pesztu podsuwać, aleć rozumu przez noc nie przybyło, przeto jeno kupami luźnymi to czynili, które nasi wojowie odpędzali bez kłopotu, a ze znacznymi dla pohańców stratami. Co jeno dziwne było, wikińscy woje stali jako mur, nijakiej pomocy Mardom, sprzymierzeńcom swym przecie, nie dając.
Wysłał tedy Olaf list do jarla Gunnara, poddanych swych wiodącego, jeno imieniem księcia naszego najmiłościwszego go sygnując, bo ze zwykłym wodzem, choćby i znamienitym, mógłby dumny jarl nie gadać. Twarde warunki postawił Wiking, choć z rozmów dowodnie wynikało, że bardziej zależało mu na pomocy przeciw Arpadowi niźli na Silesii pognębieniu. Targował się Olaf zawzięcie, równocześnie sekretne przygotowania czyniąc, aby na wszelki wypadek armię spod ciosu wyprowadzić. Czynił tak Olaf, zdradę jakowąś przeczuwając, albowiem dziwnie chętnie Gunnar do rozmów siadł, przewagę nad wojskiem naszym niemal dwukrotną mając. Skoro tak łatwo przyszło Gunnarowi zdradę sprzymierzeńcowi zadać, o ileż łatwiej byłoby mu nam dane słowo złamać...
I przyszedł dzień, gdy większość wojsk śląskich cichcem wymknęła się z Pesztu, na miejscu jeno półrotę piechoty ostawiając, która miała odwrót osłaniać. W ostatniej niemal chwili nasi to uczynili, albowiem koniec końców Gunnarowi woje podeszli pod Peszt, nie bacząc na armistycjum właśnie zawarte. Tłumaczył się potem Gunnar, że rozkazów wydanych odwołać nie zdążył, ale kto go tam wie...
Oddział opóźniajacy, który II Rota Piesza tworzyła, w końcu przewadze wroga uległ Peszt oddając, ale i sam straty znaczne zadał, przez co Mardowie do jakichkolwiek działań przestali być zdolni. Gunnar zasię w walki nijakie się nie wdając ani armii naszej nie ścigając rychło na północ zawrócił.
Zatem 31 stycznia na froncie cisza zapanowała, atoli nie na długo, bowiem już od Wrocławia nadciągała II Armia Polowa, której Gabriel przewodził, aby Pierwszą wzmocnić. Takoż w tym czasie dyplomacja książęca nie zasypywała gruszek w popiele, intensywne rozmowy z ościennymi księstwy prowadząc, z których Majowie i Sanctum Officium znaczną obiecali pomoc. Rychło też do spotkania z oddziałami księstw owych pod Pesztem doszło, gdzie uroczyste pakta sojusz potwierdzające podpisane zostały.
Średnia ocena:
interesująca.
(7 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Silesia
Inne kroniki tego księstwa:
