Kronika: II Bitwa pod Czarną Granią
Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.
poniedziałek, 17. maja Anno Domini 1010
Księstwo: Dziadoszyce
Na zamku w Czarnej Grani zebrało się grono oficerów.
-To co robimy teraz, panie - Gerhard Szybki zwrócił się do Wojciecha, starego i doświadczonego wodza Czarnych Pól, który zdecydował się jakiś czas temu przejść na stronę Dziadoszyców i został tu ściągnięty z północy, by przejąć dowodzenie. Gerhard nie był zbyt szczęśliwy z takiego obroty sprawy.
-To co robimy teraz, panie, wiesz co robimy?
Wojciech spojrzał na Mścigniewa:
-Kelval ze swoimi nie zdąży, powiadasz?
-Kelval ze swoją ławą może i zdąży, ale tamtych drugich wciąż nie widać... Może bracia zmienili rozkazy i ich cofnęli?
-No przecież wiedzielibyśmy o tym - wtrącił się Gerard!.- Na pewno! Lepiej teraz ustalić trzeba, co robimy aktualnie.
Wojciech zamyślił się:
-Ten regiment ściągnięty z Klifu... Spróbujemy wystawić go na wabia... Niech rozlokują się na zachód od Grani... i czekają.
-To jest zły pomysł! -Gerard wyciągnął topór zza pasa i zaczął stukać jego trzonkiem w stół.-Na pewno nie dadzą się złapać! To zbyt doświadczony władca ten Aldriht! Bez sensu!
-Ale mają tam 50 konnicy - odparł Mścigniew. - Może chociaż nią spróbują go rozbić! A nie widzą tej naszej jazdy, która jest już od dziś w Skale, więc jeśli zaatakują nasz regiment, to ona zdąży na bitwę i Volheria straci jazdę! Albo zdecyduje się na uratowanie jazdy i wejdzie wszystkim a my do tego czasu powinniśmy już zebrać to, co tutaj mamy...
-Właśnie o to mi chodzi -Wojciech wyprostował się. - Spróbować warto.
Volheria połakomiła się na przynętę. Najpierw zaatakowała konnicą, a gdy okazało się, że z północy na odsiecz dziadoszyckiej 25 Kupie Zbrojnej podąża pełna ława bojowa jazdy, do bitwy przyłączyły się pozostałe wojska pierwszej linii wroga. Żołnierze 25 Kupy zginęli wszyscy w małej bitwie inicjującej walne starcie, ale na bitwę właściwą przybyły wszystkie okoliczne ławy wojsk Dziadoszyców. Plus 200 rzemieślników z przemysłowego miasta Szara Skała.
-No chyba się zeszczam ze szczęścia! - Gał biegał w kółko po komnacie i co chwila spoglądał na mapę sztabową. -Złapali się! Naprawdę się złapali!
-Hę. Naprawdę - szczerzył zęby Wał.
-Jest 500 na 500. Czyli dobra nasza.
-No powinni dostać, to fakt...
-I to ostro!- Gał zacisnął pięść. - Ostro, mówię!
-Szkoda tylko, że nie wszyscy zdążą i że musimy posiłkować się tymi osadnikami...
-No tak, ale popatrz na uzbrojenie! Oni mają mało nawet pancerzy skórzanych, nie mówiąc o tarczach!
-Których nie mają.
-Właśnie. Których nie mają -Gał zacierał ręce. -Mają te swoje łuki, dla wszystkich co prawda, ale to tylko łuki. Oddadzą swoje salwy a potem spotka ich niespodzianka z rąk naszych konnych kiziorów, którzy ich po prostu rozniosą wręcz. Proponuję luźne kusze dać dla mieszczan, żeby tylko sobie strzelili i nie uczestniczyli w starciu. A ci, dla których nie starczy broni niech po prostu stoją z tyłu i robią tłum. Co ty na to?
-Może być.
Gdyby armia Volherii nie połakomiła się na przynętę i weszła na samotną górę Czarnej Grani, i jeśli tam odbyłaby się walna bitwa, byłoby ciężko. Bardzo ciężko. Zresztą, i tak nie było łatwo, bowiem oddziały Volherii wyszkolone były nie byle jak. Miesiące treningu zrobiły swoje, nawet na tak słabo doświadczone oddziały. Pięciuset łuczników zdążyło oddać dwie salwy, zabijając wielu żołnierzy dziadoszyckich- natomiast odpowiedź kuszników, czyli mieszczan uzbrojonych w kusze nie mogła równać się ze śmiercionośnymi łukami wroga. I gdy doszło już do bitwy wręcz, w której ginęli żołnierze obydwu stron, wielu mieszczan zdezerterowało. Dwustu szarżujących konnych Ognia i Topora, świetnie wyszkolonych, uzbrojonych i bardzo odważnych nie potrafiło szybko przełamać linii obrony nieprzyjaciela. Nawet miecze, w które uzbrojeni byli najlepsi żołnierze braci nie okazały się być wystarczająco ostre, by błyskawicznie zmusić najeźdźców do oddania pola. Kelval, głównodowodzący wojskami Dziadoszyców zginął na samym początku bitwy, gdy jedna ze strzał wbiła się w spoinę między napierśnikiem a przyłbicą, kończąc życie bohatera. Jedyna zbroja płytowa będąca na stanie armii nie spełniła więc swego zadania - tak czasem bywa. Ginęli rycerze najlepszych pododdziałów, wsławieni w wielu bitwach, z których do tej pory wychodzili cało. Jako, że większość mieszczan zdezerterowało, wojowie Ognia i Topora przez długi czas musieli zmagać się z przewagą liczebną wroga i jedynie zdecydowanie lepsze uzbrojenie przyczyniło się do tego, że w końcu volheryjczycy, złamani śmiercią wielu swoich towarzyszy, zaczęli się poddawać.
II Bitwa pod Czarną Granią była więc wygrana. Mimo tego, że połowa armii Dziadoszyców znalazła śmierć na jej polu - bracia zdecydowali się pójść za ciosem i dobić odwiecznego wroga. Ze wschodu przybywały wciąż posiłki, które nie zdążyły na walną bitwę, ale których żołnierze, wypoczęci, mogli teraz zluzować swych zmęczonych towarzyszy. Po raz kolejny oddziały wchodziły na przesmyk, do Wąskiego Lasu, by potem udać się w głąb niezbadanych, południowych ziem. Jednak już bez Kelvala, kowalskiego syna, najlepszego z najlepszych.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(13 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Dziadoszyce
Inne kroniki tego księstwa:
