Kronika: Jak mądry Brzetysław uczył Chmielan tolerancji religijnej.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Lukasz Kniaziewicz.

poniedziałek, 8. stycznia Anno Domini 1007

Księstwo: Chmielanie

Chmielanie mieli tę przewagę nad innymi narodami, że w swojego boga nie musieli wierzyć. Oni mieli namacalne dowody, Bóg Alkoholu objawiał się w Neu Sandez niemal codziennie, bo niemal codziennie warzono tu piwo. W całym ogromnym świecie nikt nie potrafił stworzyć tak dobrego piwa, nawet Chmielanie którzy dla jakiegoś powodu opuszczali ojczyste góry, choćby byli największymi mistrzami browarniczymi, z dala od domu w tajemniczy sposób tracili swoje umiejętności. Widomy był to znak że w Neu Sandez nieprzerwanie interweniują siły nadprzyrodzone, co utwierdzało przekonanie Chmielan o słuszności ich religii.
Z tego powodu kapłani innych bóstw przybywający do Neu Sandez w misyjnym zapale niewielkie mieli szanse powodzenia. Mieszkańcy, ludzie cierpliwi, zawsze wysłuchiwali przybysza, po czym zadawali mu jedno celne pytanie: jaki jest widoczny znak działania twego boga? Obcy kapłan zazwyczaj tracił wtedy swą niezwykłą elokwencję, zdziwiony że każą mu przedstawić coś takiego. Nie było problemu jeśli postanawiał nawracać dalej gdzie indziej - gościnni Chmielanie zawsze dawali takiemu zapasy na drogę, przewodnika, informację gdzie znajdzie kolejne ludzkie osiedle. Gorzej jeśli (a niestety czasem tak bywało) przyjezdny denerwował się, straszył ogniem wiecznym (lub zimnem wiecznym, wiatrem wiecznym, zarazą wieczną et cetera) i opowiadał inne nieprzyjemne rzeczy. Wtedy zazwyczaj kończył wrzucony do gnojówki a następnie gnano go precz. Raz nawet szczególnie agresywny kapłan zniknął bez śladu tuż po opuszczeniu osady, ale powszechnie sądzono że zjadł go wygłodniały niedźwiedź i mimo intensywnego śledztwa Łukasz Kniaziewicz nie zdołał znaleźć winnych tego godnego pożałowania incydentu.
Pewnego styczniowego popołudnia Brzetysław siedział na szczycie wieży obserwując zachodzące słońce odbijające się na dachach sanktuarium Ararat, świętego miejsca mieszkańców Urartu, nad którym miał niedługo objąć opiekę. Usłyszał nagle krzyki dochodzące z głównego placu Neu Sandez. Spojrzał w dół, ujrzał że bardzo weseli Chmielanie pławią w gnojówce ponurego, ubranego na czarno kapłana, który przybył o poranku. Niespecjalnie się zmartwił, gdyż człowiek ten głosił wyjątkowo nieprzyjemne rzeczy, między innymi rychły koniec świata. Po chwili jednak pomyślał "Co by było, gdyby któryś z kapłanów z Ararat przybył tu i nieopatrznie zaczął krytykować umiłowanie Chmielan do piwa?". Było to całkiem możliwe - mnisi z Urartu mieszkali blisko, lubili wędrować, a ich bóg Mahomet surowo zabraniał spożywania wszelkiego alkoholu. Takie słowa na pewno zdenerwowały by mieszkańców, a pławienie muzułmańskiego kapłana w gnojówce byłoby sporym skandalem dyplomatycznym. Jako że Brzetysławowi zależało na dobrych stosunkach z Sardurinem (jak też z innymi sąsiadami, ale tylko Sardurin był w zasięgu wzroku), zszedł z wieży i kazał wszystkim obecnym w Neu Sandez Chmielanom zgromadzić się w kamieniołomie (gdyż tam wysokie ściany sprawiały że łatwo było mówić do dużej grupy ludzi). Ponury kapłan wygrzebał się z gnojówki i chyłkiem zbiegł, a Brzetysław przemówił do swego ludu.
- Chmielanie! Rozumiem że czasem nie potraficie powstrzymać się od obrony dobrego imienia naszego boga, jednak musicie zmienić sposoby, jakimi to czynicie. Nawet jeśli słowa obcych kapłanów wydają wam się bezdennie głupie, tym bardziej powinniście zwalczać je własnymi mądrymi słowami. A jeśli już naprawdę nie możecie wytrzymać, nie słuchajcie mąciciela, idźcie do świątyni, lub do tawerny (na jedno zresztą wychodzi) i napijcie się dla ukojenia nerwów. Od dzisiaj zabraniam wszelkiego poniewierania kapłanów jakiejkolwiek religii, a kto mnie nie posłucha, ten zostanie na miesiąc wysłany do Ararat, gdzie będzie musiał żyć zgodnie z wszystkimi przykazaniami Allacha i naukami jego proroka Mahometa!
Tak straszne słowa wywołały natychmiastowe efekty. Od tego dnia w Neu Sandez panowała tolerancja religijna, wszelcy kapłani mogli zupełnie swobodnie głosić swoją religię. A to, że mówili zazwyczaj do pustego placu, to już zupełnie inna historia...

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Chmielanie

Inne kroniki tego księstwa: