Kronika: Jak to z tymi Węgrami było
Przygotowane pod panowaniem władcy: Ealander.
niedziela, 11. września Anno Domini 1011
Księstwo: Kaganat Chazarski
Arpad Węgierski wcześniej namawiał Złotą Ordę do ataku na księstwo Rostowsko-Suzdalskie. Przypadkiem Ksartah Han tuż przed uderzeniem na Monomacha siły Węgierskie ujrzał nie przy granicy z Rostowskim lecz przy swej.
Węgrzy uderzyli Złotą Ordę mocno i celnie. Ksartah, którego uzbrojenie jeno na drewnie i skórach się opierało oraz po wcześniejszej wojnie z Rostowskim doświadczonego wojska nie miał, nie mógł oprzeć się doświadczonym i uzbrojonym w kusze wojom Węgierskim.
Ealander faktem tym podłamany był. Ze Złotą Ordą dobre stosunki miał. Liczył, że po wojnie z Gormem będzie miał parę miesięcy spokoju by zdobycze przetrawić.
Rzec by można, że zmiana na południu stanu tego nie naruszy lecz Ealander obawiał się żelaznej potęgi Węgier. Miał mu na południu wyrosnąć potwór z którym Chazarowie wcześniej czy później musieli by się zetrzeć. Lepiej czekać? Czy uderzać gdy na pomoc Ksartaha i element zaskoczenia liczyć można?
Po dłuższych przemyśleniach mimo iż ekonomia mówiła kategoryczne nie- Ealander postanowił iż tuż po wycięciu ostatnich Gormian ruszy całą siłą na południe. Pierw praca później spoczynek...
Moment uderzenia sił Chazarskich przypadł idealnie. Arpad po zajęciu jednej z osad Ksartaha- zapewne z braku żywności, nie dość, że się zatrzymał to część sił w głąb swych ziem odesłał.
Dziwna to wojna była - Ealander czytając raporty od swych Generałów oczom nie wierzył. Napomnę bo nie każdy na własne oczy wojnę tą widział a już mało kto od kuchni spoglądał. Rzecz w tym, że Węgier gdyby same regularne swe siły do walnej bitwy z Chazarami rzucił to skóry Chazarskie równo by wygarbował. Główny generał armii Wender przed marszem na południe zarzucał Ealandrowi, że to bez sensu bo szans nie ma pokonać Węgry. Tym czasem Arpad czy to z powodu legend opowiadających o dzielności Chazarskich wojów czy to z innych nie znanych Ealandrowi powodów do walnej bitwy się nie brał.
Potyczki były - tu 50 wojów Węgierskich wyciętych w pień przez 300 Chazarów, tam 400 wojów Wendera ścięło się z niespełna 100 Węgrów. Ostatnią nadzieję Arpad utracił gdy w leśnej bitwie stracił swych jedynych weteranów - 50 kuszników ze wsparciem chłopstwa. Po owej bitwie Arpad nadal armię posiadał, nadal chłopów w swym księstwie miał znacznie więcej niż inwazyjna armia Chazarska lecz morale głównodowodzącego armią Węgierską padło na szyję.
Arpad zaprzestał obrony, zebrał wszystkich poddanych i ruszył na Czechy.
W stolicy Kaganatu Chazarskiego - Atil - wino polało się gęstą rzeką, ludzie 3 dni świętowali a mieli co- ich ojcowie, synowie i bracia mieli polec w chwale na Węgrzech a wygrali! Ich ojcowie, synowie i bracia mieli iść na długą krwawą wojnę a już ją zakończyli!
Święto trwać miało tydzień. Po 3 dniach na Węgrzech, na horyzoncie ujrzano zastępy Husyckie które przejęły bez walki od Arpada Węgierskie Pest z pełnymi fortyfikacjami. To co widziano - niespełna 400 ludzi w większości niedoświadczonych, armii Chazarskiej nie zagrażało. Nawet biorąc pod uwagę braki w jadle. Rozkazy wydane przez Ealandra jeszcze bardziej przygnębiły poddanych - powołać 200 rekrutów i bezzwłocznie skierować ich na ziemię Węgierską. Ealander wolał dmuchać na zimne - 370 na widoku... Ilu kryje się w mroku? O ilu nie donieśli mnie zwiadowcy?
Wiedziano wtedy o napięciach na granicy księstwa Lestkowic z Husytami. Jeno ile prawdy w tych pogłoskach? Może to gra teatralna dla Chazarów?
Prężenie muskułów trwało tydzień. Raz armia Chazarska markowała uderzenie na Pest by odkryć karty przeciwnika, raz Husyci znikali w cieniu by jeszcze tego samego dnia stać oko w oko z armią Chazarską. Jan Žižka był ostrożnym władcą nie dał grać sobie po nosie jak Węgrzy Wenderowi. Chazarowie chcieli spokoju, wytchnienia ale nie można było tego dać odczuć Husytom.
Nagle... błogosławieństwo! Husyci w te pędy gnają na wschód ku swym rodzimym ziemią. Lestek pisze iż uderza na Czechy i zaprasza Chazarów do tortu zaś Jan Žižka pisze, że jest atakowany, że zgadza się na granicę wcześniej przez Chazarów proponowaną zakładającą Pest w rękach Czechów, że jest na łasce i nie łasce Chazarów.
Co robić? Pest jest na wyciągnięcie ręki... Armia zmęczona, nie przetrenowana, bez jadła ale lepszej sytuacji nie będzie. Razem z Lestkowicami i osłabieni Chazarowie dadzą radę pobić Czechów i kolejne ziemie sobie zagarnąć. Tylko na co nam nowe miasta gdy na północy mieszkańców ciągle brakuje? Na co gdy właśnie zdobyte na Węgrzech przez miesiące pełnych stanów nie będą mieć?
Złota Orda walczy z Rostowsko-Suzdalskim ni jedni ni drudzy się nie wmieszają.
Ealander już był gotów zadać cios Husytom, jak na ironię nie uderzył przez Lestka. Ealander dowiedział się, że Lestek książę Lestkowic chce z Chazarami i Czechami uczynić to samo co z Gormem i Śląskiem. Chciał napuścić Ealandra na Jana a od Jana wziąć jeno jedną osadę - stolicę Czeską, Pragę. Czesi z Chazarami prali by się w najlepsze a potęga jaką niewątpliwie był Lestek śmiała by się z boku i czekała kogo kiedy pożreć w całości. Ealander nie chciał być marionetką w rękach Lestka jak Ślązak z Korisem czy Talon Karrde z Hrabiną Sarolta Rakoczy wcześniej. Ealander z pocałowaniem ręki dał spokój Czechom - którego sam też bardzo pragnął.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(13 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Kaganat Chazarski
Inne kroniki tego księstwa:
