Kronika: Krew i Pył

Przygotowane pod panowaniem władcy: Perykles.

środa, 28. maja Anno Domini 1008

Księstwo: Hellada

Militiades razem z resztą wodzów Hellenów kłusował przez step od wielu dni wokół uchodzącej na północ armii Rodu. Teraz byli trochę przed Wikingami, na horyzoncie pojawił sie las. Militiades zatrzymał konia i obrócił go ku maszerującej w pyle armii Wikingów. Z daleka widać było, że cały czas utrzymują szyk. Militiades zapatrzył się w słońce, wtedy też doskoczył do niego porywczy Antypater.
- Panie! Oni chcą ujść nam w las! Nie możemy na to pozwolić!
Hippiasz tylko parsknął i pokiwał z niedowierzaniem głową, ale nie rzekł nic, Antypater był wszak jeszcze bardzo młody.
- Posłuchaj synu - rzekł Militiades - Oni maszerują ku krawędzi lasu i wiedzą, że nigdy tam nie dotrą. Spójrz na nich, głodują od wielu dni. Myślisz, że wierzą jeszcze w zwycięstwo? Nie, oni chcą już teraz tylko umrzeć z bronią w ręku, jak na Wikinga przystało. - tu Militiades westchnął - I my im tej łaski udzielimy, większość z nich słyszy już śpiew Walkiriii...
- Co rozkażesz? - uznał za stosowne odezwać się Hippiasz
- Rozwinąć szyk na krawędzi lasu, zewrzeć mur tarcz - rzekł Militiades i szepnął tylko do siebie - taaak, tak blisko...

Militiades, podobnie jak Hippiasz nigdy nie był w gorącej wodzie kompany, dlatego przeciwko ponad siedmiu setkom Wikingów stanęło do boju ponad dziewięciuset Hellenów. Przebiegu starcia nie spodziewał się jednak nawet sam Militiades. Nikt nie przewidział nagłego wyjścia z szyku konnicy Wikingów, kiedy Hellenowie zwierali swój czworobok, ani też nagłego jej powrotu, kiedy Olaf postanowił, że choć droga do domu stała otworem to powrót bez tarczy mu nie odpowiada. Ze zdumieniem patrzyli później Hellenowie jak bez syku syku strzał i bełtów, z ogromnym rykiem rzucili się Wikingowie do ostatecznej szarży.
Militiades jednak niejedno już w życiu widział... Patrzył przez chwilę jakby sycąc oczy widokiem, który chciał zachować pod powiekami do końca życia...
- Rel! - padła krótka komenda wydana głosem bez żadnych emocji.
Powtórzyli ją lochagosi kolejnych regimentów i ku Wikingom pomknęła świszcząca śmierć. Ledwo połowa ustała po tej salwie, ale parli dalej ostrzeliwani jeszcze przez łuczników. W zwarte szyki Hellenów uderzyła bardzo już skłębiona wataha berserkerów. I pył wzniósł sie nad polem boju, a lejąca sie obficie krew nie mogła go przytłumić...
I poległ Beowulf, i Gunnar Silnoręki, i Kanut Srogi. Olafa z resztką ludzi zepchnięto w kupę gdzie zdławiono ich opór samym naporem hoplonów.
I tak oto legła w polu armia Swena Widłobrodego, mocarza nad mocarze, co jeszcze niedawno śmiał się, że wojska Peryklesa chowają sie po krzakach. Na północy jednak nie wiedziano, że Perykles zwykł mawiać "W krzakach zawsze chłodniej i mniej na widoku".
Do Hellady wysłano rodzinom poległych bohaterów dwadzieścia sześć hoplonów...

Spisane ręka Demostenesa, oficera sztabu Konnej Grupy Uderzeniowej Demokracji

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
rewelacja, twórca geniuszem!.
(6 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Inne kroniki tego księstwa: