Kronika: Kroniki Yerthum księga V
Przygotowane pod panowaniem władcy: Cornelius Krwawy.
sobota, 7. marca Anno Domini 1009
Księstwo: Yerthum
Dwa tygodnie trwało oblężenie Markus, gdy nadzieja w serca obrońców wkradać się zaczęła. Wpierw napastnik siły swe podzielił. Część miasto otaczała, a druga po bliskiej okolicy strawy szukała, znać iż zapasy wroga duże nie były. Niedługo potem w oddali proporce armii Yerthum pokazały się. Nieprzyjaciel pośpiesznie odstąpił. Czas był już najwyższy, bo i w osadzie spyża na wykończeniu była.
Uścisnął książe swego kasztelana, ale odpoczywać mu nie pozwolił. Corneliusa wciąż nurtowało pytanie, dlaczegóż to wróg do końca znaków swych ujawnić nie chciał? Siły były zbliżone, armia Yerthum chociaż nieco liczniejsza mniej ćwiczona była, książę postanowił więc rzecz całą na polu bitwy wyjaśnić. Po pośpiesznej reorganizacji armia pod wodzą kasztelana Goderyka ruszyła za uchodzącym wrogiem. Goderyk obiecał swemu Panu maskę przeciwnikowi zedrzeć! Ale nie doszło do tego, gdyż wróg po drodze się na małą wioskę, Kravhalią zwaną połaszczył. Od uchodzących mieszczan więc książę prawdy się dowiedział....
Jako już pisaliśmy, Yerthum przez nieznanego wroga napadnięte, trudne chwile przeżyło. Na koniec rzecz się wyjaśniła. Janvin z Borlandii, z którym Yerthum do tej pory kontaktów nie miało, okazał się zbójcą bezecnym! Zdziwił się książę podwójnie, raz że nieznany mu książę wstręty takie mu czyni, dwa że to sąsiad jego napastnikiem się nie okazował. Bo też Cornelius od początku sąsiada swego Zakon Antarii, o niecne postępki podejrzewał, a to dla przypadków wcześniejszych, które gdzie indziej opisane były. A tu taka niespodzianka! Nie Antaria, a Borlandia! Ale zaraz, po cóż nieznany książę niałby się pod płaszczem zbója ukrywać?
Spojrzał Cornelius na mapy i wszystko zrozumiał! Sprytny plan Borlandczyk sobie obrachował! Jego zbójeckie oddziały na pograniczu Antarii i Yerthum działały, zamęt siejąc, ale i asumpt do wzajemnych podejrzeń obu władcom dając! - Velvevanel! - ryknął książę. A gdy wystraszonego zakonnika przyprowadzono, rzekł mu - Do Mistrza Zakonu Maletza z Naszym posłaniem pojedziesz, do Antarii!
Wielki Mistrz nigdy swych humorów nie okazował. Gdy Cornelius jak niedźwiedź ryczał, ów lodowaty spokój zachowywał. Gdy Cornelius za brody swych dowódców targał, zakonnik swoich rycerzy okiem bazyliszka mierzył. Gdy Cornelius z wściekłością ryczał, Mistrz ozięble szeptał. Jak ogień i woda- myślał sobie posłany Velvelvanel, gdy odpowiedź od Wielkiego Mistrza odbierał. Tak było i tym razem. Co Maletz myślał, co rachował, co w ciszy refektarza swego ze swymi komturami ustalał, nie wiadomo. Ale wojska posłał. Tylko to się liczyło.
Borlandczycy cofnęli się pod uprzednio dobytą osadę, tu chcąc nowe gniazdo dla swych raub-ritterów założyć. Armia Yerthum od wschodu szła, konnica zakonu od południa. Książę Cornelius jazdę swą na północ pchnął, żeby tyły przyszłych zmagań zabezpieczyć. Rzecz wydawała się pewna. Niestety, dumni zakonnicy na pieszą armię nie zaczekali. Chwałą się dzielić nie chcieli, i chwalebnie, z pieśnią na ustach polegli.
Cóż, pomyślał Goderyk rozkaz odwrotu wydając- od tego jest piechota, żeby maszerowała, raz do przodu, raz do tyłu...
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(5 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Yerthum
Inne kroniki tego księstwa:
