herb księstwa Śląsk

Kronika: Kuchnia Śląska. Jeszcze raz to samo.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bolesław I Wysoki.

poniedziałek, 16. maja Anno Domini 1011

Księstwo: Śląsk

Mieszko Plątonogi, ciężko dysząc, oparł się o balustradę i patrzył na zachód.
-Wykończą mnie te wieże - mruczał. -Jak nie wróg, to wieże.
W przemysłowym mieście Warszawa mało było wojska, parę dni temu wszak skończyła się dopiero historia z Leszkiem Czarnym. Jedynie parę lekkich regimentów zdążyło tu pojawić się na wieść o kolejnym ataku Krakowa. Nie było Gwardii, ta nie zdążyła.
Sześciuset krakowskich żołtodziobów, z czego połowa, co dziwne, uzbrojona, wtaczało swoje kiepskie tyłki na zbocza Warszawskich Gór.
-Nie ma co - powiedział Plątonogi to żołnierza z emblematami Piechoty Łowickiej, który mu towarzyszył. - Uporu Kazimierzowi nie brakuje. Idziemy stąd.
Warszawy po raz kolejny nie było sensu bronić. Który to już? Chyba czwarty. Plątonogi wycofał się z niej w kiepskim nastroju, wraz ze swą lekką chorągwią, i przystanął w dolinie nieopodal. Następnie odczekał chwilę, paląc papierosa, i połączył swoje wojsko z trzema chorągwiami, które w końcu dotarły na miejsce. Zgasił niedopałek, ruszył z powrotem. Wojska krakowskie wykonywały tymczasem manewry pod miastem, cześć w mieście stała, część do niego wchodziła, część wychodziła. Plątonogi wzruszył ramionami i zaatakował - dwustu lekkich konnych śląskich z kaleką na czele. Jednak gdy padł rozkaz szarży - szarża została wykonana pięknie, jak na ćwiczeniach. Albo jak na obrazku: kwiecista dolina, pędzący wojownicy, za nimi ostre grzbiety Gór Warszawskich i sama Warszawa, piękna i pusta. Następny kadr nie był już tak malowniczy: zginęła niemal setka śląskiej jazdy, jednak krakowska zbieranina rozbiegła się po polach i górach w poszukiwaniu schronienia. Trzeba było ścigać i dobijać maruderów.
-Nie znoszę tego - Plątonogi znowu zapalił.

Z południa dochodziły tymczasem wieści o upadku księstwa Legnicko - Głogowskiego. Jego pan, Bolesław Rogatka, wzywał pomocy ze swych oblężonych miast. Bolesław Wysoki wysłał w to miejsce co lepsze ze swych chorągwi, by rozejrzały się i podjęły ewentualną interwencję, ale nie było o czym gadać - wojska Henryka Sandomierskiego były zbyt liczne. Henryk metodycznie, jak pająk, po kolei odkrawał kolejne kawałki głogowskiego sukna, nie widząc sprzeciwu żadnego z przechodniów, czyli okolicznych książąt. Cofnął się więc i Bolesław Wysoki, choć jego oficer, Jarosław Opolski, dowodzący tamtejszymi wojskami, namawiał do boju.
-Nie, nie, za ostro - odpowiedział Bolesław do talerza z zupą pomidorową. -Jeszcze nie.
Wkrótce potem okazało się, że krakowski władca, Kazimierz Sprawiedliwy nie wytrzymał nerwowo kolejnej klęski i wyszedł ze swojego zamku w nocnej koszuli, by nigdy już nie wrócić. Zostawił za sobą kwitnący, tłuściutki kraj, usytuowany w bezpiecznym rogu mapy i pozbawiony armii. Kraj, który czekał. Albo na najazd sąsiadów, albo na nowego władcę.
-Hm - powiedział Bolesław.
Na wschodzie zaś Stary Grzyb ze wszystkich sił starał się wykorzystywać czas, dany mu przez - pobitych już teraz - przyjaciół i mnożył swych poddanych na potęgę.
Śląski książę, zjadłwszy zupę, patrzył na stół w swojej kuchni i uśmiechał się. Kończy ci się immunitet poselski, bratku, mruknął do Wielkopolanina.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(11 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Śląsk

Inne kroniki tego księstwa: