herb księstwa Śląsk

Kronika: Kuchnia Ślaska. Odwet.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bolesław I Wysoki.

czwartek, 2. czerwca Anno Domini 1011

Księstwo: Śląsk

Mieszko Plątonogi z zadowoleniem wpatrywał się w szczątki obserwacyjnej wieży, stojącej onegdaj w wiosce Leśniczówka Wyszygród.
-Panie, niestety nie zdążyliśmy odbudować - tłumaczył się, przestępując z nogi na nogę, nowy kasztelan Wyszygrodu. - Ludzi mało...
-No! Żeby mi to było przedostatni raz! - zagrzmiał generał i mrugnął do swojego gwardzisty. -Musimy więc niestety wysłać zwiadowców. Tylko migiem.

Gdy wojska śląskie grupowały się na granicy z Wielkopolską i Plątonogi rozmyślał, w jaki kolejny niespodziewany sposób uderzyć, wydarzyła się rzecz dziwna. Z Legnicy przybiegł posłaniec.
-Panie! - dyszał w stronę dowódcy. -Z legnickiej wieży widać pięćdziesiątkę wielkopolskiej jazdy! Chyba patrolują teren, bo nie dostali wojennego żołdu. Uzbrojeni również nie są najlepiej.
-To w Legnicy też jest wieża? - zainteresował się Mieszko. Po czym zwrócił się w stronę adiutanta. - Pierwsza Chorągiew, za nimi! Już!

Pierwsza Chorągiew Gwardii Wrocławskiej, składający się z dwóch regimentów najlepszy śląski oddział, ruszyła w pogoń. Wielkopolscy zaś, hasający do tej pory swobodnie na pogórzu Pustych Gór, oddzielających niegdyś Śląsk od Kardoliktorii, ujrzawszy zmierzających w ich stronę gwardzistów, błyskawicznie spoważnieli i rozpoczęli rejteradę. Gwardziści za nimi. Obydwa oddziały poruszały się zakosami w kierunku północnym., zaś plan, nad którym Plątonogi tak usilnie zastanawiał się od dłuższego czasu, teraz sam ułożył się w jego głowie.
-Poza zasięgiem - pouczał dowódców chorągwi. -Purpurowi za dwa dni na Kard. Reszta na linii mgły. Drugi Wrocław południowa flanka.
Co znaczyło mniej więcej: Póki co, panowie, trzymajmy się poza zasięgiem widzenia wroga, tak by nie zdawał sobie sprawy z naszej liczebności. I Chorągiew Wrocławska wykonuje wcześniejsze rozkazy, wkrótce Chorągiew Purpurowa wyruszy w stronę Kardu i zdobędzie go, jeśli się uda, pozostałe oddziały zaś wciąż jednak będą czekać. II Chorągiew Wrocławska ma zadanie osłaniać całe zgrupowanie od południa. Odmaszerować.
W Kardzie mieszkała ponad setka osadników ze skwaszonymi minami, trudniąca się budową bodaj siódmego już systemu nawadniającego. Gajusz Purpurowy ze swoim oddziałem ruszył w stronę miasta i, nie zwalniając, wpadł między irygacje i chaty myśliwych. Tymczasem Pierwsza Chorągiew, pogoniwszy konny Garnizon Liktoria w kierunku przepięknego niegdyś, portowego miasta Rivageville, skierowała się na wschód, w stronę Liktorii. Żołnierze dobrze pamiętali to miasto, oblegali je już przecież kiedyś. Gnali więc szybko.

Gdy Kard zostało zostało zdobyte, Plątonogi wydał rozkaz marszu pozostałym chorągwiom.
-Tylko pamiętać! Nie wchodzimy w zasięg Liktorii!
Gajusz Purpurowy penetrował już w tym czasie okolice wielkopolskiej twierdzy od strony południowej. Jej mieszkańcy najpewniej całkowicie zwolnieni byli z podatków - siedzieli za murami, gęby uśmiechnięte od ucha do ucha. Nieopodal widać było sporo oddziałów wroga, które rozpoczęły wykonywanie manewrów.
-Kapitan Gajusz mówi, że na pewno chcą zamknąć się w Liktorii, panie generale, relacjonował Mieszkowi goniec. -Tak jak kiedyś.
-Tym razem nie pozwolimy im na to - stary generał zwrócił się w stronę adiutanta. - Pierwsza pod miasto i łapie, kogo się da, a jutro ruszy dołączyć do niej Czarna! Purpurowa niech odciąga.
Konrad Czarny, ulubiony oficer Plątonogiego, zdziwiony spojrzał na swojego szefa:
-Ale, panie generale, tam jest kilka setek wielkopolskiego wojska, a jak osadnicy dołączą, to prawie tysiąc będzie! Nie boimy się?
-Strach jest, ale zasadniczo staram się mieć kwit - kaleka pozwolił sobie na żart.
-Nie rozumiem - odrzekł niepewnie Konrad Czarny.
-Oj. Chcesz, żeby zamknęli się w tej cholernej twierdzy? Nie! -sam sobie odpowiedział leciwy generał -A chcesz, żebyśmy, nawet jak wojska złapiemy przed twierdzą, oblegali potem tych spasionych mieszkańców? Nie! No więc widzisz. Po to trzymamy się poza zasięgiem ich oczu, by nabrali odwagi i stracili morale wyłażąc z tej twierdzy i myśląc, że nas nie ma, stracili te cholerne morale, że nie ma nas tam za wielu, i zbiegli się na jedno miejsce do kupy, żeby nas.., a my tam jednak będziemy i to my ich...
Plątonogi zaczął ze chrzęstem zacierać ręce o siebie.
-Rozumiesz?
Kapitan Konrad Czarny kiwał głową, ale jednocześnie rozglądał się po okolicy.
-Tak, rozumiem, ale czy zdążymy wszystkim na miejsce na czas? Może Stary Grzyb zbierze ich wcześniej i pobije nas podzielonych?
-Nie zrobi tego. Za cienki jest - Plątonogi zdjął rękawice i zapalił papierosa. Konrad zauważył jednak, że wodzowi lekko drży ręka, trzymająca zapałkę.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(10 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Śląsk

Inne kroniki tego księstwa: