Kronika: Na czym pośliznął się gienierał Truwor Voring.
Przygotowane pod panowaniem władcy: Ruryk Rudy.
niedziela, 7. listopada Anno Domini 1010
Księstwo: Ruś Nowogrodzka
Pierwyj epizod.
Zatem nastały jesienne przymrozki i rozległe wrzosowiska przy Białym Jeziorze zrobiły się siwe. Błota i kałuże ściął pierwszy kruchy lód.
Kamandy Kniaziu Ruryku weszły w Duszny Las. Posuwali się ostrożnie na zachód. Mgła gęstniała z każdym dniem, że słońca trudno wypatrzyć na niebie. Dodatkowo w okolicy smród panował coraz większy.
Nu, Miszka , zagaił gienierał do adiutanta, w co myśmy wdepnęli?!
Wasze Wieliczestwo, jak by czuć czartem, wymamrotał Miszka z przerażeniem w oczach.
Głupiś Miszka! Warknął gienierał, toż to szczyny TolteckoOlmeckie tak cuchną , a może i coś więcej, rozumiesz Miszka?! To nie Belzebub tutaj grasuje, ale te dzikusy łażą po krzakach i paskudzą prosto w dziewiczą przyrodę!
Co za dzicz, raźniej przemówił Miszka, co za brak kultury i techniki, no prosto dziki kraj.
Po kilku dniach marszu w oparach smrodu z lekką domieszką niepewności dostrzeżono skraj lasu. Wsie Kamandy Kniaziu Ruryku zatrzymały się nie wychodząc w otwarty teren, a przodem puszczono wojennoe rozwiedienie.
Wrócili wieczorem i natychmiast złożyli meldunek :
Wasze Wieliczestwo genierał, my szli, szli i doszli /wot zuchy, podumał gienierał/. Wokrug same wioski, gdzie nie spojrzysz szałasy i lepianki i płoty z chrustu. Koniem nie przejedziesz, nogą nie przekroczysz, chyba, że ptakiem przelecisz!
Za wioskami miasto wielkie widać. Nazywają je Kaktusowa Skała, co za swołocz, aby miasto tak szpetnie nazwać. Całe opasane ceglanymi murami i murkami, a cegła na słońcu palona. W samym centrum mają główny szałas, jak by taka żerdziana piramidka.
Nu ładno, skazał gienierał, teraz my już wiemy, że wsia ta hołota do Dusznego Lasu chodzi za potrzebą!
Kak ugryźć to mrowie ludzkie, dumał z wieczora przy ognisku Truwor Voring. Kamandy ćwiczone, zbrojne , ale takie mrowie ludzkie, czort znajet...
Powiadają stare Wielkorusy, że utro mudrieje noczi, i racje mają starzykowie. O świcie doniesiono, że jak okiem sięgnąć szałasy puste, zagrody puste a masa ludzka emigruje na zachód.
W pieriod ! Wydał rozkaz gienierał tuż po obiedzie. Obiad nie był syty, bo jadło oszczędzano na czarną godzinę.
Tak poszliśmy i z miejsca puścili z dymem te szałasy, rabować nie było co.
Ostrożnie posuwaliśmy się dalej na zachód. Kaktusowa Skała została po lewej ręce, a my dostrzegliśmy w oddali następny las i kolejne niezliczone wioski.
ToltekówOlmeków były tysiące, jak jakich mrówek w mrowisku i wszystka ta dzicz uciekała jak by dwoma strumieniami ludzkimi. Jedni do Kaktusowej Skały, drudzy do kolejnego wielkiego miasta, o równie dziwacznej nazwie Pierzasty Wąż. Na ostatek za lasem i małym bagienkiem dostrzeżono jeszcze jedno miasto, stos lepianek i żerdzi, jak by nie przymierzając w G nawtykał kto patyków. Ramię Ojca. Nu, już było nam jasno, że z głowami ToltekówOlmeków coś jest nie tak. Jak to powiadają w Wielkiej Rusi, każdy durak po swojemu duraczy.
ToltekiOlmeki szybko się uczyły wyższej techniki od naszej cywilizacji, już nie czekali kiedy puścimy z dymem ich wioski, tylko sami je podpalali. Siwy dym, smród, głód i płacz. Jednym słowem straszliwa wojna w całej okazałości. Różnie można było myśleć o sprawie, ale jeden człowiek z każdym pożarem, z każdą bitwą stawał się jak by młodszy, a jego oczy świeciły coraz jaśniejszym blaskiem. To nasz bohater pierwszej kategorii Feliks Edmundowicz.
----
ciąg dalszy nastąpi
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Ruś Nowogrodzka
Inne kroniki tego księstwa:
