herb księstwa Navarra

Kronika: No te preocupes.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Sancho III Stary.

niedziela, 19. grudnia Anno Domini 1010

Księstwo: Navarra

Caramba, caramba , mruczał pod nosem niezłomny i przebiegły władca Navarry, Sancho de Mayor.
Jak zwykle siedział w głębokim zydlu w swej skromnej komnacie, a raczej celi w Monasterio de Leyre.
Tym razem na prostym stole zbitym z grubych heblowanych, orzechowych bali było niemal pusto. Wszystkie raporty i mapy cisnął w kąt ze złością. Na środku stołu stała jeno wielka szklana klepsydra w której z cichym szelestem przesypywał się złoty piasek. Sancho wlepił wzrok w szklane cudo techniki i nie mógł wyjść z podziwu ale nie dla precyzji i piękna wykonania przedmiotu, o nie , chodziło o coś zupełnie innego.
Wszak postronnemu zdawać by się mogło, że w jednej chwili przez wąskie gardło łączące dwie pękate kule ze szkła przewala się niesłychana ilość złotego piasku, że czas umyka jak złodziej w nocy, jak górska rzeka. Sancho widział to inaczej, każde ziarnko złotego piasku widział jak by osobno, zdawało się, że może je bez pośpiechu liczyć jedno po drugim, jednym słowem, że czas stoi w miejscu, że prędzej sam wyzionie ducha nim wszystek piasek się przesypie.

Po lewej stronie klepsydry leżał niewielki list z pieczęcią Chana Mongołów. Chan w krótkich słowach pozdrawiał władcę Navarry i korzył się w pokłonach. Może nie za przesadnie się korzył, ale jednak. Na śnieżnobiałym papierze można było dostrzec kilka dziwnych plamek. Sancho bez trudu domyślił się, że to obeschłe ślady łez Chana. Chan pisał i płakał , bo cóż się stało? Niby nic wielkiego. Elitarna jazda Navarry posłała do Wielkiej Podziemnej Jurty elitę Mongolii. Bitwa, a raczej mała furia jazdy Congistadores miała miejsce na przedpolach Marsylii. Butny Chan dokazywał tam bez lęku, w końcu 350 sławnej, pancernej jazdy to nie byle co. Sancho raczył posłać tam 300 swoich rycerzy. Wybili wroga co do sztuki i nadal pozostało ich przy życiu 200. Sancho niemal czuł w ustach jak gorzkie były łzy Chana.

Po prawej stronie klepsydry leżał zgnieciony papierowy śmieć, do tego mocno skropiony arabskimi wonnościami najlepszego gatunku. Sancho zmuszony był perfumami zabić smród gówna , jaki dobywał się z tego papieru. To był list od Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego. Co tu dużo mówić, Wielki Mistrz to nie żaden arystokrata, zapewne jakiś bękart zrobiony przez koniucha w stajni pewnej damie w chwili jej słabości.
Coser y cantar, no te preocupes mruknął stary pająk i uśmiechnął się pod nosem.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Navarra

Inne kroniki tego księstwa: