Kronika: O bitwie pod Margotrionem

Przygotowane pod panowaniem władcy: Soave.

czwartek, 11. stycznia Anno Domini 1007

Księstwo: Bukowina

Wysoko w górach, w sercu Mors Nigra, żyją sępy. Straszne są to poczwary i zakały ptasiego rodu. Koloru brudnobrązowego, o łysej, długiej szyi i haczykowato zakrzywionym dziobie, przedstawiają sobą niezbyt atrakcyjny widok. Jedynym, co większą od ich wyglądu wywołuje odrazę, są obyczaje ścierwojadów. Latają one wysoko nad szczytami i wytrzeszczają oczy próbując dojrzeć jakiekolwiek stworzenie, które dopadła śmierć na górskiej ścieżce. Latać, trzeba to przyznać, potrafią wybornie i nieraz zapuszczają się daleko od swych górskich gniazd, szczególnie gdy mają nadzieję na znalezienie żeru. Dlatego często wyruszają za oddziałami wojskowymi, licząc na ucztę na polu bitwy.
Taki właśnie sęp przyleciał nad Margotrion śladem armii Mors Nigra. Gdy wojsko rozłożyło się obozem na łąkach pod miastem, ptaszydło siadło na szczycie ostrokołu i głośnym skrzeczeniem oznajmiło mieszkańcom swoje przybycie. Pozostało tam przez kilka następnych dni i świetnie widziało wszystkie wydarzenia, a było ich sporo. Oczywiście kronikarz (choć z różnych źródeł korzysta) do pomocy sępów się nie ucieka, gdyż czuje do nich odrazę oraz (co ważniejsze) ni w ząb nie rozumie ich mowy. Ercole o wydarzeniach tych dowiedział się od jednego z ich bezpośrednich uczestników, jednak nie chcąc aby tak świetne źródło informacji odtąd zdawało raporty tylko z wydarzeń w lochu swego władcy, nie zamierza ujawniać tego dobrego człowieka.
Wojsko Mors Nigra, w sile czterdziestu chłopa, swój warowny obóz ustawiło niedaleko bramy Margotrionu. Dzielni wojacy siedzieli tam od świtu do zmierzchu, wykrzykując patriotyczne okrzyki. Chcieli aby wydano im żywność, którą Arr obiecał przekazać ludowi Mors Nigra, który mieszkając w górach ma problemy ze zdobyciem wystarczającej ilości jedzenia. Tego jednak nie dostali, za to, ku ich ogromnemu zdziwieniu, pewnego poranka wszyscy mieszkańcy Margotrionu wyszli po cichu zza ostrokołu, otoczyli warowny obóz i zamierzali atakować. Nerwowe rozmowy trwały do wieczora, wszyscy wiedzieli że bijatyka skończy się ofiarami z obu stron więc gorączkowo poszukiwali pokojowego wyjścia z sytuacji, które uratowałoby honor obydwu stron. Jednak takiego wyjścia nie było. Wieczorem ktoś w końcu nie wytrzymał, krzyknął "Bić psubratów, chłopy!" i ponad stu ludzi z gołymi rękami rzuciło się na żołnierzy Mors Nigra.
Z braku uzbrojenia Margotriończycy musieli opracować sobie zupełnie nowy sposób walki, którego głównymi elementami były drapanie, gryzienie, plucie i kopanie po kostkach. Metoda owa okazała się być nadspodziewanie skuteczna, zostawili wprawdzie ponad dwudziestu swoich martwych na polu bitwy, ale zabili też kilku żołnierzy, a resztę spętali i pognali do miasta, gdzie uczynili z nich niewolników. Bardzo to nieładne było postępowanie, tak dzielnych wojaków zmusić do pracy na roli i w innych podobnie przyjemnych miejscach, ale czegóż można się spodziewać po armii chłopskiej, przecież nie honorowych rycerskich obyczajów.
Tuż przed trafieniem w niewolę dowódca przegranych zdołał wypuścić w cztery strony świata gołębie pocztowe z wiadomością o bitwie. Wnet dowiedzieli się o niej wszyscy ościenni władcy. Parę dni naradzali się co wypada im czynić, w końcu zdecydowali: tak dalej być nie może.
Mądry sęp nie odleciał spod Margotrionu, słusznie spodziewając się, że rychło w okolicy będzie jeszcze więcej trupów.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(8 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.