Kronika: O chwalebnej victoryi nad niecnymi Hunami
Przygotowane pod panowaniem władcy: Selenay.
poniedziałek, 9. lipca Anno Domini 1007
Księstwo: Aal-Valdemar
Na początku dziejów Pani nasza Selenay zwiadowców rozesłała w celu nawiązania kontaktów z sąsiadami. Nie trwało długo jak spotkali wysłanników księcia Kalana z Azanoth. Władca ten pokazał się miłującym pokój sąsiadem, więc wymieniono podarunki powitalne i obietnice wzajemnego szacunku.
Słońce nie zdążyło jeszcze dwa razy wstać, a książę Kalan śle posłańca z wieścią o napadzie na jego oddział. Władca Hunów posłał 65 ludzi aby złupili ziemie Azanoth. Takoż Kalan stracił 20-osobowy oddział i osadę graniczną.
Niewiele się namyślając Księżna Selenay zwołała wszystkich wojów chętnych do wojaczki. Jako że w księstwie Aal-Valdemar nikt nie może patrzeć na krzywdę bliźnich, nazbierała się całkiem pokaźna ilość ochotników - 100 wojów. Broni za dużo nie mieli, ale duch do walki był wielki. Krzywdy sąsiada trzeba pomścić. Nie zabawiając długo na pożegnaniach wyruszyli na północny-wschód, gdzie najprawdopodobniej wylęgły się watahy tych wilków, zwanych Hunami.
Po kilku dniach wędrówki napotkali oddział Ziemi Pirsna, której to władca - Drahomir - wcześniej już słyszał o postępkach Hunów od księcia Vizimira z Redanii. Obydwaj chcieli jakoś się pozbyć niemiłego sąsiada. Bo co to za przyjemność mieszkać w pobliżu takiego człowieka jak Attyla, który łupi swych sąsiadów. Narady nie trwały długo, bo czas naglił. Jako, że oddział Valdemarczyków był najliczniejszy, ustalono, że wojska Drahomira i Vizimira przekażą swoją broń temu oddziałowi. Ale dopiero niedługo przed walna bitwą, bo nie wiadomo co może po drodze się wydarzyć.
I dobrze się stało, jako, że na zwiadowców Vizimira wyskoczyła ciężkozbrojna jazda Attyli. 10-osobowy zwiad konny Vizimira miał się wycofywać na zachód aż nie dotrze do piechoty Drahomira liczącej 30 wojów, nieźle uzbrojonych i aż rwiących się do walki. Wyliczone wszystko było tak dokładnie, że oddział Hunów wszedł na łąkę w tym samym momencie co piechota Drahomira. I po wspaniałej konnicy Attyli zakutej w płyty i kolczugi, do tego z kopiami, pozostało wspomnienie.
Hunowie połączyli wszystkie swe siły, które w liczbie 150 stawiły się na stepie dzień drogi od osady Tokaj - stolicy Hunów. Jednak duch w tym wojsku był mizerny, a i uzbrojenie marne. Setka Valdemarczyków poza własnymi 30 łukami posiadała jeszcze 20 vizimirowych i 25 drahomirowych łuków. Razem oddział posiadał 75 łuków i trochę innej broni. Do tego dochodzi jeszcze to, że nasi wojowie to sami ochotnicy, którzy zgłosili się dobrowolnie na tą wyprawę, a nie jak u Hunów - siłą w kamasze wzięci.
Bitwa odbyła się pod wieczór i nie trwała długo. Attyla zachował się jak żółtodziób i posłał całe wojsko do walki wręcz. Nasi łucznicy strzelali jak do kaczek. W dwóch salwach, które łucznicy zdążyli oddać padło ponad 20 Hunów. A ci co dobiegli do naszych szeregów mieli już dosyć walki i po pierwszym starciu uciekli z pola walki. Został jedynie elitarny regiment, który również długo nie zdzierżył naporu zmotywowanych Valdemarczyków.
Jeszcze jedna bitwa czekała nasze wojsko - z maruderami, którzy uciekli. Nie zostało dużo z butnego narodu Hunów - ledwie 24 niewolników i dowódca tego tałatajstwa.
I tak oto po raz kolejny okazało się, że jeśli jest wola porozumienia można góry przenosić. Do tego potrzebny jest też naród, który nie boi się zaryzykować swego istnienia dla dobra innych.
Średnia ocena:
interesująca.
(9 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Aal-Valdemar
Inne kroniki tego księstwa:
