Kronika: O dziwnym sąsiedzie i wiary przykładem krzewieniu
Przygotowane pod panowaniem władcy: Cypriange Lictorean.
środa, 4. sierpnia Anno Domini 1010
Księstwo: Kardoliktoria
Wiatr zaczął dąć, ludzie gadać po tawernach, a po nocach wilcy wyli niezależnie czy księżyc wzeszedł, czy też go na niebie próżno było szukać. Wziąłem tedy pióro bo mus dziać się będzie wiele w najbliższe dnie i noce, a i to co za nami ciekawe jest wielce...
... Widać było go już z daleka. Wiadomo było, że handlem się nie para, bo samój podróżuje. Wiadomo też, że wojowaniem się nie zajmuje gdyż oręża nieuwidziano przy wędrowcu. Ptaki jednak po klatkach miał, a co jakiś czas jakimś śmiesznym czynnościom się oddawał, tedy sądzono powszechnie, że mus kuglarzem czy cyrkowcem jest nieznajomy. 29 lipca 1010 r. dotarł ów podróżnik do Meuliere. Zajął się swoimi ptakami i widać nikomu krzywdy robić nie chciał. Wieść jednak jak wiadomo życiem swoim żyje i tedy do uszu kapitana straży grodu Liktorii trafiło.
- Kuglarz psia jego mać? Toż to szpieg jest najzwyczajniejszy! - Słać ptaki do władcy, a do wiochy jednego z jeźdźców! - Szybko wydawał rozkazy Bruno L'ocean. - Niech barwy jego szat rozpozna, ewentualnie po akcencie się wywie skąd ów pyszałek przybył i co on zamierza. Ja mu dam kurna Jongleur... Kuglarz psia mać!
Listy zostały posłane, ptaki powróciły z nowymi wieści. Noc minęła spokojnie, ale ranek od początku był pełen zamieszania gdyż z listów wynikało, że dziwny przybysz z Wielkopolski pochodzi.
- Pewniście? - zadawał wezwanemu do siebie kapitanowi pytania książę Cypriange I. - Bo gdyby to okazało się prawdą...
- Na pewno panie. - odpowiedział do podłogi pochylony w ukłonie Bruno. - Nikt tak zabawnie nie urywa ostatniej sylaby jak oni. Ptaki wysyłane przez niego też leciały w kierunku wschodnim.
- Wspaniale! - Krzyczał zdenerwowany władca. - Czy Mieszko, ten stary nerwus chce doprowadzić do wojny? Ostrzcie włócznie w Liktorii i zbierajcie żywność... Ja zaostrzę pióra gęsie i może listami rozwiążemy ta sytuację, bo zaiste ciekawe co władca Wielkopolski ma do powiedzenia na ten temat. Wzywać skrybę! Piszcie tak jakbyśmy się wojny spodziewali... napiszcie w liście jedynie ,,Wasza sprawa"!
Ptaki ponownie poniosły wieści, po raz kolejny wymieniono się poglądem na temat sytuacji wzajemnej księstw. Cypriange Lictorean przechadzał się nerwowo po swoich komnatach zadając sobie pytanie ,,o co chodzi Mieszkowi Staremu?" oraz ,,Co on chce osiągnąć?" Jego ciekawość miała się rozwieść rychło i niestety był prawie pewien, że napaść zbrojną planuje Wielkopolska. Wtem wszedł do komnaty bez pukania kapitan straży Kardu.
- Są wieści panie. - Powiedział pospiesznie podając papier władcy.
- Każ zawołać skrybę i wracaj z nim. - Odpowiedział Książę przeglądając pierwszy dokument. - Czuję, że spędzimy sporo czasu przy stole uzbrojeni w pióro i miód, a wy mus większość ptaków mocno przećwiczycie.
Woj wyszedł, a on czytał. Czytając zaś nie umiał coraz bardziej wyjść ze zdziwienia. Czy ktoś kto to napisał jest rzeczywiście chrześcijaninem? Czy mógł to napisać ktoś, kto Boga ma w sercu, albo przynajmniej Boga się boi? Tymczasem wrócił kapitan z zakonnikiem i patrzał z pytającym wyrazem twarzy na swojego władcę.
- Widziałeś pyszałka? Wszedł na mój teren, do mojej osady! - Robił się coraz bardziej czerwony Cypriange I. - A wiesz co na to napisał? ,,Panie, mogłeś ostrzec mnie, że w granicy naszej postawiłeś wioskę jakąś, a postarał bym się nie wysyłać ludzi na ten teren."! - Wykrzyczał waląc ręką w trzymany w lewej dłoni list. - W granicy NASZEJ!
Zmęczony oparł się na ławie i zapatrzał się w blat myśląc. Odwrócił w końcu głowę w stronę skryby i przemówił spokojnie, racjonalnie bez krzty wzburzenia.
- Podaj mi korespondencję księstw dotyczącą rozgraniczeń. A ty rozłóż mapę...
Wszyscy popatrzyli na papier na ławie, zobaczyli tekst oraz rysunki, porównali jedno i drugie, popatrzeli po sobie i jeszcze raz do listów "Nie mogę przystać na propozycję by w zasięgu widoczności z mych wierz przebiegała granica po której spacerować by mogły oddziały 50 konnych którzy pełny wgląd mieli by w me osady. Zatem wszystko na dwa dni drogi od mej osady być musi pod mą komendą," Mimo, że pisane dziwną ortografią wielkopolskiego księstwa sens wydawał się oczywisty.
- Spełniliśmy te warunki? Czy dobrze rozumiem sytuację? - Zapytał kapitana, trochę kpiąco Cypriange. - Gdzie wyście tą wioskę lokowali?
- Na granicy panie. - Odpowiedział żołnierz pokazując palcem punkt na mapie. - Dalej jak dwa dni drogi od ostatniego miasta Wielkopolski.
- Czyli szpieguje wszarz jeden. - Wysapał książę i zwrócił się w stronę mnicha. - Przepiszcie stare listy i wyślijcie do Mieszka. Wytłumacz, że się pomylił. - Zaczął wydawać rozkazy. - Sprawę szpiega załatwimy sądem Bożym. Wyślijcie kogoś ze straży, niech go na boską próbę wyzwie. Jeżeli rzeczywiście tak bardzo inaczej rzeczywistość rozumieli, to niewinnego podróżnika Bóg uratuje, a jeżeli szpiegiem on, to sprawiedliwość po naszej stronie będzie. Wyślij jednak jednego z najlepszych swych ludzi. Niech jedynie Bóg ma typa w swojej opiece.
Po raz kolejny ptaki uniosły się w niebo, a władcy wymienili swoje myśli, jakże diametralnie różne od tego, co każdy z nich sądził, że ustalili. Dwór czytał listy Mieszka i nie wierzył w to co widział. Książę Wielkopolski był pyszny i gburowaty jak nigdy. Widać za jednym pociągnięciem pióra przesuwał dowolnie księstw granice! Pisał wszakże: ,,jednak wiedzcie, że lekcje czytania Twoim dyplomatom zdać się muszą Panie!", oraz ,,Dobrze wiesz, żeśmy chcieli by ową granicą była linia idąca wzdłuż miejsca gdzieś zdradziecko zaatakował mego człowieka na południe dalej. To, że teraz tak starasz się przedstawić fakty świadczy o Twym krętactwie któreśmy przejrzeli i tak też obwieścimy światu by inni mieli na was oko i nie dali się zdradzie w trudniejszych dla nich chwilach."
Zwłaszcza ten ostatni list był ważny, gdyż wskazywał jednoznacznie, że jedynie z nazwy Mieszko jest chrześcijaninem i w Boga wolę nie wierzy. Wiedzieć wszak powinien, że od Boga wszystko zależy i Pan nad wszystkim ma kontrolę. Wbrew więc temu co myślał Mieszko Stary, modlił się Cypriange I by jego doborowy żołnierz przegrał, by za jednym zamachem o Boskiej mocy Wielkopolskę przekonać, a zarazem potwierdzić wbrew swym mniemaniom, że nie szpiegiem, a zwykłym podróżnikiem jest uczestnik pojedynku, który miał się wkrótce odbyć. Tego dnia wieczorem, dnia 30 lipca 1010 r. wszystko miało się wyjaśnić.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(14 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Kardoliktoria
Inne kroniki tego księstwa:
