Kronika: O naturze władcy. Część druga (I)

Przygotowane pod panowaniem władcy: Dizzler.

niedziela, 1. października Anno Domini 1006

Księstwo: Pogranicze

Spisane przez Szymira, przybranego syna Melaniusza

Opowiadano potem że człowiek ten przyszedł z zachodu, bo strażnicy Pogranicza patrolujący granice widzieli kilka dni wcześniej jakąś postać w zadymce śnieżnej na drodze z Asgardu. Mówiono także co innego, że to niedobitek z silnego oddziału rabusiów, zgładzonego niedawno przez doborowy regiment na północy księstwa, ten właśnie który zanim zbiegł ubił dwóch dobrze zbrojnych knechtów.

Ciemniało już gdy człowiek ów wszedł do Koziego Rogu bramą Żelazną, a potem zastukał do drzwi tawerny. Górale nie lubią obcych, jednak było coś takiego w oczach tego człowieka, że zamilkły rozmowy i choć podpici, górale nie zaczepili przybysza. Gruby płaszcz z kapturem nie zdradzał wiele, widziano jednak miecz o zakrzywionej głowni zawieszony na plecach, zwyczajem najemnych żołnierzy, a także kolczugę misternej roboty, którą płatnerz ocenił na poczwórnie robioną, dwadzieścia tysięcy kółek. Nieznajomy poprosił o nocleg i coś do jedzenia. Człowiek ów wezwany następnego dnia na zamek władcy nie chciał zdradzić swego imienia, przedstawił się jako Wędrowiec i poprosił o służbę u księcia Pogranicza. Nie musiał wiele więcej mówić przybysz ani pytać Dizzler, są tacy ludzie, którzy gdy idą przez wieś dzieci i baby z płaczem chowają się po chałupach, a chłopi łapią za widły i cepy spoconymi rękami, zbijają się w kupę jak wystraszone owce. Nie pytał więc Dizzler, tylko kazał dać barwę, kwaterę i podwójny żołd, bo nie szkoda talarów dla takich żołnierzy.

Traf chciał że na drugi dzień wróż, z tych, którzy na pobliskiej Koziej Górze czcili Zapomnianego, a którym książe ufundował również świątynię w mieście, zobaczył Wędrowca na ulicy, wychodzącego właśnie z akademii. Świadkowie opowiadali potem, że zbielał wróż na twarzy, obrócił się na pięcie i popędził do świątyni, a zaraz potem na zamek, trzymając w ręku jakąś zakurzoną księgę. Podobno w księdze tej zapisano przepowiednie jeszcze z czasów dziada Czcibora, ale czego one by miały dotyczyć - tego wróże nie chcieli zdradzić nikomu poza władcą....

Przyjął więc służbę ów Wędrowiec u księcia, a rychło wyszło na jaw, że nie jest to zwykły najemnik. Oto bowiem dziewka służebna odkryła w jego kwaterze pióro, inkaust i pergaminy jakoweś dziwnym pismem w obcej mowie spisane. Musiał to być człek uczony, a nie prosty rębajło. Nie mógł być to jednak szpieg żaden, bo tacy ludzie nie nadają się na szpiegów, zbyt zwracając uwagę. Tak się więc stało, że w niedługim czasie Wędrowiec ów objął dowództwo nad jednym z oddziałów, tym który poszedł patrolować południowe rubieże i zaraz wykazał wielka wprawę w swym rzemiośle, rozbijając liczniejszy oddział rzezimieszków i nie tracąc ni jednego człowieka. Pokochali go więc podwładni mimo że surowym był wojewodą, a ich chęć do walki wzrosła przez to niepomiernie tak że można rzec, nie było w tej stronie świata lepiej uzbrojonego i bitniejszego wojska...

Masyw Gór Morskich, zwanych też Kozimi, od tysiącleci zamieszkiwały plemiona pasterzy i zbieraczy, nazywających siebie Greinne, Lud Jaskiń, których pochodzenie nie jest jasne. Surowy północny klimat, skąpa flora i fauna sprawiały, iż populacja owych tubylców nigdy nie była wielka. Postęp, Wiedza, Cywilizacja, które zagościły w Macellarius Mactabilis omijały północne rubieże świata, lud był tu ciemny, hodujący kozy i posługujący się kamiennymi narzędziami w czasach gdy na południu i Równinach Centralnych znano już wytop brązu.

Wielkie Zimno czyli ochłodzenie klimatu około tysięcznego roku p.n.e., choć krótkotrwałe bo trwające tylko 300 lat, wypędziło górali na południowe stepy, dość gęsto już zaludnione wtedy przez nomadów. Doszło do nieuniknionego starcia. Głodni, nie znający się na rolnictwie przybysze wyciągnęli ręce po cudze stada bydła i owiec. Sroga spotkała ich odprawa, w starciu z jeźdźcami uzbrojonymi w kompozytowe łuki górale zostali zdziesiątkowani, a reszty dokonała następna zima. Widmo zagłady zawisło nad Ludem Jaskiń i zaginęłaby pewnie pamięć o Greinne w Mrokach Dziejów, gdyby nie przybycie Zapomnianego.

Nic pewnego nie wiadomo o tym, kim był ów człowiek, którego nawet imienia nie zapamiętano, choć Jego wyznawcy i kapłani po dziś dzień utrzymują, że nie był On człowiekiem lecz bogiem który przybył, aby uratować Greinne. Nie wiadomo jak właściwie znalazł się wśród północnego ludu w chwili próby, czy rzeczywiście był to cesarski renegat jak chcą niektórzy kronikarze tamtych czasów. Czy może syn jednego z wodzów Greinne jak chcą inni, ani jak to się stało że Starsi stali mu się posłuszni i lud wyruszył we wskazanym przez Niego kierunku po klęsce zadanej przez jeźdźców równin. Legenda mówi że przybył Zapomniany i przyrzekł ocalić Lud, wyprowadził go z Upadku i oddalił widmo zagłady. Wiadomo na pewno, że górale odkryli żyzny półwysep od północy wrzynający się w Morze zwane potem Centralnym, zdobyli i zrównali z ziemią istniejącą tam kolonię Cesarstwa i w ciągu 300 lat stworzyli wysoko jak na tamte czasy rozwiniętą cywilizację. Położenie uczyniło ich żeglarzami, a charakter i potrzeba morskimi grabieżcami, przynajmniej na początku, dopóki nie nauczyli się od osiadłych nad morzem ludów uprawy ziemi i rzemiosła. Pewne jest że po 300 latach, gdy topniejący lodowiec spowodował podniesienie poziomu wód w Morzu Centralnym, co zapamiętano jako Potop i Greinne musieli znowu przebijać się przez ziemie nomadów, tym razem z powrotem na północ, w niczym nie ustępowali pod względem poziomu rozwoju ludom zamieszkującym bogate południe.

Klęski południa jak to upadek Cesarstwa, rozdrobnienie dzielnicowe wywołane najazdem kolejnej fali nomadów z zachodu i upowszechnienie się feudalizmu nie były udziałem północnego państwa Greinne, nazwanego przez sąsiadów nie wiedzieć czemu Pograniczem. Rosło w siłę, aby w przyszłości odegrać rolę w dziejach, którą przeznaczyli mu bogowie.

Dynastia władców zapoczątkowana przez Zapomnianego przetrwała prawie dwa tysiące lat.

Czcibor syn Ziemomysła i jego brat Buldarm byli potomkami prastarej dynastii książąt Pogranicza, która wywodziła się od Zapomnianego, legendarnego Odnowiciela. Prawie dwa tysiące lat władali na północy Jego potomkowie, zanim Ziemowit, szesnasty tego imienia, nie zmarł nagle zostawiając księstwo swoim młodym synom. Nie byli panowie Pogranicza nigdy ciężkimi dla swych poddanych, nigdy też nie prowadzili wojen, bo po prawdzie to i nie było z kim. Utarło się też, że zawsze książe Pogranicza słuchał rad Starszych i kapłanów. Na upadek prastarej dynastii złożyło się kilka przyczyn. Nie pojęli żon obaj Ziemowitowi synowie, choć w wieku byli obaj odpowiednim, nie zostawili więc potomków. Druga rzecz to silna armia, jaką zbudował Ziemowit, nie wiedzieć po co, wrogów blisko, jako się rzekło, trudno było znaleźć. Najważniejsza była jednak zapalczywość obu młodych książąt, którzy pozbawieni silnej ojcowskiej ręki zapragnęli posmakować wojny. Wyprawił się więc Buldarm na południe posłyszawszy, że w okolicy pojawił się jakiś obcy podjazd, jak się potem okazało, skalirioński. Pobiwszy przybyszów, zanim zdążyli opowiedzieć się kim są i po co przybywają, nabrał Buldarm pewności siebie i pognał żołnierzy na zachód, bo doszły wieści o nowo powstałym księstwie Asgard. Z początku sprzyjało mu szczęście, rozbił młody, ale odważny dowódca silny patrol zachodniego księstwa. Poznał Jarosław Szary, dzielny władca Asgardu, iż przyszło może ostatnia godzina na jego władztwo i zawrzał gniewem. Jak to uczynił Jarosław, że w niewiele dni później dysponował armią silniejszą od całej, zaprawionej już przecież w bojach siły Pogranicza ? tego nie wiadomo. Opowiadali co prawda różni włóczędzy po tawernach plotki jakieś na temat konszachtów Jarosława z Ciemnymi Mocami, ale nie godzi się ich tu powtarzać. Dość powiedzieć, iż rozbity został w proch i pył oddział Buldarma w kolejnej bitwie, a co gorsza on sam, wzięty do niewoli, podjął potem służbę u nowego pana znaczne mu oddając w przyszłości usługi. Nisko upadł ród książąt Pogranicza, bo też Czcibor, posłyszawszy o klęsce, wyjechał niby to na polowanie i słuch o nim zaginął. Tak się więc stało, że zlękli się mieszkańcy Pogranicza swego losu , nie mając władcy ani wojska do obrony przed żądnymi zemsty Asgardczykami. Zwołano zgromadzenie ludowe, co nie zdarzyło się nigdy w historii i wybrano na przywódcę niejakiego Dizzlera zwanego Żelaznym Bykiem, człeka wolnego, choć niskiego stanu, trafił bowiem Dizzler na tron książęcy z pobliskiej kuźni. Czemu akurat ów kowal zyskał sobie uznanie wśród pobratymców na pewno nie wiadomo, złośliwi powiadali potem, że miał ogólny posłuch w grodzie książęcym Dizzler ze względu na wielką siłę w rękach i skłonność do wszczynania burd po pijaku. Po obraniu na książęcy tron przyjął Dizzler tytuł Lorda, aby tym samym dodać sobie powagi, co się jednak nie przyjęło.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(16 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Pogranicze

Inne kroniki tego księstwa: