Kronika: O naturze władcy. Część druga (III)
Przygotowane pod panowaniem władcy: Dizzler.
wtorek, 3. października Anno Domini 1006
Księstwo: Pogranicze
Potężny był Ryszard zwany Lwie Serce, jak i Zakon Templariuszy, który na siedzibę obrał sobie Syjon, dawną stolicę Cesarstwa, którego to Zakonu Wielkim Mistrzem był Ryszard. Wielki wpływ wywarł ów człowiek na losy Macellarius Mactabilis, o którym mówiono, że nigdy nie złamał obietnicy danej innemu władcy. Albo prawie nigdy. Zawarł Ryszard sojusz z sąsiednim władcą górzystej Replii Domirem, a potem, już po podboju lesistego Thargotu, również z Reydrichem, panem Ahlissy. Tak powstała Liga dla Obrony Sadyb i Ludu, jak się potem okazało, potężna koalicja, która zdolna była odeprzeć wszelkie zakusy sąsiednich mocarstw, a potem z ogniem i mieczem nawiedzić tych, którzy odważyli się podnieść rękę na któregokolwiek z jej członków. Jedna bolączkę miał tylko Ryszard, mianowicie niekorzystne położenie w samym centrum znanego świata. Mówi się: wszystkie drogi prowadzą do Syjonu i wiele jest w tym prawdy. Nie było prawie wojny, w której nie uczestniczyliby bądź to wszyscy członkowie Ligi bądź przynajmniej jeden z nich. Sprawy całego świata musiał mieć na uwadze Ryszard, aby zapewnić przetrwanie swemu Zakonowi i wieść go ku przyszłej potędze.
Gdy więc objął Dizzler w posiadanie swą północną domenę, niezwłocznie zapewnił swego zakonnego sąsiada o pokoju i przyjaźni, otrzymując w zamian obietnicę sojuszniczej pomocy w razie gdyby granice górzystej domeny Dizzlera zostały naruszone. Podobne zapewnienie otrzymał również nowy władca Saksonii, gdy tylko wstąpił na tron i wielką niewdzięczność wykazali potem obaj władcy, godząc się, co prawda z ciężkim sercem, na aktywny udział w Wojnie Narodów po stronie koalicji przeciwników Ligi. Za co też bogowie pokarali ich klęską pod Betsaidą. Trzeba jednak rzec, że choć trudno by było podejrzewać Ryszarda o rzucanie słów na wiatr, nie wierzył jednak Dizzler w to, że Templariusze mogliby skutecznie pomóc Saksonii w razie gdyby została napadnięta przez Wardenię, głównie ze względu na odległość, a także ciężki, nawet dla słynnych zakonnych jeźdźców lesisty teren, na którym władał Chrobry. Przez co wypadki potoczyły się potem tak, a nie inaczej? Zanim jednak do tego doszło rozwinęła się wcale intensywna współpraca gospodarcza między Pograniczem i Templariuszami, wiele węgla kupił Dizzler na południu w zamian za żelazo i koni Chrobry, choć ceny tych ostatnich u Ryszarda nie należały do najniższych.
Prędko zorientował się też Dizzler, że talent wojskowy i dyplomatyczny Ryszarda wysoko wyniosą Zakon i jego sojuszników i jest racją stanu Pogranicza związać się z Templariuszami przymierzem na śmierć i życie, mając na uwadze, że o pokonaniu zakonników nie można było nawet marzyć, a inni potężni sąsiedzi Pogranicza, jak Lexex czy Welderot znacznie większą nieufność budzili niż prostolinijny pan Syjonu. Wiele jednak zaszło wypadków i długo to trwało zanim do takiego przymierza rzeczywiście doszło.
<i>Zawitałeś wędrowcze na Dzikie Pola. W każdą stronę jeno step i step. Żywej duszy nie widać, jeno to złudne wrażenie. Od wieków Dzikie Pola były kryjówką wszelakiej maści rozbójników i morderców, których strach przed zemstą panów w te ziemie pokierował. Z czasem lud ów dziki w większe masy się gromadzić począł. Orka i hodowla koni owych ludzi nieco ucywilizowały. Większość obyczajów jeno bardziej zwierzęce aniżeli ludzkie zachowania przypomina. Obcy przybysze, jeśli udało im się gardła ocalić i wieści o owych polach reszcie świata przekazać opowiadają iż lud ów zwykł się Kozakami nazywać. A ponieważ większość na Siczy Zaporoskiej pomieszkuje właśnie Kozakami Zaporoskimi ich nazywano. Większość z owych ludzi wolnymi się juz urodziła. Nie znają oni pojęcia pańszczyzny czy innych objawów zniewolenia tak powszechnych w reszcie świata. Będzie to może i powodem niezwykłej waleczności owych koczowników, bo łacniej się życie poświęca za własne, a nie cudze sprawy. Jak wiadomo jednak wolność i chaos w parze zwykły chodzić, przeto Kozacy wodza swego mają. Ataman koszowy Bohdan Chmielnicki przywodzi tą bezładną kupą ludu, nie ku własnemu dobru, ale ku szczęściu i powodzeniu całej społeczności. Pomimo iż władca tytuły wszelkie odrzuca zwykł być przez braci swoich Strasznym Kniaziem nazywany.</i>
Skąd u Dizzlera wziął się szczególny sentyment dla owego kniazia nie wiedzieli nawet najbliżsi przyjaciele kowalskiego syna, któremu przyszło nieść jarzmo władzy nad ludem Pogranicza. Krewnymi sobie są, mówili jedni, mając na uwadze niepewne pochodzenie obu władców, bo Bohdan choć mienił się Chmielnickim to przecie gdy już zmierzchało i niewiele na dnie beczki z gorzałką było do czerpania wykrzykiwał. iż z panów na Syjonie tak naprawdę jego ród się wywodzi. A co matka Dizzlera za młodu na południu porabiała, zanim za kowala w Kozim Rogu wyszła, tego też na pewno nie wiadomo i parę łbów chłopskich spadło zanim przestano o tym gadać. W młodości obaj byli najemnikami i walczyli ramię w ramię gdzieś za morzami, gadali inni, ale gdzie by to mogła być służba owa najemnicza nikt wskazać nie potrafił.
Faktem jest, że choć interesy obu księstw rzadko były wspólne, a najczęściej rozbieżne, nie czynił nic przeciw Kozakom Dizzler i swoją ciężką piechotę dał, gdy poróżnił się Bohdan z Ryszardem i do wojny przeciw Lidze doszło. A gdy pobici zostali koalicjanci pod Betsaidą i widmo niedalekiej zagłady zawisło nad ludem Pogranicza długo namyślał się Dizzler zanim ostatecznie wbił przyjacielowi nóż w plecy i wespół z Ryszardem i Lexexem najechał Kozaków i ich sojuszników na wschodzie. Nigdzie jednak nie napisano, że władać księstwem równie łatwo jest jak kaszę jaglaną z omastą jeść i jeszcze nie wyrosło takie drzewo w żadnym lesie, z którego stołek książęcy zrobiony nie uwierałby nieznośnie czasami w rzyć swego posiadacza.
Wielkimi przyjaciółmi byli ataman Kozaków i Mistrz Templariuszy. Niemal pewne jest, że pochodzili w ten czy inny sposób z tego samego rodu, dodatkowo zjednoczył ich również wspólny wróg, to jest Neptun, którego pokonanie koalicjantom nie przyszło wcale łatwo. Oto bowiem gdy jeszcze dogorywała Espania, a konnica kozacka i edentharska wkroczyła na ziemie Atlantydy zaskoczył swych adwersarzy Neptun śmiałym rajdem na północ i zaatakował ich sadyby. Cudem jakimś nie zginęli Kozacy i Edenthar, wielkim kosztem jednak rozbili atlantydzką piechotę i łuczników, a po chwilowym pokoju, z pomocą głównie Templariuszy i Wardenii dokończyli dzieła zniszczenia.
Ciężkie to były dni dla Dizzlera, czego dobrego można się bowiem było spodziewać, gdy dwóch potężnych sąsiadów: Ryszard i Welderot zaczyna ze sobą współdziałać? Co uczynią gdy zbraknie wroga jakim był Neptun? I choć potem okazało się, że współpraca obu mocarstw przejściowa była i w niedługim czasie stanęły po przeciwnych stronach widmo sojuszu templarsko ? wardeńskiego długo prześladowało księcia Pogranicza. To właśnie wtedy przekonał Dizzler Chrobrego, żeby zawarł sojusz z Welderotem, a jednocześnie podwoił wysiłki, aby Wardeńczyków z Templariuszami skłócić.
W tym dziele nie był jednak skuteczny Dizzler tak, jak ataman Kozaków. Oto bowiem doszło wpierw do rozdźwięku między Ryszardem a Bohdanem, a przyczyną było Kłodzko, dawna stolica Silesii, gdzie wydobywano rudę żelaza. Nie miał żadnej kopalni rudy kozacki ataman, ledwie jedną zdobył jego sojusznik Welderot na Skalirionie, a Ryszard, czy to licząc na przyjaźń z Bohdanem, czy nie dostrzegając zapalczywości kozackiego sprzymierzeńca, odmówił mu Kłodzka przy podziale łupów. Niełatwo było jak mówią przedsięwziąć Bohdanowi kroki przeciw bratu i przyjacielowi, ale górę wzięła jego duma i okazał cechy wielkiego władcy, bowiem powiedziane jest, że prawdziwym władcą jest tylko ten, kto choćby po latach, ale zawsze pomści doznane upokorzenie. Dodatkowym czynnikiem było nałożenie przez zdzierców Templariuszy drakońskiego podatku na gorzałkę w Syjonie, co Bohdan uznał za łamanie praw mniejszości kozackiej w tym mieście.
Tak się więc stało, że z końcem miesiąca czerwca Roku Pańskiego 1006 z trzech stron uderzyły na Ligę nieprzeliczone zastępy wyborowych żołnierzy prawie wszystkich księstw Macellarius Mactabilis. Pierwszy Erwin zwany Płóciennikiem, nacierając od zachodu, zajął dawną stolicę Thargotu, ogłaszając się wyzwolicielem. Przeczuwając najgorsze posłał jednak na daleki zachód swoją konnicę Ryszard i zadał znaczne straty najeźdźcy. Zaraz potem jednak pokazały się rajdowe oddziały konnicy kozackiej, edentharskiej i sandomierskiej na wschodzie. Wiele krwi przelali bezlitośni jeźdźcy, zajmując niemal bez oporu kolejne miasta i widmo zagłady zawisło nad księstwami Ligi, jak długo można bowiem wojować, gdy poddanych płacących podatki na żołd dla wojska z każdym dniem coraz mniej?
Ale nie był to koniec nieszczęść Ligi, bowiem od północy pokazała się ciężka piechota i łucznicy połączonych sił Wardenii, Saksonii i Pogranicza. Dał się przekonać Welderot do agresji na Ligę, choć niektórzy prawili, że nie trzeba było go wcale przekonywać, od dawna był bowiem zagorzałym aliantem Kozaków. A jako się już rzekło, wardeński pan po podpisaniu porozumienia Wierność i Sprawiedliwość wielką cieszył się estymą wśród obu północnych władców i gdy wpierw Bohdan, a potem sam Welderot zapytali na temat udziału Pogranicza i Saksonii w wojnie przeciw Lidze nijak było im łamać ustanowione sojusze, zwłaszcza że piechota wardeńska była już w drodze na północ, aby z tej strony uderzać i łacno mogło się okazać, że w przypadku odmowy miast iść na południe zacznie oblegać i zdobywać pograniczne saksońskie miasta. Otrzymał więc Dizzler możliwość i okazję, aby wreszcie pozbyć się jednego ze swych potężnych sąsiadów, choć po prawdzie to nie o tym sąsiedzie raczej myślał., ale jak to mówią, lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(9 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Pogranicze
Inne kroniki tego księstwa:
