Kronika: O naturze władcy. Część druga (IV)
Przygotowane pod panowaniem władcy: Dizzler.
środa, 4. października Anno Domini 1006
Księstwo: Pogranicze
Największa bitwa Macellarius Mactabilis odbyła się w piątek 21 dnia czerwca Roku Pańskiego 1006 pod Betsaidą, jednym z miast Templariuszy, które w toku działań wojennych przechodziło z rąk do rąk. Naprzeciw czterem setkom żołnierzy Ligi stanęło ponad 300 wyborowych piechurów połączonych sił koalicji: Kozaków Zaporoskich, Edentharu, Saksonii i Pogranicza. Przeszło 300 żołnierzy przypłaciło udział w bitwie życiem, a zwycięstwo Ligi było kompletne i totalne. Oto bowiem zebrali siły książęta Ligi mimo wielkich strat i spustoszeń, jakie poczyniły piesza armia inwazyjna od północy i konne oddziały na południu. Wróciła konnica templarska z zachodu i stało się jasne, że żadna ze stron nie jest w stanie przeciągać długo wojny ze względu na braki w zaopatrzeniu.
Połączyli książęta Ligi swoje armie, połączył je również Bohdan, bo to on musiał dowodzić całą niemal inwazją, odkąd zaginął gdzieś w marszu na stepach Wielkiej Równiny Welderot. W ostatnim niemal momencie dotarła na miejsce starcia kozacka piechota i cudem uniknęła zagłady z rąk konnych Ryszarda: oto jeden z kozackich harcowników zaparł kołkiem wrota do obozu, w którym siedzieli żołnierze Templariuszy i zanim udało się go spacyfikować szybkonodzy piechurzy kozaccy dołączyli do armii nadchodzącej od północy.
Stanęły naprzeciw siebie dwa hufce pod Betsaidą, rzekłbyś gościu miły jakby dwa lwy ryczące, szukające łupu, gotowe stoczyć bój na śmierć i życie, którego stawką będzie panowanie nad znanym światem. Dwóch dawniej braci z jednej krwi, a teraz zaciekłych przeciwników trzymało wodzowskie buławy i pragnęło jednego tylko: zgładzić śmiertelnego wroga i unurzać się w krwi jego... A przewaga jak to mówiono była po stronie koalicji kozackiej, bowiem żołnierze Ligi choć liczniejsi, przecież nie dorównywali wyćwiczeniem swym adwersarzom, a jeśli nawet byli tam weterani poprzednich starć, to byli w mniejszości.
To co się stało było jednak jak zły sen. Nie dopilnował przemęczony Bohdan starszyzny kozackiej i ktoś poniósł rozkaz do żołnierzy: strzelać! Popatrzyli po sobie żołnierze, bo wszystko z czego można było strzelać kazano im odłożyć przed bitwą na wozy?nacierać mieli od razu piechurzy kozackiej koalicji, bo niewielu z nich ćwiczyło sztukę szycia z łuku, a i kusz prawie nie mieli, na pewno zaś mniej niż wojska dowodzone przez Ryszarda. Zanim ataman rozeznał się w położeniu już dwie salwy oddali kusznicy z szeregów Ligi, zbierając straszne żniwo - prawie 200 zabitych. Upadło serce w pozostałych przy życiu żołnierzach i dalsza walka przypominała już rzeź raczej niż bitwę, tylko nieliczni zdołali ujść żywcem z pogromu. W jednej chwili niedawni przegrani stali się potęgą, nie było bowiem na świecie takiej armii, która byłaby w stanie pokonać weteranów spod Betsaidy?
Zaraz też zaczął się grunt usuwać Bohdanowi spod nóg. Już wcześniej zaatakował Kozaków Mojsław, łamiąc narzucone mu po wojnie atlantydzkiej porozumienie pokojowe, ruszył się też Lexex najeżdżając Asklopa ? najbardziej na zachód wysunięte księstwo koalicji kozackiej. Siły Ligi ze względu na zaopatrzenie musiały jednak się podzielić i nie od razu padło kozackie księstwo. Zginął najpierw Asklop, a Ryszard na wschodzie rozpoczął kampanię, którą wielce ułatwiało to, że Bohdan zaniedbał umacniania miast i nie miał bodaj jednej twierdzy. Przedłużające się bezkrólewie w Wardenii powodowało, że nie miał skąd wyglądać pomocy ataman Kozaków, a gdy już całkiem zaczęło mu się palić pod nogami rozwiązał ten problem iście po kozacku: wsiadł na konia, pognał na północ na czele nielicznych przybocznych i dotarłszy do stolicy ogłosił się księciem Wardenii.
I tym razem Bohdan pokrzyżował szyki Dizzlerowi, bo co innego najechać księstwo bez księcia, a co innego to samo księstwo, ale rządzone silną ręką i to przez władcę, którego niedawno miał pełne prawo uważać za swego przyjaciela? Długo zarzekał się Dizzler, że nie podniesie zbrojnej ręki na nowego pana Wardenii, ale w końcu zląkł się gniewu Ryszarda i Lexexa, gdyż jak to mówią: kości zostały rzucone i trudno było złamać dane niedawno obietnice. Przepuścił więc Dizzler konnych Lexexa i sam posłał 150 kiryśników dobrych , aby przesądzić o losie nieszczęsnego Kozaka?
Zapytasz gościu miły jakie były losy owego Wędrowca, którego pojawienie się w Kozim Rogu tak obeszło tubylców i który poszedł z doborowym oddziałem patrolować południowe krańce księstwa? Nie była przeznaczona temu człowiekowi nudna żołnierska służba w czasach pokoju, widocznie inne mu zadania dał Dizzler, bo nie wrócił Wędrowiec z patrolu i na długie miesiące słuch o nim zaginął. Mówiono, że z jakąś misją wysłał go książę Pogranicza na południe, ale ile było w tym prawdy ani Dizzler ani Melaniusz, bo on to był, mówić potem nie chcieli. Faktem jest, że usłyszano o mym ojcu po jednej z bitew Wojny Narodów, gdzie walczył z niewiadomych powodów po stronie państw Ligi. Po Betsaidzie wrócił jednak Melaniusz do Pogranicza i w niedługim czasie objął dowództwo nad Hufcem Czelnym, konną armią, która ruszyła na wschód pustoszyć dawne ziemie wardeńskie. Tak zaczęła się wypełniać prastara przepowiednia kapłanów z Koziej Góry, wybrał swoje przeznaczenie Melaniusz i przypieczętował los północnego księstwa Dizzler...
To trzeba wiedzieć, że w czasie gdy w innych krajach szalał pożar wojny powstała potęga Pogranicza. Lud nie zaznawał tu głodu, a nie gnębiony wysokim podatkiem mnożył się ponad miarę. Zbliżały się dni, kiedy to Pogranicze wreszcie miało odegrać rolę w dziejach, jaką przeznaczyli mu bogowie. Czy dobrze wybrał Dizzler, uderzając na dawne księstwo wardeńskie miast na Ryszarda bądź Lexexa?
Sztuka wojenna uczy, że czymś najbardziej kosztownym na świecie jest wojna i ten zazwyczaj ją wygrywa, kto przystępuje do wojny ostatni. Zwlekał więc Dizzler aż do czasu, gdy zbrakło dogodnych terenów do osiedlania się w jego księstwie i dalszy rozwój był wielce utrudniony. Uczy też sztuka wojenna, że jeśli już konieczne jest rozpoczęcie wojny, należy przede wszystkim zająć pozycję, na której niemożliwa jest przegrana. Dlatego sprzymierzył się z silnym Ryszardem i upewnił co do udziału w wojnie przeciw Kozakom Lexexa, aby ten nie mógł łatwo najechać go od zachodu, gdy armia Pogranicza będzie zdobywać miasta wardeńskie na wschodzie. Miał zaś już w owym czasie Dizzler prawie tysiąc ludzi pod bronią. Zadbał również o to, aby nie popełnić błędu początkowego etapu Wojny Narodów, kiedy to siłom inwazyjnym z północy niemal zabrakło żywności i konieczne stało się podjęcie rozstrzygającej bitwy na warunkach narzuconych przez przeciwnika. Na dowódcę wyznaczył najlepszego ze swoich starszych, za takiego miał bowiem prawo uważać mego ojca Melaniusza.
Łatwo odniosła pierwsze sukcesy inwazja na dawne księstwo wardeńskie, nie miał bowiem prawa spodziewać się jej kozacki władca zagrożenia od strony Pogranicza. Bacz na to gościu miły, aby zawsze z rezerwą traktować słowa władcy, jeśliś zbyt ufny może Twa głowa spaść łacno z karku?Bo też prawdą jest, że nawet poddani księcia Pogranicza przecierali ze zdumienia oczy widząc wymarsz kiryśników i to nie na południe czy zachód, ale na wschód. Do tej pory bowiem jeśli wojował Dizzler to najwięcej językiem i nie tylko na dworach, ale i wśród ludu nazywano go niekiedy Gnuśnym.
W dwóch kierunkach rozwijała się ofensywa sojuszników na wschodzie. Armie Lexexa i Dizzlera zaatakowały na dawnych ziemiach wardeńskich, zaczynając od najsłabiej bronionych osad, Ryszard zaś wraz z sojusznikami z Ligi zwrócił się bardziej na południe i podjął działania na ziemiach Edentharu, sojusznika kozackiego. Potężne było dawne wardeńskie państwo, rządzone przez kozackiego atamana, wspomagane przez liczne pułki Abadona i lotne oddziały konnicy sandomierskiej, przecież jednak w starciu z weteranami przybyłymi z zachodu, uzbrojonymi po zęby i w większości konnymi kwestią czasu tylko było, kiedy kozacka obrona rozsypie się proch i pył? Tracił miasta swoje Abadon jedno za drugim, padły pomniejsze osady wardeńskie, oblężona i zagłodzona, rozbita została Gwardia atamana pod Merdalem, jednym z wardeńskich miast, a samo miasto wzięte zostało z marszu przez Czelny Hufiec Dizzlera. Rajdowe oddziały Ottona księcia Sandomierza wzięte w kleszcze obławy zgładził Ryszard gdzieś w lasach na dawnym pograniczu templarsko ? wardeńskim.
Cóż się tedy dziwić, że stracił wszelką chęć do rządzenia Bohdan, bo też znikąd było mu wyglądać ratunku. Wtedy jednak zaszły dwa ważne wypadki. Oto odnalazł się Welderot, prawy dziedzic Wardenii, w równie zresztą tajemniczych okolicznościach jak zaginął. Zaś Lexex, któremu mało było wojny na wschodzie rozpoczął działania przeciw Erwinowi, swemu sąsiadowi na zachodzie, tak się jednak stało, że niefortunnie przegrał pierwszą bitwę i choć miał potężne zaplecze książe Kaventharu, zdecydował poddać swą domenę zwycięzcy. Welderot widząc w jakim jest położeniu uczynił jedyne, co w takiej sytuacji mógł uczynić, to jest poprosił o pokój licząc na wspaniałomyślność Mistrza Templariuszy. Nie zawiódł się Welderot, bowiem prawym i rycerskim władcą był Ryszard, nie zaś rzeźnikiem, który rad byłby jatki dalsze urządzać, dysponując taką przewagą. Został zatem Welderot wasalem Templariuszy i pojął również Abadon książe Edentharu, że dalsza wojna donikąd już prowadzi. Nie postąpił jednak jak prawy dziedzic Wardenii, ale poszedł w ślady Lexexa ? oddał resztę swego władztwa zwycięskiemu Ryszardowi.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(6 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Pogranicze
Inne kroniki tego księstwa:
