Kronika: O nożu w plecy i nieprawości co kótkie spodnie na szelkach n

Przygotowane pod panowaniem władcy: Joscelin d`Legan.

poniedziałek, 11. lutego Anno Domini 1008

Księstwo: Legan

Gdy wreszcie wojenny czas przeminął wróg przepędzony został a zgliszcza Legańskich osad dogasły, czas nastał by odbudowę zacząć. Wyznaczono nowe miejsca pod osady, wydzielono pastwiska a Pan nasz miłościwie nam Panujący Joscelin hołd złożył imć Karolusowi z Bawarii z którym drzewiej wiela współpracował i wielce chwalił sobie jego uczciwość. Ten natychmiast nas wspomógł przeganiając ostatni oddział Nilfgaardzkich niedobitków. Znękany lud widząc takiego sojusznika wreszcie dojrzał jutrzenkę pokoju i żwawo wziął się do odbudowy. Drwale, cieśle, rolnicy i kamieniarze dali z siebie wszystko i efekt był oszałamiający. Osady jak feniks z popiołów powstawały szybko też przybywało nowych osadników ufnych w swą przyszłość.

Szybko jednak okrutny los starł uśmiech z twarzy Jaśnie nam panującego Joscelina. Pan nasz nic po sobie nie okazywał jednak - niczym złośliwa mucha - po osadach krążyła plotka jakoby Karolus wyrzekł się słów wcześniejszych i wojnę planował. Sąsiad sąsiada zaczął pytać: "Jakże to? Przecież ledwie dwie niedziele temu na zad jego ludzie nasze osady oglądali, w naszych domach spoczynku zażywali i naszymi zbiorami się raczyli". Książę nasz widząc trwogę ludu próbował przekonywać, że to jeno plotki i taki Karolusowy podstęp dyplomatyczny lecz mówiąc to oczy miał przygasłe a oblicze blade i strapione.

Niewiele czasu upłynęło nim jasnym się stało ponad miarę co tak naprawdę Bawarom chodzi po głowie. Pierwsi się o tym przekonali mieszkańcy Ostoi, gdy na rogatkach osady ujrzeli tabun jeźdźców w przykrótkich spodniach na szelkach umocowanych. Wróg dobrze wiedział gdzie uderzać wszak ledwie krótki czas wcześniej gościny tu zażywał.

Każdy chwytał co miał pod ręką jeden łopatę, inny grabie lecz dla większości nawet tego zbrakło, to co nastąpiło potem pióra jest niegodne, dość dodać, że nawet jeden legańczyk życia nie zachował ...

Losy księstwa i jego ludu zdały się przypieczętowane, osady padały jedna po drugiej: Granzenberg, Foczy Szpyrk i wszystko inne. Wróg jeno Kolonię Mew oszczędzał lękając się widać potężnego zamczyska z klifu osady strzegącego. Wreszcie jednak i na tą warownię przyszedł czas. Ze wszystkich stron Bawarowie nadciągali - setki wojów w zwartych oddziałach szły pod Twierdzę. Lud panika zdjęła - "Jak tu się bronić? Toż to nas razem z kobietami, starcami dziećmi jest ledwie połowa tego co w bawarskich obozach wprawionych wojów." Książę jednak wściekły z bezsilności jął się dwoić a nawet troić by najeźdźcy życie uprzykrzyć. Począł wycieczki z zamku puszczać, dzięki tajemnym wyjściom z Twierdzy nękał linie zaopatrzenia. Jednak zdało się to wszystkim daremnym trudem. Oblegający jęli szturmów próbować acz wysokość murów i morale obrońców powodowały że zawsze się one jeno chmurą strzał kończyły.

Wreszcie 9 września roku Pańskiego 1008 zdało się, że dzień to ostatni wolnych legańczyków. Szturm rozpoczął się niby jak zawsze a nawet mniejsze siły wróg do niego oddelegował. Jednak tym razem nie było strzał - Bawarscy wojowie w szyki gęste ustawieni powoli acz skutecznie jęli się piąć ku koronie murów. Wielu obrońcom dech zaparło – bo gwoli sprawiedliwości trzeba dodać iż dzielnością wielką szturmujący się wykazali. Wreszcie pierwsi napastnicy na murach stanęli kto mógł próbował wroga na dół zepchnąć jednak bój był zażarty. Z jednej strony zawodowi żołnierze z drugiej zaś desperaci swych domów broniący. Wreszcie książę nasz do boju posłał straż grodową by ostatecznie wroga złamała. Impet kontrnatarcia zmiótł Bawarów z murów ledwie kilku zdążyło klęknąć i broń złożyć. Radość na zamku nie miała granic ...

Książę trapił się wprawdzie czemu Karolus, wódz przedni, tylko części oddziałów szturm zlecił jednak postanowił wykorzystać zamieszanie i uderzyć na obóz grabieżców. Straż grodowa nocą, chyłkiem przedarła się do wrogiego obozu i jęła swe dzieło kontynuować, kolejnej setce wojów los gotując taki jaki oni zgotowali legańskiej ludności w zdobytych osadach. W istocie rolę się odwróciły trudno to bowiem bitwą nazwać bo pole bitwy raczej na rzeźnię wyglądało.

Gdy bitwa ucichła nasz Pan oczekując wyjaśnienia Bawarskiej niemocy i naszego cudownego wybawienia jął jeńców osobiście przesłuchiwać. Szybko jasnym się stało, że w Ratyzbonie jakieś zamieszanie wybuchło. Oficerowie bawarscy z obozu, twierdzili, że nic o szturmie nie wiedzieli i że w ogóle rozkazów żadnych od dnia szturmu nie dostają. Jeden z nich zdradził także iż wie, że Karolus abdykował księstwo bez następcy pozostawiając.

Tak więc wyszło na to, że Karolus „zguba Legańczyków” swą abdykacją niedobitki naszego ludu ocalił i pozwolił na pomszczenie krzywd naszego ludu.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(8 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Legan

Inne kroniki tego księstwa: