Kronika: O tem jak Ogryzka pojmano i wypędzono.
Przygotowane pod panowaniem władcy: Falerin Mocny.
sobota, 26. kwietnia Anno Domini 1008
Księstwo: Galia
Zapadał zmierzch. Maciej Łata przyszedł na przełęcz Górna Brama , przysiadł na kamieniu i czekał a z nim czekało jeszcze dziesieciu ale w ukryciu. Wtem dało się słyszeć kroki i z za załomu skalnego wyszło trzech.
Zapadło milczenie. Maciej poczuł , że na kolano trza przyklęknąć, bo ktoś znamienity przybywa.
Ano jesteśmy kmieciu, jako było umówione, rzekł Pustelnik, bo on to był.
Oto Falerin Mocnym też zwany, któregoście zawezwali, a on wam nie odmówił.
Witaj panie! Zakrzyknął Maciej, tedy ziściło się.
Chodźcie chłopy co prędzej, a oni przbiegli i do nóg panu padli.
Falerin sredniego był wieku, włosy miał ciemne ale już siwizną przetykane, długie, w zmyślny warkocz z tyłu splecione, pewnie aby w boju nie zawadzały, a lico gładkie. postury słusznej był ale nie za ciężki, nogi długie ale mocne i takoż ręce.
Powstańcie ludzie, służyć ja wam przychodzę , a nie czołobitności za nic odbierać, rzekł śpiewnym mocnym głosem.
Jest tu jeszcze ze mną mój druh serdeczny Sofroniusz. To wojak wyśmienity i zabijaka krzepki, w sprawie nam dopomoże.
Sofroniusz wielki był, miał na sobie pancerz skórzany jakie dawniej w legionach nosili i włócznię w garści a przez ramię na plecy tarczę żelazem nabijaną z herbem wymalowanym.
Zwą mnie też Dąbrowa po przodku moim, rzekł jeno , bo widać włócznią łacniej mu robić było niźli mowy głosić.
Tedy ruszajmy do boju, rzekł Falerin, bo wiem co się tu wyprawia.
Falerinie , rzekł Pustelnik , nim do boju ruszym chciałem ci coś podarować i zdarł z grzbietu swego liche okrycie , a pod nim zabłysła światłem przedziwnym kolczuga. Na plecach zaś w gałgan obwinięty miecz miał. Lekki ale twardy okrutnie, dawna to robota z Damaszku zapewne. Miecz Zbawiciel się zowie, na wrogi twoje i barbarię wszelką, jeno na braci swych go nie dobywaj.Te oto ci daję boś godzien!
Falerin kolczugę przyodział a ta w sposób przedziwny jakby sama się na niego dopasowała, mieczem zaś mrok przeciął i zakrzyknął JAAREMA , a Sofroniusz mu odrzekł OGIEŃ I MIECZ! I poszli.
***
W dół, od przełęczy pod mury zamkowe wiódł ich Maciej.
Trzeba wam panie wiedzieć, że Ogryzek ma swoich przybocznych dwudziestu. To siła znaczna, ale i my mamy jeszcze dziesięciu naszych za murem. Kiedy im znak dam jako sowa, sznur nam rzucą abyśmy się wspięli, dalej już ty panie powiedziesz. Tak Maciej obznajmiał Falerina po drodze.
Przypadli za murem miedzy chatami w ciemnym zaułku.
Tutaj już trzech Ogryzkowych my podusili, kiedy z wieczora mury przyszli opatrzyć. Jeszcze dwóch w izbie nad bramą zostało. Rzekli ci co za murem czekali.
Tamtych ostawim, powiedział Sofroniusz, starczy, że im drążkiem drzwia podeprzem, haha, i racja to była, bo prócz okienka co nad bramę patrzyło inego wyjścia tam nie znajdziesz.
Spiskowcom jakoś raźniej na duchu się stało, bo z Sofroniuszem przy Falerina boku wszystko łatwym i prostym się zdało.
Kiedy w ciemnościach pod dwór już podchodzili, jeden ze straży ich przyuważył i raban wielki podniósł. Widać Ogryzek coś przeczuwał, bo nagle dźwierza dworu zawarto i cisza zapadła.
Jeszcze ich dziesięciu i pięciu zostało, jak takich pobić, rzekł Łata.
Wtedy Falerin rozkazał, idź Sofroniusz i wołów przyprowadz. Haha , a to ci rada, i jeszcze żelazo jakie by się zdało , ten odrzekł.
Wołów przywiedziono sześciu, a żelazo krzywe też się znalazło, które w szparę pode dźwiami sprytnie zatknięto. Wołów powiązano sznurami i skrzesano ognia aby przestrach wielki w nich wzbudzić, a one ruszyły. Wiedzieć wam trzeba, że kiedy wół przestraszon silnie a z nagła, to idzie opory za nic mając, choćby i w czeluść na zatracenie. Tak i te poszły a z dźwi jeno drzazgi zostali. Skoczył pierwszy Sofroniusz do sieni i nim kto jeszcze się spodział już trzech na swą włócznię nabił. Za nim poszedł Falerin i dwoch mieczem usiekł , a za nimi reszta naszych i jeszcze jednego w kącie zakłuli. Czterech z Ogryzkiem do komnaty stołowej uszła , gdzie ich osaczono.
Rzuć oręż, zakrzyknął Falerin , a głowę zachowasz, my darmo krwi przelewać nie chcemy. I rzucił Ogryzek i ludzie jego rzucili.
Wtem tumult na dziedzińcu się podniósł i krzyki. Co tam, zawołał Sofroniusz. Śpichrze co za dworem, w ogniu stoją! Wołali. Rzucił się Sofroniusz ale ognia gasić już było nie podobna, zobaczył jeno, że wrota rozwarte i jacyś się miotają oliwę chyba rozlewając, tedy zawarł wrota i ramieniem podeparł a oni nie wyszli jeno spłoneli, bo Ogryzka to zbóje byli.
Rzekł Ogryzek, bez broni jestem tedy mnie nie ubijesz do Falerina, a ten, ubił bym i tak, ale od krwi podłej w tym dworze władztwa zaczynać się wzdragam.
To rządów długo nie potrzymasz, hahahaha, bo głód ci je zabierze, ryknął Ogryzek.
I na to sposób znajdziem, rzekł pan, a teraz co rychlej oprawcę sprowadźcie, drugim rozkazał.
Zapewne wiecie iż przy każdym dworze oprawca wikt znajdzie pewny, tedy przyszedł , a pan nakazał mu pręt żelazny w znak wygiąć i na pogorzelisku zagrzać. Potem na karkach Ogryzka i zbirów jego, szpetne znamię wypalić.
Taki znak wam zostawiam, aby powszechnie i na zawsze wiadomym było, iż podłość i nikczemność w was ma mieszkanie.
Idźcie wolni i pokutę jaką zbożną odprwcie, ale nie w tej ziemi, bo tu was żywych widzieć nie chcemy!
Wywiedziono ich na gościniec , co przez Głęboki Jar na równiny idzie i tak zostawiono z tym jeno co mieli na sobie.
Ledwie już świtało, ludzie na dziedzińcu się gromadzili i Falerin rzekł do nich, idźcie spoczywać dzisiaj, już po wszystkiem jest. Jutro zaś w samo południe wiec na placu zwołujem i niech każdy z tutejszych i z okolicznych przybywa.
***
Przyszło na wiec, jak zliczono, głów jedna setka siedem dziesięci i jeszcze trzech, a i chłystków kilku, ale oni zbyt młodzi.
Lecz nim Falerin przemówił, Pustelnik przywiódł konia.
Ten to po Ogryzku się ostał, rzekł. Pono nosić łotra nie cierpiał, a i ten się bał jego.
Falerin z razu poznał , że koń to bitewny, ogier wspaniały, gniado umaszczony. Pewnie komu znacznemu na gościńcu złupiony. Schwycił z sakwy chleba i koniowi pod pysk podstawił, ten się wzbraniał, parskał ale wziął, a wtenczas Falerin nozdrza mu dłońmi nakrył i przemówił doń cicho. Powiadają , że nawet bydle durne majestat prawdziwy pozna, bo koń łaskawy się zrobił, a wszyscy aż westchneli ze zdumienia.
Twardy jesteś, rzekł Falerin, tedy Twardy będziesz się zwał, a ludzie w ręce klaskać zaczeli i szmer się podniósł, że pan władzę niepoślednią nad wszystkim ma w sobie.
Potem wybrano do drużyny chętnych a krzepkich cztery dziesiątki, rozdano broń jaka była a komendę nad niemi Sofroniuszowi dano i radzi temu wojowie byli, bo już znali, że bitnik to wyśmienity.
Wiele spraw jeszcze postanowiono i pracy nadano. Aby lud uspokoić przed głodem, Falerin oznajmił , że za poleceniem Pustelnika wcześniej skromne zapasy zgromadzono i do pierwszych zbiorów w tym roku starczy, skromnie dzieląc, czem raz kolejny lud zdumiał, że takie o wszystkich ma staranie.
Uradzono też, że jako zapłata dla losu szczęśliwego świątynia zostanie opodal murów wystawiona, a nad nią Pustelnik opiekę obejmie.
Pieczę zaś nad robotami Maciejowi Łacie zlecono, bo wielce on biegły był we wznoszeniu budowli.
Dość na koniec powiedzieć, że ludzie z chęci do roboty ruszyli, a Falerin dziesięć dni nowe wojska szkolił, a potem poszedł na zbójów i gwałtowników okolicznych aby ład zaprowadzić.
I inne wyprawy jeszcze podjęto, ale to już gdzie indziej spiszemy.
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Galia
Inne kroniki tego księstwa:
