Kronika: O wojnie manewrowej
Przygotowane pod panowaniem władcy: Soave.
sobota, 20. stycznia Anno Domini 1007
Księstwo: Bukowina
Kolejne wieści z zachodu były jeszcze gorsze. Jak można się było spodziewać, Rebel zapragnął podzielić się zniszczeniem i pożogą z krajami sąsiednimi. Gdy na wschód od jego stolicy konflikt między kilkoma księstwami stawał się coraz poważniejszy, wysłał swoją bandę zbójów na tamte ziemie, licząc, że tam będą mogli coś zrabować, lub nawet poszerzyć obszar jego władzy.
Gdy usłyszał o tym Soave, postanowił działać. Mieszkańcy Bukowiny coraz bardziej niepokoili się, że rebelianci mogą przybyć także do ich kraju. Dlatego wybrano kolejnych dzielnych ludzi, uzbrojono ich i wysłano na południe. Ich dowódcę wybrano w konkursie strzelania z łuku, najlepszym okazał się młody Ischyrion. Rozkaz powrotu z dzikich gór na wschodzie dostał także Magoniusz i jego doświadczeni już wojacy. Razem było to kilkudziesięciu ludzi - dość znacząca siła, lecz niezdolna w pojedynkę pokonać ogromnych wojsk, które zebrały się w pobliżu Margotrionu. Jednak Soave cały czas informował Magoniusza o tym, czego dowiadywał się od innych książąt. Dzięki temu dzielny dowódca Gniewu Bukowiny wiedział że licznie zgromadzone armie tylko szukają okazji do uszczuplenia liczebności przeciwnika.
Pewnego wieczora żołnierze dotarli na kraniec gór, przez które przedzierali się kilka ostatnich dni. Z miejsca, gdzie rozłożyli obóz, znakomicie widzieli ogniska rozpalone przez obcych wojaków, którzy w wielkich ilościach znajdowali się na równinie. Magoniusz i Ischyrion do późna w nocy układali plan działania na najbliższe dni.
Następnego poranka, tuż przed wyruszeniem, Magoniusz wyjaśnił plan całemu oddziałowi.
- Żołnierze! Przed nami jest wielki tłum ludzi, którzy pragną się pozabijać. Jako że my pragniemy pozabijać przynajmniej niektórych z nich, ale jest nas chwilowo za mało, od dziś zaczynamy prowadzić wojnę manewrową.
Na dźwięk tego słowa w oddziale zapanowało powszechne zdziwienie - nikt nie wiedział czym owa wojna manewrowa może być. Niezrażony Magoniusz mówił dalej:
- Nie będziemy - tak jak do tej pory czyniliśmy ze zbójcami - ścigać wroga i bić go jak najszybciej, gdyż niechybnie skończyłoby to się naszą zgubą. Zamiast tego spokojnie przyczaimy się w lesie i będziemy patrzyli co dzieje się przed nami. Gdy z pola bitwy opadnie kurz, przejdziemy się tam, zobaczymy kto wolny, kto w pętach, a komu sępy wydziobują oczy, i wykonamy odpowiedni manewr. Jeśli polem bitwy władać będą nasi sprzymierzeńcy, będzie to manewr zdobycia beczki piwa w najbliższej karczmie, jeśli wrogowie - damy im solidnie po łbie, zwiążemy, uwolnimy sojuszników, i wtedy będzie można wrócić do pierwszej możliwości. Tak czy inaczej, wkroczenie na pole bitwy na końcu sprawi że będziemy zwycięscy.
- Wiwat Magoniusz, niech żyje! - krzyknęli żołnierze.
Tego poranka morale w armii Bukowiny wzrosło do niewyobrażalnego poziomu.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(7 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Bukowina
Inne kroniki tego księstwa:
