Kronika: "Obiecaliśmy Hansowi..."

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.

wtorek, 9. lutego Anno Domini 1010

Księstwo: Dziadoszyce

-Jak to było? Przypomnij, jeśli możesz... - Gał wkroczył raźno do komnaty i skierował się w stronę archiwum, czyli sterty papierów leżących w kącie.
-Co niby przypomnieć? - zapytał Wał.
-Zaraz, zaraz, gdzieś to było tu... O mam.
Gał wyciągnął ze sterty jeden rulon i zaczął czytać:
- ,,List od Hans (Polanie) do Ciebie
Roku Pańskiego 1009, 10. lipca, 18:35
Władco Księstwa Dziadoszyce z woli Swaroga, pozdrowienia ślę.
Sąsiedzie, jako że po mym ojcu tron odziedziczyłem i nie dane mi było przyswoić tajniki wojny, oferuję ci Panie z racji Twej siły i doświadczenia, przewagi jaką masz nade mną, me księstwo i mój lud jako lennika. Uznam Cię Panie jako mego Seniora, jeśli mi panie dasz słowo, któremu ufam, iż kiedyś dojrzę koniec księstwa Werahor. Czekam Twych wieści Panie." No. Pamiętasz to?
-Pamiętam. A nasza odpowiedź?
-,,Jeśli zaś chodzi o księstwo Warehor, to możesz być spokojny. Arturus pójdzie do piachu jak nie teraz, to później. Ale uczyni to z pewnością, być może będzie nawet trochę zdziwiony." Jakoś tak to brzmiało mniej więcej...
-Czyli słowa nie dotrzymaliśmy, bo Hans dawno w mrokach a Arturus nie.
-No nie. Ale dziś bitwa. I warto pamiętać o obietnicach. I warto przypomnieć o nich żołnierzom. Bo muszą dać z siebie wszystko.

Ital Olbrzymi zsiadł z konia, i kręcąc z niesmakiem głową, poklepał go do szyi i oddał koniuszemu. Gęsty las uniemożliwiał skuteczną szarżę, więc nie było sensu dosiadać rumaków, z czego urodzony jeździec wyraźnie nie był zadowolony. Podobnie było z łukami, one też nie mogły być użyte, czym zmartwiony był z kolei Borzymir Odmieniec wraz ze swoją 1 Kupą Gwardii Grodu, którzy przecież wojenną karierę zaczynali jako łucznicy. Za to Kelwal z widoczną radością trzymał w dłoni topór i wyzywająco spoglądał na szeregi przeciwników.
-Co oni będą robić? - pytał głośno sam siebie Borzymir. -Pójdą do zwarcia czy będą strzelać?
-Pół na pół -Kelwal machnął toporem.
-Czemu tak uważasz, przyjacielu?
Kelval pokręcił głową, wzruszył ramionami i poszedł ustawiać swoich żołnierzy.
-Si, si, półnapół - mały kapitan jazdy wytężał oczy, spoglądając na Werahorczyków i kiwał głową. -Półnapół.
-Skoro tak mówicie...
Nie zostało już wiele czasu, więc Borzymir zdecydował się w końcu na prosty rozkaz: dąż do zwarcia, który wydał wszystkim żołnierzom. Gwarantowało to zmniejszenie liczebnej przewagi wojsk Werahor, jeśliby ci zdecydowali podzielić siły. Bitwa rozpoczęła się.
Tak jak twierdził Kelval, część wojsk wroga nie bacząc na ciężkie warunki rozpoczęła ostrzał, korzystając min. z kusz, w które uzbrojony był jeden z regimentów. Druga część o podobnej wielkości ruszyła do szturmu, zaś reszta Verahorczyków ukryła się między drzewami i czekała.
-Na co oni czekają?- zdążył pomyśleć Borzymir, zanim dwie pędzące naprzeciw siebie masy wojsk nie zwarły się w bitewnym uścisku. Wszyscy wodzowie, dziadoszyccy i werahorscy brali udział w tym starciu. Losy bitwy nie były przesądzone, toteż należało pokrzepiać żołnierzy za wszelką cenę. W dodatku- każdy oręż się liczył.
Arturus wysłał w przód najsłabszą część swojej armii, dlatego bardzo szybko szala zwycięstwa przechyliła się na stronę wojsk Ognia i Topora. Niewyszkolone regimenty żółtodziobów nie mogły sprostać przystosowanym do bitwy w zwarciu najlepszym dziadoszyckim oddziałom i jedynie dowódcy obrońców walczyli dobrze. Nie mogli jednak długo bronić się przed miażdżącą przewagą liczebną i, męcząc się, po kolei odpadali. Zadir Niebieski, Paternus Muskularny i wódz naczelny - Brisham Muskularny znaleźli śmierć w pierwszej części bitwy.
-Dalej - krzyknął Kelval i pobiegł przed siebie a za nim reszta wojsk braci. Śmiercionośna salwa pomknęła na nich między gałęziami ośnieżonych drzew, ale dobiegli w końcu do drugiej linii wojsk wroga i znów zaczęła się walka wręcz. Najlepsze regimenty Werahor czekały na tę chwilę. Wciąż były wypoczęte i wciąż liczyły na zwycięstwo, ich zwarte szyki wyciągnęły przed siebie swe włócznie. Jednak łucznicy i kusznicy, trochę zmęczeni, trochę zniechęceni niewielkim skutkiem swego ostrzału nie stanowili zapory, przez którą nie można by przejść. Na nich właśnie poszedł atak. Przewaga liczebna wojsk Artura po pierwszym starciu znacznie zmalała, w drugim z kolei brali udział łucznicy, nie potrafiący maczugami zbyt biegle operować, w dodatku, na skutek dużych strat i braku doświadczenia części wojsk - morale Werahorczyków również spadało.
Dziadoszanom nie było jednak łatwo. Ital Olbrzymi został zatłuczony maczugą przez żołnierza z regimentu Wilki, który to regiment świetnie sprawdzał się w ostrzale i w walce wręcz. Miał więc dobre-złe przeczucie mały kapitan jazdy, gdy przed bitwą żegnał się ze swoim koniem tak, jakby nigdy nie miał już go dosiąść. Straszny ryk wściekłości Kelwala, walczącego tuż obok nie przeszkodził w boju wypoczętym regimentom Straż1, Straż8 i Straż9, które siały prawdziwe spustoszenie w szeregach poszczególnych regimentów Dziadoszan.
Jednak szala już się przechyliła. Elita Ognia i Topora wybiwszy łuczników wroga, zaczęła zbliżać się do Strażników. Bezlitosny krąg włóczni zacieśniał się wokół pododdziałów elity Arturusa, w których szeregach też widać już było wyrwy. I zwątpienie przyszło w końcu na żołnierzy Werahor. Słysząc wściekłe i niezrozumiałe dla obcych dziadoszyckie bojowe zawołanie: "Za! Te! Wszy! Stkie!!!, ginęli, zostawiając po sobie ich popękane tarcze i włócznie, łuki i pancerze, rozrzucone między drzewami. Ostatni z nich próbował się poddać, ale potężny cios Kelvala przeciął go niemal na pół. W ten sposób pułkownik braci Wałgałów wyrównywał rachunki za śmierć swego przyjaciela. Śnieg znów zaczął padać i przykrył wszystko jak kurtyna, która kończy spektakl.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(13 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Dziadoszyce

Inne kroniki tego księstwa: