Kronika: Obrona Markus
Przygotowane pod panowaniem władcy: Cornelius Krwawy.
piątek, 20. lutego Anno Domini 1009
Księstwo: Yerthum
Był szary mglisty poranek. Najpierw ucichł step. Przestały śpiewać ptaki. Przestała szumiec trawa. I wtedy z mgieł wyłoniła się milcząca armia. Szczęk blach, skrzypienie skór pancerzy, chrapanie koni. Któż wojsko swe tu prowadzi? Nie wiadomo. Zwinięte sztandary, ukryte znaki, tarcze herbowe płótnem obszyte. Goderyk mocny poczuł jak nogi pod nim miękną. Ciężko wsparł się o niedokończony ostrokół. Potem odchrząknął i splunął. Ludzie przeca patrzą, a nie kto inny jak on jako dowódca garnizonu za morale odpowiada. A wróg dziś nie zaatakuje. Całonocnym marszem zdrożony da swym ludziom odetchnąć, zanim do szturmu ruszy. Jest jeszcze czas.
Zanotował w pamięci żeby wydać dziś podwójny żołd. Jeśli napastnicy zajmą gród, to skarbiec i tak pójdzie w diabły.
Ludzie za nim zaszemrali. Nadstawił ucha.
-,,Goderyku" - z przejęciem powiedział do niego chorąży-,,toż to ten diabeł Eidion Mocarny! Ten który od miesiąca na nasze tabory napadał, ludzi gubił, towary rabował i znikał!".
- ,,Nic innego nie podejrzewałem" - oschle stwierdził dowódca. Potem podniósł głos- ,,żołnierze, pamiętacie jaką to nagrodę za głowę tego obwiesia książę Cornelius wyznaczył?"- -,,50 talrów!" - wymruczeli żołnierze. - ,,Ja jeszcze 20 dołożę jak mi go który ubije!!"-ryknął. - ,,Hura..."- stwierdził ponuro jeden z wojaków. Goderyk kręcąc głową ruszył na inspekcję zbrojowni. Nie ma co, koniecznie musi skarbiec otworzyć, a może jeszcze jadło jakie dodatkowe wydać..
Najeźdca długo nie czekał. Dał ludziom odetchnąć, ale nie za długo. Znać spieszno mu było - pod wieczór już ludzie jego tarany szykowali -,,Może spyży nie ma? ,,- szepnął z nadzieją pachoł, który przypadkiem koło kasztelana się znalazł. Goderyk popatrzal na niego z politowaniem. No tak, jeden z dziś powołanych, łuk utrzyma, włócznia już dla niego za ciężka, jakby mu pancerz włożyć to by usiadł i do końca bitwy nie wstał... - ,,Nic z tego" - wyręczył dowódcę weteran - ,,Zobacz jak się krzątają, jak broń blisko trzymają, jak siły oszczędzają, znać że szkolone wojsko..." - ,, Do murów taki nie podejdzie za blisko..." - mruknął smętnie drugi czule gładząc cięciwę długiego łuku. - ,,Ano, ciężka będzie sprawa....."
Jakoż i do szturmu ruszyli. Chorągwie jako zwinięte były tak zwinięte pozostały. Tylko dowódcy ze śmiechem do siebie pokrzykiwali. Eidion z dumnie odkrytą przyłbicą co i raz posłańca do regimentów wysyłał, szyk ustawiał swych dowódców klepał po plecach....Na mury drwiąco patrzył...
Obrońcy czekali. Czekała załoga, czekali wszyscy mieszczanie, dla których broni starczyło. Czekali. Czekali w ciszy... ,,Ech, nawet żołd nie pomógł" - westchnął smętnie w duchu Goderyk.
Szturm odparto. Znać na Eidionie mrowie luda na blankach wrażenie zrobiło. Całą siłą nie atakował, jeno sposobem. Licząc na przewagę doświadczenia chciał jak największe straty obrońcom zadać nim do szturmu ruszy. Jakoż i zadał. Olbrzymie. Osiem dziesiątek luda zachodu słońca nie dotrwało. A dzielnie stawali. Dzielniej nawet niż się Goderyk spodziewał. Na koniec wróg odstąpił, po dwudziestu godzinach! Mimo że ręce już mdlały, ale szczęśliwie strzały obrońców leciały. Wpierw jedna strzała pancerz dowódcy łuczników wrażych przebiła. Potem jedna, dwie nawet przez kolczugę Eidiona się przedarły, a trzecia prosto przez otwartą przyłbicę trzepnęła! Tak żywot zbója zakończyła strzała pachołka zwykłego, bo jak się okazało pachoł, ledwie na służbę przyjęty taką rękę szczęśliwą miał. Zaraz też do gwardii przyjęty został, a nagrodę mu kasztelan skwapliwie wypłacił, przecież oblężenie trwa i nie wiadomo czy skarbczyk potrzebny jeszcze będzie....
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(5 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Yerthum
Inne kroniki tego księstwa:
