Kronika: Peregrynacje Abramiusza Podróżnika - Trierto - Wędrówka

Przygotowane pod panowaniem władcy: Rycerz Humanuses.

czwartek, 20. grudnia Anno Domini 1007

Księstwo: Trierto

Idąc na północny-wschód po pięciu dniach wędrówki u stóp niewielkich skał tworzących północną podstawę Zatoki Krzyżowej dostrzegłem stepową osadę przycupniętą przy źródle. Gdy zbliżyłem się ujrzałem kilku ludzi z łukami, bacznie mi się przyglądających. Zbliżając się bardziej dostrzegłem rusztowanie mające w przyszłości stać się wieżą obserwacyjną. Uśmiechając się naprzyjaźniej jak umiałem zbliżyłem się do wioski, obserwatorzy nieco odetchnęli, gdy okazało się, że jestem sam. Jednak gdy okazało się, że mówią językiem bardzo podobnym do górali z mojej wyspy musiałem długo tłumaczyć, że nie jestem Bawarczykiem. Okazało się, że osada nazywa się Wolfgrad i jest graniczną osadą księstwa Trierto rządzonego przez Rycerza Humanusesa. Na zachodzie rozciągają się włości Karlomana władcy Bawarii. Karloman jest władcą wojennym i ciągle toczy jakieś batalie. Dlatego Wolfgrad nie jest zbyt ludna osadą i buduje wieżę obserwacyjną. Gdy udało się przekonać gospodarzy, ze nie jestem szpiegiem bawarskim ani żadnym rabusiem ugoszczono mnie po królewsku, a ja zrewanżowałem się opowieściami z różnych stron świata. Odpocząwszy całe trzy dni i serdecznie pożegnawszy gospodarzy ruszyłem stepowym szlakiem wzdłuż wybrzeża na północny wschód do górskiego przesmyku wiodącego na wschód, oddzielającego Zatokę Wielorybią od wielkiego słonego jeziora na północy często zwanego Jeziorem Odyna, u którego wejścia rozłożyła się kolejna osada Trierto - Noorat. Machając ręką na pożegnanie obiecałem sobie w duchu solennie, że jeszcze wrócę do tego miejsca, a szczególnie do domu wdowy Adelajdy, której gościnność w dzień i w nocy, wyzuła mnie zupełnie z sił, ale za to mocno zapadła w pamięć. Nie wiedziałem, że będę mógł odwiedzić Wolfgrad, ale ludzi których właśnie żegnałem już nie spotkam. Kilka tygodni później oddział żołnierzy Bawarii otoczył wioskę. Do walki uzbrojonymi i opancerzonymi żołnierzami stanęli wszyscy mieszkańcy, którzy mogli napiąć łuk - wszyscy polegli. Ale radośnie maszerując do Noorat jeszcze tego nie wiedziałem.
Dzień maszerowałem nabrzeżnym stepem na północny-wschód a następnie 2 dni na północ gdy dotarłem do Noorat. Strażnik na wieży wypatrzył mnie z daleka ale, przywitano mnie przyjaźnie, gdyż nadchodziłem od strony Wolfgradu i niosłem wolfgradzkie listy między innymi do starszego osady.

Noorat było przyjazne, ale górski przesmyk rozciągający się na wschodzie kusił nowymi wyzwaniami, podobnie jak droga wybrzeżem na północny zachód gdzie pionierzy Ordy dawno temu założyli osadę Samarkanda. Ostatecznie wybrałem góry i wizytę w stolicy Trierto - Lorderon. Tak więc po uzupełnieniu zapasów ruszyłem w dalszą drogę. O dzień drogi na wschód za Noorat wyjaśniło się dlaczego mieszkańcy tak rozwodzili się nad surowym pięknem Lorderon czy żyznymi polami Manaras a byli małomówni o najbliższej okolicy.
Maszerując górską ścieżką wyszedłem na niewielką skalistą dolinkę i pierwsze co zobaczyłem to człowieka z napiętym łukiem celującego w mój brzuch. Najszybciej jak umiałem zacząłem tłumaczyć kim jestem i dlaczego nie należy mnie odstrzeliwać. Grot wymierzony w moją stronę powoli opadł ku ziemi a cięciwa została powoli poluźniona. Natknąłem się na straż Thardaru - górskiej kopalni węgla wyjątkowo cennej dla górskiego księstwa. Spędziłem kilka niewesołych dni w areszcie nim została podjęta decyzja o uwolnieniu mojej skromnej osoby. Szybkim marszem oddalałem się od nieprzyjaznego Thardaru. Trzy dni maszerowałem na wschód nim przesmyk rozszerzył się na południe i następnego dnia właśnie na południowym - wschodzie dostrzegłem kolejną górską osadę Trosso. Jednak zbliżając się do domów dostrzegłem coś co zwolniło moje kroki, mianowicie, jedyną budowla jak tu powstawała była świątynia. Nie tawerna, nie port, nie systemy irygacji, a świątynia. Już mój dziadek powtarzał by nie zdawać się z fanatykami religijnymi więc ostrożnie zbliżałem się do Trosso. Jednak musiałem uzupełnić zapasy wody, a wyglądało na to, że jest tam źródło. W Trosso nie zabawiłem długo ludzie tutejsi byli zamknięci w sobie jakby kryli jakąś straszliwa tajemnicę, zupełnie coś innego niż mieszkańcy Wolfgradu, jakby inny naród.

Jednak dokładnie na wschodzie od Trosso znajdowało się Lorderon stolica Trierto. Mocno wyciągając nogi w ciągu czterech dni dotarłem do rozśpiewanego i roztańczonego miasta. Oho trafiłem na jakieś święto, dobra nasza, tylko dlaczego nikt mi o tym nie wspomniał, święta chyba w całym księstwie są takie same. Nie ma co się zastanawiać, gdy dobre piwo rozdają na ulicach. Świętując na ulicy nie poznałem przyczyny dlaczego piję darmowe piwo ale gdy dotarłem do miejscowej tawerny udało mi się w końcu ustalić dlaczego Humanuses rozkazał wytoczyć beczki piwa z piwnic.

Otóż 6 sierpnia Anno Domini 1007 Książe Barabonga Bambur Gruby zaproponował pomoc w przypadku ataku Bawarczyka, a dwa dni później Rycerz Humanuses obiecał również pomoc, gdyby wojska Karlomana uderzyły na Barabonga. Inny powód do świętowania również był, wojska Trierto zdobyły Lechistan stolicę Lechistanu z gór Lechickich, których masyw wzbudził taki mój podziw, gdy Kaszalot wpływał do Zatoki Wielorybiej. Więc przyszłość rysowała się zgoła świetlanie tak więc świętowanie trwało kilka dni.
Ile może wytrzymać wątroba, kiedy głowa rozpadnie się na tysiąc kawałków, gdy ciągle wlewa się w siebie piwo, wino, górską gorzałkę czy miód? Postanowiłem tego nie sprawdzać i po kilku dniach świętowania uciekłem. Z Lorderon niewiele pamiętam poza tym, że się świetnie bawiłem i strażnicy miejscy nie chcieli pić. Górska stolica została za plecami, ze swoimi mieszkańcami, przemysłem żelaznym i wspaniałymi budowlami. Mogłem iść na północ do stepowego Manaras i po tygodniu bym opuścił góry, ale postanowiłem obejrzeć majestatyczne góry Lechickie, zwłaszcza, że dwa dni drogi na południowy wschód znajdował się letni dworek Rycerza Humanusesa, wraz z wyrosłym wokół Erateas. Uch, jak wspaniale było położyć się w cieniu drzew po tylu dniach spędzonych w górach na podróży i pijaństwie.
Niewielka osada dostarczała Trierto większość drewna przerabianego w tartakach stolicy oraz oczywiście świeżej dziczyzny, gdy Humanuses ruszał na polowanie. Napełniwszy manierkę wodą (brr nie tknę już alkoholu nigdy w życiu) poprzez bagna, stepy i góry ruszyłem wzdłuż wybrzeża na wschód, do Lechistanu.


Druga część rękopisu znalezionego w ruinach spalonej osady na nabrzeżnych bagnach Barabonga, na południe od Lechistanu przez Aldusa Wiatropędnego.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(8 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Trierto

Inne kroniki tego księstwa: