Kronika: Peregrynacje Abramiusza Podróżnika - Trierto - Wojna
Przygotowane pod panowaniem władcy: Rycerz Humanuses.
czwartek, 20. grudnia Anno Domini 1007
Księstwo: Trierto
Triertańczycy spokojnie patrzyli w przyszłość, jednak w te słoneczne sierpniowe dni zbierały się chmury nad Trierto. Idąc na wschód natknąłem się oddział Trierto pospiesznie wracający z łupami z Lechistanu. Zostałem zatrzymany i szczegółowo wypytany o to co robię, gdzie zmierzam, jednak to nie wieści które żołnierze usłyszeli ode mnie nimi wstrząsnęły. To co usłyszałem od nich sprawiło że świat stał się szary i bez wyrazu.
Gołębie pocztowe przyniosły niepokojące wieści z zachodu 29 sierpnia Karloman stwierdził że jego sposobem na przetrwanie jest wojna. Dwa dni później Wolfgrad został okrążony przez oddział Bawarii, następnego dnia w bitwie zginęli wszyscy mieszkańcy osady.
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Jak to! - ci uśmiechnięci ludzie którzy tak otwarcie mnie przyjęli, gdy wylądowałem na tej wyspie nie żyją. Stary wiarus z którym rozmawiałem potwierdził jeszcze raz - Wszyscy zginęli.
Naraz straszna złość mnie ogarnęła.
- Zemścić się trzeba! - rzekłem - a dzięki traktatowi z Bamburem Grubym można będzie odpłacić zdradzieckiemu Bawarczykowi!
Wojak popatrzył na mnie dziwnie, potem spojrzał, gdzieś za mną i powiedział:
- 29 sierpnia na granicy z Barabonga zostało napadniętych 4 pograniczników, następnego dnia z wieży obserwacyjnej w Manaras dostrzeżono 300 żołnierzy Barabonga zmierzających na południe w kierunku naszych ziem. 2 września puste Manaras zostało zajęte przez wojska Barabonga. Dlatego tak szybko wracamy do domu. Zostaliśmy zaatakowani z dwóch stron dobrze, że od południa i wschodu mamy morze, bo stamtąd też by wyszła jakaś armia.
- Jak to! Zdumienie na chwilę zabrało mi głos - A książęce słowo Bambura Grubego??? O pomocy w przypadku ataku Bawarczyka?
- No właśnie, "- zmęczony uśmiech na twarzy doświadczonego wojaka towarzyszył tym słowom - Jego Grubaśna Mość "pomaga" nam przejść w mroki dziejów. Niestety nasze definicje pomocy widocznie mocno się różnią. O czymś takim jak honor to pewnie w ogóle nie słyszał, a słowo Bambusa jest mniej warte niż zeszłoroczny śnieg.
- Albo to co Grubas produkuje w takich ilościach w książęcym kiblu! - dobiegło z szeregu za plecami dowódcy, oględne sformułowanie zupełnie nie pasujące do prostego żołnierza nieco mnie zdziwiło, więc przetłumaczyłem.
- Znaczy mniej niż "gówno", to chciałeś powiedzieć.
Rechot wśród zmęczonych i zarośniętych twarzy wokół mnie był ostatecznym dowodem, że dobrze zrozumiałem.
Rozkaz do wymarszu zakończył naszą rozmowę. Żołnierze ruszyli ku swemu przeznaczeniu. A ja, cóż, ruszyłem dalej w stronę Lechistanu.
Gdy dotarłem do miasta 6 września. Wrzało jak w ulu. Właśnie straże wypatrzyły armie Barabonga na horyzoncie. W mieście był 25 osobowy garnizon i 84 niewolników Lechistanu, garnizon składał się z żółtodziobów wyposażonych w łuki i maczugi, a zbliżała się ponad 100 osobowa armia Barabonga z włoczniami i tarczami. Armia odcinała jedyną drogę na wolność, gdyż Lechistan był niewielkim księstewkiem, którego tereny obejrzeć można było z wieży obserwacyjnej w stolicy, co więcej na wschodzie można było podziwiać szeroki pas wody. Możliwe, że gdy "Kaszalot" wpływał do zatoki wielorybiej od północnego jej krańca, a ja zachwycałem się Górami Lechickimi, to straże Lechistanu zameldowały o tym Lechowi I zwanemu przez sąsiadów Milczkiem lub Mrukiem z racji barku odpowiedzi na jakiekolwiek listy.
Woda od wschodu, południa i zachodu, góry i bagna uniemożliwiające szybki marsz, a ze stepów na północnym zachodzie wychodzi wielka wroga armia. Ale pasztet!!!
Dowódca garnizonu podjął decyzję o ukryciu części żołnierzy i niewolników. I tak 10 żołnierzy i 40 niewolników ruszyło na południe do małego bagnistego cypla, jedynego miejsca którego nie widać z wieży obserwacyjnej miasta. Wszyscy goście, zostali "poproszeni" o opuszczenie miasta razem z ewakuowanymi.
W zamieszaniu niewolnicy lechiccy pozostawieni w mieście zbuntowali się jednak oddział straceńców pozostawiony w Lechistanie wyładował część złości na niewolnikach, żaden nie przeżył. 9 września obrońcy również zginęli.
Grupa niedobitków z Trierto założyła osadę Ukryty Jar i czekała na rozwój wypadków. Gołębie pocztowe znajdowały drogę wśród zawieruchy wojennej do i z Lorderon.
Na zachodzie działo się coś dziwnego - wojska Karlomana poprzestały na zajęciu Wolfrgradu i nie ruszały dalej mimo, iż wojsk Trierto nie było w tamtej okolicy. To dało możliwość wywiezienia z Noorat 70 sztuk rudy żelaza przygotowanej tam na handel z Bawarczykiem. 10 września sprawa bezczynności Bawarczyka się wyjaśniła. Na scenie pojawiła się nowa zamaskowana armia, jednak Thor Rasmusen, a przez wszystkim oddział weteranów "Gwardia Sigrdrify" jednoznacznie wskazywały na Walhallę w której ostatnio zmienił się władca.
Oczywiście to również była "pomoc".
Kiepska sytuacja, armia z północy - Barabonga, armia z zachodu - Walhalla oraz może jeszcze jedna armia z zachodu - Bawaria. Zaatakować jednej armii nie można, bo druga zajmie bezbronne miasto. Tym niemniej Humanuses po stracie Lechistanu zdecydował o wypadzie 185 żołnierzy przeciwko armii Barabonga, może zdobywcy Lechistanu nie wrócili jeszcze do głównych sił. Niestety Bambur rozsądnie wycofał swoje wojska, gdy zobaczył pierwsze zamaskowane oddziały Trierto, nie można było iść za nim i zostawić daleko za sobą bezbronnego Lorderon. Tak więc wojska cofnęły się i zajęły pozycje wyczekiwania wokół stolicy. Bambur zwlekał, wojska Walhalli przemknęły wzdłuż wybrzeża Jeziora Odyna i ruszyły na północ znikając z pola widzenia. Nagle do widocznych oddziałów Barabonga "Armii Serapiona" zaczęły napływać ze wszystkich stron posiłki oraz broń (składka Walhalli) oraz konie Bawarii (składka Bawarii) z transportem kolczug i kusz.
Tak przygotowana 400 osobowa armia powoli ruszyła na Lorderon. Ale nie zaatakowała mimo prawie 100 osobowej przewagi liczebnej, bynajmniej, tylko rozłożyła się wokół w oblężeniu, było to 28 września Anno Domini 1007. Niestety nikczemnik Grubas okazał się dobrym wodzem, wbrew bandyckim postępkom w czasie pokoju na wojnie się znał. Wiedział że szturm zamku z fosa to ciężka sprawa. Zapasy żywności Lorderon mocno uszczuplone wyprawą na Lechistan nie wystarczyły na długo po trzech dniach nie wystarczyło już dla osadników po następnych 2 dla wszystkich żołnierzy. Rozebrawszy tyle budynków ile zdążono, 6 października Rycerz Humanuses poprowadził swoich żołnierzy do ostatniej bitwy przeciwko liczniejszym i dużo lepiej wyposażonym przeciwnikom. 122 włóczni i kolczug oraz 90 kusz oraz 167 ludzi więcej przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Barabonga.
Prowadzący szarżę Humanuses został ciężko ranny, Onezym Olbrzymi i wielu innych dostało się do niewoli. Ciężko rannego Humanusesa wierny giermek wyniósł z pola bitwy i dostarczył do Ukrytego Jaru.
Wtedy ja, Abramiusz, zdecydowałem się ruszyć w dalszą drogę na północ, zostawiając ten rękopis w rękach Triertańczyków, gdyż nie wiedziałem co mnie spotka na skalistych włościach Bambura na które udałem się by zobaczyć ziemie zdobywców Lorderon. Zwiedzić ordyński Ułan- Bator zajęty przez Bambura w czasie wojen Walhalli z Wielką Ordą, starożytne Karakorum byłą stolicę Czyngis-Chana, miasto Stor bazę wypadową wojsk Walhalli w czasie wojny z Czyngis-Chanem czy piękne nadmorskie kurorty nad północnym oceanem Ułan - Ude, Deluin Bołdak, czy samotny Chałchyn Goł na ziemiach Dzikich Pól.
Moja niespokojna natura gnała mnie dalej w paszczę niebezpieczeństwa wśród szalejącej wojny i bandytów czujących się jak w domu pod okiem Bambusa Grubasa.
Trzecia część rękopisu znalezionego w ruinach spalonej osady na nabrzeżnych bagnach Barabonga, na południe od Lechistanu przez Aldusa Wiatropędnego.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(7 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Trierto
Inne kroniki tego księstwa:
