Kronika: Pierwszy najazd Walhalli!
Przygotowane pod panowaniem władcy: Swen I Widłobrody.
środa, 6. lutego Anno Domini 1008
Księstwo: Ród Skjoldungów
Lipiec roku 951
Blisko sześćdziesiąt lat minęło, a Swen pamiętał ten dzień jakoby to jeszcze wczoraj było. Były to czasy gdy ojciec Jego Harald I w rodzinne ziemie z kolejnej ze swych niezliczonych wypraw powrócił. A że niewiele takich chwil bywało, kiedy obaj razem mogli w spokoju porozmawiać, toteż dzień ten szczególnie utkwił w Swenowej pamięci. Gawędząc tak i po okolicznych wzgórzach się przechadzając, rozprawiali o przyszłości: o wyprawach, najazdach i wspólnej chwale.
Ojcze - w pewnej chwili spytał młody jeszcze Swen - jak rządzić ludem? Jak być dobrym władcą? Harald wtenczas spochmurniał, zmierzył syna poważnym spojrzeniem po czym oddalił się bez słowa w kierunku pobliskiego lasu. Chwila jednak nie minęła jak powrócił niosąc coś ukryte za plecami. Stanął przed synem wyprostowany i wyjął dwa tajemnicze przedmioty. Ku zdziwieniu Swena były to dwa zwyczajne kije.
Trzymaj ten, rzekł stary Harald podając synowi pierwszy z nich. Ten wielce zdziwiony usłuchał jednak ojca, zdało by się słusznie mniemając, iż o naukę fechtunku chodzi. Pomylił się jednak, bowiem ojciec zdecydowanie rzekł: złam go, złam go mój synu, złam czym prędzej!
Kij był twardy i Swen nie był w stanie go złamać ani wygiąć w rękach. Silił się, wytężał, ale na nic to wszystko było. Drzewo pozostawało niewzruszone. Wtem młodzian wpadł na pomysł zuchwały. Położył go na ziemi oprawszy o kamień i nogą potraktował. Kij pękł na drzazgi i rozpadł się na dziesiątki drobnych kawałków.
Dobrze rzekł stary Harald podając synowi drugi. A teraz złam ten. Szybko Swen dostrzegł, iż drugi kij znacząco różnił się od poprzedniego. Obejrzał go dokładnie. Kij był giętki i nie trzeba było wielkiej siły aby go wygiąć w dłoniach w dowolna stronę. Ale choć Swen silił się po stokroć, złamać go w rękach także nie zdołał. Położył go na kamieniu na wzór poprzedniego i nogą kopać począł. Jednak tamten nie pękał. Uginał się, ale nie pękał.
Widzisz mój synu rzekł stary Harald, podnosząc z ziemi ubłocony patyk. Dobry władca jest jak ten kij. Nie jest wstydem ugiąć się gdy przeciwności losu są zbyt wielkie. Ale głupota jest postąpić inaczej.
-----------------------------
Listopad roku 1007
Nie zapomniał nigdy Swen ojcowej rady. Nie zapomniał kiedyś i pamiętał także teraz. Siedział zamyślony przy stole, a przed nim pergaminy liczne były - a w nich wieści. Wieści od zwiadowców, z dalekiej wschodniej granicy. Armie Ulfa z Walhalli wdzierały się głębokim klinem w nasze ojczyste ziemie. Minęły nadgraniczne twierdze i zapędziły się niemalże do samych bram Swenowej stolicy. A działo się to dokładnie wtedy, gdy Swen armiami swymi gonił uciekającego Gerarda na dalekie południe.
Nie można wygrać dwóch wojen jednocześnie i to na dwóch oddalających się frontach. Wiedział o tym Swen, wiedział Gerard ale wiedział także Ulf. Klęska, ogromna klęska wisiała na włosku. Pyskaci doradcy, których zatrudniał Swen, lamentowali i wieścili koniec Rodu. Wodzowie poszczególnych armii bezradnie rozkładali ręce. Jedyna rada jaka płynęła z ich ust to cofać się, bo żaden z nich nie śmiał w obecności Swena mówić o kapitulacji, choć i takie myśli zapewne chodziły im po głowach.
Co zatem czynić wtedy gdy sytuacja beznadziejna jest, a katastrofa nieuchronna? W takich właśnie momentach, rady starego Haralda okazywały się zazwyczaj bezcenne....
-----------------------------
Grudzień roku 1007
Dwa dni później w Skavander zawarto pokój pomiędzy Rodem Skioldungów a księstwem Joanitów. W zamian za liczne ustępstwa terytorialne, niewolników i obietnice wiecznego pokoju na południowej granicy zapanował spokój. Swen wiedział iż Gerard, pomimo swego ataku na Bedryla Jednookiego, był władcą honorowym i wobec Swena zawsze uczciwym. To była dobra i rozsądna umowa.
Co więcej, Ulf który znalazł się armiami swymi niebezpiecznie daleko od rodzinnych włości, stanął w sytuacji co to dużo mówić nieciekawej. Przed nim liczne osady Swena, których szturmować z marszu nie sposób, a za nim wąwóz na końcu którego Twierdze których zdobycia niegdyś poniechał. A tuż obok.... nasze armie które w błyskawicznym marszu opuściły Gerardowie włości i zaczęły wychodzić na Ulfowe tyły. W armii Ulfa zapanował nieład i chaos. Atak Ulfa nie był, jak się okazało, zbyt misternie przygotowany. Raczej Ulf widząc, iż pomiędzy niedawnym przyjaciółmi doszło do rozprawy postanowił ową okazje wykorzystać i raz na zawsze zmieść Skioldungów z powierzchni ziemi. Natarł bez prowiantu i z niskim morale. Spieszył się widać i przygotowań należytych poniechał. Pomylił się jednak. Odwrót spod Skavander kosztował Ulfa życie ponad setki wojów. Wojsko w kolczugi i broń znamienitą odziane padało łupem naszych oddziałów, które wyległy z twierdz i drogę uciekinierom zagrodziły. Nie wiele można takich spektaklów spotkać, gdy chłopi gołymi rękami szlachtują rycerzy w żelazo odzianych i wychodzą z tego starcia praktycznie bez szwanku.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(8 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Ród Skjoldungów
Inne kroniki tego księstwa:
