Kronika: Pieśń o Filipie Śmiałym.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Hugo de Paye.

niedziela, 7. września Anno Domini 1008

Księstwo: Szampania

Lato zamierało pośród rudziejących traw na stepie, rozciągającym się między górami a oceanem wschodnim.
Brat Filip, właśnie zakończył poranne modlitwy, kiedy przypadł doń zwiadowca :
- Panie, panie ! o świcie na południu widziano tuman kurzu, wzniecony zapewne przez galopujące konie!
Czym prędzej sprawdźcie kto zacz tam chadza. Bo czas na odwiedziny w naszych ziemiach nie dobry. Rozkazał Filip.
Kiedy zwiadowca pomknął do swoich zadań, Filip przysiadł na zydlu przed namiotem i zafrasował się.
Po niedawnych bitwach z poganinem Jagiełłą , kraj ledwie z zapaści się podnosił. Właśnie zamyślono rozbudować nowe miasto nadmorskie Tulon.
Filip i garstka jego ludzi pilnowali szlaku przez stepy , aby karawany z towarami nie padły łupem rabusi.
Koło południa, na Anioł Pański, przyniesiono nowe wieści :
- pewnym jest iż to ludzie Warneńczyka! Zamaskowani idą, ale my ich poznajem. Raportował zwiadowca.
Kto ich wiedzie?
Zdaje się , że Karolina Kasztelanka - wysapał zwiadowca.
Filip pobladł na tę wiadomość, ale nawet brew mu nie drgnęłła, bo nie chciał swych ludzi w popłoch wprawić. Znał on dobrze ten oddział...
Tedy nie z gałązką oliwną oni tu idą! Radę wojenną zbierać trzeba, posłańców słać do Tulonu i do Troyes - czasu mało, nim zmrok zapadnie, rozkazy muszą być wydane!
Ledwie za trzy pacierze postanowiono :
1. Ludzie w Tulonie mają wszelkie prace porzucić i ruszać na stepy.
2. W Troyes mało drewna, bo na budowę poszło, rozebrać resztki kopalni i na włócznie przeznaczyć!
3. posłać 10 chłopów na step.
Wiedział Filip iż walka to jest o życie... całego kraju.
W skarbcu ledwie garść talarów , a wiadomym jest iż chłop bez talarów mało z siebie wykrzesze...
Następnego dnia o świcie już pewnym było, że Warneńczyk idzie pod Troyes.
Z wieczora Filip przysiadł na głazie i długo wpatrywał się w pobliskie góry, które gasły w zachodzącym słońcu. Czy nasz los też tak zgaśnie ?
Nie! Jesli umierać to w boju, wegetacja w osaczonym mieście to powolna śmierć, gdzie na koniec jeden drugiemu z głodu do gardła skacze.

Następnego dnia rano Kasztelanka Karolina ze swymi ludźmi stała opodal naszego obozu.
Filip zlecił iż by przed bitwą odprawiono polową mszę. Naszych podnosło to na duchu ,a wroga znurzyło nieco...
W tem czasie, cichaczem wycofano częć ludzi na stepy , a 10 pozostało aby stoczyć straceńczy bój.
To dało czas , aby wszystka ludność z Troyes wyszła w pole. Nie było już wiele do stracenia...
Następnego dnia doszło do wielkiej bitwy : po naszej stronie 20 uzbrojonego wojska - chętnego do walki , oraz 100 gołych chłopów, ale w podłym nastroju....
Przeciwnik zaś marzył o walce i miał 58 konnych, w tym 30 świetnie wyszkolonych i uzbrojonych.
O zachodzie słońca , tego dnia , ledwie 15 naszych ocalało... , innych 7 trafiło do niewoli... a brat Filip - sam zgładziwszy 5 wrogów poległ w chwale... . W sumie ubito 14 konnych...

Co z naszym Księstwem będzie ... , czas pokaże, bo dokąd choć jeden z nas żyw - nie poddamy się!

Amen.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(7 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Szampania

Inne kroniki tego księstwa: