Kronika: Podanie o Sobku prześwietnym.
Przygotowane pod panowaniem władcy: Falerin Mocny.
sobota, 19. kwietnia Anno Domini 1008
Księstwo: Galia
Praszczurze rycerza Sofroniusza, któren od onego wprost się wywodzi.
Któren to jeszcze Dąbrowa się miedzy swemi woła, a na polu "wdębie".
A sługą dozgonnym i sumiennym Ksiecia Falerina Mocnego jest.
O czynach rycerza Sofroniusza jeszcze powiedzieć zdążym, albowiem on jeszcze razem z nami do wieczerzy siada , a sława jego dopiero się jak ta nić przędzie.
Pierwej nadmienić wypada , aby znanym i pamiętanym powszechnie było z jakiej krwi się wywodzi.
Tedy zdarzyło się, a wiosną to było, pamiętnego roku kiedy to gwałtownie a niespodzianie krowa Pana Kasztelana Wojsława niewiedzieć czemu padła.
Dowódca drużyny, która w osadzie Izbica służyła, przy granicy północnej, Sobek, szedł skrajem lasu do kasztelana swego aby kwartalny raport zdać i osobiście a w cztery oczy o tym co ma być w okolicy wysłuchać.
Świtem powstał z posłania, które to sobie przeszłego wieczora na mchu pod drzewem zgotował i zrazu sumiennie porannym pacierzom się oddał, bo człek to był nader pobożny.
Wtem zamęt się wielki uczynił i zza krzaka chmara zbójecka na Sobka ruszyła, a było onych zbójów dziesięciu albo i dwunastu powiadają, wszyscy dzicy byli nie do opowiedzenia. To nagłe wtargnięcie w samem środku pacierzy tak wielce Sobka wzburzyło i że szału jakiegoś doznał co nadprzyrodzonym dziełem być musiał. Jeno topór swój schwycić zdołał, co go nawet do modlitwy nie odkładał i prać począł okrutnie, a wokoło jeno głowy bez ciała padały, a jedna w drugą tak strzaskane były, że i zliczyć ich było niepodobna.
Lecz kilku zbójów ugodzić Sobka zdołało, bo przecie bez pancerza modłom się oddawał , ale on nie padł póki wszystkich nie ukatrupił, a i po tym jeszcze taka złość w nim była i zawziętość, że z rozmachu wbił żelazo w pobliskiego dąbczaka i rozpłatał go przez pień do samej ziemi, wtenczas padł dopiero, z ran czy ze wzburzenia. I byłby szczezł niechybnie pośród porąbanej zgrai, gdybyż akurat chłystek jakiś wołka na paszę tamtędy nie wiódł i całą zgrozę obaczył i Sobka juchą zalanego i bez czucia.
Tak i uratowano Sobka i z ran go opatrzono a potem do kasztelana Wojsława zawiedziono, kidy już ustać wydolił.
Ale topora nikt z dębu wyrwać nie potrafił, bo nadludzką siłą był on tam wrażon. Sobek dąbczaka ściąć zlecił i dopir wtenczas żelazo wydobyto.
Wojsław kiedy o wszystkim się wywiedział w podziw wielki wstąpił. Za czyn Sobka, z nadania Wojewody, do godności rycerskiej podniesiono, trzy wioski mu nadając we własność , a i herb dodając, któren to taki był, że na zielonej tarczy rozpłatan na dwoje dąbczak stał, a w korzeniach miał dziesięć ćwieków niczym kamienie , które to pobitych przypominały. I zawołanie rycerskie Sobek miał "wdębie".
Z tego to Sobka Sofroniusz się wywodzi i musi być, że we krwi swojej jakieś fluida po przodku swym nosi , bo mężny jest nad podziw wielce , a że do szaleństwa.
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Galia
Inne kroniki tego księstwa:
