Kronika: Półfinały

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.

piątek, 11. czerwca Anno Domini 1010

Księstwo: Dziadoszyce

Od paru tygodni trwała wielka ewakuacja, wielkie przenosiny dziadoszyckich wojsk. Niemal wszystkie oddziały wchodzące w skład Armii Zachód przemieszczały się w kierunku wschodnim, uzupełniając po drodze zapasy i stany osobowe. Wodzowie dowodzili poszczególnymi Ławami Bojowymi tak, by ich żołnierzom jak najszybciej wzrastało morale. Bracia obawiali się wojsk Klanu Matsudaira, który był południowym sąsiadem byłych ziem werahorskich i na który teraz przyszła pora uderzyć.
Nie tak dawno Klan zaatakował księżną Amelię II i niemal zniszczył jej księstwo. Jedynie interwencja Florencji, która swymi wojskami pojawiła się w rejonie i rozpoczęła negocjacje, uratowała księżną od całkowitej eliminacji. Jednak wtedy to dały poznać się siły Klanu: paruset żołnierzy o wysokich bitewnych umiejętnościach, dobrze uzbrojonych w żelazną broń i równie dobrze dowodzonych. Broń ta wykuta była w kuźnicach księstwa Alby, które jako pierwsze padło ofiarą poddanych Yaetsu Tokugawy. Tak więc florencka jazda przybyła na miejsce i twardymi negocjacjami zmusiła Tokugawę do zaprzestania marszu, jak również zrzeknięcia się przez niego jednego górniczego miasta, zdobytego na Amelii. Ale nie doszło jeszcze do rozstrzygnięć. Niewielkie straty, które poniosły wojska Klanu Matsudaira zostały z pewnością szybko uzupełnione i w dalszym ciągu armia ta stanowiła jedną z głównych sił Ignens Dedecus.
Oddziały dziadoszyckie rozciągnięte były w swym marszu na terenie o długości wielu dni drogi. Niektóre oddziały pokonywały już ostępy Starego Lasu, inne zaś dopiero wychodziły z przesmyku w okolice Czarnej Grani. Wtedy to nadeszła wiadomość od Florencji: Klan znów zaatakował. Pięciuset wojowników parło na zachód i wiadomo było, że szybko się nie zatrzymają. Donatello swoją konnicę miał wciąż na południowym zachodzie, gdzie prowadził wojnę podjazdową z księstwem Tiste Edur. Władca Tiste, Scabandari, miał około stu pięćdziesięciu konnych w kolczugach, którzy w dalszym ciągu stanowili zagrożenie zbyt duże, by je lekceważyć.
Bracia obawiali się więc najgorszego. Zaczęli gromadzić siły przy granicy z Florencją, by móc wkroczyć na jej ziemie w razie, gdy ta, zablokowana, prosiła o pomoc. Nie było to łatwe, ponieważ, jak wspomniano, siły Dziadoszan były mocno rozciągnięte.
Okazało się, że Wałgałowie nie docenili ogromnego potencjału Republiki. Zdołała ona połączyć wystarczająco dużą część swych sił by stworzyć hufiec, który był w stanie walczyć ze wschodnimi najeźdźcami. Gdy bracia dowiedzieli się, że we florenckim oddziale znajduje się ponad czterystu weteranów i sławnych wojowników, długo przecierali oczy ze zdumienia wpatrując się w dane, które zawarte były w liście od Tokugawy. To było znacznie więcej niż posiadali w swych stanach wojska Wała i Gała, w dodatku, pod względem liczby koni Florencja już dawno dorównała konnym, od zarania dziejów, Dziadoszycom. Parę dni później, gdzieś na stepach środkowego południa doszło do wielkiej bitwy. Wygrali ją Florentczycy, jednak na skutek błędnych rozkazów Donatella- wodza tychże, straty republiki były ogromne. Zginęło wielu świeżych rekrutów a weteranów zostało, jak donosił Donatello - stu czterdziestu. Natomiast inwazyjna armia Klanu niemal przestała istnieć.

-No to masz straty, które chciałeś - mówił Gał. -W końcu i na Florencję przyszedł czas płaczu.
-No nie wiem - Walenty kręcił głową. - Ci, co przeżyli to teraz sławni wojownicy najwyższej klasy, w dodatku uzbrojeni po zęby. W dodatku nie wiemy, ilu jeszcze takich ma Florencja, nie wiemy prawie nic, tak, jak nie wiedzieliśmy do tej pory...
-I Tokugawa ze wschodu, i Scabandari z południa namawiają nas na atak na Florencję, zanim ta zdąży wylizać rany. Czytałeś?
-No i tak powinniśmy zrobić. Teraz jest największa szansa, która już się pewnie nie powtórzy. Póki jeszcze Klan dycha i póki Tiste Edur ma tych swoich konnych, a my mamy wojska blisko florenckiej granicy...
-...możemy dobić Donatella i jego świtę - dokończył Gał.
-Tak - Wał usiadł na krześle i po chwili wstał. - To co?
Galahan rozparł się na swoim fotelu.
-Ano powinniśmy. Jednak chciałbym zaznaczyć, że złamiemy wtedy nasze Słowo. Florencji obiecywaliśmy sojusz i dotrzymywaliśmy go, ona zresztą też, z tego co wiem. A to, że była silniejsza, niż przypuszczaliśmy, no cóż, nie jej wina... heh. I nie nasza.
-No nie nasza. Ale teraz mamy szansę po prostu ją pokonać!
-Pewnie tak, choć stu procent nie ma nigdy. Opanowalibyśmy wtedy świat. Ogień i Topór na sztandarach powiewałyby wszędzie, począwszy od naszego Portu i Końca Świata na północy, aż po południowe porty Tiste Edur... piękna rzecz...
Wał zrobił kwaśną minę.
-Jak cię znam, to zaraz dorzucisz jakieś ,,ale".
-Ale... pomyśl sobie, co to by było za zwycięstwo? Podszyte zdradą, uwieńczone nożem w plecy sojusznika. Wiele jest takich zwycięstw w historii, już nawet nie potrafię wszystkich wyliczyć z pamięci. Nie muszę dodawać, że niektóre to nasze dzieło... Dlatego teraz proponuję coś innego: dotrzymujemy słowa do końca i, zgodnie z umową, kontynuujemy marsz na Klan. Wcale nie jest powiedziane, że wróży nam to niechybną klęskę, bo jeszcze wiele może się wydarzyć, natomiast zwycięstwo, gdyby kiedyś na nas przyszło, pachniałoby znacznie słodziej w takim układzie.
-Wiedziałem - Walenty skrzywił się jeszcze bardziej. - Wiedziałem, że zaczniesz głupoty gadać. Wiedziałem, że będziesz dyrdymały gadał po prostu niemożliwe. Najbardziej szkoda mi Klanu, bo Tokugawa równy gość. Ale dobrze. Zróbmy tak. Idziemy na Klan Matsudaira i zobaczymy, co tam będzie ciekawego. Zastrzegam sobie jednak prawo do marudzenia przez resztę kampanii.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Dziadoszyce

Inne kroniki tego księstwa: