Kronika: Południe część 2

Przygotowane pod panowaniem władcy: Sil Der' Anam.

wtorek, 9. lutego Anno Domini 1010

Księstwo: Osmaniyye

W Obozie powoli ciemniało - nie była to godzina późna, lecz zwyczajem słońca pod koniec Grudnia było szybsze kładzenie się spać, za to księżyc dłużej swe rządy pełnił.

W centralnym namiocie - bynajmniej nie największym - przy potężnym dębowym stole zasiadali Sil Der' Anam Pan Osmaniyyi oraz jego równie szlachetny brat - Sil Der' Wenar Generał wszystkich Armii, w Osmaniyyi Ordu zwanymi.

- Bracie - rozpoczął rozmowę o 6 minuty młodszy Wenar. - Czy jesteś pewien szczerości zamiarów Belgaratha? Wiesz przecie, że pomimo Twoich tkliwych listów może dalej chować urazę do Ciebie...
- Ja wiem, że dalej ją chowa. Ale musimy komuś zaufać, wolisz Timura w roli naszego sprzymierzeńca?
- Wolę stawiać na nasze Ordu Bracie, one gotów są z imieniem Allacha na ustach życie oddawać w naszej sprawie!
- Ordu powiadasz... - rzekł drapiąc się po nosie Władca - Ja wierzę w Nasze wojsko, wierze w jego lojalność, uporczywość i siłę. Obawiam się jednak, że sami możemy dwóm nie podołać, w przeciągu paru godzin dużo się wyjaśni. Timur myśli iż prowadzimy zawzięte boje z Tolnedrą. W listach obiecał ją zaatakować. Jeśli jak przypuszczam jego Armie idą na nas to niebawem dosłownie za parę godzin powinny stać na naszych granicach... -Anam zamilkł na chwilę, lecz gestem zakazał Wenarowi branie głosu- Nie ufam Tolnedrze... Obawiam się iż Tatarstan jej nie starczy, iż Belgarath zapragnie więcej. Zapewne pierw owe miasto Timura weźmie w swoje łapska, ale gdy my się mocować z Złotą Ordą będziemy ruszy na nasze Solen En Marium - w przeszłości już je chciał, myślę iż dalej chce...
Możesz wysłać w okolice Tatarstanu naszych ludzi? Mają nie mieć uzbrojenia, maja udawać bandytów - mają na bieżąco informować mnie o tym co w Tatarstanie się dzieje. Da nam to parę dni więcej na przygotowanie Solen En Marium do obrony gdy by Belgarath postanowił jednak złamać Naszą umowę.
- Oczywiście Panie.
- A teraz... potrzebuję drzemki, sporo atrakcji dnia dzisiejszego miałem, a nie jedną decyzję dziś za pewne trza będzie podjąć, obudź mnie gdy wieści jakieś nadejdą.
- Tak jest...

...
Choć Sil Der' Anam nie drzemał długo, miał wrażenie iż sny które przed oczyma mu przelatywały całe lata trwały. Widział samego Allacha zasiadającego na wielkim tronie, tron był tak wielki, że siedzący na nim Allach niemalże ręką gdyby chciał księżyc trącić mógł. A nogi owego tronu na samej zimnej północy, rozległym wschodzie, gorącym południu i mokrym zachodzie niczym mocarne kolumny stały.
Bóg najwyższy przemawiał do Anama, choć ten nie nie rozumiał słów umysłem czuł je w sercu. Początkowo słowa te w sercu tylko uczucia rodziły. Po chwili stały się jaskrawsze, wyraźniejsze.
Sam Bóg przemawiał iż jednej z kolumn zagraża niebezpieczeństwo, że kolumna na rozległym wschodzie stoi na ziemi władanej przez niewierzącego. Owy niewierzący dobijać sąsiada swego miał, a na ziemi swojej i podbitej wielkie imperium rozrosnąć się miało. Imperium Allachowi skrajnie nie przychylne miało być, a nazwa jego Pur#$%^#%
...

- Bracie! Wstawaj! - Nieziemsko potężnym głosem wrzasnął Sil Der' Wenar - Zwiadowcy dotarli!
- Do najwyższej! Trochę szacunku! Na tej ziemi zapewne nie jeden zmarły spoczywa, a dusza jego w objęciach Allacha - a takim krzykiem z raju go zbudzasz!
- Wybacz Bracie, wpuścić go?
- Też mi pytanie... jasne że tak!
Do namiotu wkroczył brudny zziajany zbyt chudo jak na porę roku ubrany człek. Człowiek owy po ujrzeniu swego Pana padł płasko przed nogami Anama.
- Panie Największy, przynoszę wieści ze wschodu - powiedział słabym głosem zwiadowca. - Dwa dni drogi stąd znajdują się ludzie Timura.
- Jakieś wieści o uzbrojeniu? Nastrojach? Liczebności?
- Tak Panie, wiele włóczni, pancerzy skórzanych i chyba wszyscy z łukami. W sumie trochę ponad setka chłopa, wyglądają na zdeterminowanych, chętnych do walki.

Anam skinieniem pozwolił zwiadowcy odejść.

- Jak zwykle Bracie Twój jasny umysł przewidział ruch naszego przeciwnika, winszuję.
- Wenarze, Ty za to poprowadzisz nasze wszystkie Ordu do walki, w dowodzeniu wojskiem nigdy Tobie do pięt nie dorastałem.
- Bo wolałeś w bibliotekach studiować zamiast z wojskiem obcować...
- Jak pięknie Allach ten świat ułożył, prawie idealnie się dopełniamy Braciszku. A propos... miałem sen... bardziej wizję... Tylko przypomnieć sobie go nie mogę... Ktoś brutalnie mnie z niego wyrwał.
- Wybacz Bracie, skąd miałem wiedzieć, że o dziewkach nie śnisz?
- Jak byś mnie ze snu o dziewkach wyrwał, dopiero wiedział byś jak mój gniew wygląda.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.